2016: 8 filmów, 75 książek - 2015: 39 filmów, 78 książek - 2014: 66 filmów, 89 książek - 2013: 46 filmów, 60 książek
Archiwum
Zakładki:
zBLOGowani.pl

Wpisy z tagiem: Josif Brodski

piątek, 07 października 2016
Eugeniusz Kabatc, Pogoda burzy nad Palermo, PIW 2016

 

Prawosławny, partyjny - to nieważne, ale wygląd ma ubeka, chociaż przysięgał się, że nic z tą sprawą nie ma wspólnego (Jarosław Iwaszkiewicz o autorze książki, Dziennik, 22 września 1979 r.)

Podniecenie Salieriego, że zrozumiał Mozarta (metafora stąd; że to Salieri udowadnia sam tekst, mozolny, niestrawny, grafomańsko pewny swojej mocy). A teraz kiedy Mozart jest martwy, zamknie go wreszcie w swoim tekście. Absolutna jest władza autora nad martwym bohaterem, w końcu autor posiada też przymiot boski - jest wszechwiedzącym narratorem. Bohaterowi można przypisać dowolną myśl i dowolne słowo. Triumf Salieriego: zabezpiecza się jeszcze stwierdzeniem, że fikcja miesza się z faktami.

Salieri to nikt inny, tylko jeden z głosów z "Na grobli". Nie tego się spodziewałem po przepięknej okładce, zdjęciu samego Jarosława. Oto podróż starego patriarchy, otoczonego pochlebcami (Szymek, kim jest Szymek? To najbardziej frapująca postać całej iwaszkiewiczologii; Salieri - sprawdzam przezornie u Siedleckiej - to TW Krab) na Wyspę. Oto opowieść o starości władcy, o dzieleniu schedy, po raz kolejny o opętaniu (cała scena negocjowania nagrody, przecież to obraz żywcem wzięty od Rylskiego). Oto fragment kroniki kornika piszącego uładzony życiorys.

Prowadzę prywatne śledztwo. Poszukuję zdjęć z Mondello w sieci. Nie ma. Nabieram wątłej pewności, że się spotkali, krótka wymiana grzeczności (może niegrzeczności): Jarosław i Josif. Wątłej, w końcu fikcja miesza się z faktami.

 

sobota, 06 lutego 2016
Josif Brodski, Pochwała nudy, Znak 2016

 

(Josif Brodski, 6 kwietnia 1990 r. (c) Lamont Poetry Program, źródło: http://anagnoste.blogspot.com; Miało się tu znaleźć zdjęcie Brodskiego z jego żoną Marią, ale kiedy napotkałem ten portret z rzeźbą, od razu pomyślałem o opowiadaniu Jansson, w którym bohaterem jest artysta zakochujący się w wyrzeźbionych pośladkach. Niezbadane są mapy skojarzeń. Oprócz bliskości Helsinek i Leningradu, słowem kluczem i w tamtym tekście, i tu, w "Pochwale nudy" jest marmur. Nie mówiąc już o Wenecji, w której rozgrywa się tamto opowiadanie, i w której Brodski znajdował odpoczynek, również ten wieczny.)

 

1.

Jeśli miałbym znaleźć w tym tomie jakiś refren, choć przecież to tom esejów a nie poezji, to byłoby to zdanie zaczerpnięte z Roberta Frosta: Najlepsze wyjście zawsze wiedzie na wskroś. Podoba mi się ono zapewne dlatego, że zawsze ląduję pośrodku we wszystkich ankietach. Pośrodku to - myślę - jest nieco na wskroś, w krainie Pomiędzy.

2.

W dość idiotyczny sposób Irena Grudzińska-Gross we wstępie i na okładce usiłuje przekonać czytelników, że Brodski był arogantem. Czy jest skala, którą mierzy się arogancję poetów i pisarzy? Czy nie osiągaliśmy na niej całkiem przyzwoitych wyników? Czy po latach przetrwa arogancja - jak stara się wmówić wydawca - czy też zachwyt, a może jak chce autor - wiecznie trwa jedynie miara wiersza? (Bardzo niebezpieczne rewiry: ostatnio pewien bibliotekarz z Wa. napisał piękną miarą łacińską odę o zabójstwie, a potem zabił).

