Archiwum
Zakładki:
zBLOGowani.pl
Kategorie: Wszystkie | DZIENNIK | KINO | KSIĘGARNIA | OSOBISTE | Od 1 marca | TEKSTY
RSS
niedziela, 24 lutego 2019
Pomniki

 

 

(Jan Paweł II z oferty handlowej odlewni Art-Odlew: konkurencyjna cena wykonania pomnika z brązu, podobieństwo uchwycone w rzeźbionej postaci Papieskiej, brak dodatkowych kosztów modelu odlewniczego, trwałość pomnika z brązu – w porównaniu do rzeźb wykonanych z żywicy. Źródło: art-odlew.pl)

 

Kiedy Tischner wydał książkę o Homo sovieticusie, jej katoliccy krytycy zarzucili mu, że Jan Paweł II też musiałby zostać objęty tym terminem, a to przecież niemożliwe. "Argument z Jana Pawła" (tak sądziłby papież, tak nie uważa papież, papież powiedział) stał się dla Polaków miejscową odmianą prawa Goodwina: można było nim zakończyć prawie każdą dyskusję.

Byliśmy całkowicie zdominowani przez postać papieża, nie mogąc pojąć, że gdzieś na świecie, a co gorsze - gdzieś w Kościele, o papieżu można mówić nie na kolanach. "Argument z papieża" działał: ucinał dyskusje o relacjach państwo-Kościół, o kościelnej hipokryzji (oddać należy, że stosowany był także, całkiem udanie, w obronie Unii Europejskiej czy przeciw antysemityzmowi).

Ale wyrastamy i któregoś dnia będziemy się musieli jako Polacy, i jako polski Kościół, zmierzyć z dziedzictwem Jana Pawła II, które nie jest do końca takie jak w naszej legendzie o wielkim papieżu. "Argument z papieża" utracił swój urok. (Być może uroczyste świętowanie czterdziestej rocznicy papieskiej pielgrzymki do Polski stanie się też - wbrew intencjom władzy - okazją do gorzkiej refleksji i rozliczeń). Ta konfrontacja będzie bolesna.

Tu powinno być osobiste wyznanie: osoby, która papieża uważała za nieomylnego a u wszelkich jego krytyków doszukiwała się złych intencji; która z nabożeństwem jeździła na papieskie msze w czasie pielgrzymek do Polski; która śmierć papieża przeżyła jakby była to śmierć kogoś bliskiego. I to nie była anegdota Franciszka, ani nawet sprawa ojca "Degrengolado", która zmusiła mnie do pełnej goryczy refleksji, ale przypadek kardynała Groera.

Przypomnijmy: wobec arcybiskupa Wiednia pojawiły się w 1995 roku udokumentowane zarzuty o molestowanie seksualne. Watykan staje po stronie Groera, ale pod naciskiem świeckich, przyjmuje jego rezygnację złożoną ze względu na wiek [szerszy artykuł na ten temat, tutaj]. W 1998 roku do Austrii udaje się Jan Paweł II. To, co mówi - czytane w kontekście sprawy kardynała - nie różni się niczym od tego w jaki sposób polscy biskupi (zresztą wychowankowie lub nominaci Jana Pawła) traktują przestępstwa seksualne:

Momenty, gdy zagmatwane i bolesne problemy sprawiają, że sprawowanie naszej posługi staje się szczególnie trudne, także dlatego iż jesteśmy narażeni na niezrozumienie i fałszywe interpretacje. Jakkolwiek jednak bolesne byłyby te doświadczenia, naszym wspólnym zadaniem jest «zwiastować dobrą nowinę» Kościołowi i światu, to znaczy wszystkim, którzy wiążą wielkie nadzieje ze zbliżającym się trzecim tysiącleciem (...).  Dlatego każda wspólnota musi okazywać głęboki szacunek powołaniu i misji każdego. W ramach tego, co wspólne wszystkim, każdy biskup musi mieć możność wypowiadania swoich poglądów i sprawowania własnej odpowiedzialności pasterskiej. Niezależnie od różnych umiejętności i charakterów, jakie reprezentują, każdy z nich posiada własny autorytet i dlatego słusznie jest nazywany «przełożonym ludu», którym kieruje. [Przemówienie do konferencji episkopatu Austrii, tutaj]

Nie da się tutaj użyć jakiegokolwiek "argumentu z papieża". Słowa mówią same za siebie, słowa bronią zła. Jan Paweł II okazuje się chronić instytucję i jej przywileje kosztem człowieka. (Tą samą ślepą uliczką usprawiedliwień podąża polski Kościół, nie potrafiąc nawet zrozumieć znaczenia gestu pokory wobec Marka Lisińskiego ani zgorszenia jakie wywołuje postać księdza Jankowskiego).

