2016: 8 filmów, 75 książek - 2015: 39 filmów, 78 książek - 2014: 66 filmów, 89 książek - 2013: 46 filmów, 60 książek
Archiwum
Zakładki:
zBLOGowani.pl
Kategorie: Wszystkie | DZIENNIK | KINO | KSIĘGARNIA | OSOBISTE | TEKSTY
RSS
środa, 08 lutego 2006
Zachwyt nad porannym śniegiem
Myśli mam jakieś niepozbierane, porozrzucane. Gra radio, co jest niezwykłe, bo jak piszę coś (bloga, Karaiby albo wypełniam druk przekazu) to lubię mieć ciszę. Może jest tak dlatego, że Pan Bóg nie obdarzył mnie odpowiednim słuchem. Na przykład, jak idę sobie rankiem (zbyt wczesnym) po Saskiej Kępie na tramwaj, coś w drzewach śpiewa. Oczywiście odróżniłbym krakanie albo ćwierkanie, ale to coś jest inne, ładniejsze, a w związku z tym nie potrafię nawet tego powtórzyć. (Ale to nie o tym piszę).

Radio gra, a wokoło mnie porządek jak nigdy. Łóżko pościelone i zakryte kocem, książki ułożone, walizka przepakowana, słowem w mym życiu dziś nagle, choć z przeszło godzinnym opóźnieniem pojawił się Ład. (nie muszę dodawać, że w tym wypadku Ład jest femininum). I z tego Ładu, też zachwyt mój wynika i, równocześnie, brak weny do pisania dzisiaj zdań pięknych i wymyślnych na blogu mym.

Obudziłem się po śnie krótkim. Cóż noc strawiłem nad administracją i dwie godziny snu uczyniły mój umysł wyjątkowo ociężałym. Za oknem padało. Właściwie "padało" nie jest właściwym słowem. Sypało. Od razu mi się melodia pojawiła w obolałej głowie. Bardziej nawet słowa niż melodia (patrz powyżej uwagi o mym słuchu), słowa stworzone przez mego ulubionego Edwarda a mówiące o zawiei (są one zresztą na płycie, którą posiadam, a którą kiedyś w geście dla Edwarda uwielbienia kupiłem za 39,99):

Zawieja w Michigan,
Zapada serce w śnieg,
Pustkowie ciągnie się,
Wysepki żadnej drzew
Ni domu, z domu gest:
Wejdź!

Pustkowie hen i hen,
Zawieja, mróz i biel;
Zawyłem aż po kres,
Czy sie spodziewać, że...
A wicher w trągki dmie:
Nie!

Miłości nasze tam,
Są tam, gdzie nie ma nas,
U Boga w środku gwiazd
Pokochał też bym brak
I cały słałbym blask:
W dal!

La - raj, la - raj, la - ra,
la - raj, la - raj, la - ra;
Zamieniam w zjawę się:
Niech!
(E.S.)

Cóż było robić. W zachwyt wpadłem nad śniegiem, nad Ładem, który miał się w życiu mym zjawić dzisiejszego popołudnia, no po prostu siódmy dzień lutego mnie zachwycił kompletnie.

Z tą radością do tramwaju wbiegłem. Popatrzyłem na twarze współpasażerów i oniemiałem. Zachwytu żadnego wśród nich nie było. Jeno cierpienie niewysłowione na twarzach i żal, że śnieg pada, że trzeba jechać, że zima w Tamtu trwa. Więc jechaliśmy: ja zachwycony i czterdziestu cierpiętników.

I zachwyt mój nadal trwa, co ciekawsze. Choć śnieg w tamtuską breję się zmienia (nigdy tego nie mogę pojąć, w Tutam zawsze dłużej biel leży, a tu po dwóch dniach na każdej ulicy tylko błoto pozostaje).

(A Ład zaprowadzony raz a porządnie zapanował nad mym nieuporządkowanym życiem)
poniedziałek, 06 lutego 2006
Bezsenność na Saskiej Kępie V
Pochwaliłem się? Karaiby zaakceptowane przez Sz. P. Redaktora (a o tym, że Ameryka Łacińska i prawa człowieka są na razie tworem mentalnym Sz. P. Redaktor dowie się jutro z maila).

A ja znowu siedzę w nocy i znowu w łazience zamarza mi pasta na szczoteczce.
Tym razem jednak powód jest trywialny (siedzenia, a nie zamarzania oczywiście).

Piszę sobie po francusku.
Fasynujący temat mam do opisania.
Normalnie, urzekł mnie od pierwszego wejrzenia.
Z nóg powalił.
Na kolana rzucił.

"Administration publique en Pologne". Cudny, nie?
Wspaniały (szukam dalej synonimów).
Olśniewający?

Dobra, dość tej szopki. Niedobrze mi się robi, gdy na niego patrzę.
Stąd pewno sobie jeszcze posiedzimy. A co!

Re: Natężenie świadomości

niepewnie idziesz pochylony
drogą co nigdzie nie prowadzi
tak jak po fali
tak jak po linie
jak nad przepaścią idziesz drogą
tak jak po fali
tak jak po linie
nie widzisz ziemi pod stopami
w powietrzu lekko zawieszony
skupiony nad swym każdym ruchem
w niepewny obraz zapatrzony
ostrożnie idziesz w dal bez celu
ostrożnie swym tanecznym krokiem
tak jak po fali
tak jak po linie
jak nad przepaścią idziesz drogą
tak jak po fali
tak jak po linie
jak łatwo serce wpada w gniew
jak łatwo gniew przechodzi w żart
jak łatwo widzisz w życiu cel
jak łatwo stwierdzasz jego brak
jak linoskoczek
zręcznie idziesz poprzez świat
jak linoskoczek
zawsze swym cyrkowym krokiem
jak linoskoczek
jak na linie zawieszonej
jak linoskoczek
zręcznie idziesz poprzez świat
tak jak po fali
tak jak po linie...