3.

Czasami napotykam w książkach zdania, które są dla mnie odkryciem na miarę odkrycia Ameryki albo zdobycia Kilimandżaro, takie jak to: starożytność dla nas istnieje, a my dla niej nie. To znaczy: nie przypuszczali, bawiąc dzieci, chodząc do burdeli, pijąc wino i wypoczywając w łaźniach, że będą przedmiotem archeologii (a czym my będziemy?), to znaczy: są równie nieuchwytni jak postaci literackie (może historia nie istnieje, jest tylko literatura?)

4.

Brodski zarzuca Havlovi, że naiwnie wierzy w ludzką dobroć, upierając się, że tylko okoliczności zewnętrzne narzucają ludziom zło. Demaskuje przy tym piękne zdania Havla i posądza go o okłamywanie siebie i czytelników. Powinienem bronić Havla i jeszcze rok, dwa lata temu, pewnie bym to robił, niestety ostatnio pesymizm, co do ludzkiej natury, bierze górę nawet u mnie.

5.

Z kolei w innym eseju to Brodski wydaje się tak cudownie naiwny w swojej wierze w nadrzędność i trwałość estetyki. Może - w gruncie rzeczy - porzucenie jednego naiwnego przekonania automatycznie wpycha w drugie, bo inaczej pozostaje budząca lęk próżnia: jeśli nie dobro, to chociaż piękno.

Gdyby mieli przetrwać najsilniejsi, na placu boju pozostałby jedynie Arnold Schwarzenegger; gdyby mieli przetrwać najsłabsi, co jest propozycją bardziej kuszącą etycznie, musielibyśmy się zadowolić Woody Allenem. Proszę mi wierzyć albo nie, celem ewolucji jest piękno zdolne przetrwać wszystko inne, będące źródłem prawdy (s. 182). 

 

środa, 03 lutego 2016
Dziennik. Oswajanie nudy

 

(Josif Brodski na wykładzie na Uniwersytecie Michigan, 1972, źródło: en.wikipedia.org)

 

Odkrywam dzięki Brodskiemu dlaczego właściwie postanowiłem pisać i systematycznie siadam nad klawiaturą:

Nuda, znana pod różnymi pseudonimami - uprzykrzenie, zniechęcenie, znużenie, chandra, melancholia, marazm, apatia, obojętność, otępienie, letarg, ospałość, stupor itd. - to zjawisko złożone, będące nade wszystko wynikiem powtórzenia. Zdawałoby się więc, że najlepszym lekarstwem powinna być ustawiczna pomysłowość i oryginalność (...). Niestety, życie nie dostarcza takich możliwości, gdyż najważniejszym czynnikiem życia jest właśnie powtórzenie.

(...) Padną Państwo ofiarą nudy swojej pracy, przyjaciół, małżonków, kochanków, widoku z okna, mebli lub tapet w pokoju, własnych myśli, siebie samych (...). Można zmieniać pracę, miejsce zamieszkania, towarzystwo, kraj, klimat; można próbować promiskuityzmu, alkoholu, podróży, kursów gotowania, narkotyków, psychoanalizy.

Można wręcz połączyć wszystko razem i przez chwilę może zda to egzamin. Oczywiście do dnia, w którym obudzą się Państwo w swoim pokoju w otoczeniu nowej rodziny, nowych tapet, w innym kraju i klimacie, ze stosem rachunków z biur podróży i od swojego terapeuty, a mimo to z tym samym niesmakiem wobec światła dziennego wlewającego się przez okno.

(...) Nuda jest, by tak rzec, oknem na czas, na te jego cechy, które zwykle lekceważymy, najczęściej za cenę utraty równowagi psychicznej. Krótko mówiąc, jest oknem na nieskończoność czasu, to znaczy na naszą w nim znikomość. (...) Jesteś znikomy, ponieważ jesteś skończony. Im bardziej jednak coś jest skończone, tym bardziej jest przepełnione życiem, uczuciami, radością, obawami, zrozumieniem. Albowiem nieskończoność nie tryska zbytnio życiem ani emocjami. Przynajmniej tyle podpowiada nam nasza nuda. Gdyż nuda jest nudą nieskończoności (J. Brodski, Pochwała nudy)

(03.02.2016, pogodnie)

 

niedziela, 24 stycznia 2016
Poradnik życia Josifa Brodskiego

 

Proszę rozszerzać i traktować swoje słownictwo tak, jak traktują Państwo konto bankowe. Rzecz w tym, by nauczyć się wysławiać w sposób możliwie pełny i precyzyjny, słowem, chodzi o zachowanie równowagi wewnętrznej.

