2017: 69 książek - 2016: 75 książek - 2015: 78 książek - 2014: 89 książek - 2013: 60 książek
Archiwum
Zakładki:
zBLOGowani.pl
Kategorie: Wszystkie | DZIENNIK | KINO | KSIĘGARNIA | OSOBISTE | TEKSTY
RSS
wtorek, 17 kwietnia 2018
Justyna Kopińska, Z nienawiści do kobiet, Świat Książki 2018

 

W sprawie Polacy przeciw ośmiu latom rządów ciepłej wody poprzednia, nagradzana książka Justyny Kopińskiej (tutaj) była jednym z głównych dowodów oskarżenia. Ba, upieram się, że bez niej nie da się do końca zrozumieć dlaczego stało się - w czasie wyborów - tak jak się stało, tudzież dlaczego stopniowa likwidacja rządów prawa w Polsce spotyka się ze społecznym przyzwoleniem. Śmiało powiedziałbym, że "Polska odwraca oczy" to jeden z najważniejszych głosów dekady.

Dlatego rozczarowanie. Poczynając od czcionki, której wielkość ma za zadanie ukryć szczupłość tomiku. Poprzez wypunktowane na początku każdego reportażu leady, które sprawiają wrażenie, że oto wydawca wyrwał coś z popularnego portalu. Obok co najmniej dwóch mocnych reportaży, do książki włączono też rzeczy słabsze - widać, że wydawca śpieszył się z publikacją, zupełnie niepotrzebnie. Prawdziwym kuriozum jest dołączenie na końcu wywiadu z autorką, w którym m.in. wyjaśnia ona, czemu wybór jest taki, a nie inny. Książka powinna się bronić bez tego rodzaju objaśnień:
- O co pani chodziło w reportażu X?
- Reportaż X [który można przeczytać dwadzieścia stron wcześniej] opowiada o...

 

sobota, 14 kwietnia 2018
Jacek Leociak, Młyny boże. Zapiski o Kościele i Zagładzie, Czarne 2018

 

 

(Pius XII, 1939, fot. PAP)

 

Pius XII wybucha. To punkt kulminacyjny książki Leociaka. Opowieść o skutkach złego zabalsamowania zwłok papieża Pacellego nasuwa od razu skojarzenie z cudowną wonią zmarłych, która od dawien dawna stanowi dla ludu dowód świętości. Skoro nierozkładające się ciało oznacza świętego, cóż - à rebours - oznacza tak fatalny koniec? 

"Młyny boże" są pisane z pasją i zawziętością, i pojawiają się w momencie, którym partia rządząca stara się rozprawić z historią inna niż ta legendarna o wielkim drzewie wielkiej Polski i milionach Polaków ratujących Żydów. Niemal w tym samym czasie okazuje się, że bardzo niewiele w tym wielkim kraju trzeba, by antysemityzm wytrysnął z ust polityków i publicystów, by zalągł się w rozmowach i komentarzach. Bo on jest obecny wśród nas - bez względu na to, jak zawzięcie jemu zaprzeczają. (Wystarczy zresztą sięgnąć po jedną z gazet obozu władzy, magazyn historyczny senatora Ż., który trzęsie polską historią. W jednym tylko numerze przeczytać możemy: o konieczności ekshumacji w Jedwabnem i jednoznacznego ustalenia, że nie Polacy nie byli winni; o tym, że sami Żydzi ponoszą winę za antysemityzm Adolfa Hitlera; o tym, że już we wczesnych latach dwudziestych obrzydliwi lewacy zasadzali się na Bogu ducha winny rząd Duce).

Leociak nie pisze nic nowego. Wyciąga dokumenty z archiwum Żydowskiego Instytutu Historycznego, spisywane po wojnie zeznania i dokłada do nich równoległą historię kościelną: opowieść o bogobójstwie, która dwadzieścia wieków później nadal odgrywała kluczową rolę dla chrześcijan (bo nie tylko o katolikach, na czele z Piusem XII, i nie tylko o Polakach pisze autor). Nic nowego, ale po raz kolejny wstrząsa. 

