2016: 8 filmów, 75 książek - 2015: 39 filmów, 78 książek - 2014: 66 filmów, 89 książek - 2013: 46 filmów, 60 książek
Archiwum
Zakładki:
zBLOGowani.pl
Kategorie: Wszystkie | DZIENNIK | KINO | KSIĘGARNIA | OSOBISTE | TEKSTY
RSS
wtorek, 23 maja 2017
Dziennik. Śliscy, partyjni i podnieceni

 

Zachęcam do tego, aby dotychczasowe opowiastki o osobach śliskich (tutaj, tutaj) i tych, których serce bije dla partii (tutaj, tutaj) traktować niepoważnie, bo przecież niemożliwe, żeby w demokratycznym państwie europejskim w drugiej dekadzie dwudziestego pierwszego wieku ludzie zachowywali się jak za późnego Władysława Gomułki.

Albo dzisiaj tych dwóch uniesionych patriotycznie. Pierwszy chciałby na znaczkach pocztowych umieszczać kontury Polski przedwojennej, bo tylko taka była prawdziwa i głosić chwałę żołnierzy wyklętych (to akurat częsta przypadłość). Każdy znaczek to może być jeden wyborca, pan wie, ile znaczków naklejamy na ślinę?

Drugi patriotą był od dzieciństwa, przynajmniej mojego. Wygrywał festiwal piosenki w Kołobrzegu w czasach, kiedy jeszcze go oglądałem (Nie płacz Szarloto wojna skończona, Hitler kaputt! - tak śpiewali a ja wówczas Kołobrzeg ceniłem bardziej niż Opole). Rok osiemdziesiąty piąty to zdaje się było niecały rok po zabójstwie księdza Popiełuszki, a pan już się wtedy patriotycznie unosił. Teraz też dopytuje czy są jakieś pieniądze dla patriotów takich jak on, bo młodzież powinna śpiewać o żołnierzach wyklętych (mówiłem, że częsta przypadłość?). On śpiewa na przekór lewakom. Płaczą mu na koncertach, wyją. On chciałby nowej kultury, nowego zjazdu w Szczecinie (to dopisuję ja, interpretator, miłośnik oportunistów (tutaj), ale bez przesady).

(23.05.2017)

 

Dziennik. Budzik

 

Nowy tydzień dobrze rozpocząć od kłótni w jakiejś zastępczej, błahej sprawie, choć tym razem dotyczącej zasobu, którego deficyt stał się problemem w naszym domu ostatnimi czasy, to jest snu.

- Śpisz do siódmej - oburzyła się A., której budzik zadzwonił dwadzieścia minut wcześniej, ale która, w przeciwieństwie do mnie, nie wyłączyła go i teraz krążyła za Dzieckiem między pokojami. Obiecałem Dziecku soczek, więc cóż było robić, zwlokłem się z łóżka i poczłapałem do kuchni.

Całe szczęście całe zamieszanie skończyło się dosyć wcześnie. Jak tylko wróciliśmy z placyku, to był dzień, w którym umarł Wodecki, położyliśmy się na chwilę przy Dziecku, nie myjąc zębów ani nie przebierając się w piżamy, za chwilę wstaniemy a autor bloga napisze wreszcie recenzję z Agambena, a potem poczyta, ale wstaliśmy dopiero o szóstej następnego ranka. W pokoju, w pokoju (22.05.2017).

 

Dziennik. Pan Poeta / Alicja

 

Pan Poeta

- Pozwoli pani, że przeczytam pani swoje wiersze? - Pan Poeta wyszedł z wąskiego stoiska na stadionie i szepnął do A.

- Nie, dziękuję - odpowiedziała niespeszona A., która w Sèvres mogłaby pracować jako wzorzec asertywności.

Tak właśnie było na tegorocznych targach. Dziecko spało. Pędziliśmy między stoiskami, nie zatrzymując się właściwie. Poeta Świetlicki siedział samotnie przy stoliku, oczekując na kogoś, komu mógłby podpisać tomik. Do kobiety, która schudła trzynaście kilo i napisała o tym memuar wiła się kolejka, którą trudno byłoby ominąć wózkiem.

