2016: 8 filmów, 75 książek - 2015: 39 filmów, 78 książek - 2014: 66 filmów, 89 książek - 2013: 46 filmów, 60 książek
Archiwum
Zakładki:
zBLOGowani.pl
Kategorie: Wszystkie | DZIENNIK | KINO | KSIĘGARNIA | OSOBISTE | TEKSTY
RSS
sobota, 04 lutego 2006
Na szczęście w Tutam
Senny poranek w Tutam (o ile jedenasta to poranek). Nie ma złych snów, nie ma polityki, komputer chwilowo wyłączono. Po prostu szczęście samo. Jak dobrze, ze jest gdzie wracać w piątki wieczorem.

A za oknem pada śnieg. A w ekspresie syczy kawa. No żyć, nie umierać.
Tylko czemu trzeba będzie odjeżdżać?

(a z tego szczęścia zdziecinniałem i Świnkę umieściłem, którą w sieci znalazłem. Zastanawiałem się też nad kaczką albo chomikiem, ale to byłoby zbyt perwersyjne. No, a ponieważ jestem szczęśliwy to się z szarości postanowiłem dziś wyzowlić i teraz biel panuje)


piątek, 03 lutego 2006
(Przepraszam, ale ja już nie mogę) II
(Wiem, wiem, obiecywałem. Żadnych dzienników, gazet i w ogóle.
Ale prawdę powiedziawszy mi na tym kraju bardzo zależy.
No po prostu, jak czytam, co tu się dzieje, to faktycznie
Skumbrie w tomacie, naprawdę, pstrąg!!!!!):

Ustawa o szczególnych środkach podejmowanych dla naprawy państwa, w tym zmiany uregulowań dotyczących służby cywilnej i przebiegu konkursów

Ustawa o utworzeniu Narodowego Instytutu Wychowania

Ustawa o utworzeniu Narodowego Ośrodka Monitoringu Mediów

Nowelizacja Prawa prasowego (sprecyzowanie odpowiedzialności wydawców za publikowanie nieprawdziwych, uzyskanych bez należytej staranności informacji)

Dlaczego?????????????????????????????????????????????????????
Koszmarne skutki popołudniowej drzemki
Korzystając z tego, że upragniony pociąg do wymarzonego Tutam mam po siódmej, postanowiłem się chwilę zdrzemnąć. Oczywiście nastawiłem budzik, bardzo zresztą wyczerpany porannym ciągłym (od 6.20 do 7.16) wciskaniem drzemki. Zasnąłem prawie i od razu się zaczęło:

...Nowicjusze byli wzburzeni. Mimo późnej pory wszyscy nadal nie wychodzili z kapitularza. Co bardziej rzutcy przemawiali, inni kręcili się nerwowo, pozostali mamrotali coś między sobą. Chodziło o poniedziałkowy egzamin z angelologii u poczciwego, acz surowego w ocenie mnicha Februariusa. Kapitularz wrzał. Padła propozycja buntu przeciw egzaminowi. Początkowo miał to być bunt przeciw samemu F., potem ktoś zauważył, że winna jest ksieni i ustanowiona przez nią reguła, która właściwie pozostawała niejawna. W końcu okazało się, że chodzi o wolną sobotę i niedzielę (po obudzeniu się, od razu z radością pomyślałem o tym argumencie. Wprawdzie Karaiby odeszły już pocztą e-mailową ode mnie, i całe szczęście, to z terminem wtorkowym pojawiły się prawa człowieka w Ameryce Łacińskiej, więc wolny weekend, ech).

W samym środku rozgorączkowanego tłumu nowicjuszy byłem ja wraz z dylematem moralnym (nie będę więcej sypiał po południu. Dylematy moralne w snach, czy to normalne?).
Bo padła propozycja niepisania egzaminu, i szereg innych propozycji jej podobnych. A ja sobie pomyślałem, we śnie, że
primo: jakoś nie przekonuje mnie tłum osób, które dotychczas walczyły jak mogły, ucząc się po nocach o miejsce w hierarchii nowicjuszy, a teraz nagle postanowiły walczyć o wolnośc. Akurat przy angelologii. Sam dziedzinę tą lubię, wykładowcę cenię, i jak się okazało jestem wyjątkiem. W tym buncie to nie o szczytne cele chodzi - zastanowiłem się - niechęć do nauczenia się angelologii, która ponoć jest niemożliwa do nauczenia się, ubrana w postać buntu ma usprawiedliwienie. Zwłaszcza argument z weekendem mnie zafrapował. A jak mi się nie spodoba uczenie się dogmatyki, to ktoś się za mną wstawi, ktoś nie napisze ze mną egzaminu? Hmmm.
secundo: Może jestem egoistą, sennym zwłaszcza, i choć od zawsze pociągały mnie bunty (w II klasie podstawówki zebrałem podpisy od kolegów w sprawie pana Lucjana, który na zastępstwie mocno nas na wuefie przećwiczył. Po czym napisałem petycję, nazywając go "drugim Hitlerem". Ot, wykształcone historycznie dziecko byłem), ale raczej w imię czegoś. Bo bunt przeciwko poczciwemu Februariusowi, w klasztorze, w którym co druga rzecz woła o pomstę do Nieba wydaje się trochę niedorzeczny;
tertio: No i nowicjusze się podzielą. Zacznie się szemranie. Zawsze tak bywa w takich sytuacjach. Ktoś zostanie kozłem ofiarnym, no słowem, do refektarza nie będzie się dało wejść...

