2016: 8 filmów, 75 książek - 2015: 39 filmów, 78 książek - 2014: 66 filmów, 89 książek - 2013: 46 filmów, 60 książek
Archiwum
Zakładki:
zBLOGowani.pl

Wpisy z tagiem: Gazetapl

środa, 19 sierpnia 2015
O najlepszym z ustrojów i inne uwagi na marginesie

 

Czytanie prywatnej korespondencji Kazimierza Nowaka pobudza wydzielanie metaforycznej żółci. Gdyby Nowak żył dzisiaj, zapewne nie jechałby do Afryki, ale został internetowym hejterem (nie cierpię tego słowa), który błotem obrzucałby każdego, tak jak to czyni w listach do żony. Po równo: Polaków, Żydów, Arabów, Afrykanów, księży, profesorów, zwolenników Piłsudskiego, redaktorów gazet. W ogóle ta jego wyprawa zaczyna mi się jawić jako przedsięwzięcie arcypolskie: bez planu, bez pieniędzy, bez przygotowania i bez mapy. Wielka improwizacja: to, co w Polsce cenimy najbardziej.

Natchniony Nowakiem autor bloga odrywa się od śpiewania kołysanek na melodię "W żłobie leży" i również zabiera głos w ważnych kwestiach.

1.

Jeśli Leszek Balcerowicz założyłby kościół, Witold Gadomski zostałby jego Terlikiem lub Rydzykiem. Zresztą powstanie takiego kościoła nie jest wcale takie nieprawdopodobne: w końcu ekonomia opiera się na wierze w niesprawdzalne dogmaty. A jeśli taniec Indian Zuni w intencji deszczu, nie doprowadzi do ulewy, to wina leży w niedociągnięciach tancerzy, a nie w nieskuteczności takiej metody zmieniania pogody. 

Witold Gadomski jest jednym z nielicznych wyznawców dogmatu o tym, że wolny rynek doprowadzi nas wszystkich do zbawienia, jednego z najważniejszych dogmatów końca poprzedniego wieku. I choć wydawałoby się, że jego wyznawców szukać ze świecą, Witold Gadomski trzyma się mocno na stronach czołowego dziennika. W jego numerze świątecznym ("Gazeta Wyborcza", nr 189, 14-16 sierpnia br., s. 34-35) rozprawia się z rewizjonizmem papieża Franciszka. I czyni to, czym mnie znakomicie rozbawia, posługując się metodologią biskupów polskich, tzn. kwestionując Franciszka Janem Pawłem!

Franciszek, w przeciwieństwie do Gadomskiego, na ekonomii się nie zna, co autor tłumaczy Franciszkowym odchyleniem peronistycznym. Śmiechu mam coraz więcej, gdy czytam jak w bogatym kraju znacznie łatwiej zwalczyć patologie, społeczne wykluczenie, obszary nędzy. Gadomski nie zauważa, że coraz mniejsza grupa gromadzi coraz większe bogactwo i ma to się nijak do sytuacji osób najbiedniejszych. Dobrym przykładem jest właśnie Ameryka Łacińska, w której niesprawiedliwa redystrybucja dóbr doprowadziła do powstania ogromnych obszarów wykluczenia czy popadania państw w anarchię. Polityka socjalna oparta na solidarności (a nie neoliberalnym kapitalizmie) zaczęła zmieniać nieco sytuację w takich krajach jak Brazylia czy Boliwia.

Najgorsze dla Gadomskiego jest to, że współczesny Kościół potępia pogoń za zyskiem, czyli najważniejszy mechanizm gospodarki rynkowej. Opowiada się przeciwko systemowi gospodarczemu, który okazał się w historii najbardziej efektywny. Nie dostrzega, że właśnie w jego efektywności jest pies pogrzebany. Zysk nie może być jedynym wyznacznikiem człowieczeństwa, a do tego właśnie doprowadziła błędna wiara w dogmaty kapitalizmu. System, w którym nie ma ludzi, tylko liczby, jest - przyjmując takie założenie - systemem niemoralnym, przynajmniej w ujęciu etyki chrześcijańskiej. Niestety dla prawdziwego dogmatyka, a takim jest Gadomski, jest to teza z założenia heretycka, bo uderzająca w sedno bronionego dogmatu.