Gorzka pigułka, której nie chcemy przepchnąć, woląc bycie karmionym pięknymi łgarstwami i nieuprawnionymi uogólnieniami.

 

środa, 11 kwietnia 2018
Dziennik pisany w kwietniu (odc. 1)

 


(Kadr z filmu "Mamma Roma", reż. Pier Paolo Pasolini, 1962)

 

3. Poszedłem do kawiarni. Myli okna i woda spływała z wysokości (nie umyłem okien, mea culpa).

4. Poszedłem do kawiarni. Myli ściany. Siedziałem z W. patrząc na brak fontanny i słońce. Na wysokich obcasach przechadzały się z telefonami przy uszach.

5. Łąka, łąka w Parku Akweduktów. Zapisywałem niedawno (siedząc w ikei z widokiem na parking), że umyka nam tło. Więc teraz z "Mamma Roma" wycinam tę mało znaczącą scenę z łąką. Pięćdziesiąt lat później bowiem, nic nie wiedząc o filmie, będziemy na tej łące szczęśliwi spacerując pośród maków. A. i ja, nie ma jeszcze Dziecka. (O "Mamma Roma" napisano już wszystko, o tle piszę ja).

6. Sezon koncertowy na Krakowskim Przedmieściu: trio akordeonowe na stołeczkach z pieskami, co pięćdziesiąt metrów. Nie mają mocy romskiej orkiestry dętej, ale ich fałszująca melodia świadczy - jak ufam - że nadchodzi ciepło

7. Oprócz czosnku (tutaj), którego jeszcze nie ma, o nadchodzącym cieple na hali świadczą żonkile. Dziecko nazywa je po prostu żółte i wybiera tulipany, różowe. Opowiadam sobie i Dziecku (a może zmyślam, że opowiadam?) o tym, że niedługo będziemy zbierać muszle. Eurytellina, eurytellina.

8. Nie mogłem doczekać się ciepła. Swoim snom za nie obiecywałem kostarykańskie arbuzy i hiszpańskie truskawki. Uchylcie mi waszego czerwonego skrawka - prosiłem ja, Tomasz niewierny.

9. O 8.10 na przejściu przy metrze musculus plantaris. Och, jak wielkie jest moje olśnienie, jak nie wyraża go nic tylko łacina. O, dulcis!

10. Płoty prowadziły mnie z tramwaju i do tramwaju. Dziwne obrzędy dziwnych plemion. Ludzie wyginęli na mieście. Tylko w kawiarni, w kawiarni zabrakło kanapek. (Z trudem przychodzi mi od paru miesięcy niekomentowanie rzeczywistości, niepisanie o Kościele i o republice, tak jak dzisiaj).

 

czwartek, 05 kwietnia 2018
Zbigniew Herbert, Utwory rozproszone (Rekonesans 2), Wydawnictwo a5 2017

 


(Zbigniew Herbert, 1991, źródło: ninateka.pl)

 

Obrona Herberta

Przestałem czytać. Stało się to tak zwyczajnie jak wówczas, gdy przestałem pisać. Co zaczynałem jakąś książkę odkładam ją po paru stronach zniechęcony. Dopiero zaintrygowany entuzjazmem M. przeczytałem na nowo - po pewnie dwudziestu latach (wskazywałby na to pożółkły papier) - "Silmarillion", który teraz okazał się dość melancholijną wizją upadku świata, zupełnie różną od optymizmu Joachima z Fiore. Poza tym nic.

Uratował mnie, jak się wydaje, poeta Zbigniew. Co z nim teraz uczynili, chcąc pozyskać pod swoje sztandary kogoś naprawdę wielkiego, różnego od całej armii patriotycznych grafomanów, samozwańczych bardów, rzeźbiarzy orłów i krzyży, tudzież upiornych błaznów, którym przyznaje się nagrody i hojne dofinansowania, nie mogąc powiedzieć wprost, że to żaden spisek: ów wcześniejszy brak nimi zainteresowania, ale że na to zasługują: na milczenie wobec ich mierności i miałkości? Z Herberta wyłuskano trzy rzeczy: niechęć do Michnika, powtarzany bez końca wers o życiu wilka (cytowany aż do obrzydzenia tego pięknego układu słów jak - nie przymierzając - ukochany kraj, umiłowany kraj mistrza Konstantego w epoce jakże umysłowo podobnej do obecnej), wreszcie bądź wierny idź stosowany jako usprawiedliwienie dla mowy pełnej oszczerstw (bo w wykrzywionym zwierciadle teraźniejszości wierność sobie i wierność prawdzie zmienia się w atak na innych). Odarto go zupełnie ze Sieny i innych barw.

