2016: 8 filmów, 75 książek - 2015: 39 filmów, 78 książek - 2014: 66 filmów, 89 książek - 2013: 46 filmów, 60 książek
Archiwum
Zakładki:
zBLOGowani.pl
Kategorie: Wszystkie | DZIENNIK | KINO | KSIĘGARNIA | OSOBISTE | TEKSTY
RSS
sobota, 17 czerwca 2017
Biedni Polacy zrywają kwiaty i patrzą na płonący wieżowiec

 

Nie dajcie sobie wmówić, że niechęć do Polaków to coś złego. Polacy nie są wyjątkiem w Europie.
(możliwe odczytanie)

 

W środę przed Bożym Ciałem jest w Polsce dzień wielkiego rwania - do reklamówek z biedronki i do koszyków - pójdą róża, piwonia, koniczyna. Wszyscy skubią po trawnikach i krzakach.

Wśród ofiar nie było Polaków - podają wstępne szacunki. Zaczyna się przeczesywanie zgliszcz. Jakieś dramatyczne relacje, krzyki rodziców z dwudziestego piętra i czterolatki, które zgubiły się dymie.

Polacy zasiadają do komputerów. Płatki już narwane. Można zacząć pisać: Jeśli chodzi o muslimów, to nie żal mi nawet dzieci albo kebaby się smażą albo mogli drewna dorzucić bo przygasa. Nie każdy musi być Ludwiką Wawrzyńską (tutaj), czasem wystarczy nie być ch....

Podżeganie z równoczesnym forsowaniem narodowej megalomanii, które stały się polityczną strategią rządzących i zapełniają oficjalne szczekaczki, podbijając sondaże (znajdź słabszego do siebie i wyżyj się na nim to zawsze działało) zaczęły ostatnio przerażać nawet popleczników władzy (tutaj: świetny artykuł). Za późno. Znowu się robi mała, coraz mniejsza (tutaj).

Czwartek. Dezodorant, biała koszula, trzeba się zbierać na procesję, wyznawać wiarę w puste gesty.

 

czwartek, 01 czerwca 2017
Na koniec maja

 

To, co się stało z nami w tych latach, będzie być może najdonioślejszym wydarzeniem we współczesnej historii. Dawno temu pisałem o zarządzaniu lękiem jako sposobie utrzymywania się przy władzy (tutaj), teraz ten lęk przybrał konkretną postać: uchodźcy, imigranta, obcego. W godzinie próby Ludwika Wawrzyńska rzuca się w płomień. W godzinie próby Polacy odwracają się plecami, choć oficjalne szczekaczki szczekają wciąż o naszej odwadze i honorze, o podziwie, którym ponoć darzy nas świat. Tymczasem, bez względu na to jak potoczą się dalsze losy nasze i Europy (a coraz mniej odległa staje się wizja, w której znów będą to, i znów z naszej własnej winy, oddzielne losy), nikt z nas nie zmyje tego wstydu. 

W tych latach umarł w Polsce Bóg. Chrześcijaństwo, którego mieliśmy uczyć świat (ach, ta megalomania prowincjuszy), okazało się wyschniętą skorupą a jego prorocy – handlarzami strachu. Po co kult miłosierdzia, skoro tego miłosierdzia nie mamy?

Kiedy więc Bóg topił się w morzu niedaleko Sycylii (jak ów brązowy satyr z Mazary del Vallo) albo czekał na przejściu w Terespolu na stempel pogranicznika, tu, pod tyloma wieżami kościołów, które nie wiadomo – w takim razie – do czego służą, zaczął się upadek.

Biblia Boyera i Blocha opowiada, co naprawdę było winą Sodomy: niegościnność.

 

Tagi: Polacy
22:27, kozmo1 , TEKSTY
Link Dodaj komentarz »
sobota, 04 marca 2017
Czas drwali

 

(Krzysztof Majchrzak w filmie "Siekierezada", reż. Witold Leszczyński, 1985, źródło: stopklatka.pl)

 

To taka przyjemność dla Polaka: zniszczyć stare drzewo - pisał Jarosław w "Ogrodach" na długo przedtem zanim Minister Żołądź rozpoczął swe niechlubne rządy.

Każdy naród ma własnego fisia. Na przykład Belgowie, którzy nie istnieją, kopią. Ich sklepiki plażowe pełne są łopatek i szpadli dla dzieci i dorosłych. W latach pięćdziesiątych w rozpędzie wyburzyli pół starej Brukseli. Nie mogą inaczej. Polacy nie kopią, Polacy rżną. (Dygresja: to że słowo "rżnąć" jest kojarzone w Polsce z czynnościami seksualnymi, nie jest przypadkowe. Upieram się, luźno nawiązując do Freuda, że w zbiorowej podświadomości, oba znaczenia łączą się z wyjątkową przyjemnością jaką odczuwają jednostki należące akurat do tej grupy etnicznej).