Nie wiem, czy przewidział to pewien Argentyńczyk, gdy przyjmował swoje papieskie imię. Wyobrażam sobie, że myślał raczej o "Pieśni słonecznej" niż o słowach: Idź odbuduj mój Kościół, bo popada w ruinę.

Przed Polakami bardzo przykra lekcja o tym, że los Kościoła - nie instytucji, ale wspólnoty - ważniejszy jest niż pomniki.

 

czwartek, 27 grudnia 2018
Podsumowanie 2018. Sztuka

 


(Katarzyna Karpowicz, Kwitnący sad, 2018, źródło: katarzynakarpowicz.pl)

  

Muzea zastąpiły nam kina, stając się tematami rozmów, pretekstami do spotkań z przyjaciółmi. Każda podróż przynosi coraz to nowe odkrycia: Hodler w Bazylei, El Greco w Toledo, twarze Kalabryjczyków ze starych fotografii w San Giovanni in Fiore. Kolekcjonujemy wrażenia tak jak się kolekcjonuje motyle (Muzeum Historii Naturalnej w Londynie). Przy tym przyjemność bywa najzupełniej cielesna, gdy dostajesz przed płótnem gęsiej skórki. 

(Klasyfikacja poniższa porównuje nieporównywalne, bazując wyłącznie na subiektywnych odczuciach autora bloga)

"Modigliani" (Tate Modern, Londyn, tutaj): ten sam zachwyt, który kiedyś kazał mi publikować jego obrazy na blogu, pojawił się na tej retrospektywie. Nie można było fotografować, i słusznie zauważa J., przez to bardzo dobrze zapamiętaliśmy szczegóły. Puste oczy, które wróciły jesienią jako symbol bez-światła. 

"Derain, Balthus, Giacometti. Una amistad entre artistas" (Fundacja MAPFRE, Madryt, tutaj): Pod koniec roku Balthusa ocenzurował internet, wcześniej usiłowało któreś amerykańskie muzeum. Posiadł on sekret zaklinania czasu: nigdy się nie zestarzeją bohaterki jego obrazów, nigdy nie spadną na nie nieszczęścia, nigdy się - może o to bał się najbardziej - nie zakochają.

Zarówno wystawa Modiglianiego, jak i Balthusa zderzyły się z nową falą purytanizmu, który każe potępiać twórców, dopatrywać się w nich złych intencji, a koniec końców - chować za zasłoną - jak "Stworzenie świata" Courbeta - obrazy. Karanie obrazów jest oczywiście zjawiskiem cyklicznym w historii ludzkości, tym razem - wydaje mi się - nie wiąże się wcale z walką z patriarchatem i przemocą seksualną, jak głoszą szczytne hasła, ale z utratą wiary w możliwość nieśmiertelności. Dlatego tak razi śniąca Teresa, wieczna dziewczynka bawiąca się z kotem.

"Awangarda i państwo" oraz "Wielka Wojna" (Muzeum Sztuki, Łódź, tutaj oraz tutaj): spośród wystaw przygotowanych na stulecie, te łódzkie wyróżniają się dojrzalszą perspektywą, unikając narracji o wyjątkowości, jak również nie prezentując wątpliwej jakości dzieł sztuki, tylko dlatego, że są patetyczne i patriotyczne. (Do Łodzi wracam obejrzeć je raz jeszcze).

"Tracce di uomini in guerra" (Cappella Vantini, Trydent, tutaj): czasem jedna sala potrafi zastąpić swoją wymową wielkie muzeum. Tak jak tutaj, gdzie kilka żołnierskich mundurów wykopanych ze śniegu potrafi opowiedzieć wszystko o tragedii wojny. Przedmioty, które przeżyły właścicieli, są naprawdę okrutne. Bardzo podobna, choć szersza i mniej poruszająca, jest wystawa w Europejskim Centrum Solidarności "Nić. Sploty wolności" (tutaj).