Miało być inaczej. Jak rok temu. Tymczasem przechodziliśmy z wielkim żalem nad sobą. Że nie podchodzimy, nie rozmawiamy, nie kupujemy, nie rozkoszujemy się. Bo właściwie tyle książek, a nie ma czasu czytać. Bo tyle by się chciało albo lepiej chciałoby się napisać tak wiele, tyle stron a tymczasem jest się wielce niepoczytnym autorem bloga. Jedynie. Taki zapadł smutek na stadionie, że właściwie chciałem tylko kupić poezje Zuzanny Ginczanki, ale koniec końców, ich też nie kupiłem. A słońce, słońce jak wyszliśmy, grzało jak szalone.

 

Alicja

(Charles Dodgson, Edith, Lorina i Alicja Liddell, ok. 1859, źródło: dailymail.co.uk)

 

Jest coś Jarosławowego w tej opowieści o Charlesie Dodgsonie znalezionej w niedzielny wieczór w archiwum "New Yorkera" (Adam Gopnik, Wonderland. Lewis Carroll and the loves of his life, 9.10.1995). Poczucie tajemniczości życia i niemożność wypowiedzenia - poza literaturą - tego, co znaczące. Dlatego przepisuję:

Wówczas, prawie natychmiast po rozpoczęciu pracy nad książką dla Alicji, Dodgsonowi zakazano wstępu do domu Liddellów. Nie wiemy, co się wtedy wydarzyło: po jego śmierci, siostrzenica wycięła z dziennika strony opisujące dni sprzed wykluczenia go z domu dziekana [ojca Alicji]. Jedno, co pewne, odczytujemy z całości zapisów: jedenastoletnia Alicja Liddell była zupełnie nieprawdopodobnym obiektem westchnień nawet dla całkowicie nieneurotycznego mężczyzny (...)

Że był w niej zakochany, nie da się zaprzeczyć; że ze swojej natury była urocza, nikt nie powinien mieć wątpliwości (...)

Dla miłośników "Alicji" w tych wydarzeniach istotne są dwie rzeczy. Po pierwsze, szczególna siła charakteru bohaterki książek - Alicja jest jedną z nielicznych zdrowych na umyśle, świadomych i pewnych siebie postaci kobiecych w angielskiej prozie z czasów pomiędzy Jane Austen a Virginią Woolf - która wynika z siły konkretnej osoby. Alicja jest portretem, nie wyobrażeniem. Po drugie, tajemnicza melancholia i piękny patos książek odnoszą się do czasu pisania, kiedy owa silna postać na dobre odeszła z życia Dodgsona. Nie jest to książka pisana dla Alicji, ale o niej (...).

Ostatnim dziełem Dodgsona był elegancki, nie całkiem logiczny dowód na niemożliwość piekła. Pod koniec jego długich, absurdalnych zdań można się roześmiać, ale poza nimi, wydaje się, że istnieje Prawda albo nawet Bóg.

(21.05.2017)



Dziennik. Księga olśnień

 

 

(Olśnienie artystyczne: Julio Romero de Torres, Ángeles y Fuensanta, 1909, Museo Julio Romero de Torres, Kordoba, źródło: wikimedia.org)

 

Olśnienie powrotne

Małe okręgi zachwytów. Z luksemburskiego deszczu w ponadwarszawskie słońce. I Służewiec taki ochotny jak niegdyś, i na huśtawce Dziecko.

Olśnienie wielkoduszne

Nie wymagało to wielkiego wysiłku. On schodził po schodach, ja wchodziłem. Jedno nierozważne wysunięcie stopy a zrąłbałby się jak długi. To wymagało wielkiego wysiłku: przejść koło Ziemkiewicza i nie splunąć.

Olśnienie słowne

Powtarzam sobie synklinorium, synklinorium, wracając sto dwadzieścia osiem. Najpiękniejsze w tych słowach jest to, że możesz im nadać sobie tylko znane, odrębne znaczenie.

Olśnienie wizualne

Umywszy okna, łapczywie dostrzegam więcej szczegółów. Wielka i niewyrażona jest przezroczystość letnich dni.

Olśnienie kartograficzne

Można by, choć wymagałoby to odrobiny talentu, namalować mapę tej upalnej soboty. Jak patrzymy na Pałac pod różnymi kątami a Plac Piłsudskiego staje się placem zabaw.