Polacy rżną, bo tęsknią ze stepem, płaską równiną skąd przybyli. Ów barbarzyński lud ze Wschodu, który nigdy na serio nie pojął co działo się po rzymskiej stronie limesu, rżnie, bo chce doprowadzić świat do wyglądu, jaki jego przodkowie zapamiętali ze swojej młodości. Płasko, bezdrzewnie, trawiasto. Polskim żywiołem jest równina. Polska dusza jest stepowa.

Minister Żołądź umożliwił jej swobodną ekspresję. Zresztą w Radiu Maryja współprowadzi audycje ekologiczne, w których przekonuje, że drzewa nie cierpią a człowiek jest koroną stworzenia. (Polska odpowiedź na brednie uzurpatora na stolicy jano-pawłowej-drugiej, zawarte w encyklice "Laudato si"). Dzięki temu np. w K. koło domu już nie ma drzew. Pojawiła się piękna mała, na jakieś dwadzieścia metrów kwadratowych, ale zawsze, równinka.

 

Tagi: Polacy
11:05, kozmo1 , TEKSTY
Link Komentarze (1) »
sobota, 04 lutego 2017
Jedyny tekst polityczny jaki skończyłem od początku roku

 

1. 

Pewnego roku żyłem w kraju, w którym wszyscy dokoła chcieli być wielcy. Taka epoka, doświadczenie nie uczyło, że nadejdą ciężkie czasy. Wielka Serbia, Wielka Chorwacja, Wielka Macedonia, Wielka Albania. Wiecie już, że wtedy ulegałem manii wielkości i unosił mnie patos, łopoczące flagi, ręce na sercu. A potem była rzeź. Wielkość okazała się jedynie sumą małych zbrodni.

Od tamtej pory nieufnie podchodzę do rzeczy wielkich.

2.

To wcale nie wymaga szczególnej skłonności do zła lub psychopatycznego umysłu. Jeśli ktoś ci wmawia, że obcy to źli, mordercy, dzicy i na dodatek atakują ciebie a jednocześnie opowiada bzdury, że nad twoim narodem króluje bezpośrednio Chrystus, że cała wasza historia to tylko heroiczna opowieść a ty jesteś obrońcą narodu i wiary, to w końcu słowa nie wystarczą.

W końcu trzeba będzie tego sąsiada Bośniaka (nic, że jest twoim szwagrem) zastrzelić albo wsadzić do obozu, tam się nim zajmą.

3.

Adolf Hitler miał rację, co do tych lewaków - powiada młodzieniec, a potem dodaje, że Wałęsa to ubek, choć sam w osiemdziesiątym dziewiątym był w żłobku. Tym, co ich nie dotknął tragizm historii, najłatwiej wmówić propagandowe bzdury. Jako pierwsi zaczynają chorować na wielkość.

Choroba na wielkość jest zakaźna, ma słabe rokowania i praktycznie nie ma lekarstw.

4.

Dochodzę do punktu, w którym muszę zapisać: wielkość narodu i wiara w Chrystusa wykluczają się wzajemnie. Oprócz Jezusa historii, Chrystusa wiary, istnieje jeszcze Chrystus polityki, ten, którego przywódcy używają dla legitymizacji własnych poglądów. To ten Chrystus niewierzących polskich biskupów, ten, który błogosławi sieciom energetycznym i o którym opowiadają politycy, jakoby im objawił właściwą ścieżkę ku wielkości.

Chrystus, który nie wpuszcza dziesięciorga sierot z Aleppo, kamienuje cudzołożnicę, potępia celnika a Piotrowi radzi, żeby się powiesił. Nasz własny Chrystus z Wielkiej Polski.

 

czwartek, 22 września 2016
O przemocy

 

 

(Scena walki, malowidło z grobowca lukańskiego, Narodowe Muzeum Archeologiczne w Paestum, źródło: a.b.)

 

Nieprawdą (a dokładniej usprawiedliwiającym mitem) jest jakoby przemoc wybuchała nagle, pojawiała się ni stąd ni zowąd od jednej zapałki, jednego strzału na moście w Sarajewie, jednej przemowy na Kosowym Polu (tutaj). To, co dziś pogardzane bywa jako "polityczna poprawność" jest gorzką lekcją z historii: język łatwo opanowuje człowieka, przemoc zaczyna się od pojedynczych wyzwisk, od kaleczących słów. To one zamieniają nas w stado naczelnych. Na nic zaklęcia, jesteśmy świadkami rodzącego się w Polsce przyzwolenia na przemoc.

Dzieje się to na różnych płaszczyznach. Po pierwsze, używanie języka z nienawiścią (celowo nie piszę: języka nienawiści), obecne jest już nie tylko w rynsztokowych komentarzach w sieci, ale coraz częściej w debacie publicznej. Skoro przedstawiciele skrajnej prawicy wchodzą do szkół, są zapraszani na równych prawach do studiów telewizyjnych i radiowych, oznacza to też uznanie ich języka (jakże różnego od znienawidzonego języka poprawności) za równoprawny, za wartościowy. 

