2016: 8 filmów, 75 książek - 2015: 39 filmów, 78 książek - 2014: 66 filmów, 89 książek - 2013: 46 filmów, 60 książek
Archiwum
Zakładki:
zBLOGowani.pl

Wpisy z tagiem: Krzyżacy

wtorek, 07 maja 2013
Dariusz Kosiński, Teatra polskie. Rok katastrofy, Znak 2013

 

Jakby dalej Krasowski.

Odkryłem, że lubię czytać z mądrym dystansem o niedawnych wydarzeniach. Książka Kosińskiego jest odkrywcza: w przeciwieństwie do wspomnianego Krasowskiego nie posługuje się naukami politycznymi, ale metodologią nauk o teatrze. Z tej perspektywy opisuje katastrofę, żałobę a następnie wydarzenia na Krakowskim Przedmieściu, którym też poświęcałem sporo czasu.

Brakowało mi i brakuje analizy polskiej żałoby pod kątem narodowych mitów i wierzeń: przekształcania jej bohaterów w herosów (coś takiego jak zostało napisane o Piłsudskim). Kosiński nie spełnia moich wymagań: opisuje dramat i widowisko, coś chwilowego, nie zastanawia się nad myślowymi strukturami długiego trwania. Ale bardzo doceniam ten, inny sposób analizy.

W ogóle relacjonowanie na chłodno wydarzeń kiedyś pełnych emocji pozwala zobaczyć je zupełnie inaczej. Lepiej widać ich aktorów, motywacje, scenariusze. Autor bloga też unosił się w emocjach w tamtych, niedalekich czasach, przyznaję.

Tej książki - powiem więcej - nie da się nie kupić z powodu okładki. Fenomenalne zdjęcie polskiego Indianina (?) w żałobie. (Później okaże się, że dobrych zdjęć jest sporo w środku). Wszystko wydane na śliskim papierze, takim, na którym kiedyś wydawało paryskie Editions Spotkania. Rzadko dzisiaj taka dbałość o detale.

 

piątek, 22 października 2010
Kawa numer cztery

Orkiestra dęta grała pod palmą, mijał już kwadrans.
Myślałem o kobiecie z szyją wypaloną papierosem,
boleściwą pod krzyżem zamiast pomnika.

Nie wyjdę dzisiaj wcześniej z pracy.
Z politowaniem patrzy na mnie źle wydrukowany
Paul Newman na rozgrzanym blaszanym dachu.

Skręcę w Nowogrodzką albo lepiej w Bracką.
Zaszyję się w czerwonym barze a potem muszę
wniebowstąpić latte jeszcze. Na rogu Żurawiej.

Będziemy siedzieć tak długo. Orkiestra dęta dawno
przestała grać. W tej sali śmierdzi. Siłą woli usiłuję
przyciągnąć do siebie jeszcze jeden termos.


(kofeina)
wtorek, 12 października 2010
Paczka z Krakowa. Halik

Szczerze powiedziawszy, ostatnie wydarzenia z życia polskiego Kościoła: czynne poparcie jednego z kandydatów na prezydenta, pielęgnowanie tradycji narodowych zamiast religijnych, zgorszenie siane na Krakowskim Przedmieściu, moje życie duchowe doprowadziły do rozedrgania.

Ratunku szukam w lekturach. Powtórzyłem "Tischner czyta Katechizm", zakupiłem u wysyłkowych karmelitów nieco mistyków hiszpańskich, wreszcie natknąłem się na "Dotknij ran" Tomasza Halika.

Rzeczywiście, "Dotknij ran" jest balsamem na rany zadawane przez polski Kościół części wiernych. Halik pisze o tym, co w religii najważniejsze, zdecydowanie odrzucając perpektywę Głodziów, Dzięgów i Dydyczów. Porównując sytuację Kościoła w Polsce do dziejów historycznych, nie da się uniknąć skojarzenia z czasami Konstantyna (ten sam zdradliwy mariaż władzy świeckiej i duchowej).

Halik - w tym bardzo mi jest bliski - Kościół pojmuje jako zbiór otwarty. Docenia i myśl Lutra, i Nietzschego. (Jakże to różne od sfery intelektualnej polskiego Kościoła, gdzie jedynym znanym myślicielem jest Jan Paweł II.)

Zwraca uwagę na krzyż i jego teologię. Krzyż jako narzędzie Zbawienia. Tylko Chrystus.

Piękne słowa dotyczące roli ateizmu. Tak sobie kiedyś pomyślałem, że niebo ateistów jest pełne. I że wartością człowieka, co potwierdza Halik, nie jest liczba wyklepanych różańców i przeklęczonych litaniogodzin.

Wreszcie, wizja Kościoła. Może rzeczywiście za często o Kościele myślimy w kategoriach nieskalaności. A tymczasem on jest ludzki i poraniony, dopiero Jeruzalem niebieskie ma być Kościołem bez zmazy.

(Doskonała psychoterapia.)

niedziela, 10 października 2010
Zwracanie ojczyzny

Staliśmy na Anielewicza (tfu, w bohaterskim mieście taka niepolska nazwa).
Pogoda przymroźna a on już osiem minut spóźniony.
Pewnie go na Krakowskim meistersingerzy z Norymbergi, ci z pochodniami, porwali, skradli.
Przyjechał, a tu Polacy jadą.
Pani naprzeciw o rychłą kanonizację Pana P. się modli. Przed Twe ołtarze. Na jej kartce orła cień.

No to co ja?

No to ja wynocha. Z tego sto osiemdziesiąt, z tej Polski.
piątek, 17 września 2010
W drodze do Wittenbergi (cz. 2)

Biedny chory pan przyszedł wieczorem na Krakowskie. Otaczali go wyznawcy, których ojczyzna wciąż nie jest wolna, a prezydencki fotel (bałbym się napisać "stolec") opróżniony od kwietnia. Biedny chory pan przyszedł tylko uczcić poległych (od rana szczekali jego poplecznicy, więc mówić wiele nie musiał) i mimochodem rzucił, że ten krzyż był swego rodzaju substytutem pomnika.

Szlag trafia. Od kiedy, pytam ja - katolik, symbol mojej wiary jest substytutem czegokolwiek? Odpowiedzmy sobie wreszcie na pytanie czy dla biednego chorego pana i tego tłumku nieszczęśników centrum religii jest Golgota czy Smoleńsk? Czy hierarchia kościelna może wypowiedzieć się w tej sprawie? Czy głucha jest na bałwochwalstwo? Dyżurni katolicy też chyba nie rozumieją co się stało, Kościół im się pomylił z partią. A ja wstydzę się Kościoła, który dla ziemskiego panowania, wyrzeka się Chrystusa.

Wierzę w Lecha Kaczyńskiego, brata Jarosławowego jednojajowego, który się począł w stoczni gdańskiej, ukrzyżowan i umęczon pod Tuskiem Donaldem, poległ i pogrzebion na Wawelu.

(Czy to jest nowe wyznanie wiary polskiego Kościoła?)

Sto osiemdziesiąt przez Ulster

 

jadę rano a tu już nie belfast

 

 
1 , 2 , 3