2016: 8 filmów, 75 książek - 2015: 39 filmów, 78 książek - 2014: 66 filmów, 89 książek - 2013: 46 filmów, 60 książek
Archiwum
Zakładki:
zBLOGowani.pl
Kategorie: Wszystkie | DZIENNIK | KINO | KSIĘGARNIA | OSOBISTE | TEKSTY
RSS
piątek, 31 października 2014
Leszek Kołakowski, Jezus ośmieszony. Esej apologetyczny i sceptyczny, Znak 2014

 

 

Są takie książki, których czytanie powoduje taki dziwny stan: coś pomiędzy zachwytem a oświeceniem. To ten rodzaj czytania, przy którym siadasz i wcale nie chcesz przestać. Leszek Kołakowski napisał apologię, która jest tym ważniejsza, że nie wyszła spod ręki ani przekonanego dewoty ani radykalnego neofity. (Uwaga! Wyjątkowo ważny i mocny tekst!):

Czyż nie jest tak, że - jak wszyscy widzą - nasza rozpaczliwa zachłanność, ciągle rosnąca spirala potrzeb, nasze oczekiwanie, iż wszyscy, łącznie z najbogatszymi, nie tylko mamy prawo, by mieć coraz więcej wszystkiego, ale rzeczywiście mamy coraz więcej - że to wszystko doprowadziło nas do punktu, w którym skumulowane napięcie spowoduje przerażającą katastrofę? Mówią to niektórzy księża, to prawda - ale są ośmieszani; to znaczy: Jezus jest ośmieszany. Tak, Jezus jest ośmieszany, ale wiemy, że ma rację (...)

Wiemy, że przynajmniej dla części wielkich problemów ludzkości nie ma rozwiązań czysto technicznych czy organizacyjnych, że wymagają one tego, co Jan Chrzciciel nazwał metanoją, przemianą duchową. A tej przemiany z definicji nie można wywołać w sposób techniczny. Polega ona na uznaniu, że korzenie zła są w nas, w każdym z nas, zanim wrosną w instytucje i doktryny (...)

Wyznajmy to: taka jest nasza codzienna filozofia, filozofia całkowitej niewinności jednostki, odrzucenie osobistej odpowiedzialności, zanegowanie zła i grzechu, a ostatecznie zanegowanie człowieka poprzez zapomnienie Jezusa (s. 23; 25; 29).

Kołakowski pisze - w latach osiemdziesiątych - o zgubnym procesie demitologizacji chrześcijaństwa, Na naszych oczach dokonywano jego dekonstrukcji (przez rozmaite współczesne doktryny i ideologie, nawet te - jak prawa człowieka - o chrześcijańskich korzeniach), wyszydzano (sztuka współczesna! Serrano, Kozyra...) i ośmieszano. Europa wyrzekła się Jezusa w swojej kulturze, uznając, że to nie jest nowoczesne, nie odpowiada paradygmatom równouprawnienia i powszechnej szczęśliwości. Nieświadomie wyrzekła się swojego ukrytego sensu. Na naszych oczach, dzisiaj, ta opływająca w dostatki Europa nie potrafi przeciwstawić się kulturowemu naporowi radykalnego islamu. Wyszydzając swoje dawne wartości, okazała się być wydmuszką, oddaną szaleństwu konsumowania i posiadania. 

Niestety niewielu potrafi to dostrzec, a część, gdy już to dostrzeże zamyka się w rozmaitych twierdzach. To, co pisze Kołakowski jest przecież aktualne: w wykształconych lub półwykształconych klasach naszych społeczeństw być chrześcijaninem to wstyd (s. 24).

 

(źródło: katedra w Monreale; zdjęcie: a.b.)

czwartek, 30 października 2014
Jonathan Lear, Nadzieja radykalna, Fundacja Cieszkowskiego 2013

 

 

Nie wiem, co mam sądzić o "Nadziei radykalnej". Po pierwsze, przez większą część czyta się ją z zaciekawieniem dziecka, któremu opowiadają historie o Indianach. Jest wódz Wiele Przewag, są bizony (właściwie były, bo jak refren pada tu stwierdzenie wodza: odkąd odeszły bizony), wojny, Siuksowie, cały ten obrazek z Karola Maya. Po drugie, jednak, jest w niej wielki problem: co należy zrobić w momencie, gdy cała kultura, wszystkie jej sensy i znaczenia, nagle przestają istnieć:

Na zasadzie analogii wyobraźmy sobie człowieka, który przychodzi do swojej ulubionej restauracji i mówi do kelnera: "Poproszę to, co zawsze, średnio wysmażony kotlet z bizona". Kelner odpowiada na to: "Przepraszam najmocniej, ale nie można już zamawiać bizona, w zeszłym tygodniu jadł go pan po raz ostatni. Nie ma już bizonów (...)". Zastanówmy się teraz nad sytuacją, w której przestaje działać instytucja restauracji (...). W tej sytuacji zwrot "nie można już zamawiać bizona" nabiera nowego znaczenia: nie istnieje już czyn, który można by nazwać zamawianiem (s. 44).