(18-20.05.2017)

 

Giorgio Agamben, Piłat i Jezus, Znak 2017

 

(Tydzień usiłowania napisania czegokolwiek). 

Dramat. Prokurator i wędrowny kaznodzieja. Agamben rozkłada go na akty: nigdy nie zwracałem na nie tak bardzo uwagi, na czas i miejsce akcji (po hebrajsku Gabbata - całe dzieciństwo najbardziej przerażało mnie to sformułowanie), role.

Opisywany na różne sposoby. Cytowany u Agambena Dante usiłuje legitymizować władzę polityczną, Bach (tutaj) chce przemawiać w imieniu Boga, a potem Lloyd Weber i Rice (tutaj) - w imieniu człowieka.

Prawdę powiedziawszy, czytając skupiam się na samym dramacie. Dopiero posłowie każe zastanawiać się nad teologią polityczną i obopólną - ze wskazaniem większego przegranego jak twierdzi autor - porażce prokuratora i proroka z Nazaretu.

W gruncie rzeczy jednak nie chodzi o to, aby Bóg coś udowadniał: twierdzi autor bloga. On zadowala się milczeniem, co czyni też przed Piłatem. Może to nauczka dla wszystkich, którzy każą mu mówić za dużo, koronują go w dziwnych krainach a potem odrzucają, gdy przychodzi jako biedny człowiek, uchodźca o semickim wyglądzie.

 

sobota, 20 maja 2017
Dziennik z podróży służbowej (7)

 

(Udawanie Vermeera van Delft w zamku Vianden, maj 2017, źródło: a.b.)

 

Wstęp albo przypadki kapitana Kowalskiego

Kapitan zgubił bagaż. Wbiega zdyszany.
Kochany, Tirana to jest to - pasażer z tyłu.
Podróżuje się tu bez dzieci, nie bez Dziecka, w ogóle bez dzieci.
Spełnienia marzeń życzy kapitan. Właśnie wylądował.

O błękitnej krwi

Księżniczka Aleksandra mogłaby być probierzem błękitnej krwi w każdej bajce. Tak mi się zdawało w owych czasach dawno, dawno temu, kiedy wszystkie napotkane Luksemburżanki były podobne do niej i chichotały uroczo, rozmawiając w niezrozumiałym języku w autobusie z dworca do rady. Ale teraz w Aleksandrze nie ma tamtej słodyczy. Tylko w kiosku na pocztówkach - zauważam - jest taka jaka być powinna.

O unikaniu patosu (1)

Plac Konstytucji. Nad martwym nieznanym żołnierzem Nike unosi złoty laur. Obok rozstawiły się stragany z watą cukrową i gumowymi kaczuszkami.

O czerwonej sukience (1)

Regiony tu są matkoboskie. W katedrze tłok i Matka Boska Luksemburska w czerwonej sukience. Wydawało mi się, że to ostatnie miejsce na świecie, gdzie ktoś mi wręczy plastikowy różaniec.

O unikaniu patosu (2)

Koło wielkoksiążęcego pałacu, jakieś dwieście metrów, harmider i pachnie olejem. Wielkie hale smażalni, takich nie widziałeś w życiu, podają w nich frytki: grubo majonezu.

O Południu

Przesądy ludzi północy o ludziach południa przy kolacji okazują się błędne. Sycylijska Normanka o jasnych włosach każe ściągnąć story. Irena, Cypryjka, opowiada, że w takie dni nie wychodzi z domu. Całe lato. Nakłada czarne okulary.

O Północy

Prawdziwe europejskie granice są niewidzialne - rozmawiamy przy stole. Tutaj podają do kolacji bułki i masło, ale niedaleko stąd - twierdzi Francuz - masło do kolacji to bluźnierstwo.

O czerwonej sukience (2)

Stoją w czerwonych sukienkach Chinki z wózkami dziecięcymi zagubione w leśnym jarze, w wiosce, z zamkiem na górze.

Podsumowanie albo o bajkach

Małe bogate ksiąstewska, w których krowy pasą się na zielonych pastwiskach, domki w równych rządkach, obracają się młyńskie koła. Ludzie chcą bajek, więc je im pokazujemy - mówi przewodnik przy łóżku śpiącej królewny.

(16-18.05.2017)