Archiwum
Zakładki:
zBLOGowani.pl

Wpisy z tagiem: książki

poniedziałek, 25 lutego 2019
Miranda July, Pasujesz tu najlepiej, Pauza 2019

 

(Ilustracja z książki "The fountain of youth, or, Personal appearance and personal hygiene", 1905, źródło: archive.org)

 

Zabieram się do pisania o Mirandzie July jak pies do jeża. Co więcej, czeka na mnie jeszcze jeden tom jej autorstwa, zakupiony, gdy myślałem, że to trafiona proza. Tymczasem ten zbiór opowiadań to najdziwniejsza rzecz, którą ostatnio czytałem, czasem z dużym wysiłkiem. Przyznam: wolałem wyglądać przez okno tramwaju.

Z całą pewnością ta proza ma płeć: w każdym z opowiadań narratorką jest neurotyczna kobieta z zaburzonym życiem seksualnym. Ta powtarzalność perspektywy męczy, zwłaszcza, gdy porównuje się ją z ostatnio czytaną Sylvią Plath. Narratorka "Szklanego klosza" jest szczera, zupełnie inaczej niż bohaterki z "Pasujesz tu najlepiej" - jakby Miranda July eksperymentowała umieszczając w różnych scenografiach tę samą marionetkę.

Właściwie z całego tomu warto przeczytać (lub zapamiętać jak się przeczytało wszystko) dwa opowiadania:

Czarna i absurdalna "Drużyna pływacka", w której grupa staruszków w strojach kąpielowych - pod kierunkiem, oczywiście zgadliście, neurotyczki macha na sucho rękami w pokoju udającym basen. Zamyka się w tej króciutkiej prozie cały smutek samotności i starości, pogłębiany jeszcze tym, że rzecz dzieje się w jakimś samotnym pustynnym miasteczku, w dodatku w przeszłości, co oznacza, że trójka bohaterów - ze smutkiem stwierdza nasza neurotyczka - nie żyje.

Kończące tom "Jak opowiadać historyjki dzieciom" jest historią coming-of-age widzianą z perspektywy dorosłej przyjaciółki domu (jak się domyślacie: neurotyczki z zaburzonym życiem) perfekcyjnie pokazującej jak zmienia się relacja z dzieckiem: od przywiązania przez dojrzewanie aż do odchodzenia i zerwania. Bardzo melancholijny dla mnie w tym ton.

Moją prywatną miarą jakości prozy jest liczba cytatów, które chciałbym zachować. Nic nie zapisałem, może dlatego nie potrafię zachęcać do Mirandy July.

 

piątek, 15 lutego 2019
Sylvia Plath, Szklany klosz, Marginesy 2019

 


(źródło: https://www.thenational.scot)

 

Jedenastego lutego napisałem na ścianie fejsbuka jej wiersz i umieściłem to zdjęcie. Akurat była pięćdziesiąta szósta rocznica tego jak ułożyła głowę do snu w piekarniku. A następnego ranka przeczytałem w "Szklanym kloszu":

Wreszcie Jotka odpięła piękną papierową sztuczną różę od swojego nowego kapelusza.
Fotograf robił coś przy jaskrawych gorących reflektorach.
- Proszę przybrać uduchowiony wyraz twarzy. Natchnienie - zażądał.
Wpatrywałam się w fikusa stojącego na parapecie okna, w skrawek błękitnego nieba (...).

- A teraz proszę o uśmiech. 
Posłusznie próbowałam się uśmiechnąć.
- Ale, zaraz, co to? - zaprotestował fotograf. - Pani wygląda, jakby się pani zbierało na płacz.
Nie mogłam się dłużej powstrzymywać. Wbiłam nos w różowy welur kozetki i całe morze słonych łez, wszystkie nieszczęsne szlochy, wzbierające od rana, znalazły sobie ujście. Jak gdyby zerwała się we mnie tama (s. 147).