Rozdział trzeci omawia strategię, którą w takiej sytuacji (nie istnieje już czyn, który można nazwać zamawianiem) obrał wódz Wiele Przewag. Według mnie to najsłabsza część książki: wyjaśnienie odwołujące się do psychoanalizy, które mogłoby się sprawdzić w poradniku "Jak żyć po katastrofie?", mimo wysiłków autora, nie jest przekonujące w ujęciu historycznym i etycznym. Rodzi wiele pytań: czy na pewno miał rację Wiele Przewag, który (s. 151) pozwolił Wronom żywić nadzieję, że jeśli będą kierować się mądrością sikory1 (cokolwiek miałoby to znaczyć), przeżyją (cokolwiek miałoby to znaczyć) i zachowają swoje ziemie (cokolwiek miałoby to znaczyć), czy może jednak Siedzący Byk, który chciał walki i wierzył w indiańskiego mesjasza? (Mówimy tu o jakże nam, Polakom, bliskim pojęciu "moralnego zwycięstwa").

Wiele Przewag i jego wizja przystosowania się do zmiany, więcej: współpracy z rządem federalnym dla ocalenia przyszłości plemienia, to wypisz-wymaluj postawa peerelowskich intelektualistów, określanych jako kolaboranci, np. Jarosława (podobnie tegoż stosunek do konspiracji i zrywów powstańczych). Z kolei mesjanizm Siedzącego Byka (charakterystycznym elementem myślenia życzeniowego jest magiczna przemiana świata - w zgodzie z tym, jak chcielibyśmy aby wyglądał - bez wykonywania żadnych realistycznych, praktycznych kroków, s. 161) to polski romantyzm, polska tradycja kamieni na szaniec, pięknego, jak w tańcu, umierania. (Jonathan Lear stara się pokazać, chyba na przekór Polakom, że Wiele Przewag miał rację).

 

______

1 Rozdział pt. "Cnota sikory" czytałem, obserwując przebiegłość sikor. Zadziwiająca jest ta koincydencja.

(źródło: alumniandfriends.uchicago.edu)

środa, 29 października 2014
Savonarola, Medytacje więzienne, Wyd. Marek Derewiecki 2010

 

Ów złotousty kaznodzieja i wielki niepokorny władał Florencją, ale teraz wyparł się go, takie polityczne gierki, jego własny Kościół, wtrącił do więzienia i oczekuje tam Savonarola na egzekucję. 

Rozmawialiśmy o tym z M. ostatnio, że ciężko jest znieść takie podglądactwo chwil najbardziej intymnych a szykowanie się na śmierć chyba do nich należy. Może właściwie moja chęć przeczytania "Medytacji więziennych" nie wynikała wcale z pobudek religijnych albo historycznych, ale z tego koszmarnego voyeuryzmu. Zobaczyć widok cudzego cierpienia.

Rozrywany jest Savonarola między Nadzieją a Smutkiem. Nadzieja brzmi nowocześnie, jak Kościół posoborowy, wskazując na miłosierdzie i łaskę, Smutek chce doprowadzić prześladowanego do samobójstwa, opisując boską sprawiedliwość, która opiera się na płomieniach (jak w ołtarzach kościołów Wyspy). To bardzo uniwersalna medytacja, myślę sobie, pamiętając o synodalnych dyskusjach. Czy jest miłosierdzie dla każdego? Czy może niektórzy, na przykład rozwodnicy, zasługują jedynie na kamień młyński u szyi? Kościół otwarty i Franciszek kontra faryzeusze i polscy biskupi.

Teraz chyba ja czytam Savonarolę wbrew Savonaroli. (Na swoje usprawiedliwienie podam wysoką temperaturę).

 

Katarzyna Przyłuska-Urbanowicz, Pupilla, słowo/obraz terytoria 2014

 

 

Trzeba mieć nie lada odwagę, by, w kraju ogarniętym polowaniem na czarownice, z wszechwładzą tabloidów, poruszać się po tak grząskim gruncie. Łatwo już za samo zdjęcie autorstwa Sally Mann (które kopiuję powyżej) trafić na czarną listę rozmaitych organizacji. Otóż, Katarzyna Przyłuska-Urbanowicz poświęca swoją książkę nimfetkom. Nawet to słowo brzmi przerażająco i sprośnie.

A jednak można, i udowadnia to "Pupilla", napisać piękną książkę, cytując także Baudrillarda (najnowsza obsesja amerykańskiej opinii publicznej) i Lacana. Można prowadzić narrację po literaturze, filmie, sztuce i filozofii w taki sposób, że czytelnik zadziwia się erudycją autorki i jest zafascynowany historią postaci nastoletniej uwodzicielki (co zaskakujące, autorka rozwija również cały zestaw odniesień wywodzących się z entomologii). Świeże porównanie z historią postaci seryjnego mordercy autorstwa Kubiak od "Innych śmierci" pozwala docenić kunszt Przyłuskiej-Urbanowicz.

