2016: 8 filmów, 75 książek - 2015: 39 filmów, 78 książek - 2014: 66 filmów, 89 książek - 2013: 46 filmów, 60 książek
Archiwum
Zakładki:
zBLOGowani.pl

Wpisy z tagiem: europa

piątek, 23 września 2016
Dziennik. Łuki i łodzie

 

To oznacza łuk triumfalny, który będzie wiązał dwa brzegi Wisły (...) przy tym łuku triumfalnym (...) powinni klęknąć przed narodem polskim za to, co w 1920 r. zostało przez nas wykonane (Jan Żaryn, posiedzenie Senatu, 22 września br.)

Tak sobie dzisiaj pomyślałem, że my, k..wa, będziemy wznosić wyj..ane łuki triumfalne, żeby nam klękali przed narodem, a tak naprawdę są setki spraw ważniejszych. Dajmy na to klimat, że się tu wszyscy ugotujemy z naszą kawalerią, husarią, żołnierzami takimi i owymi. Wciąż nie rozumiejąc dlaczego. Albo oni sobie dyskutują, jak Maryja ratowała Polaków, a na morzu umierają ludzie, którzy potrzebują naszej pomocy, ruszenia przez nas dupy. A my się nimi brzydzimy, opowiadamy banialuki jak bardzo jesteśmy gościnni, bojąc się prostych rzeczy. Patrzę, Niemcy, ci okropni, wyprani z wartości, zalani przez imigrantów, oni zbudowali statek, dwa statki i popłynęli na Morze Śródziemne, mechanik pokładowy na zdjęciu pali skręta, i ratują ludzi. Oni są na tym okrutnym Morzu, a my jesteśmy nad Wisłą i pie..olimy o tysiącach ton betonu wlewanego dla uczczenia siebie samych. Gdyby to nie było tragiczne, to byłoby całkowicie absurdalne (23.09.2016).

O projekcie Sea Watch można przeczytać: tutaj.
O ich pracy na Morzu można przeczytać: tutaj.
Projekt Sea Watch można wesprzeć: tutaj.
 

czwartek, 15 września 2016
Fuocoammare. Ogień na morzu

 

(Na zdjęciu doktor Bartolo)

 

Kiedy "Fuocoammare" otrzymało Złotego Niedźwiedzia na Berlinale, Jo., która na festiwalu obejrzała mnóstwo filmów grzmiała, że to wybór polityczny i żerowanie na tragedii. Po co kręcić filmy o uchodźcach, jeśli nas zalewają, grożą i zabierają miejsca pracy - mógłby dopowiedzieć minister, uczeń księdza Tischnera, którego nieopatrznie usłyszałem w radiu. Po obejrzeniu filmu, Jo. zmieniła zdanie, przynajmniej co do jego jakości.

Kłóciłem się wówczas, że Lampedusa to problem etyczny, a nie polityczny. Tak właśnie pisze o niej Mikołajewski w "Wielkim przypływie" (tutaj), tak opowiada Rosi. To bardzo cichy, na pierwszy rzut oka nudny, film, kryjący jednak taką masę emocji, że z kina wychodzi się całkowicie rozjechanym przez morze i niebo.

Nie ma żadnego powodu, dlaczego nie mielibyśmy to być my. Byliśmy uchodźcami, opowiada sen A. Przypadek, przeznaczenie, Bóg sprawia, że jesteśmy teraz po tej drugiej stronie morza. Możemy być albo bohaterami (jak włoscy marynarze, jak doktor Bartolo, dla mnie przyszły święty), albo obojętnymi, a obojętność, w tym kontekście, oznacza współwinę. Zbiorowo wybieramy obojętność. Siedzisz w kinie i co dalej? Udajesz, że to po prostu film, wychodzisz, kupujesz ciastka, idziesz na spacer z dzieckiem?

Tak właśnie robię. W Salerno nie mogliśmy się załadować do autobusu na lotnisko, podbiegł czarnoskóry chłopak, i zaczął wołać do kierowcy, że zamknięty bagażnik a potem pomagać mi wkładać wózek do środka autobusu. Dręczy mnie to do teraz, że on mi pomógł, a ja im zupełnie nie pomagam.

