2016: 8 filmów, 75 książek - 2015: 39 filmów, 78 książek - 2014: 66 filmów, 89 książek - 2013: 46 filmów, 60 książek
Archiwum
Zakładki:
zBLOGowani.pl

Wpisy z tagiem: książki

czwartek, 10 sierpnia 2017
Karl Ove Knausgard, Lato, Wyd. Literackie 2017

 


(Marius Borgeaud, Biały pokój, 1924, kol. pryw., źródło: pinterest.com. Poszukiwałem ilustracji do cytatu, który wynotowałem: Ulotność światła, to, że ciągle się zmienia i nigdy nie nieruchomieje ani nie skupia się na niczym, wiąże je z czasem, jest niemal jego wizualizacją (s. 400). Tamtego lata też pisałem o świetle.)

 

W zeszłym roku ósmego sierpnia obaj zauważaliśmy owoce:

Powrót z dzieckiem wieczorem, ciepłym jak nad południowym morzem. Opadamy z sił i zwijamy się na ławce na Miodowej. Całe szczęście w tamtejszym sklepie sprzedają dobro w tubkach. Dziecko łapczywe jest na dobro o smaku jabłka i gruszki (autor bloga, 08.08.2016).

Dzisiaj jest ósmy sierpnia i na starej śliwie w środku ogrodu, której odstające na boki gałęzie są podtrzymywane podporami, prawie wszystkie śliwki rosnące po południowej lub zachodniej stronie są dojrzałe (s. 405).

Powiem dość nieskromnie: w lekturze "Lata" zauważam to samo co w swoich zapiskach. Oczekiwanie na Dziecko, a potem te pierwsze świąteczne miesiące, kiedy życie po prostu JEST, były niezwykle intensywne i świetliste (tomy „Jesień” i „Zima”). Nic dziwnego, że za ilustrację do recenzji "Zimy" wybrałem ową fotografię Roberta Franka (tutaj).

„Lato”, tom, w którym najmłodsza córka autora jest nieco starsza od naszego Dziecka, przestaje być taką manną-hosanną. Nie ma w nim już tego świeżego zachwytu, tego światła. Słownik spisywany dla córki okazuje się w nim ucieczką w formę. Być może zabrakło dla niego haseł, być może literatura nazbyt oddzieliła się od życia. Powyższą tezę potwierdzają fragmenty dziennika, w którym nieoczekiwanie zmienia się narrator.

Tylko małe perełki: te zapiski z dziennika, kiedy ojciec pisze o dwulatce a wówczas ja bezwiednie zaczynam myśleć o Dziecku. Albo jeszcze te fragmenty o ośmioletnim synku, kiedy wyobrażam sobie jak to będzie za kilka lat.

 

środa, 02 sierpnia 2017
Anselm Grün, Tomáš Halík, Bóg zagubiony, WAM 2017

 


(Jim Holland, Niebieska koszula, 2012, (c) Jim Holland, źródło: pinterest.com; szukałem ilustracji o Bogu zagubionym i trafiłem na ten obraz. Nie ma go, wyszedł, zostawiając światło i ślad).

 

Kiedy szaleniec Nietzschego, ten z "Wiedzy radosnej", wyszedł na ulicę, żeby wołać o śmierci Boga, to najpierw byliśmy zadziwieni. Chcieliśmy zaimponować mu pewnością, jaką daje niedojrzała wiara wtłoczona w proste zestawy katechizmowych pytań i odpowiedzi. Przyglądaliśmy mu się wówczas z góry.

Potem próbowaliśmy mu tłumaczyć, że nie ma racji. Wyjaśnialiśmy ze współczuciem, tak jak się tłumaczy małemu dziecku, że się omylił. Jednak im bardziej przekonywaliśmy go, tym bardziej rozumieliśmy jego wątpliwości. W końcu utraciliśmy i my naszą pewność, na której budowaliśmy dotychczas wszystko.

"Bóg zagubiony" zaczyna się od tego fragmentu z Nietzschego. Dopiero bowiem konfrontacja z niewiarą pozwala wyjść poza bezrefleksyjne formułki. Grün i Halík, obaj doświadczeni duszpasterze i psycholodzy, dodają czytelnikowi otuchy.

Miałem nawet zapisany fragment o zachwycie, tak bardzo banalny, że mógłby trafić na widokówkę z zachodem słońca, jakie kiedyś rozprowadzała edycja św. Pawła, a jednocześnie w tej swojej prostocie odkrywczy. Dać się zachwycić - tego lata stwierdzam, że to wcale nie takie łatwe.