Nie, nie będzie tutaj recenzji. Sylvię Plath umieściłem na prywatnym ołtarzu, gdzieś obok Josifa i Jarosława, opowiadaczy ludzkiego życia, tego jakim jest. W "Szklanym kloszu" życie ulega rozpadowi na drobne kawałeczki. Jest bowiem ta powieść intymnym spojrzeniem w głąb rozpaczy, ale jej zdania, jej sposób narracji - w literaturze Plath mieszka niesamowita witalna siła. Czasem wystarczy trzydzieści lat - myślę sobie - by stać się nieśmiertelną; czasem całe życie nie starcza, by pozostać kimś.

  

Karolina Bednarz, Kwiaty w pudełku. Japonia oczami kobiet, Czarne 2018

 


(Hashiguchi Goyo, Czesanie, 1922, Honolulu Museum of Art, źródło: wikimedia.org)

 

Wydawało nam się, że o Japonii wiemy bardzo dużo, ale Karolina Bednarz udowodniła, że właściwie nic. Pojedyncze obrazki: pędzący szinkansen i najnowszy sprzęt komputerowy (chociaż to raczej obrazek z mojego dzieciństwa, gdy japońskie roboty pokazywano w "Sondzie"); tradycyjne Japonki w kimonach i pod papierowymi parasolkami (obrazek do powielania jak na święcie wiśni na granicy Berlina, gdzie Japonki się udaje); czystość poezji i sztuki (ten nieosiągalny ideał zamienienia chwil w znaki); wielkie oczy Czarodziejki z Księżyca (i inspirujące Picassa grafiki z perwersyjnymi ośmiornicami). Japonia: połączenie ciekawości i fascynacji. Od XIX wieku Europejczycy stale starają się ją zrozumieć.

Nie inaczej tutaj. Dla czytelnika autorka jest tricksterem, osobą, która jako jedyna potrafi odczytać ciągi znaków, przetłumaczyć obcą kulturę na znajomy język. Ogromne ryzyko: czytelnik musi jej zaufać, a to zaufanie pociąga za sobą zmianę dotychczasowych przyzwyczajeń, zupełnie inne odczytanie kraju. Nie da się "Kwiatów w pudełku" tak po prostu przerzucić, za bardzo ingerują w nasze utarte sądy.

Żaden z posiadanych przeze mnie w umyśle obrazków tutaj nie pasuje. Opowieść o japońskich kobietach to historia dyskryminacji i wykluczenia, historia społecznego napiętnowania. Bednarz pokazuje Japonię z różnych perspektyw - jest i korporacja, i galeria sztuki, i zatłoczone tokijskie metro, tworząc wcale nie wesołą panoramę. To nic, że po torach pędzi maglev, skoro stosunek do kobiet bliższy jest przedwojennej polskiej wsi. Tak przynajmniej zdaje się twierdzić autorka, a czytelnik - jak już wspomniałem - nie ma szansy by podważyć to, o czym pisze. 

Najbliżej reportażu jest kino. Przypominam sobie z czasów, kiedy jeszcze oglądaliśmy, te japońskie smutne historie. O jednej z nich pisze zresztą Bednarz: film o trądzie (tutaj), który akurat mi wydał się nazbyt patetyczny.

O tym, że przeczytałem uważnie, niech świadczy to, że spodobała mi się niesamowicie dedykacja w ostatnim akapicie, fragment osobisty: że cierpliwie słuchasz moich kilkugodzinnych przemyśleń o niszowej książce, którą przeczytałam - bardzo zazdroszczę takich słuchaczy.

    

niedziela, 27 stycznia 2019
Alvaro Ortiz, Murderabilia, Timof i cisi wspólnicy 2018

 

 

Czyli o pisaniu blogów i autentyczności

Miałem bloga... Ale wyszły z mody i każdy inny dureń też miał swojego - mówi Malmö, główny bohater "Murderabiliów". Trzynaście lat już autor bloga snuje się po sieci, rzeczywistość zamieniając w rodzaj grafomanii i podobnie jak Malmö, ulegając prokrastynacji. Kiedyś napiszę coś poważnego.