A przecież - utwory rozproszone właśnie tego dowodzą - był ponad to. Był człowiekiem horyzontów szerszych, niepewności drżącej, zachwytu nad rzeczami martwymi. Jeden z niewielu, może poza Brodskim, który miał dar melodii. Struktura jego wierszy jest sama w sobie arcydziełem. Tutaj, w utworach rozproszonych, jest jeszcze bardziej intymny: możemy zaglądać mu przez ramię - do zeszytów, do listów.

(...) a Sylvia z długą twarzą
jakby odbitą na fali w chmurze świetlnego
gazu wieszczy biedna opuszczona Pytia

Chcą z niego uczynić wieszcza narodowego, a on jest ponad to, ba, nawet o wiele ponad to, czym żył Jarosław (do którego zwraca się kochanie). W zacytowanym powyżej wierszu "Generacja" pojawia się Sylvia Plath, a nie Baczyński. To między innymi o niej pisze:

był między nami pakt tajemny jak niewyznana miłość
sąsiedztwo narodzin wspólne kalectwo doświadczeń (...)

łudziliśmy się że stanowimy forpocztę
że torujemy drogę do ziemi obiecanej.

Jest bowiem Herbert poetą światowym, poetą uniwersalnym i częścią tej wspólnoty się czuje. I nic tu nie zmienią ludzie, którzy, chcąc przydać mu pośmiertnej chwały, odzierają go z uniwersalności i stawiają na czele owej armii literackich i artystycznych nieudaczników, których łączy to, że głośno wołają "Naród!"

 

Dziennik. Niezauważone święta

 


(Rossana di Rocco, kadr z filmu "Ewangelia według Mateusza" Pier Paolo Pasoliniego, 1964, źródło: https://jimfriedrich.com/tag/resurrection-in-zeffirellis-jesus-of-nazareth-movie/)

 

29. (rano śnieżyca) Nie da się odnaleźć czasu świętego. Po raz setny wznoszę dom nad tunelem kolejowym. Prawie jak na piasku.

30. (słońce) Proszę państwa, u Ducha świętego nie ma kolejki - szepnęła, a że kościół był prawie pusty szept rozszedł się głośnym echem.

31. (zachmurzenie duże) Ze wszystkich obrzędów ten pozostaje najbardziej uroczysty: mycie samochodów w paschalny wieczór nim zapalą ogniska. Jak zaciekle na Węglinie szoruje ten z Bemowa. Jakby czyścił namiastkę własnej duszy.

1. (w nocy zacinający deszcz uderzający o szyby) Przy stole wciąż o śmierci, choć to zmartwychwstanie.

2. (lekki śnieg przed południem) Piękna pogoda była zawsze dowodem na zmartwychwstanie. W gruncie rzeczy byłem panteistą, może nawet poganinem. Teraz pozostaje mi dowód z Pasoliniego, ateisty.

 

czwartek, 29 marca 2018
Tracja. Dziennik

 

będę bił brawo odmierzoną porcją
uśmiechał się na uncje marszczył brwi dyskretnie
(Zbigniew Herbert, Powrót prokonsula)

 

25.

Okienko

Zewsząd nadciągają szare blokowiska. Samolot coraz niżej. Ktoś z wielkich płyt ułożył domino. Nagle pośrodku klub FANTASTIKO.

Z zapisków prokonsula (1)

Prowincje zmieniają się jak w kalejdoskopie. Zaraz, kiedy to było? Szosa jońska - mogłoby być wczoraj. Przez białe góry dzisiaj droga tracka, do owej ponurej prowincji, której stolicą Filipopolis.

