2016: 8 filmów, 75 książek - 2015: 39 filmów, 78 książek - 2014: 66 filmów, 89 książek - 2013: 46 filmów, 60 książek
Archiwum
Zakładki:
zBLOGowani.pl
Kategorie: Wszystkie | DZIENNIK | KINO | KSIĘGARNIA | OSOBISTE | TEKSTY
RSS
wtorek, 21 listopada 2017
Ewa Winnicka, Był sobie chłopczyk, Czarne 2017

 


(kadr z filmu "Perła w koronie", reż. Kazimierz Kutz, 1971, źródło: www.repozytorium.fn.org.pl)

 

Ewa Winnicka pisze bez emocji, nie ma u niej jakichś zbędnych interpretacji, moralnych rozstrzygnięć. Ot, zapis historii, dzień po dniu. Rzecz dzieje się w Polsce, gdzie rodzina Bogiem silna, niepotrzebna jest konwencja antyprzemocowa (bo narzuci coś strasznego Bogiem silnym rodzinom owa hedonistyczna Europa) a minister zdrowia reklamuje w autobusach miejskich masowe rozmnażanie.

Mimo że bez emocji, że bez zbędnych interpretacji, jednak nie potrafię pojąć tej książki. Czytam ją tak jakby to był opis niezwykłych rytuałów jakichś nieznanych plemion. Nie, nie będzie tutaj patetycznego tonu o tym, że ja jako ojciec, bo chodzi mi jedynie o to, że żyjemy zupełnie inaczej. I nie wiem, co mnie - autora bloga - łączy z mieszkańcami tamtej innej planety.

(Dopisane: napotkam później u Barbary Seidler podobną historię starszą o trzydzieści lat. Scenografia, Żoliborz, będzie mi dużo bliższa, ale przyzwolenie na przemoc, coś jakby wbrew instynktowi, równie niepojęte).

 

poniedziałek, 20 listopada 2017
Louis-Ferdinand Céline, Podróż do kresu nocy, Czuły Barbarzyńca 2013

 


(Fred Stein, Huśtawka, Paryż 1934, źródło: http://www.vintag.es/2015/03/50-amazing-black-and-white-photographs.html; Skojarzenie z fragmentem ze s. 317, choć wydawać by się mogło, że nie ma nic bardziej oddalonego od Paryża Céline'a).

 

Zaczyna się we wczesnym październiku, druk jest drobny i z samolotu wysyłam wycinki do W., jak ten o urzędnikach (Ci dawni urzędnicy, zamknięci teraz urzędowo w tej nędzy niczym w zabłoconej zagrodzie, przeżuwali cały ten gnój, jaki odkłada się wokół duszy przez długie lata niewoli, s. 98).W. lubi Ciorana, a Céline przypomina mi go w wielu fragmentach. te o pierwszej wojnie są fenomenalne, wpasowują mi się do własnej teorii.

(Teoria autora bloga: jesteśmy naczelnymi, których cienka warstwa kultury i altruizmu, chroni od instynktu. Wystarczy, że jakimś hasłem, takim jak "naród" dotrzemy pod spód, a już budzi się w nas zwierzęca natura. To, co tak bardzo ceni nowa dyrekcja Muzeum II Wojny Światowej: palenie białoruskich wiosek itp.)

Pisze Céline (język, to, w jaki sposób pisze jest fenomenalny, zupełnie dzisiejszy, mięsisty): Dla biedaków na tym naszym świecie istnieją dwie podstawowe formy odwalenia kity. Pierwsza możliwość: zdychamy w czasie pokoju, dzięki totalnej obojętności naszych bliźnich; możliwość druga: szał mordowania, jaki ogarnia tychże samych bliźnich w czasie wojny (s. 90).

Czytam z coraz większym przekonaniem, że jest "Podróż do kresu nocy" rodzajem parodii "Boskiej komedii". Robinson jak Wergiliusz prowadzi bohatera przez kolejne kręgi: wojnę, kolonialną Afrykę, metropolię Ameryki, rynsztoki miasta, szpital dla wariatów. Przedzierają się przez to z całkowitą pewnością, że Nieba nie ma. Nie ma też żadnej miłości poza syfilitycznymi k..ami. Raz, może dwa pojawia się w tej podróży jakieś pozaziemskie światło, jak ów przegrany Alcide z odległej kongijskiej placówki, który dobrowolnie zostaje w tropikach, by za zarobione pieniądze móc leczyć swoją - choć właściwie nieznaną sobie - bratanicę.

