2016: 8 filmów, 75 książek - 2015: 39 filmów, 78 książek - 2014: 66 filmów, 89 książek - 2013: 46 filmów, 60 książek
Archiwum
Zakładki:
zBLOGowani.pl
Kategorie: Wszystkie | DZIENNIK | KINO | KSIĘGARNIA | OSOBISTE | TEKSTY
RSS
piątek, 05 maja 2017
Dionisios Sturis, Nowe życie. Jak Polacy pomagali uchodźcom z Grecji, WAB 2017

 

Czytam: Witamy was chlebem i dobrym słowem. Jak trzeba, po ludzku. Ofiarujemy wam dach nad głową, wygodne łóżko, mydło, czyste ubranie lekarstwa. Dzielimy się tym, co mamy, choć sami mamy niewiele (s. 9) a potem podnoszę głowę, przystanek Krucza, żeby sprawdzić kiedy autobus i trafiam na wysmarowany flamastrem czarny napis IMMIGRANTS GO HOME OR DIE.

Co się, k…a, stało z tymi Nadwiślanami przez te sześćdziesiąt lat? Co ich tak zatruło, uodporniło na ludzką biedę i dramat? Co uczyniło ich, co nas uczyniło, nieczułymi gapiami, którzy na ulicach życzą innym śmierci?

Na te pytania Sturis nie odpowiada. Zastanawiam się za to nad jego techniką pisania. Bo to, co pisze jest niesamowicie przejmujące, od razu działa na emocje, wzrusza, a przecież to jedynie kombinacje wyrazów. W jaki sposób poskładać zdania, żeby osiągnąć ten efekt? Bo Sturis po raz kolejny (tutaj na wyspie Man) udowadnia, że potrafi dokonać tego perfekcyjnie.

Reportaż z czasów, gdy Polacy byli jeszcze ludźmi. (Leży na biurku. Podchodzi kolega-mormon, odczytuje tytuł i pyta: Czemu to tak położyłeś? Ja nie będę pomagał).

 

Dziennik. O czułości

 

Wcale nie jest powiedziane, że będzie wybiegało na dzień dobry i tuliło się do policzka. Poduszki nie będą służyły do zabawy, nie będziemy przyglądać się samochodom wjeżdżającym do garażu i sok pomarańczowy będzie nie ten. Tylko na zdjęciach zostanie tak jak wtedy, to jest tak

jak dzisiaj. Czule myśl o chwilowości czułości (04.05.2017).

 

Dziennik. O oschłości

 

Strzeż się oschłości serca – powtarzam wers księcia Zbigniewa, którego teraz zamknęli w kilku frazach i uczynili poetą od wilków i zdrady o świcie. Jaką mu uczynili krzywdę, obierając za patrona i zapominając o piaskowej Sienie.

Strzeż się oschłości serca. Inna oschłość, kurtki, włosów, butów, na razie mi nie grozi. Dziecko, które miało usnąć, wygląda na deszcz (03.05.2017).

 

Tagi: ja
21:29, kozmo1 , DZIENNIK
Link Dodaj komentarz »
środa, 03 maja 2017
Wanda Hagedorn, Jacek Frąś, Totalnie nie nostalgia. Memuar, Kultura Gniewu - Wydawnictwo Komiksowe 2017

 

 

 

Pierwsze zdanie zabrzmi banalnie: o dzieciństwie zwykle opowiada się w sposób nostalgiczny. Wspomnienia zapisywane są jakby za mgiełką, która nadaje im tonu delikatności. W "Totalnie nie nostalgii" sam tytuł niesie już przesłanie programowe: opowiedzieć na odwrót, wyłącznie w ciemnych barwach. Skoro to autobiografia, autorka ma do tego święte prawo. Podobnie jak - podlewać swoje wspomnienia odniesieniami do teorii gender, tudzież czołowych prac z zakresu psychologii (choć akurat dla mnie ich wplątanie do powieści graficznej wygląda na erudycyjne popisy autorki, ale autor bloga nie powinien wypowiadać się o erudycyjnych popisach).

Mimo tego a także mimo powtarzania po tysiąckroć tez o patriarchacie (wszyscy mężczyźni w książce - a uogólniając wszyscy Polacy płci męskiej - są źli: krzywdzą, molestują albo chociaż wyśmiewają), sama fabuła - wielka w tym zasługa rysownika (polskiego mężczyzny!) - wciąga.