Z zapisków prokonsula (2)

Filipopolis ukrywa się pod warstwą asfaltu i kocimi osiedlami. Podrostki na forum odpalają skręty. W restauracji Diana (bogini? księżniczka?) rżnie muzyka ludowa (cztery kanały w hotelowej telewizji na okrągło). Jedzą tu tłusto, cichaczem wymieniają imiona cesarzy.

 

 

26.

Z zapisków prokonsula (3)

To mógłby być lidl pomiędzy blokami dawno pozbawionym jakiejkolwiek fantazji. Melancholia, droga M., jest tu tysiąckroć większa niż w innej prowincji (Lublin poza limesem). Lidl okazuje się być małą bazylika. Na mozaice łania pragnie wody ze strumieni.
Zazdroszczę im w Tracji tylko jednego: że gdzieś pod spodem leży rzymskie miasto.

Zaklinacz kotów

Z samego rana, z mgły i mżawki wyłania się zaklinacz kotów. Otwiera sklepik, w którym litery pisane głagolicą i zaczyna grać na flecie.
Po kamieniach wybiegają oczarowane koty, jak koty - jedynie na chwilę.

Z cerkwi św. Konstantyna i św. Heleny

Po stronie prawej pierwsi ludzie spotykają Boga. Bóg ma na głowie problemy w kształcie wielkiego trójkąta. Oni bez wstydu zupełnie, choć płeć jeszcze znaczy niewiele. Po lewej stronie jest zamknięty ogród. Wówczas nie wiedzą, Adam i Ewa, co utracili na tych trzech ikonach.

 

 

O starych domach na wzgórzu

Stare domy pachną starymi domami. Stare schody trzeszczą starymi schodami. Stare panie z zakurzonych kantorków uchylają drzwi, choć stare domy zamieszkują jedynie stare krzesła. Tylko w jednej łazience udało się schwytać niebo.

Z zapisków prokonsula (4)

Próbuję opisać zapomnianą prowincję. Odnaleźć dla niej jedno obraz albo słowo. I oto bydło z malunków z Lascaux powraca na obrazach Złatju Bojadżiewa. Jakże archaiczne jesteś, Filipopolis!

 

 

Z zapisków prokonsula (5)

Napadali na nas - mówi wiceburmistrz i wymienia długą listę tych, którym się poddali ci z Filipopolis. Nie ma w jego głosie żadnego żalu. Raczej rezygnacja. W owej ponurej prowincji tylko rezygnacja, smutek kałuż.

Gry i zabawy urzędnicze

Pięcioma białymi autokarami uczestnicy konferencji zostają wywiezieni na wielki kwiz. W dusznej sali kinowej rozbawiony konferansjer, który sili się na słaby dowcip, zadaje pytania: ile osób zginęło w katastrofie?
- 262, proszę podnieść żółte karteczki.
- 280, poproszę niebieskie. Brawo!

27.

Okno

Oglądanie sztuki obniża poziom kortyzolu, napomyka prelegent, ale my dziś nie oglądamy sztuki. Wypatrujemy innych szarych wieżowców z szarego wieżowca. Cały dzień. Wszystko tutaj dzieje się w mianowniku.

Z zapisków prokonsula (6)

Postanowiłem pisać do Rzymu, pierwszego albo drugiego, skarżąc się na tutejszą kawę. Cóż za barbarzyństwo, w tym Filipopolis, że podają tylko z automatu nescafe,
taką, jakiej smakoszem byłem sam będąc studentem.

Ton elegijny

Do późna w nocy przeglądam wiadomości. Kemerowo. Jak wyjaśnić Dziecku, że Maszka nie żyje?

28.

Z zapisków prokonsula (7)

W białych korytarzach lotniska Sofia (co oznacza Mądrość) nawiedzają mnie nieczyste mocarstwowe myśli. Jest w nich potęgą moja daleka prowincja o drogach prostych biegnących po wielkiej nizinie. Miasto stołeczne o lśniących wieżycach, do którego wracam z ulgą,

nie porzucając wszakże tęsknoty za Rzymem.