Przegrany, bo wszyscyśmy przegrani, oddani śmierci, nieważni, anonimowi. I to poczucie upadku, nieszczęścia i osamotnienia, czy nie z jego powodu, tak Céline'a, jak i Ciorana uwiodła utopia oczyszczania świata, którą zaproponował pewien weteran pierwszej wojny?

  

Lidia Storoni Mazzolani, Rzymskie epitafia, zaklęcia i wróżby, Czytelnik 1990

 


(Rzeźba nagrobna Publiusza Aiediusza Amphio i jego żony Aiedii, 30 r. p. n. e., Altes Museum, Berlin, źródło: wikimedia.org.

Otóż to: są tacy, jakimi byli. Musieli cenić swój zwyczajny, doczesny byt, chociaż jego pochwałę wyrażają powściągliwie (s.8)).

 

Wszystko staje się dziennikiem. Nie mogę siebie i Was oszukiwać, że piszę tu jakieś recenzje. Już dawno piszę wyłącznie o sobie: przez opowieści codzienne albo poprzez książki. Na przykład w Zaduszki czytam o umarłych Rzymianach.

Zapomnijcie o misteriach to było najbardziej wstrząsające wezwanie do życia tu i teraz, odtąd dotąd. Tacy są na swoich nagrobkach - pozbawieni nadziei, to znaczy ułudy, żeby odłożyć życie na potem. Zapomnijcie o misteriach, nie łudźcie się na darmo.

Potrzeba niezapomnienia wydaje się najważniejsza. Te wszystkie epitafia potwierdzające, że byłem, te biedermaierowskie słodkie obrazki, te setki tysięcy blogów czytanych przez kilka, kilkanaście osób. Pisze we wstępie Stanisław Kasprzysiak (a nie wiem, czy wstęp nie jest najważniejszą treścią tego zbiorku):

"Nie może być inaczej", bo to Konieczność. Ona nie jest ani dobra, ani zła - jest nieodzowna. Nie jest wobec tego prawem, bo prawu można się poddać albo wyłamywać się spod niego. Jest natomiast moim losem. Przeznaczonym zresztą zarówno mnie, jak i całemu wszechświatu (s. 7).

Dla kogo my będziemy anonimowi i niezrozumiali? Starożytni Europejczycy, po których zostają cyfrowe opowieści. Blaknące slajdy podróżne na targach staroci. Nasze życie pomiędzy byłemnie ma. Ćwiczenie z powściągliwości.

  

czwartek, 16 listopada 2017
Dziennik pisany w listopadzie (odc. 2)

 


("Czego nie mogliśmy wykrzyczeć światu", wystawa w Żydowskim Instytucie Historycznym, listopad 2017)

 

Motyl 

Tego motyla, co zapomniał o lecie, co trzepotał uparty w lampie, musiałem wyprosić. Za okno, w jesień. Okazało się, że A. nie lubi gości.

Naczelne

Mieliśmy pójść do zoo, ale Dziecko nie chciało, a chodzenie do zoo, gdy Dziecko nie chce, jest zupełnie bez sensu, bo nas podglądanie zwierząt, pomijając ptaki, niezbyt interesuje. Zresztą w porze kawy, ulice zapełniły się stadami naczelnych z opaskami na rękach (obrączkowanie?) i nie trzeba wcale było iść do zoo. 

Bóg przychodzi w racach

My chcemy Boga: jednak mają mniej wiary niż ich zachodni koledzy, którzy na klamerkach wyrażali pewność, że Bóg jest z nimi. Zamiast Boga przemawia Roberto Fiore, lej na dworcu w Bolonii, nasza podróż poślubna, osiemdziesiąt ofiar na liście w poczekalni.

Bóg przychodzi w racach. Tłum. Takiego go hodowali biskupi (tutaj: pouczająca lektura kazań), rząd głaskał po głowie: lęk pozwala utrzymywać się przy władzy, podsuwał bohaterów instytut od fałszowania historii, nie ma się co dziwić, gdy krzyczy wieloma gardłami.

Ostatnie są liście dębu, złote. Ale już coraz głębiej w zimę, w ziemię.

*

Brzydota poranków głębokiej jesieni, kiedy nie możesz czytać, bo strony zwijają się od wilgoci.