Słowa klucze: kalmary, ropa naftowa, bliźniaki

(4,5/4,5)

 

(źródło: dwabrzegi.pl)

czwartek, 21 lipca 2016
Dziennik. Trudności w notowaniu

 

(Edvard Munch, Poranek na Promenade des Anglais, 1891, kolekcja prywatna, źródło: pinterest.com. Promenada Anglików nie jest jakimś, jednym z wielu, śródziemnomorskim nabrzeżem dla wieczornych passeggiat, tylko tym jedynym, którego nazwa istnieje poza mapą i przewodnikami dla turystów. (Pierwszy raz w tym zdaniu tak bardzo dostrzegam konieczność istnienia rodzajników określonych i nieokreślonych.))

 

Z notatkami w tym lipcu bywa trudno. Na przykład zapisujesz sobie coś takiego: Kiedy kończą mi się myśli nowoczesnego Polaka, dzwonię do Dż. i rozmawiamy o imponujących Dunkach (14.07.2016) i zadowolony idziesz spać, a kiedy budzisz się rano, zauważasz, że twój telefon spływa krwią.

Spacerujemy właśnie promenadą Świętokrzyskiej, prowadząc z A. dialogi o Opatrzności. Bo, patrz, czy to nie jedynie przypadek, że jesteśmy tutaj cali i zdrowi, a nie jak tamci, ciała pod obrusami? Czuwające oko musi być bardzo sarkastyczne, chciałbym powiedzieć A. Zło jest na świecie wszędzie - podsłuchuję w którymś z ogródków, już dalej na Jana Pawła, chociaż z tonu mówiącej wynika, że zaraz nastąpi jakieś szczęśliwe zakończenie zdania (15.07.2016).

Teraz staram się nie zasypiać od razu, żeby czegoś nie przeoczyć. Mam rację. Zamach stanu w Turcji. W sobotni poranek jest już po wszystkim. Ponury dyktator, którego gładziliśmy po dłoniach, przemawia w telefonie komórkowym, w imię demokracji i rządów ludu, skąd my to znamy? (Autor bloga wielokrotnie, wbrew ekspertom, pisał, że Turcja nie jest naszym sojusznikiem, ale zagrożeniem dla nas: tu, tu, wtedy akurat Polska wiwatowała, bo Ruskim zestrzelili samolot, tu). Ostrzeżenie dla tych wszystkich, którym miesza się naród z religią a otumaniony propagandą tłum z suwerenem (16.07.2016).

Nie mam czasu na płacz nad Turcją. Dziecko cieszy się z każdego autobusu za oknem jak z każdej czereśni. Wbrew pozorom łatwiej znajduję z nim wspólny język niż z wieloma dorosłymi. Co to będzie za świat jak dorośnie, martwi się A. (17.07.2016)

wtorek, 28 czerwca 2016
O wyzywaniu

 

Rozbawia mnie ta rozpacz, że wyzywają naszych. Zaskoczone głosy odzywają się teraz z tej i z owej strony internetu. Jakbyśmy to my mieli monopol na określanie innych robactwem (lub nosicielami zarazy) i życzenie im śmierci. Wtedy nic zdrożnego, bo przecież nie chodziło o Polaków, ba nie chodziło o ludzi, tylko o jakichś przybłędów (nazwij ich jak chcesz, to jest: wyzwij ich jak chcesz).

Chyba najbardziej skalę tego, co zaszło w umysłach Polaków i zaciemniło je, i zamieniło w jakąś papkę, obrazuje dialog, który cytuje Wojciech Tochman:

Pytam nauczycielkę (w Warszawie, w czerwcu 2016 r).
- Czy uchodźcy, który tonie trzeba podać rękę?
- To zależy.                                           

Oburzenie, znowu manipulują, a przecież jesteśmy dobrzy i solidarni. Te kilka pobić to jedynie przypadki, pewno sprowokowali nas: złorzeczyli Bogu, honorowi, ojczyźnie, ci (nazwij ich jak chcesz, to jest: wyzwij ich jak chcesz). My katolicy - że papież coś mówi, toż to bełkot Argentyńczyka, uzurpatora na Piotrowym, to jest Janopawłowym tronie przynależnym Polakom. Albo to (z tej strony):

dziecko 1: tu jest uchodźca! (pokazując na mnie bezczelnie palcem)
dziecko 2: coo?! nie jem koło uchodźców!
dziecko 3: psze pani, boję się...