Być może otwarcie łamów dla apologii kapitalizmu, jest jakimś znakiem, że niebawem szpalty gazety zapełnią również wyznawcy kreacjonizmu i innych niesłusznie potępianych (nie tylko przez Franciszka) systemów społecznych np. niewolnictwa (co jak wiemy da się pogodzić z listami Pawła).

2. 

Ten sam dziennik usilnie wyśmiewa hasło "Polska w ruinie", pokazując liczne zdjęcia przedstawiające wieżowce, nowo wybudowane teatry operowe, lotniska oraz zalane betonem, odrestaurowane ryneczki małych miast. Oczywiście kilka lat temu, podobną akcję mógłby przeprowadzić "El Pais", prezentując ogromne lotniska czy centra kultury i sztuki, firmowane przez światowe gwiazdy architektury. Jednak jest to jedna strona medalu. Tak, podoba mi się filharmonia w Szczecinie, a z balkonu oglądam imponujący horyzont Wa., chociaż nadal wolę widok z szanghajskiego Bundu. Ale te piękne budowle z hipotetycznego "El Pais" bardzo często dzisiaj stoją puste albo trafiły na listy ogromnych, niepotrzebnych inwestycji. Najczęściej te, które były pomnikami niezdrowych lokalnych ambicji albo konieczności wydatkowania funduszy, żeby ich nie stracić, wiary w nieskończoną liczbę możliwych powtórzeń "efektu Bilbao".

Ale Polska to nie tylko beton, szkło i kostka bauma. To jeszcze małe wsie i miasteczka, takie jak na Wyżynie, gdzie nie ma już pekaesów (bo po co?), poczt (restrukturyzacja), szkół (reforma), a kolej już dawno skasowano, zamieniając hale dworców, które wznosił jeszcze Mikołaj albo Aleksander, w sklepy sieci z owadem (których dyrektor zasłużył na order). To taka Polska, o której się przypomina tylko z okazji kampanii wyborczych. I cóż z tego, że wójt postawił w niej akwapark? Od kilkunastu lat ta prowincja zmienia się. Tylko czy wycinanie parków, przenoszenie handlu do marketów i stopniowa rezygnacja z takich usług jak choćby autobus do sąsiedniego miasta to na pewno droga rozwoju? Nie wspominając już o estetyce, a właściwie jej dojmującym braku.

A kwestia reprywatyzacji? Oddawania szkół, muzeów, przedszkoli, podniesionych wspólnie z gruzów, jakimś wyimaginowanym właścicielom, którzy tak wiele stracili? Bez opamiętania i bez patrzenia na dobro wspólne. A oddawanie osiedli mieszkaniowych pod władzę firm deweloperskich? Wiem, wiem wszystko się buduje, Polska w budowie, ale jej infrastruktura społeczna popadła w ruinę i ciężko temu zaprzeczyć, będąc nawet największym entuzjastą ostatniej dekady.

3. 

Dużo spędzam ostatnio czasu w poczekalniach i rejestracjach. I to jest scena z dzisiaj, z dużego stołecznego szpitala. Do okienka podchodzi starszy mężczyzna z jakimś poważnym problemem laryngologicznym i zapisuje się do specjalisty.

- Mam termin - mówi miła pani - to będzie godzina 12, pierwszego czerwca 2016 roku.
- A nie da się zapłacić, żeby było szybciej - pyta mężczyzna.
- To jest szpital. Nie prowadzimy działalności odpłatnej - wyjaśnia, dopowiadając, żeby przed wizytą (to jest koło 11.30, pierwszego czerwca 2016 roku) odebrał w informacji kartę.