"Niebieskie szkiełko" (Galeria ART, Warszawa): odkrycie Katarzyny Karpowicz w grudniu wiązało się z wielkim podwójnym zachwytem. Oto znowu ktoś usiłuje obdarować nieśmiertelnością jak Balthus, jak Modigliani, jak Picasso. Trochę ta wystawa stała się podsumowaniem tego, co widzieliśmy w tym roku, tego, o czym myślimy, rozmawiając o sztuce.



czwartek, 27 września 2018
Jesień

 


(Maurice Denis, Misterium Paschalne, 1891, Instytut Sztuki w Chicago, źródło: http://www.artic.edu/aic/collections/artwork/133862)

  

I.

Nadchodzi jesień Kościoła. Wszyscy dokoła szepcą o tym, i ten szept jakby głośniejszy z każdym tygodniem. Z jednej strony ten szum na świecie, kiedy spod czarnej kurtyny ukazuje się obraz dogłębnie zepsutej władzą i seksem instytucji, na zewnątrz wciąż przed ludzkim ciałem ostrzegającej, z drugiej - ta powolna fala w Polsce, która wzbiera z każdym kolejnym kazaniem wychwalającym Partię, każdym kolejnym aktem - uzasadnianej religią - hipokryzji. (Film, który chcą oglądać tłumy, świadczy o tym jak pod spodem wrze, jak wzbiera).

W kraju, gdzie najdziwniejsze rzeczy budzą święte oburzenie, mam nadzieję, że nazwanie panów Głodzia, Jędraszewskiego i paru innych podobnych starymi bukłakami nie urazi niczyich uczuć. Chyba właśnie o to chodzi u Marka (Mk 2,22). Dziś to stare bukłaki są jedną z przyczyn, dla których pozostawanie katolikiem w Polsce jest wymagającym sporo silnej woli wyzwaniem.

Może kiedy nadejdzie po jesieni wiosna, wreszcie uwolnione z brzemienia drzewa wypuszczą nowe pędy. Już bez zbędnej tradycji, narodu mieszanego z religią, pychy i chciwości, może nawet bez instytucji, którą teraz znamy.

Bardziej niż kiedykolwiek jestem przekonany, że chrześcijaństwo jest dopiero przed nami.

II.

Franciszek na Litwie, po sąsiedzku. Pamiętacie jeszcze te tłumne polskie pielgrzymki gdziekolwiek pojechał ostatni uznawany w Polsce papież? Gromady biskupów zasiadających w pierwszych rzędach? Ktoś słyszał o pielgrzymce w krajach bałtyckich?

Dla polskiego Kościoła trwa sedewakancja. Jeśli zamknie się oczy, jeśli zatka się uszy można ciągle żyć w świecie, w którym błogosławi Jan Paweł II, biskupi żyją jak królowie a lud potulnie słucha i wierzy.

Co rozsądniejsi - również wyśmiewani i obrażani jak arcybiskup łódzki - zrozumieli już dawno, że albo Ewangelia albo koniec.

III.

Chyba najbardziej obrzydliwe w polskiej sytuacji jest to w jaki sposób Kościół staje się przybudówką Partii. Ten sojusz, który wielu prowadzi do Wittenbergi albo jeszcze dalej, a Kościół spycha na manowce. Dla zaszczytów, dla pieniędzy, dla żądzy władzy. Głusi na to, co mówi Franciszek, wierzą, że tak będzie zawsze. Kościół zawsze z narodem, Kościół zawsze z Partią.

Partia odwdzięcza się. Partia zaczyna głosić Ewangelię (czyni to na swój sposób, ale prawda nie jest tu jakąś wartością). Politycy głoszący homilie. Publiczne modły. Ofiarowanie polskiej energetyki. Bóg należy do Partii. (W odpowiedzi na film, Partia decyduje ustanowić nowe święto narodowe: Dzień Kapłanów Niezłomnych - wiem, że brzmi to jak ze słabego political fiction o latynoskiej dyktaturze. Bo Partia ma za zadanie bronić narodu i Kościoła, w zamian za co stare bukłaki będą klaskać Partii).

  

sobota, 18 sierpnia 2018
Chińska anegdotka

 


(Andy Warhol, Mao, 1972, The Andy Warhol Museum, Pittsburgh (c) The Andy Warhol Foundation for the Visual Arts, Inc., źródło: espionart.com)

 

W swoim dzienniku pisał na przykład tak: 'krew oddana przez partię i Przewodniczącego Mao przeniknęła do każdej komórki mego ciała'. Mao objawiał mu się nawet w snach: 'Wczoraj miałem sen. Śniłem, że zobaczyłem Przewodniczącego Mao. Jak współczujący ojciec głaskał mnie po głowie. Odezwał się do mnie z uśmiechem: »Pilnie się ucz, bądź zawsze lojalny wobec partii, lojalny wobec ludu« (fragment z książki Franka Diköttera "Rewolucja kulturalna" za: https://www.facebook.com/WydawnictwoCzarne).