Baśń dalekowschodnia

Czytając do tramwaju. Ziendobry! - zagląda mi w twarz twarz Chińczyka. Idziesz do placy? - kiedy wsiadam, tylko zdołam tak. Tramwaj odjeżdża. Co za historia.

Radość soboty (we wtorek)

Ten ceglany mur przypomina zdjęcia z kostnicy w Tuzli. Nigdy więcej wojny - notuję z wystąpień - to zawsze ocierało się o banał. Warszawskie getto, Srebrenica, Morze Śródziemne.

*

Żywopłot puchaty od wróbli na Bielańskiej.

Baśń francuska

Stoimy na przystanku Stare Miasto. Gdzie jest Stare Miasto? - pyta po angielsku stary Francuz. Tam, piechotą dwieście metrów. - A autobusem? Bo ona nie chce iść - wskazuje na maksymalnie wkurzoną francuską żonę. Potrafię sobie wyobrazić jego rozpacz.

Kwiaty umierają o poranku

Rano w środę szedłem Ogrodem Saskim. Jechały na śmieciarce biało-czerwone wieńce od nieznanego żołnierza. Każde święta kiedyś się kończą.

(11-15.11.2017)

 

sobota, 11 listopada 2017
Dziennik pisany w listopadzie (odc. 1)

 


(Pablo Picasso, talerz ze zbiorów Muzeum w Antibes)

  

Proza jeden

Dusze wchodziły nieraz w czarne psy - zapamiętałem to z lektury u doktora Baraniuka - a pewnej zadusznej nocy, wychodząc na pierwszy poranny autobus z Lublina do Wa., ujrzałem dużego czarnego psa. Stał na osiedlu jak gdyby nigdy nic. Lubiłem ten poranny autobus, budziłem się w Rykach, a po paru minutach snów już na Stadionie w mokry, śmierdzący chińszczyzną poranek. Nie było wówczas żadnych obwodnic i budów, więc - nocą zaduszną - coraz to mijało się oświetlone pola cmentarzy. Piszę to w Zaduszki, roku od zamieszkania w Warszawie osiemnastego, kolega z pokoju wzywa mnie do odpustu (osiem dni, osiem odpustów, doktorze Marcinie). Przez te osiemnaście lat Zaduszki przestały być świętem (02.11.2017).

Proza dwa

Życie nie przestaje mnie zadziwiać, pomyślałem sobie w knajpie, gdzie kelner o wyglądzie Freddiego Mercury'ego z wczesnych siedemdziesiątych od razu się spoufalał, podając wegańskie burgery i wino. Otóż rozmawialiśmy sobie nad tym winem i wtedy się okazało, że Dż. nigdy nie jadła w Ikei (O! Utracone klopsiki!). 

A potem wychodziliśmy - straszny tłok przy stolikach, uwijał się kelner o wyglądzie F. M. z wczesnych siedemdziesiątych - popatrz, powiedziałem do R., nic sobie z tego nie robią, że nadciąga dyktatura. (Opowieści z czasów sprzed). (03.11.2017)

Fragment jeden

W Lublinie piękna złota jesień, nie moja, zobacz - powiedziałem do A. - to znak. Żaden znak - odpowiedziała - fronty atmosferyczne i tyle (04.11.2017).

*

W Ś. pokazuję Dziecku jak szpak wydziobuje jagody z żywopłotu

Fragment dwa

Spośród rzeczy pokazywanych na - świetnie zaaranżowanej - wystawie Picassa (ekspresjonisty, a nie kubisty!) w Lublinie, najbardziej zachwyca mnie talerz z bogiem-krabem-słońcem. Ma w sobie niespotykaną ilość Morza Śródziemnego, biorąc pod uwagę, gdzie się znajdujemy. Ceramika di Simone - mówi A. i myślimy o Syrakuzach. W poniedziałek zacznę planować Południe (05.11.2017, "Pablo Picasso - wizerunek wielokrotny").

*

Pozmywałam w sensie - pisze mi A.

Proza trzy

Tamtej jesieni, kiedy pomieszkiwała u nas M. - wymyśliłem sobie refren, może incipit do nostalgii za parę lat. M. pisząca długie elektroniczne listy, M. jadąca do Macedonii, a teraz M. wracająca późno do naszego domu. Dom staje się domem, jeśli po kolacji rozmawia się w nim długo w kuchni (kolejne próby definicji): najważniejsze jest ciepłe światło domu.