"Pupilla" jest naukową poezją: być może tego właśnie wymaga delikatność tematu. Bardzo ułatwia odczytywania pisarstwa Nabokova, obrazów Balthusa czy przywoływanych fotografii Mann. Niemniej i tak się obawiam, że jacyś tabloidowi talibowie zechcą publicznie spalić autorkę "Pupilli" za to, że ważyła się dotknąć tabu.

(Właściwie i "Pupilla", i "Inne śmierci", to książki o współczesnym tabu. Bez względu na to jak je porównywać, czy biorąc pod uwagę styl, czy głębokość analizy, czy nawet zebrany materiał ilustracyjny, "Pupilla" okazuje się być czymś wyjątkowym a "Inne śmierci" jeszcze bardziej odstręczają).

 

(źródło: http://anneliejohnsson.se; (c) Sally Mann)

Dziennik. L4

 

Poniedziałek 

Dorobisz się - przestrzegali rodzice, kiedy miałem dziesięć lat  i nie nosiłem czapki. (To nie lipiec - dopowiadała babcia przez pozostałe jedenaście miesięcy).

Nie dorobisz się - powątpiewali potem, oglądając audycje o pięknych i bogatych w apartamentach z widokiem na całą Wa. i przygotowując mi kurczaka na wynos.

No i na przekór dorobiłem się. Mam gorączkę i zwolnienie do piątku.

Wtorek

Z najwygodniejszej możliwej perspektywy, to jest z własnego łóżka, przyglądam się ile tracę od ósmej do szesnastej. Dajmy na to wędrówka słońca, to jak promienie rozkładają się po balkonie, pod różnymi kątami, z różnych stron. Zwykle gdy wychodzę: już przecież ciemność. Ucieka mi to, co najbardziej podstawowe.

Środa

Teatr cieni "Bogatka" prezentuje. Za zasłoną lądują do słonecznika, kołyszą się na zwiędłym krzaku pomidorów, sięgając do orzechów, skradają się po barierce do tłuszczu z lidla. 

Czwartek

Teraz bawimy się w Indian to znaczy ja czytam, a A. - pochylając się nad stroną - mówi: moje nowe imię brzmi Żąda Uwagi.

Piątek

Dzieli nas szyba. Helikopter o żółtym brzuszku zawisa na parę sekund naprzeciw nas. Kto tu jest obserwującym a kto obserwowanym? - pytam Żąda Uwagi.

(Może tak rzucić ten urząd w cholerę i zająć się sikorami tak jak Darwin ziębą?)

 

Tagi: ja
19:45, kozmo1 , DZIENNIK
Link Dodaj komentarz »
Anna E. Kubiak, Inne śmierci, Universitas 2014

 

O czym chciałem przeczytać? O tym, że pogrzeb zmienił się ze wspólnotowego obrzędu nad osobą w usługę dla przedmiotu, oferowaną przez wyspecjalizowanych grabarzy w garniturach (i to zmienił się w ciągu tych trzydziestu kilku lat mojego życia, o czym świadczy owa opisywana przeze mnie koszmarna ceremonia1). O tym, że o ile śmierć prywatna zostaje wypchnięta poza obręb rzeczywistości i zlecona specjalistom o wdzięcznych mitologicznych nazwach, o tyle śmierć publiczna jest celebrowana w nieproporcjonalny sposób (całe przystrojone miasto, propozycja nazwania roku czyimś nazwiskiem, złote krzyże zasługi), jakby przez swój publiczny charakter była czymś innym niż tylko śmiercią. O tym, że problemy etyczne wiążą się głównie z tym, że zmieniły się metody ratowania życia i dziś można je podtrzymywać tak długo, że staje się to nieludzkie.

O tym chciałem przeczytać. Anna E. Kubiak napisała parę wstępnych uwag na ten temat, po czym skupiła się na tematach tak niepraktycznych jak filmy gore albo literacka figura seryjnego mordercy. W rozdziale o eutanazji prawie zupełnie pomija głos lekarzy, bądź co bądź kluczowy. Nie mówiąc już o niezbyt ciekawych rozważaniach o portalach żałobnych przy zupełnym pominięciu twórczości żałobnej na youtube.

W gruncie rzeczy autorka jest kompilatorką. Dla potrzeb książki skompilowała swoje stare artykuły. Z kolei te artykuły skompilowała z cudzych cytatów, właściwie bez wniesienia ze swojej strony czegokolwiek oryginalnego. Antropolog kultury, który nie korzysta z badań terenowych: samo w sobie brzmi to dosyć dziwnie.

Jeśli to wstęp do polskiej tanatologii, to w tej dziedzinie jest jeszcze bardzo dużo do zrobienia.

 

______

1 O tej ceremonii pisałem tutaj.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 8