Proszę być dobrym dla rodziców. Pragnę jedynie powiedzieć, że nie warto się przeciwko nim buntować, gdyż wedle wszelkiego prawdopodobieństwa umrą przed Państwem, mogą więc Państwo oszczędzić sobie przynajmniej tego źródła poczucia winy.

Proszę nie pokładać zbytnich nadziei w politykach - nawet nie dlatego, że są głupi lub, co gorsza, nieuczciwi, lecz dlatego, że ta praca przerasta nawet najlepszych, niezależnie od partii politycznej, doktryny, systemu czy planu.

Proszę się nie wyróżniać, proszę zachować skromność. Jeśli ktoś pcha się w światła rampy, musi to robić kosztem innych, którzy się tam nie dopchają. Jeśli więc Państwo chcą być sławni lub bogaci, albo jedno i drugie, to droga wolna, ale nie warto się tym zbytnio napawać.

Za wszelką cenę proszę unikać przyznawania sobie statusu ofiary. Niezależnie od nędzy swojego położenia proszę nie winić niczego ani nikogo - historii, państwa, zwierzchników, rasy, rodziców, fazy Księżyca, dzieciństwa, treningu czystości itp. Z chwilą gdy obarczamy coś lub kogoś winą, podważamy własną determinację do zmian.

Jeżeli znajdą się Państwo w opałach, w tarapatach, na krawędzi rozpaczy lub w jej głębi, proszę pamiętać - to życie przemawia do Państwa jedynym dobrze mu znanym językiem.

Świat, w który mają Państwo wkroczyć i w nim żyć, nie cieszy się dobrą opinią. Ale jest to jedyny świat nam dostępny - żadna alternatywa nie istnieje, a gdyby nawet istniała, nie mamy gwarancji, że byłaby dużo lepsza od obecnej.

Proszę nie zwracać uwagi na tych, którzy będą starali się uprzykrzyć Państwu życie. Proszę ich ścierpieć, jeśli nie sposób od nich uciec, lecz kiedy już im się Państwo wymkną, proszę okazać im jak największe lekceważenie.

(Przepisuję z własnym skrótami z "GW" z 23 stycznia br., s. 16-17, fragment eseju z tomu "Pochwała nudy").

 

środa, 17 czerwca 2015
Lista lektur Josifa Brodskiego

 

(źródło: http://www.openculture.com/2013/11/joseph-brodskys-reading-list-for-having-an-intelligent-conversation.html)

 

Liczba książek przerasta ilość czasu pozostałego do ich przeczytania, nawet gdyby nie żyć inaczej, tylko czytając, co też byłoby niezbyt rozsądne. Czasem nawet nachodzi mnie pokusa, czy aby zupełnie nie czytając, nie żyje się intensywniej, poza wyobraźnią, tu i teraz, twardo stąpając po ziemi. Każdy pobyt w księgarni, choćby tak perfekcyjnej jak krakowskie "De Revolutionibus", gdzie rządek Iwaszkiewiczów tuli się na półce, kończy się atakiem paniki. Jak czytać, żeby zdążyć?

Kluczy do czytania jest bardzo wiele. Można podążać za swoimi zachwytami i smakami. Tak stara się czynić autor bloga, sobie znanymi ścieżkami krążyć wokół miejsc, które są dla niego ważne, akurat w tym momencie życia. Pozostawia to jednak wyrzuty sumienia, gdy widzi się kolejne książki, i kolejne, coraz to nowe smaki. Można czynić czytanie systematyczną czynnością, podobną do mycia zębów. Czytać w porządku alfabetycznym albo list bestsellerów albo zgodnie z własną regułą. Można czytać po prostu, bez żadnego klucza. Jedyne niebezpieczeństwo w tym sposobie tkwi w tym, że zła książka nieodwracalnie zabiera miejsce dobrej.