(Spojler) Rysunki w "Murderabiliach" przypominają komiksy dla dzieci, ale już na drugiej stronie orientujemy się, że to fałszywy trop. Cała historia zresztą świetnie sprawdza się jako anegdota, bo po pierwsze, można dyskutować o kotach - jak mówiła moja prababcia: kot umarłego ruszy, pies nie (treść komiksu potwierdza powyższą tezę), po drugie - zaczynasz się zastanawiać nad rynkiem narzędzi zbrodni (o tym mowa w komiksie), a potem nad eksponatami widzianymi w muzeum. To błyszczące ostrze szpady z osiemnastego wieku, w czyich wnętrznościach zanurkowało? Ten urwany list z okopów, kto go nie dokończył? Te onuce włoskich żołnierzy, znalezione w Alpach, kto w nich zamarzł?

Stoi za nami potrzeba autentyczności przeżycia, dotknięcia rzeczy ostatecznych. I choć będziemy się zarzekali, że naszym głównym celem jest głębsza refleksja, to i tak zawsze bliżej nam będzie do tłumu gapiów na miejscu nieszczęścia.

W obecności przedmiotów nasz triumf jest niezaprzeczalny, chociaż na chwilę: my nadal żyjemy.

  

Mariko Tamaki, Jilian Tamaki, Pewnego lata, Kultura Gniewu 2018

 

 

Czyli o tym, że stajemy się dorośli

Pewnego lata wszystko się zmienia. Zdanie powyższe zawiera taki ładunek banału, że aż nie sposób nie ulec pokusie jego falsyfikacji. Kiedy stajemy się dorośli? Czy takie lato rzeczywiście się zdarza? Pierwsze pocałunki, pierwsze wiersze miłosne, pierwsza taka radość i pierwszy taki smutek. Trzynastoletni (?) przyszły autor bloga otwiera pożółkły skoroszyt i zapisuje: dla Ciebie świecił Wielki Wóz. Dopada go poczucie, że to nagle nie jest już dzieciństwo. Dopadać go zresztą będzie wiele razy, i dopiero z perspektywy wielu lat, rozpozna po stylu pisania, że coś się zmieniło. Jednocześnie czuje się dużo starszy i całkiem niedorosły.

"Pewnego lata" jest opowieścią o dojrzewaniu, o lecie, które ma zmienić wszystko, ale po latach nie będziemy może nawet o nim pamiętać. Ale też jest zapisem fizycznej zmiany, kiedy przestaje się być dzieckiem.

Jak każda opowieść z gatunku coming-of-age, od powieści przez fotografie aż po filmy, także ten komiks powoduje u autora bloga atak dusznej melancholii. Melancholia pozwala jednakże zapomnieć na chwilę o Polsce.

  

czwartek, 17 stycznia 2019
Tomasz Mann, Niemieccy słuchacze!, Ossolineum 2018

 


(Hamburg w czasie operacji Gomora, 1943-1945, kol. Imperial War Museum, https://www.iwm.org.uk/collections/item/object/205023601) 

 

W pewnych ustach mianowicie nawet prawda staje się kłamstwem, narzędziem oszustwa, a w rzeczy samej nie można ohydniej kłamać, niż posługując się prawdą (s. 122).

Powyższe słowa wypowiadane w eter opisywać mają nazistowską propagandę, ale równie dobrze pasują też do tego, co nazywamy dziś post-prawdą. Czytam Manna w dziwnych dniach, kiedy okazało się, że zdolni jesteśmy do przemieniania brudnych słów w bestialskie czyny. W pewnych ustach nawet opis tego, co się zdarzyło, staje się narzędziem oszustwa.

Budzi nas algorytm. Podpowiada nam, co warto przeżyć tego dnia. Inny algorytm dla tych z prawej, inny dla tych z lewej strony. Odrębne opowieści z dwóch Polsk. Tylko rzeka pośrodku ta sama, mętna.

Tomasz Mann wybiera rolę inną niż Jarosław. Nawet nie to, że sprzeciwia się totalitarnej władzy jest istotne, ale to, że stawia się poza czy też ponad narodem. Przyjmuje amerykańskie obywatelstwo i zza oceanu udziela się w wojennej propagandzie przeciw reżimowi. Nie żyć w kłamstwie - tutaj prowadzi do radykalnego kroku, niezrozumiałego nawet dzisiaj, w Polsce, w której rzekomy patriotyzm oślepia i zaślepia.

Stanąć naprzeciw swojego narodu i powiedzieć wprost prawdę.

  

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 114