Do czerwca ma jeszcze sporo czasu, by podziwiać kwitnące lotniska, wieżowce i teatry operowe.

 

poniedziałek, 09 lutego 2015
Dziennik. Czułe słówka

 

(Portret szczurodzilli

Śledztwo w sprawie szczurodzilli (chwytliwy tytuł z gazety) wykazuje, że ów prehistoryczny potwór nie ma równie chwytliwych odpowiedników w innych językach, choć pasowałoby ratilla (kopalny w Ameryce Południowej). Mimo wielkości, owa świnka morska de luxe była niegroźną wegetarianką o nieco odstraszającym wyglądzie. Kochała pokój i siekaczy używała (za prawdopodobieństwo zaręczają paleontolodzy) tylko w okresie godowym. Wobec tego, nawet się zastanawiam, czy nazwa owego zwierzaczka nie mogłaby być czułym słówkiem dla zakochanych.

Krótko się zastanawiam, A. stanowczo zaprzecza (09.02.2015).

 

(źródło: mirror.co.uk)

sobota, 02 sierpnia 2014
Korespondencja własna z wojen religijnych

 

Pewna pani była bohaterką na portalu z dziewięcioma kropkami, bo ścięła przydrożny krzyż. Być może ta odważna kobieta będzie potrzebowała realnego wsparcia - piszą czytelnicy, dodając, że przeszkadzają im krzyże, kościoły, a zwłaszcza dzwony.

W odpowiedzi episkopat zauważa, że w roku kanonizacji Jana Pawła II (argument ad papam jest używany, gdy polscy biskupi nie potrafią przedstawić żadnych głębszych refleksji, czyli często) nie przestrzega się klauzuli sumienia. W związku z tym proponują by klauzulę podpisywali lekarze, aptekarze, nauczyciele itd. Nikt im do tej pory nie powiedział, że państwo jest świeckie, i że bezustanne ingerowanie w każdą sferę życia budzi opór. Cierpią na zbiorową kapitanozę1.

Raz dwa budzi się ksiądz L., który powoli przeistacza się w czołowego religijnego demagoga, jedzie na Woodstock i udziela odpowiedzi takich, jakie zgromadzona młodzież chciałaby usłyszeć, w tym wypowiada wyjątkowo elegancką frazę, że biskupi muszą wymrzeć (jest w tym sporo prawdy, ale - bez przesady - nie w publicznej wypowiedzi księdza). Jeśli ksiądz L. mierzy wyżej niż bycie bohaterem mediów (a portal z dziewięcioma kropkami ceni go bardziej niż odważną kobietę ścinającą krzyże), niech, na Boga, opublikuje traktat, przybije tezy do drzwi katedry św. Floriana, niech będzie reformatorem, polskim Lutrem albo nową Mateńką Kozłowską, a nie gwiazdą ekranu.

 

_______

1 O kapitanozie i jej tragicznych skutkach dla statków powietrznych i ich pasażerów mogą poczytać w książkach i w sieci.

niedziela, 01 września 2013
Heaney

 

Musiałem wrócić do Wa., żeby się dowiedzieć, że umarł Heaney. Poeta, na którego wieczorze autorskim udało mi się być. Poeta, którym udało mi się ostatnio - z zapaleniem gardła i temperaturą - na nowo zachwycić. Myślałem dotychczas, że poeci umierają w wieku miłoszowym.

 

 

(Na marginesie: mam aplikację z informacjami Gazeta.pl. Aplikacja ta umożliwia mi dowiedzenie się, która gwiazdeczka pokazała d..ę na jakiej gali. Informacja o śmierci Heaneya nie okazała się na tyle istotna. Mamy się karmić guano a nie jakąś literaturą, bo jeszcze - drogie stworzonka - zaczniemy myśleć i przestaniemy konsumować.)

czwartek, 18 lipca 2013
Publicystyka (18/07/13)

 

Rostbef

Lubię wołowinę, nie lubię cierpienia. Za to zdanie zatłukliby mnie wegetarianie tłuczkiem do kotletów.