 

piątek, 16 czerwca 2017
Wells Tower, Ruiny i zgliszcza, Karakter 2017

 

(Naśladowca Hieronima Boscha, Zstąpienie Chrystusa do piekieł (fragm.), ok. 1575, Indianapolis Museum of Art, źródło: pinterest.com).

 

Są szpetni. Chyba przy drugim opowiadaniu odkrywam, że Tower oprowadza czytelników po gabinecie osobliwości, perwersyjnym ludzkim zoo, pełnym ułomnych i odrzuconych: pypeć na wardze przypominający kotleta, znamię na nodze, odrąbana ręka, blizna ciągnąca się po ramieniu i zaropiałe oczy. A może tak właśnie wygląda rzekomy Czyściec? Czy nie dlatego w żadnym z opowiadań w tomie nie ma szczęśliwego zakończenia?

Chociaż tytułowe opowiadanie jest ostatnim w książce, porusza mnie najbardziej. Dzieje się w czasach normańskich najazdów, które - na poziomie mikro - okazują się być takimi samymi czasami jak nasze (w końcu starożytni nie wiedzieli, że są starożytni). Żadnych archaizmów, giezeł, ochędóstw, tylko ludzkie emocje, takie jak u nas: życie takie, jakim jest i śmierć, która bohaterów "Ruin i zgliszcz" odprowadza w niepojęte Nigdy. Bo o ile potrafisz sobie wyobrazić opisany i namalowany żywot na cesarskim dworze, o tyle gubi ci się tych kilkanaście miliardów anonimowych stworzeń, z których każde wierzyło we własną - w jakiejś formie - wieczność.

Prawie wariujesz, a jednak kurczowo wczepiasz się w najbliższych i zamykasz oczy na całą resztę. Ale i tak późną nocą budzisz się i leżysz, nasłuchując skrzypnięć i plusku wioseł, szczęku stali; wytężasz słuch, bo a nuż jacyś ludzie płyną ku twojemu domowi (s. 272).

 

niedziela, 11 czerwca 2017
Dziennik. Zuzanna i starcy

 

(Edvard Munch, Dojrzewanie, 1894-1894, Narodowe Muzeum Sztuki w Oslo, źródło: wikimedia.org)

 

Zuzanna I

A jest rozkwit przekosmatych sasanek
o przedświcie, o wschodzie, o poranku -
a gdy słońce odpoczywa na drzewach,
im zalążnia jak serce dojrzewa;

Usiadłem wieczorem i doznałem olśnienia. Takich wersów pięknie harmonijnych, pulsujących niespotykanymi zestawieniami słów, nie spotkałem od dawna. I nie było w tym, co ów podlotek pisał  dawno, dawno temu, tak mi się wydaje, niczego nieprawdziwego (Zuzanna Ginczanka, Mądrość jak rozkosz, Czuły Barbarzyńca Press 2017)

Odpust zupełny I

Picie porannej kawy. Przypadek stanowi, że właśnie tu i teraz mogę, w porannym słońcu. Po cichu płacę więc statkom (tutaj), żeby uzyskać odpust za to całe szczęście, jakie mnie spotyka.

Odpust zupełny II

Czy jesteś za tym, żeby ich wszystkich potopić w Morzu Śródziemnym jak ślepe koty? - pytanie, które łapiący hostie prezydent powinien zadać swoim równie pobożnym współobywatelom.

My I

Dni są takie same. Wszystko jest takie same i zarazem wszystko się zmieniło – skarży się A. po zachodzie słońca, talerze piętrzą się w zlewie.

Who by Fire

Tego wieczoru w restauracji rybnej Dż. i R. na przemian opowiadali o czymś na kształt krematoryjnego pieca w Fatimie, do którego wrzuca się woskowe kończyny oraz inne członki. Cena zależy od rozmiaru. Chciałbym pojechać do Fatimy, odpowiedziałem im na to.

My II

Mam trzydzieści siedem lat i nie lubię patrzeć w lustro. Coraz rzadziej używam wyobraźni, przeraża mnie pisanie dziennika.

Zuzanna II

Kiedy po raz pierwszy przywdziewają, wycięte w talii letnie sukienki, dumne są słońcem padającym na szyję. Spoglądają zza firanek starcy - zatracili dawno swój rozsądek.