Można wreszcie czytać, po to by zrozumieć, stać się o-sobą. Klucz wówczas jest naprawdę kluczem. Lista lektur pełni tutaj rolę podobną jak Grand Tour: dopóki nie przeczytasz "Eneidy" i nie widziałeś Forum Romanum - nie umiesz i nie możesz rozmawiać, bo co wiesz o prawdzie, dobru i pięknie? Dziś to zresztą wszystko relatywne pojęcia. Niewielu, w czasach kulturalnej konsumpcji, ma podobne ambicje. Grand Tour zastąpiono all inclusive. Wszystkie te mity, opowieści, Antygony i Hamleci wydają się tak nieatrakcyjni z tymi swoimi długimi rozdziałami, stopami metrycznymi i pytaniami bez odpowiedzi. Kultura zamienia się w zabawę. Zamiast rozmawiać o treściach, rozmawia się o czytaniu (czego dowodem ten wpis).

Josif Brodski to co innego. Josif Brodski, który wyszedł ze szkoły i trzasnął drzwiami, i nigdy do niej nie wrócił, a mimo to, wiele lat później, został profesorem, wiedział, że bez poznania znaków, kodu kultury pozostaje się na zawsze analfabetą, choćby się było magistrem, doktorem albo i ministrem. Poznać można jedynie wybierając odpowiednio, bo czasu mało, i czytając. Bardzo ambitna jest jego lista i źle się czuję, gdy spoglądam na nią, widząc jak niewiele lektur mogę odhaczyć. Wciąż mi daleko.

Czytanie to nie jest rozrywka, jak się twierdzi dzisiaj, czytanie służy stawaniu się człowiekiem. Tego uczy nas Josif Brodski na tych pięciu kartkach, znalezionych w internecie.

 

czwartek, 11 czerwca 2015
Josif Brodski, Urania, Zeszyty Literackie 2015

 

(Rafael Santi, Urania, inne nazwy: Pierwszy Poruszyciel, Astronomia, Stanza della Segnatura, 1508-1511, źródło: http://objectiveart01.tripod.com/parnassus.htm)

 

Ostatni wiersz Jarosława jest inwokacją do Uranii. Józef Majewski w piękny sposób wykłada, że wcale nie chodzi o jedną z muz, ale o Wielką Matkę, tę, którą czci się na skale Eryks, to jest w sycylijskim Erice.

Josif Brodski też woła do Uranii: Tylko ona,/ Muza punktu w przestworzach i Muza utraty/ konturów (...) Na pierwszy rzut oka, Urania, siostra, sosna z wiersza Iwaszkiewicza oraz ta, o której pisze Brodski, różnią się od siebie. Piszą o niej przecież odmiennie stary mędrzec, który wątpi, i ciągły wygnaniec. Ale czy patronka nicości u Jarosława, nie jest tą, która panuje nad pustką, która rozsuwa się jak portiera?

Dom Iwaszkiewicza, na którego straży stoi Urania, jest z jednej strony domem określonym, Stawiskiem, z drugiej - domem na zawsze utraconym, Kalnikiem, Tymoszówką. Może też domem ciała, który się rozpada. Mieszkanie me rozbiorą i przeniosą ode mnie jak namiot pasterzy (Iz 38, 12a). Dom okazuje się nie być wcale zaprzeczeniem nicości.

Wie o tym Brodski, który do Uranii zanosi modlitwę za wyobrażenie domu, miasta, w którego spisie telefonów ty już nie figurujesz. Wygnaniec, bezdomny, apatryda. Muza astronomii, kosmiczna muza jest przecież opiekunką otwartej przestrzeni, nieobecności ciała w każdym punkcie. Kontury zacierają się, gdy patrzysz z coraz większej dali, ale również wtedy, gdy umierasz.

Czy obaj nie mówią więc o tej samej, pilnującej niebios, określając ją imieniem muzy?

(Poza tym podtrzymuję to, co napisałem tutaj. Także lekcja o prozodii: w wierszu "Mucha" brzmi ona jak "Gorzkie żale".)

 

 
1 , 2 , 3