I w tym momencie się obudziłem.
Zadzwonił budzik.

Niedługo wsiądę w pociąg do Tutam. I zapomnę, że mi się wciąż śni.
czwartek, 02 lutego 2006
(Przepraszam, ale ja już nie mogę)
Miała być pełna depersonalizacja i żadnych osobistych uwag, tudzież komentarzy, do sytuacji bieżącej. Ale...

Ale chciałbym uroczyście oświadczyć, że nie będę od tej pory oglądał wiadomości, faktów i aktualności. Bo już nimi, kulturalnie eufemizując, zwracam.

Tudzież apolitycznie oświadczam, że obłudy nie znoszę. I jeśli miłośnicy gen. Augusto Pinocheta Ugarte chcą budować nową lepszą Polskę, to ja uprzejmie dziękuję. I papa mówię.

A na koniec oświadczam, że to, co dzieje się w kraju położonym między Rozewiem, Opołonkiem, kolanem Bugu koło Horodła i kolanem Odry koło Cedyni, wcale mi się nie podoba (ale "chcieliście Polski, no to ją macie, skumbrie w tomacie, skumbrie w tomacie" K. I. G. pisał).

Generalnie sądzę (sam sobie dołek pod sobą kopie), że w tym kraju powinno być więcej filozofów i poetów niż urzędników i polityków.

(a kończąc tą tyradę, chciałbym dodać, że dziś nieopodal mnie była księżniczka Anna. Ja o tym wiedziałem, ona - nie. Tylko jakieś sto metrów plus mury ponurego gmaszyska nas oddzielały. Ech)




Byłem dziś u Wizytek. Na mszy za księdza Jana. Właściwie to stałem przed drzwiami w tłumie. Jutro niestety nie mogę przyjść. I tak stałem, i przychodziła mi do głowy teza świętego Augustyna, że zło jest jedynie brakiem dobra, i że my do dobra jesteśmy powołani.

Myślałem też o tym pociągu do Rzymu, w którym zrozumiałem, że nikt nie ma na wiarę monopolu. Bo na korytarzu jechali tam ludzie, którzy stopem dotarli aż do granicy Austrii, a których nigdy bym na ciemnej ulicy spotkać się nie ważył. Jechali, bo kochali. Na swój sposób, ale kochali.

A dziś, tak myślę, bardzo przykre jest to, że decyzją miłośnika faraońskiej architektury, ksiądz Jan zamiast wśród ptaków na Powązkach spocznie na placu budowy.

A to przecież jest takie proste.
Wszystko opiera się o miłość.
Bez niej nawet najbardziej betonowa świątynia na środku wilanowskiego pola będzie pusta.

_________________________________________________________________

Nie płacz w liście
nie pisz, że los Ciebie kopnął
nie ma sytuacji na ziemi bez wyjścia
Kiedy Bóg drzwi zamyka - to otwiera okno
Odetchnij, popatrz
Spadają z obłoków
małe wielkie nieszczęścia potrzebne do szczęścia
a od zwykłych rzeczy naucz się spokoju
i zapomnij, że jesteś, kiedy mówisz, że kochasz

(ks. Jan Twardowski)


A może któregoś dnia rzucić to wszystko i wyjść z domu niby po chleb?
Siedziałem właśnie w stołówce jedząc pierogi z mięsem, całkiem całkiem nawet, i zastanawiając się jak nazywa się miniaturowa marchewka spoczywająca na talerzu obok (nazywa się juniorka), gdy weszli. Strażnicy z parków narodowych, zebrani na jakiejś naradzie w Tamtu.
Na mundurach mieli naszywki z symbolami swoich parków. Weszli, zamówili zapewne antrykot z kurczaka, a może nawet juniorkę, a ja znad pierogów udałem się wprost na emigrację wewnętrzną.

Siedzę w tym mieście, wstaję rano, nie jem śniadania, biegnę do tramwaju. Szaro, tłok, żadnego uśmiechu: tak było wczoraj, tak było dziś, tak będzie jutro (w sobotę tak nie będzie, bo będę w Tutam). Wszystko w biegu, wszystko takie nienaturalne. I jeszcze te sny o klasztorze. Nie mogę się wciąż dobudzić. Ranek nieczego nie zmienia.

I tak myślałem migrując wewnętrznie, zahipnotyzowany naszywakmi z parku magurskiego i z parku gorczańskiego. I tak sobie wyobraziłem, że tam byłbym szczęśliwy, bez tego hałasu, smutku, biegu, bez monastycznych koszmarów, bez tego tamtuskiego zgiełku, który mnie kompletnie nie bawi, a który jest teraz moim życiem.

Pomyślałem o polnych drogach Beskidu Niskiego, strumieniach z czystą wodą, pachnącej mięcie, i ogniu oświetlającym wnętrze domu (ech, chata w Ropiance..., ech, Polany Surowiczne...a nawet taka Krempna)

Oni to mają (tak sobie to wyobrażam, choć wiem, że praca to nielekka).
A ja?
Co ja w tym miejscu jeszcze robię. Przecież ja i Tamtu kompletnie do siebie nie pasujemy. Dlaczego siedzę nad niedokończonymi pierogami i zazdroszczę tym w mundurach. Zazdroszczę im, a moja zazdrość ma n dążące do plus nieskończoności.

Czego ja im zazdroszczę?

To się nazywało chyba wolność i spokój wewnętrzny.