Z ulubionych fotografów

Być może pragnienie [Nan] Goldin, aby udokumentować swoje życie oraz życie osób dookoła niej, aby utrwalić chwile, było sposobem uporania się z tym, co stało się z jej siostrą. "Nie pamiętam jej zupełnie - pisała (...) - Pamiętam swój obraz jej, rzeczy, które mówiła, to, ile znaczyła dla mnie; ale nie pamiętam jaka była w rzeczywistości... jakiego koloru miała oczy, jak brzmiał jej głos. Nie chcę już nigdy więcej stracić prawdziwej pamięci o kimś" (...). Robienie zdjęć to dla niej pełna tęsknoty przemiana, pomimo tego, że chwila znika w czasie rzeczywistym (Hilton Als, Nan Goldin's Life in Progress, "The New Yorker", 4 lipca 2016).

Zuzanna III

W swe miejsce nad rzeką zabiera cię Zuzanna (...) i pozwala mówić rzece. Piosenek syren obawia się uwiązany Odys. Światło wpada do fontanny tej, co zawsze, a zupełnie innej. A Robert Lewandowski błogosławi małe dzieci.

(07-11.06.2017)

 

czwartek, 08 czerwca 2017
Christopher Clark, Lunatycy. Jak Europa poszła na wojnę w roku 1914, Dialog 2017 (odc. 1)

 

(Sarajewo, 2011, źródło: a.b.)

 

Cała historia z „Lunatykami” zaczyna się tak naprawdę od dwóch sióstr-nacjonałek, które w Hiszpanii padły ofiarą germanizacji. Ach, ta niekonsekwencja przeciwników UE: mieszkać w Wielkiej Brytanii, studiować w Hiszpanii, w Polsce - wieszać psy.

Dużo dramatów sióstr wiązało się z pierwszą wojną światową (cały tekst tutaj). Prowadząca winiła za pierwszą wojnę światową Serbów – nazwała ich terrorystami. Więcej na zajęciach czytaliśmy wspomnienia z frontu biednego żołnierza niemieckiego, przemoczonego w okopach i błocie, tęskniącego za domem (wzrusząjace!) natomiast nigdy nie czytaliśmy wspomnień ofiar germanizacji i okupacji niemieckiej. Nie uczą w Hiszpanii o Drzymale i dzieciach z Wrześni, no no.

Uznała też, że przyczyną wojen był nacjonalizm (nacjonalizm jest zły - powtarzała wielokrotnie), z czym nie zgodziłyśmy się. Dzielnie Polki! Jak się okazuje tymi Niemcami, których wmuszano w siostry był Stefan Zweig i Victor Klemperer (konspekt zajęć tutaj), nazwiska, które zapewne dziewczętom wychowanych na prozie Ziemkiewicza i poezji Jana Pietrzaka nic nie mówią, bo jakby mówiły to okazałoby się, że jest jeszcze gorzej: nie tyle o Niemcach uczą, co o Żydach! (nie, nie, siostry się domyślają, wyczują Judejczyka na kilometr: reasumując wszystko wskazuje na historyczną proniemiecką/ i prożydowską wizję wydarzeń w Europie).

Zacząłem więc czytać „Lunatyków” od owej bohaterskiej Serbii, która posiada wszystkie cechy typowego kraju Międzymorza (według Szczerka), a przez to cni się tak bardzo dziewczętom spod Londynu.

Kiedy w 1905 roku parlament serbski był zmuszony szukać nowego źródła przychodów dla budżetu państwowego, zdominowana przez chłopów Skupsztina wolała raczej opodatkować podręczniki szkolne niż domową produkcję alkoholu (s. 56).

 

wtorek, 06 czerwca 2017
Ziemowit Szczerek, Międzymorze, Czarne 2017

 

Do stylu, w którym pisze Szczerek, z trudem to z trudem, ale można się przyzwyczaić. Łatwiej mi to idzie, bo obserwuję go od pewnego czasu na fejsbuku. Niemniej sam zapis bywa rodzajem strumienia świadomości, który niechętni autorowi mogliby określić jako paplaninę bez ładu i składu (por. krytykę poprzedniego reportażu autora na blogu o reportażach). Czasem to się nawet szczerze dziwię, że Szczerek wciąż używa interpunkcji.

Jednakże ów język jest znakomitą odtrutką wobec nowomowy, którą nam teraz serwują: czy to nowomowy katonarodowej, czy też narokatolickiej, tej pełnej megalomanii i pretensji do świata. Oto zostaliśmy jego szóstym mocarstwem, albowiem wybrano nas na dwa lata do Rady Bezpieczeństwa. Z takim entuzjazmem czytam Szczerka, bo siedzę we wnętrzu tej nowomowy, usiłując coś namącić, upchnąć w niej również własne wątki.