Jako wzór wychowawczy przedstawia się tych, którzy, równocześnie jako ofiary i sprawcy, nie potrafili uciec od doświadczania przemocy, która wcześniej dotknęła ich w czasie wojny; Wzięli udział w bezwzględnej wojnie domowej, zabijając i ginąc. Ich postawa gloryfikowana jest jako jedynie słuszne zachowanie, czynione przez nich zło jest usprawiedliwiane. (Intercity pyta mnie, gdy kupuję bilet, czy Ogień powinien być ekspresem).

Usprawiedliwianie przemocy odbywa się również w sposób wysublimowany: oto profesor, uczeń księdza Tischnera (nieszczęsny ksiądz Tischner, co stało się jego uczniom?) wychwala w gazecie bicie dzieci jako środek wychowawczy. Przemoc fizyczna wobec słabszego może okazywać się więc uzasadniona celem. Czy w relacjach społecznych słabszym nie okazuje się mniejszość? Ci, których już wykluczył język (a więc ciapaci, nowy kozioł ofiarny)? Ci, których niekontrolowany język, z powodów politycznych, ekonomicznych i społecznych, może jeszcze wykluczyć? Każdy może stać się mniejszością w stadzie naczelnych. Przemoc rozlewa się łatwo.

O tym, że zaczyna się wymykać, świadczą pojawiające się akty przemocy fizycznej albo symbolicznej (tej wobec pomników, nagrobków), spotykające się z milczeniem. Incydenty: tu ktoś został pobity, tu ktoś inny poszturchiwany, przełamywane są kolejne tabu. Przyzwolenie na przemoc, które było traktowane jako element zwyczajnej gry politycznej, zaczyna być wykorzystywane poza kontrolą.

Żeby od jednej iskry, jednej plotki wybuchła przemoc potrzebne jest przygotowanie dla niej gruntu. Od paru miesięcy obserwujemy, milcząc lub przymykając oczy, szykujące się nieszczęście.

 

Tagi: Polacy
18:31, kozmo1 , TEKSTY
Link Dodaj komentarz »
piątek, 26 sierpnia 2016
Leni Riefenstahl na festiwalu w Gdyni

 

(Leni Riefenstahl, kadr z filmu "Olympia", 1936, źródło: pinterest.com)

 

Sztuka, która gestami pełnymi gniewu lub uznania towarzyszy błahym i mało znaczącym wydarzeniom dnia - niezależnie od tego, jak bardzo byłaby  p a t r i o t y c z n a  - jest rymowanym lub malowanym dziennikarstwem, któremu nie można z pewnością odmówić wartości wychowawczej czy kulturalnej - ale nie jest sztuką (Rainer Maria Rilke, Poezja nowoczesna, podkr. a.b.) 

 

Nie lubię pisania o dobrej i złej sztuce, uważam, że niepotrzebnie miesza się w tym pisaniu estetyka z etyką. Najchętniej napisałbym, że sztuka jest rzeczą subiektywną i podałbym swój przykład, jak od zachwytu nad secesją przeszedłem do fascynacji modernizmem, czy wręcz brutalizmem, jak zniknął dla mnie w większości czar impresjonizmu a objawił się w Be. z całą swoją mocą, erotyką i pięknem ekspresjonizm. Ale jednak to nie do końca prawda: im więcej oglądam, tym łatwiej mi podzielić sztukę - są jej jakieś obiektywne wskaźniki, dajmy na to złoty podział, jej historia, coś, co sprawia, że wchodząc do muzealnej sali pełnej obrazów, twój wzrok zatrzymuje się na tym, a nie innym.

Prawdę powiedziawszy miało być o kinie, a nie o malarstwie, chociaż ostatnio bardziej jestem malarski niż kinowy.

Władza kocha sztukę, podobnie jak kocha dzieci, to znaczy niebezinteresownie. Marzenie o sztuce własnej to marzenie o rządzie dusz. Już na paru spotkaniach usłyszałem przykład jak wspaniale działał przedwojenny Instytut Propagandy Sztuki, nazywany przez dzisiejszych urzędników Propagandy Propaństwowej. Władza dzieli sztukę inaczej: na zdegenerowaną i czystą. Ta czysta jest oczywista, przedstawia to, co chce widzieć państwo, miłość ojczyzny, złote pola zbóż, porządne kobiety i porządnych mężczyzn. Nie ma w niej dylematów, bo odpowiedź jest z góry podana.

Kłopot z tym, że nie każdy jest Leni Riefenstahl i ma tyle talentu co ona. Niestety w przypadku polskim podział dobra i zła sztuka nakłada się na podział zdegenerowana (w niewypowiedzianej opinii władzy) i czysta. Władza chce tej ostatniej, otrzymuje zaś poetę Węgrzyna (tutaj), łuk triumfalny Pietrzaka i filmy, na które chętnie chodzą jedynie uczniowie (bo każdy film jest lepszy niż matematyka). Zgubne skutki nieczytania Rilkego.

 

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 404