(L. A. Moczulski)

Płonąca chorągiew króla Waldemara
Właśnie się jakiś miły pan z towarzystwa polsko-arabskiego w radiu wypowiedział, że to było fe i nieładnie, że jakby ktoś poznał kulturę muzułmańską, to by wiedział czym jest karykatura Proroka i dlaczego jest naruszeniem przyzwoitości. Dodał, że każdy bronić może swojej wiary (zresztą, po co Duńczykom, ambasada w Damaszku - tak sobie pomyślałem), że to Europejczycy winni, bo nie rozumieją, nie szanują, nie lubią, no w ogóle okropni są.

Napełniony tymi zapewnieniami otworzyłem sobie wiadomości na onecie (nie miało tu już być wiadomości, ale tym razem nie chodzi o braci, co księżyc kradli, ani o ojca, co radiofonię zrodził). I przeczytałem:

"Domagali się ukarania śmiercią każdego, kto znieważa Mahometa" i sobie pomyślałem, ot, silna wiara, wspaniała tradycja, ot, rację miał miły pan z towarzystwa. Wyraziłem w sercu nadzieję, że gdy już nie będzie Danii, to jednak ocaleją rękopisy Kierkegaarda i Hansa Christiana Andersena. A z klocków lego będzie można budować malutkie meczeciki.

Jestem okropny. Jetsem ironiczny. Nie powinienem tego pisać, ale dziwnie się czuję, gdy widzę ten rozjuszony tłum palący flagi (w tym Dannebrog, jedną z najstarszych flag Europy, XIII wiek, król Waldemar).

Ot i tyle. (Przeniesienie się z horyzontu tamtuskich ulic w horyzont wojny cywilizacji stanowczo poprawia mniemanie o swoim własnym życiu)

Zawężenie przedziału ufności
(Uwaga, dziś będzie kompletnie personalnie. A dla zrozumienia należy prześledzić symbolikę monastycznych marzeń sennych opisywanych przez kilka poprzednich dni)

No więc K.I.G. to jednak o mnie. Już byłem gotowy na ten wielki plusk. W porannym pociągu nawet sobie wymyślałem (za zimno było, żeby spać) ironiczną treść wpisu o sobie samym w postaci zwierzątka futerkowego (tak, tak, tego od plusk, plusk). Nawet pijąc poranną kawę na dworcu myślałem, że skoczę. A niech tam. Ale nie zrobiłem tego.

Jak to niezwykle trafnie ujęła wczoraj A.: "Albo masz przesrane na dole, albo na górze". No to dziś już wiem, że na dole.

Wiem, jak to będzie. Scenariusz znany z pierwszego dnia wiosny w podstawówce. Ale czuję, że byłem wierny swoim poglądom. I dla mnie to się liczy. Ja nie widziałem w tym wszystkim solidarności, widziałem grę na emocjach i napór tłumu. A mnie powstrzymali J. i M. (nawet sami o tym nie wiedzą). Bo wytrwali przy własnych decyzjach i nie skakali. Ja też nie skoczyłem.

Żyjemy na archipelagach. Przedział ufności bardzo się zawęzi - wiem. (Choć mam nadzieję, że Moja Stała Czytelniczka jeszcze kiedyś tu zajrzy). Wpadłem w pułapkę w ostatnich dniach, a dziś na nowo w piękny mroźny dzień wiem, że sen jest po to, aby się obudzić. Ja mam żyć na jawie (a na jawie klasztor jest co najwyżej fatamorganą).

(to teraz idę spać. Lub może obejrzę komedię jakąś na komputerze. Ale ogólnie mam dość.)

(A tak na marginesie, angelologia była diabelnie trudna)
niedziela, 05 lutego 2006
O negatywnym wpływie snów na postrzeganie rzeczywistości
Jeszcze nigdy sny nie obrzydziły mi tak rzeczywistości. Przecież w gruncie rzeczy, mi w życiu, o co innego chodzi. A klasztor z mego snu nie jest moim domem, ani moim marzeniem, ani nawet nie jest całością mej rzeczywistości. Jakbym miał już w Tamtu szukać czegoś mojego poza Saską Kępą, to wskazałbym raczej na Żurawią 4. Miejsce jakże odległe od upiornego klasztoru, co mnie po nocach straszy.

(W ogóle, to dystans przez te dni straciłem. Podobnie jak też straciłem ochotę na poranny pociąg do Tamtu. Trudno mi wobec tego utrzymywać się w konwencji mego bloga. Ale wolałbym jednak o rzeczywistości cieżkiej oczywiście nie pisać).

Jakie to wszytko jest głupie. Marnowanie kolejnych dni na próżne rozmyślania nad sprawami, które nie są istotne. A najważniejsze umyka albo pozostaje gdzieś porzucone.

Jadę jutro do Tamtu.
Na samą myśl o tym wstrząsa mną niechęć.
Pociągi powinny jeździć tylko w drugim kierunku.
A może to ja powinienem, nie one?