"Międzymorze" - wygląda na to - nie posiada założonego z góry planu. Ot, autor jeździ to tu, to tam i zapisuje. Wbrew tytułowi i pięknej mapie na wyklejce, nie wszystkie kraje Międzymorza potraktowane zostały z równą atencją. O niektórych napomyka, po innych włóczy się i zastanawia, porównajmy na przykład objętość uwag o Litwie i o Słowenii. Inna sprawa, że płynąć taką narracją można w nieskończoność – opisywać kolejne miejsca, scenki i mity, wsiadać w kolejne pociągi (wyczuwam tu pewną kolejową słabość) i wysiadać na stacjach o mało mówiących nazwach.

Z tego natłoku uwag ważnych i mniej ważnych, wyciągam fragmenty, które pasują do moich własnych przemyśleń o Wschodzie i Zachodzie, i o tym, w którym miejscu na mapie się znajdujemy (tak w tym pierwszym). Szczerek udowadnia, że w gruncie rzeczy nie jesteśmy jacyś wyjątkowi ze swoją manią wielkości i dziejową misją.

Przypisy autora bloga:

Odrzucali Zachód. Odrzucali jego sposób życia i myślenia. (...) Jedyne, co przychodziło im do głowy, co mogło zastąpić zachodni ład, to ponowne zanurzenie się z głową w systemie konkwista-rekonkwista, w rzezi i bebechach. I pogardzie (s. 17) - tezy o konieczności odrzucenia politycznej poprawności, zepsutego Zachodu, wołania o powrót do wartości oraz twarz tej zmiany: pogarda wobec innych, znanych i nieznanych. Pogarda zamiast poprawności, to czym nas mierzi Unia.

Tak właśnie wyglądają te międzymorskie sny o wielkości. Te narodowe absurdy i obsesje podkręcone do najwyższych rejestrów. Politycy z kraju, którem bankrutujący sąsiad zabrał nawet nazwę, jeżdżą do Azji Środkowej, do dawnej Baktrii, szukać potomków wojowników Aleksandra (s. 73) - przypominałem sobie te wszystkie maniakalne opowieści o własnej wielkości, tak charakterystyczne dla obecnie rządzących: państwo herosów, niezłomnych i ideałów. Przypominałem sobie listy, które do mnie przychodzą. Największe statuy świata, tysiąc pięćdziesiąt lat harmonijnego pożycia.

Ach te etniczne sny. Te rządy etniczności. Ta jej nadrzędność. Europa Środkowa, to nieszczęsne Międzymorze, jest miejscem, gdzie etniczna idea najbardziej zwyrodniała i stała się swoją własną karykaturą. Każdy jest centrum świata. Każdy naród, choćby liczył kilka milionów mieszkańców, a historię musiał sobie domalowywać, dokręcać, dosztukowywać (s. 139) - tego dnia oglądam przerażający sejm dzieci i młodzieży, jakiś koszmar. Jakby spełnieniem marzeń znowu miałoby być przelewanie krwi, owoc pogardy (por. tutaj).

Największym według niego [Bibó] lękiem środkowoeuropejskich narodów jest bowiem strach przed rozłamem narodowej wspólnoty. I przed tym, że takie lęki prowadzą do pojawienia się "fałszywych realistów" - którzy za sprawą "hałaśliwej publicystyki" i "narodowej nauki", oderwanej od prawdy obiektywnej i przez to zdegradowanej do roli pseudonauki, "samoupajania się" wielkością własnego narodu - wygrywali, zdobywali władzę i sprawując "antydemokratyczne rządy [...] z zachowaniem demokratycznych form", zamieniali swoje kraje w zamordystyczne zakute klatki (s. 202) - a może taka jest dziejowa konieczność? Może pokojowa transformacja w osiemdziesiątym dziewiątym i to, że weszliśmy do Unii, to jest dołączyliśmy do Zachodu, to był jakiś wybryk grupki intelektualistów, którym się wydawało, że można sprzeciwić się fatum? A dziś po prostu wracamy do naszej wschodniej normy, kończąc te fanaberie?

Jakoś tak się ostatnio składa, że gdy historia mówi Polsce "sprawdzam", to lądujemy właśnie tu, w Dobrudży, na tym zapomnianym skrawku Bałkanów. I zastanawiamy się, co tu robić dalej? (s. 223) - utopia Międzymorza jako alternatywy dla Polaków, raju wolnego od europejskiego zepsucia (por. tutaj) jest taką samą utopią jak megalomania przedwojennej junty pułkowników. Wbrew fantastom i oszustom, bez Zachodu nie ma dla nas zbawienia.



 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 98