W kwestii uboju rytualnego nie chodzi o żadne boże wymogi. Peeselowscy rzeźnicy mogą stracić wielkie pieniądze. Zacne religijne kieszenie też lękają się pustki. Tylko krowy nic nie mają do powiedzenia prócz niewysłowionego mu. (W tej sytuacji oskarżenia o antysemityzm banalizują tylko prawdziwe nim zagrożenie.)

-

Kobieta na skraju załamania nerwowego

Otwieramy tysiąc siłowni, tysiąc teatrów, tysiąc linii metra, tylko błagam was, nie idźcie na to referendum. Ja będę Miasto.

Jaka śmieszna jesteś, gdy paznokcie wbijasz w swój fotel. (Po latach arogancji, ignorowania konsultacji społecznych i kumoterstwa.)

-

Fosfor

Naczelny pan inspektor mówił, że poziom był nieco podwyższony, jednak tamtejsze wody nie przedostawały się do Bałtyku.

Gdyby nie ci cholerni Finowie ze swoją ultraczułą aparaturą mogło być tak pięknie, tak spokojnie, tak po polsku. (Niestety naczelny pan inspektor nieco się pomylił. Nikt nie wyjaśnił Finom, że nie chodzi nam o jakieś morze, tylko o święty spokój, a środowisko to sobie mogą wsadzić.)

-

Pomnik

Pomnik nie spełnia definicji pomnika. Siedemset tysięcy żołnierskich trupów nie spełnia definicji żołnierskich trupów. Pani sędzia Ewa Grabowska wie lepiej: była i widziała. Cześć jest nienależna. Trup trupowi nierówny.

Pani Ewa uczyła się historii prawdziwej, takiej która jasno rozdziela - z perspektywy - wygranych i przegranych. (Dużo osób, nawet znam je osobiście, zgodzi się z panią Ewą. To ci, co w historii nie widzą roztrzaskanych czaszek, flaków w okopach i krwi, wierząc tylko w wielkie zła i dobra.)

 

piątek, 05 lipca 2013
Dziennik (04/07/13)

 

1.

Na wyspę zajęcy spójrz, gdy samolot w Zaventem kołuje już do pasa startowego. To taki duży zielony trójkąt pomiędzy asfaltem. Możesz nałożyć okulary, żeby widzieć lepiej. (Autor bloga odkrył ją, bo było opóźnienie i z uwagą obserwował wszystkie ceremonie towarzyszące startowaniu, na wszelki wypadek, w przypadku ewentualnej katastrofy).

2.

Samolot się spóźnił. Pociąg do Śródmieścia kończył się na Zachodniej. Trzydzieści minut do sto trzy. Dom pusty, chleb spleśniały. Na duchu podtrzymywała go gazeta. Pary homoseksualne są szczęśliwsze niż tradycyjne małżeństwa - odczytał na ekraniku nokii. Badanie prowadziła profesor Esther Rothblum. Pani profesor, a za nią przejęta gazeta (konkurs dla Czytelników i Czytelniczek: o którą gazetę chodzi?), kontynuowała: Czas trwania małżeństwa czy stałego związku nie jest jednak dobrym wyznacznikiem poczucia szczęścia. Jedno nie zawsze idzie w parze z drugim, to myślowa pułapka.

3.

Poczucie szczęścia też nam zostało odebrane. Zresztą: poczucie? Może jednak życie to coś więcej niż suma przyjemności, liczona w orgazmogodzinach? Może o prawdziwym życiu naucza rabin z Kowna, pisząc o wierności aż do śmierci, wierności wobec milczenia? Może jednak "Miłość" Hanekego a nie "Spring Breakers"?

4.

Wróciłem. Jutro wróci A.

 

 
1 , 2