No i - co może dla mnie najważniejsze - pojawia się miasteczko R. O ile dla autora bloga przez długi czas stanowiło ono centrum wszechświata, o tyle dla bohaterki komiksu, Wandzi, jawi się ono - wprawdzie dwadzieścia lat wcześniej - jako największy horror: centrum dewocji, patriarchatu (ależ oczywiście!) i królestwo śmierci (co do specyficznego stosunku mieszkańców miasta R. do cmentarza zdaje mi się, że już tutaj pisałem).

 

(źródło: panteon.pl)

Dziennik berliński (kolejny)

 

(Fragment jednego z nagrobków na cmentarzu Stubenrauchstraße w Berlinie, 2.05.2017, źródło: a.b.)

 

Ćwiczenia z filozofii życia codziennego 

Z nas dwojga to A. jest stoikiem - okazało się dzisiaj. Dziecko biega, to pokrzykując, to rozpakowując spakowane manele. Mikrofala piszczy. Kran przecieka. W pokoju zaspy z klocków. Samochodziki grają jak szalone. Pośrodku tego wszystkiego w przedpokoju siedzi A. i jak gdyby nigdy nic poleruje szczoteczką noski pantofelków.

Ornitologia dróg krajowych i autostrad

Dość późno zacząłem zauważać drapieżniki siedzące wzdłuż, na płotach, ale teraz to widzę je co kilka kilometrów. A jeszcze bociany krążą nad autostradą jak sępy. Szczęście zobaczyć bociana w locie na wiosnę. Widziałem już jednego na gnieździe, ale nic wtedy nie powiedziałem A., żeby jej szczęścia nie odebrać. Patrz - mówię teraz - bociany latają.

Widziałam już jednego na gnieździe, ale nic ci wtedy nie powiedziałam, żeby ci szczęścia nie odebrać - odpowiada A.

Zapiski z rekolekcji berlińskich

Takiej wiary jak tutaj, dawno już nie znalazłem w żadnym z polskich kościołów. Dlatego w parafii Marii u stóp Krzyża, śmieszne wydają się te dywagacje o tym jak Polacy nawrócą Europę:

Polacy nienawidzący obcych. Polacy myślący, że Bóg rozmawia po polsku i jest akurat ich królem. Polacy naśladujący brunatne mundurki i maszerujący z krzyżem po Krakowskim Przedmieściu. Polacy, którzy chcieliby potopić uciekinierów z Lampedusy. Polacy niemiłosierni. Polacy w kościele smutni. Polacy w kościele zawistni.

Więc przyjechałem do Berlina na rekolekcje z pięknego chrześcijaństwa. Dziewczynki w bocznej nawie wirują na Baranku Boży.

(Dopisane: w Berlinie Kościół jest powszechny a nie obarczony ojczyzną, narodem i im podobnymi pojęciami. Tylko wówczas, gdy Kościół staje się wolny od rzeczy, które nie są jego, może przylgnąć do Chrystusa).

O tym jak zostać Japończykiem w jeden dzień

Na gminnym festynie kwitnących wiśni w Teltow mieszkańcy Berlina udają, że są Japończykami (prócz tych nielicznych, którzy nie udają, bo rzeczywiście są Japończykami). Nie ma w tym nic nowego: w każdej epoce są ludzie, którzy chcą udawać, lepiej lub gorzej, że są Japończykami. Udawanie to przecież strategia radzenia sobie z rzeczywistością (podobnie jak sny, fantazje i wyimaginowane fabuły).

Na gminnym festynie kwitnących wiśni w Teltow można kupić zestawy sushi i młode teltowskie kartofle. Młode kartofle zapobiegają zupełnemu oderwaniu się od rzeczywistości.

Fragment, który mogą zrozumieć jedynie rodzice 

O nieludzkiej porze w dzień świąteczny, Dziecko i ja idziemy na spacer. Buła, buła - woła Dziecko, więc szukamy piekarni. Jest, nazywa się "Wiesław", pod jej sufitem wisi barokowy anioł. W środku kolejka tatusiów i mamuś uroczo spędzających z dziećmi wczesny świąteczny poranek.

Drugi fragment, który mogą zrozumieć jedynie rodzice

Długo się do tej wycieczki przygotowywaliśmy. Jo. już dawno kupiła specjalną niebieską książeczkę, z której powtarzaliśmy, co zobaczymy w zoo. No więc jesteśmy. Przy słoniach Dziecko ziewnęło. Nieco zainteresowały je żyrafy. Przy małpach naciągnęło czapeczkę na oczy. Śpi.