Dwie dziewczynki już płaczą, a panie "nauczycielki" zaczynają błyskawiczną naradę. W końcu zbliża się do mnie przerażona, wydelegowana pani i łamanym angielskim stara się wytłumaczyć, że Polacy nie lubią obcokrajowców (tym bardziej uchodźców) i że dzieci się mnie boją i pyta... czy mógłbym już wyjść.

Doprowadzili nas do tego stanu politycy i dziennikarze wyszukujący dogodnego kozła ofiarnego, przy wymownym milczeniu hierarchów (czasem lepsze jest jednak ich wymowne milczenie). Tylko się teraz nie możemy nadziwić, że ten sam proces zaszedł w Wielkiej Brytanii, tyle że tam rolę tych (nazwij ich jak chcesz, to jest: wyzwij ich jak chcesz) odegraliśmy my, potomkowie husarzy.

Więc jeśli tak bardzo żal nam, że wyzywają Polaków, to może się zastanówmy, co sądziliśmy o innych, zwłaszcza o tych (nazwij ich jak chcesz, to jest: wyzwij ich jak chcesz), bo nienawiść jest chorobą wysoce zaraźliwą.

 

piątek, 24 czerwca 2016
Światowa teoria wszystkiego w praktyce

 

(Czołówka "Latającego cyrku Monty Pythona", źródło: youtube.com)

 

Przydałby się w dzisiejszy ranek wpis histeryczny: o końcu Europy, jaką znamy. Bo, że to początek jakiegoś procesu, który - gdzieś kiedyś - doprowadzi do nieszczęścia to pewne. Żyliśmy sobie w ponoć stabilnym świecie a okazało się, że siedzimy na karuzeli w dodatku z chorobą lokomocyjną (autor bloga nie żartuje: na karuzelę nie może nawet patrzeć).

Pisałem już o zemście ludu, na którego czele stają redaktorzy brukowców i których oszukał egoistyczny system (tutaj), pisałem też o kiepskich politykach (tutaj), a pan Cameron akurat wyjątkowo przypomina nierozumnego Edypa i nawet ten moment, w którym odkrywa, co się stało, jest nazbyt patetyczny.

Nie napiszę, że to będzie nauczka dla polskich Edypów i polskiego ludu, bo akurat w to zupełnie nie wierzę. Oprócz zaborów, nic nigdy tutaj nie było nauczką. Niech zgadnę: oskarżeni zostaną uchodźcy i imigranci, w dalszej kolejności eurokraci, co chcieli nam wciskać jakieś standardy (obok trybunału dodamy tekst o krzywiźnie banana). Będziemy w dalszym ciągu opowiadać piękne bajki o suwerenności w świecie, który wygląda tak jak wygląda. Nasz śmiech na ewentualnym pogrzebie Unii Europejskiej będzie jedynie zapowiedzią morza łez (tutaj).

Dla Kasandry przyglądać się walącej się rzeczywistości to czysta rozkosz. (Inna sprawa, że dzień dzisiejszy stał się okazją do prawdziwego wysypu przemyśleń, filmików i obrazków: od twórczości aż kipi. Czasami aż myślisz, że było warto).

 

wtorek, 21 czerwca 2016
Światowa teoria wszystkiego

 

Próbuję stworzyć teorię wszystkiego, co dzieje się aktualnie na świecie. (Mam skłonność do prób wyjaśnień, choć jedną z niewielu rzeczy, których nauczyłem się na studiach było to, że wyjaśnienie takie z góry skazane jest na porażkę). Przy tym upieram się, że kryzys migracyjny nie jest żadną przyczyną, ale raczej przejawem ogólnego kryzysu Zachodu. Jednym z niewielu analityków, których warto czytać w tej kwestii jest papież Franciszek, inni mylą przyczynę i skutek.