Osiemnaście lat temu mieszkałem na Śniardwach, nieopodal budowali Galerię Mokotów, która doczeka się w dwa lata później nawet powieści. Wtedy też miałem refren: W te noce, w które wracamy.

Dziś M. wyprowadziła się na Mokotów. Jej mieszkanie ma białe ściany i pachnie inaczej. Trochę nawet przypomina Śniardwy. Wysyłam jej właśnie czytany fragment z Maxa Frischa: Jeszcze przedwczoraj mówiliśmy: Idę teraz do mieszkania. Dziś mówimy: Idę teraz do domu. Właściwie już mieszkamy. Kartonowe pudła wyglądają jak meble. (06.11.2017)

*

W ostatniej chwili tam byliśmy, w Muzeum, nim wszystko rozpieprzą - napotkany towarzysz podróży do Gdańska.

Fragment trzy

(O kuszeniu. Juliusz, Jep i Jarosław) W każdej fascynacji drugą osobą zawiera się jakiś pierwiastek erotyczny. Tego uczy Jarosław, ta jego łapczywość., bo choć Afrodyty są dwie, to obie jak siostry bliźniaczki (o poranku jeździmy z bliźniaczkami-manekinami, o poważnych papierowych twarzach, Dziecko się ich boi). Piszę o Jarosławie wpijającym się w usta, tym, który dzisiaj byłby wśród oskarżonych (07.11.2017).

Fragment cztery

Tamtej jesieni, kiedy czytałem dużo, nawet bez przyjemności, właściwie to kompulsywnie, żeby zająć czas. A. i Dziecko usypiali, a ja wymykałem się do pokoju i czytałem. Trafiłem na zapiski "Z dziennika berlińskiego" Frischa. Precyzja języka, ale jednak bardzo osobiste notatki. Z kim się spotyka, co sądzi o ludziach. Redaktorzy napracowali się tnąc. Pokusa, żeby przenieść się z bloga na zwykłe arkusze tekstu, jeszcze bardziej o sobie. Tymczasem czytanie (08.11.2017)

Fragment pięć

Tamtej jesieni, kiedy wszystko wydawało się takie same. Lato zresztą też. Sztuka z przyspieszaniem czasu polega głównie na tym, że dni się nie różnią. To nawet nie rytuały, to już bardziej niż rutyna, zwykłość. Dzień jak każdy inny z kompletu tych, co zostały. Chciałbym pokazać A. Południe, dokąd wyjedziemy, ale zawsze zasypia nim zdołam cokolwiek powiedzieć (09.11.2017).

*

Konszabelant - onomatopeja oddająca brzmienie niemieckich słów "komm' aus Schwabenland" (przybywam ze Szwabii)

Proza cztery

Trzy siwe wrony rozdziobują za plecami ministra kawałek placka. Odczytać by można to jako znak, ale tu nikt się niczego nie uczy. Żadnych znaków w tym przypadkowym kraju, któremu się wydaje, że tworzy historię. Stawiają świeże barierki, nazywają ulice, ciekawostka geograficzna, kaprys Boga: na chwilę są wolni, więc skaczą sobie do gardeł (10.11.2017).

    

środa, 01 listopada 2017
Dziennik Wszystkich Świętych

 


(Cueva de las Manos, Santa Cruz, Argentyna, źródło: wikimedia.org)

 

Pieśń na wejście

Którego niebo objąć nie może - ciągnął organista. No, no, no - zareagowało Dziecko wyczulone na zakazy ogłaszane słowami "nie może".

Agata

Oto jest więc Agata na dziecięcym rysunku. Na tacce trzyma dwa ciasteczka bądź żółte drożdżowe bułeczki.

Patron kosmonautów

3-krotnie pokonał odległość między Ziemią a Księżycem. 29 razy okrążył kulę ziemską. Czytam na tablicy o orbitalnym świętym, nie święty Neill, nie święty Jurij, ale Jan Paweł Drugi.

Bezimienni

Skoro zbawienie jest powszechne i skoro zszedł był On do limbo, gdzie przebywali (ach, ta skłonność do podziemnych korytarzy), to nic nie znaczy, że nie dołączono ich do kanonów i litanii. Muszą zasiadać w chwale, owi święci z Lascaux i Altamiry.

(01.11.2017)