Towarzysz Sy Czuan bardzo uważał, aby Przewodniczący Mao nie wziął go za jakiegoś intelektualistę. Pomagała mu w tym jego twarz dość przeciętnego aparatczyka z prowincji. Jak aktor opery pekińskiej zasypywał każdą zmarszczkę pudrem. Aby się przypodobać wszystko robił tak jak chciał Przewodniczący: zaniósł własne sztućce, aby przetopić je na stal; wyłapał w ogrodzie wróble; zadenuncjował czerwonej gwardii najlepszego przyjaciela (tak, miał kiedyś przyjaciół).

To właśnie Sy Czuanowi przypisuje się (ale czy na pewno) popularny wśród członków politbiura aforyzm: Zapełnianie więzień opozycją, nawet jeśli jest to uzasadnione, to jest bardzo niebezpieczne politycznie. Zrobią z siebie ofiary prześladowań. Wszyscy towarzysze ponoć bili brawo.

Przewodniczący Mao lekko się uśmiechnął.

 

Tagi: Polacy
09:05, kozmo1 , TEKSTY
Link Dodaj komentarz »
środa, 15 sierpnia 2018
15 sierpnia 2028 roku

 


(Głowice nuklearne na defiladzie z okazji Dnia Zwycięstwa w Moskwie, źródło: gazetadita.al)

  

Na tę sierpniową okazję z królewskiej katedry wyciągnięto owinięte we flagę truchło Przewodniczącego. Ludzie dziwili się nieco, ale w tym państwie ciężko już czemuś się dziwić. Trybuny przystrojone kwiatami, wierchuszka w krawatach, tłum. Największą niespodziankę rządzący sprawili na koniec, już po samolotach, ciężkim sprzęcie, przebranych harcerzach. Wyłoniły się niespodzianie od strony Cytadeli, potężne i ciemnozielone głowice nuklearne. - Chu. z traktatami! - darł się spiker państwowej telewizji transmitującej na wszystkich kanałach doroczną ceremonię. Całe bulwary widzów wiwatowały i wyły. Kiedy głowice przetaczały się przed trybuną honorową, pan premier i ministrowie, podnieśli trumnę Przewodniczącego. - To dzięki niemu znowu jesteśmy mocarstwem - łkał do mikrofonu wzruszony pan prezydent.

(pod wpływem Dino Buzzatiego)

 

Tagi: Polacy
20:50, kozmo1 , TEKSTY
Link Dodaj komentarz »
sobota, 17 czerwca 2017
Biedni Polacy zrywają kwiaty i patrzą na płonący wieżowiec

 

Nie dajcie sobie wmówić, że niechęć do Polaków to coś złego. Polacy nie są wyjątkiem w Europie.
(możliwe odczytanie)

 

W środę przed Bożym Ciałem jest w Polsce dzień wielkiego rwania - do reklamówek z biedronki i do koszyków - pójdą róża, piwonia, koniczyna. Wszyscy skubią po trawnikach i krzakach.

Wśród ofiar nie było Polaków - podają wstępne szacunki. Zaczyna się przeczesywanie zgliszcz. Jakieś dramatyczne relacje, krzyki rodziców z dwudziestego piętra i czterolatki, które zgubiły się dymie.

Polacy zasiadają do komputerów. Płatki już narwane. Można zacząć pisać: Jeśli chodzi o muslimów, to nie żal mi nawet dzieci albo kebaby się smażą albo mogli drewna dorzucić bo przygasa. Nie każdy musi być Ludwiką Wawrzyńską (tutaj), czasem wystarczy nie być ch....

Podżeganie z równoczesnym forsowaniem narodowej megalomanii, które stały się polityczną strategią rządzących i zapełniają oficjalne szczekaczki, podbijając sondaże (znajdź słabszego do siebie i wyżyj się na nim to zawsze działało) zaczęły ostatnio przerażać nawet popleczników władzy (tutaj: świetny artykuł). Za późno. Znowu się robi mała, coraz mniejsza (tutaj).

Czwartek. Dezodorant, biała koszula, trzeba się zbierać na procesję, wyznawać wiarę w puste gesty.

 

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 405