Co się więc stało, że dochodzą do głosu demagogiczne hasła, że wybory wygrywają politycy grający kartami nacjonalizmu i szowinizmu, że jedni ludzie zaczynają odczłowieczać innych ludzi. Nieważne, czy hasło brzmi "BeLEAVe in Britain" czy "Chwała wielkiej Polsce", oznacza bowiem to samo: prymat myślenia prymitywnego, ograniczonego do wyobrażenia o własnej nacji (a jak wiemy, zdaje się z Andersona, nacjonalizm jest jedynie formą wyhamowania lęku przed własną śmiercią: daje poczucie, że dzięki trwaniu zwartej grupy, ty też przetrwasz).

Po pierwsze wymiera pokolenie pamiętające wojnę światową i następujące po niej konflikty kolonialne. Pamięć świadków tego, jak zwyrodniały nacjonalizm uruchomił w ludziach najgorsze instynkty, jest zastępowana historią, której interpretacja zależy od pozbawionych wyobraźni polityków i dbających jedynie o własną sprzedaż mediów. Tak roją się wizje odbudowy imperiów, bohaterskich żołnierzy i suwerenności w dziewiętnastowiecznym rozumieniu (a całkiem poważni ludzie w sposób najzupełniej na serio opowiadają np. o Międzymorzu jako alternatywie dla Europy). Interpretacja historii, w przeciwieństwie do pamięci, zbrodnię może przedstawić jako coś chwalebnego lub wymazać ją zupełnie.

Wspólnoty Europejskie powstały z powodu żywej pamięci o tragedii, która wydarzyła się w Europie, z potrzeby zapobieżenia odrodzeniu się tendencji do wywyższania jednych narodów kosztem drugich. Interpretowanie historii sprawia, że zapomina się o owej groźbie, którą niosą całkiem zwyczajne z pozoru (ba, nawet pożyteczne) hasła o ojczyźnie, bohaterstwie i przelanej krwi.

Po drugie kryzys Zachodu zbiega się z kryzysem społeczeństwa konsumpcyjnego. Znów wraca temat ludu: tych klas społecznych, które poczuły się pozostawione na marginesie sukcesu innych. To głównie produkt myślenia neoliberalnego: ludzie skazani na porażkę, na niezdrowy tryb życia, brukowce, telewizję. Ten lud, który przez lata czuł, że jest wystawiany do wiatru i mamiony: ofiary kłamstw oligarchicznej władzy, działającej w interesie wielkiego biznesu i własnego samozadowolenia. Lud, który potrzebuje idei (jak twierdził filozof), lud, który potrzebuje jasnego wroga, wreszcie lud, który potrzebuje czyjejś opieki nad sobą.  Ten lud, bez względu na państwo ma wspólne cechy. Czy nie mamy więc do czynienia z zemstą zdradzonego ludu? Czy Erdogan, vote out, Trump, pobicie Algierki w Łodzi, zabójstwo Jo Cox, przegrana o włos Hofera, demonstracje z okazji miesięcznic, Pegida, Złoty Świt nie mają w tej zemście wspólnego mianownika? 

Po trzecie zachodni model konsumpcji oznaczał przemianę kulturową, nad którą płaczą konserwatyści, jednocześnie stając po stronie ludu: upadek wartości kulturowych, wciągnięcie całych społeczeństw w przemysł rozrywki, wreszcie kryzys edukacji i wycofanie się szkoły. System, który miał w ukrytym założeniu produkować bezmyślnych konsumentów, łatwo dających zmanipulować się reklamą, wyprodukował bezmyślnych czytelników "Bildów", "Faktów" i "Sunów", emocjonujących się bez cienia refleksji. To tego typu media dzisiaj stały się przekaźnikami zbiorowych lęków, przyczyniając się do skupiania władzy w ręku potencjalnych autokratów, obiecujących ludowi dokonanie zemsty w jego imieniu. Więcej, to one stały się narzędziem interpretacji historii, rozstrzygającym, co było w niej dobre a co złe.

Wszyscy rozprawiali o demokracji, a w gruncie rzeczy bali się, że wreszcie zadziała, że wymknie się spod kontroli. I rzeczywiście demokracja staje się sposobem dokonywania ludowej sprawiedliwości, nieważne, że jej elementem może być owej demokracji zniszczenie a Europa odrodzonych nacjonalizmów powróci - koniec końców - do stanu z lat trzydziestych ubiegłego wieku.

 

 
1 , 2 , 3 , 4