Teraz nie wiem, kto się komu przygląda: my - zwierzętom, czy one dziwią się nam?

A. i autor bloga zwiedzają cmentarz

Jako stoik A. nie bawi się w wymijające odpowiedzi. Cmentarz - wyjaśnia - to miejsce, gdzie ludzi, jak umrą, chowa się do ziemi,

na przykład Marlenę Dietrich, bo to z jej powodu przychodzimy rano na cmentarz (wczoraj też tu byłem, ale nie sprawdziłem, gdzie są kwiaty i dopiero dzisiaj szukamy kwatery 34). Później pojawia się, ta co na zdjęciu, berlińska patronka dobrej śmierci. Naga macha nogami i popija wino, bardziej apetyczna niż patetyczna, chociaż A. twierdzi, że to przesada a ja że przecież radość życia (takiego jakim ono jest) jest warunkiem dobrej śmierci.

Za bramą jest słup ogłoszeniowy i plakat dziecięcego muzeum, które zaprasza: opowiedz mi coś o śmierci.

Opowieści z czasów sprzed

Fiakier odwozi rozochocone towarzystwo z kabaretu. Grubo po północy wysypują się goście z kawiarni na Korso Południowo-Wschodnim. Młody bez pachnie na tle art deco. Nikt tutaj nie wie jeszcze, że pewien weteran Wielkiej Wojny planuje swoją zemstę za lata bycia nikim, że chłopcy szyją mundury i ćwiczą strzelanie a Emil Nolde marzy o oczyszczeniu sztuki.

Dzielnice z lat dwudziestych ubiegłego wieku oglądam myśląc o Warszawie teraz.

(29.04-02.05.2017) 

 

sobota, 29 kwietnia 2017
Dziennik. Ciemny tydzień

 

(Mervyn O'Gorman, Christina w czerwieni, 1913, (c) SSPL, źródło: https://www.facebook.com/1095kulturalnych)



Przyglądam się nimfom otaczającym Posejdona na suficie Sali Wielkiej, wysoko na tyle, że nie zdeprawują szkolnych wycieczek. Zresztą ich nagość zupełnie nielubieżna, rysy - malarstwo naiwne, gdzież im tam do prerafaelitów, ale za to zdjęcie na instagramie od razu zbiera pochwały.

W przeciwieństwie do nieba nad Berlinem, niebo nad Warszawą nie zasługuje na sfilmowanie. W dzień zaciągnięte, ślad pierwszej burzy, wieczorem pozbawia możliwości przyglądania się gwiazdom, a przecież powiadają, że to dusze czyśćcowe wędrują do nieba (G. Verga, Rodzina Malavogliów, s. 37). Dlatego tu trudno o wiarę.

(25.04.2017)

Ale widziałem cud. Kobieta chwyciła kule pod ramiona i biegła do sto szesnaście, po drodze zaciągając się papierosem.

(26.04.2017)

Kiedy budzę się o nieludzkich porach, które wymyśla Dziecko, i kiedy piję jak kiedyś kawę z kubka z kropką, wydaje się, że jeszcze nie jest przesądzone, że to zły dzień. Nie ma predestynacji, jest opatrzność i omlet z bananami.

Miasto w deszczu, książka o nieszczęściu, wszystko to łączy się w melancholię. Znów myślę o prerafaelitach (zasługa tej strony) i o tym, że wszystko się zmienia. Wszystko jest funkcją czasu. Z dziewczętami jest tak jak Bóg zechce. Są wesołe i beztroskie, póki nie zaczną naprawdę żyć na świecie; wtedy poznają zmartwienia i kłopoty (tamże, s. 123).

(27.04.2017)

Uciekanie w sny, fantazje i wyimaginowane fabuły telefonów zamiast rozkoszowania się codziennością - zawsze uważałem to za groźny objaw. W końcu dopadło i mnie.

Nieszpułka jest jedną z cichych bohaterek powieści Vergi. Cóż to ta nieszpułka, zupełnie nowy wyraz, sprawdzam w wikipedii. Wieczorem do lidla - to nie może być przypadek - w dziale warzywa i owoce sprzedają nieszpułki. (Nieszpułki mają grubą skórkę i smak niedojrzałych brzoskwiń).

(28.04.2017)

 

Tagi: ja
12:33, kozmo1 , DZIENNIK
Link Dodaj komentarz »