2016: 8 filmów, 75 książek - 2015: 39 filmów, 78 książek - 2014: 66 filmów, 89 książek - 2013: 46 filmów, 60 książek
Archiwum
Zakładki:
zBLOGowani.pl

Wpisy z tagiem: religia

środa, 01 listopada 2017
Dziennik Wszystkich Świętych

 


(Cueva de las Manos, Santa Cruz, Argentyna, źródło: wikimedia.org)

 

Pieśń na wejście

Którego niebo objąć nie może - ciągnął organista. No, no, no - zareagowało Dziecko wyczulone na zakazy ogłaszane słowami "nie może".

Agata

Oto jest więc Agata na dziecięcym rysunku. Na tacce trzyma dwa ciasteczka bądź żółte drożdżowe bułeczki.

Patron kosmonautów

3-krotnie pokonał odległość między Ziemią a Księżycem. 29 razy okrążył kulę ziemską. Czytam na tablicy o orbitalnym świętym, nie święty Neill, nie święty Jurij, ale Jan Paweł Drugi.

Bezimienni

Skoro zbawienie jest powszechne i skoro zszedł był On do limbo, gdzie przebywali (ach, ta skłonność do podziemnych korytarzy), to nic nie znaczy, że nie dołączono ich do kanonów i litanii. Muszą zasiadać w chwale, owi święci z Lascaux i Altamiry.

(01.11.2017)

 

środa, 02 sierpnia 2017
Anselm Grün, Tomáš Halík, Bóg zagubiony, WAM 2017

 


(Jim Holland, Niebieska koszula, 2012, (c) Jim Holland, źródło: pinterest.com; szukałem ilustracji o Bogu zagubionym i trafiłem na ten obraz. Nie ma go, wyszedł, zostawiając światło i ślad).

 

Kiedy szaleniec Nietzschego, ten z "Wiedzy radosnej", wyszedł na ulicę, żeby wołać o śmierci Boga, to najpierw byliśmy zadziwieni. Chcieliśmy zaimponować mu pewnością, jaką daje niedojrzała wiara wtłoczona w proste zestawy katechizmowych pytań i odpowiedzi. Przyglądaliśmy mu się wówczas z góry.

Potem próbowaliśmy mu tłumaczyć, że nie ma racji. Wyjaśnialiśmy ze współczuciem, tak jak się tłumaczy małemu dziecku, że się omylił. Jednak im bardziej przekonywaliśmy go, tym bardziej rozumieliśmy jego wątpliwości. W końcu utraciliśmy i my naszą pewność, na której budowaliśmy dotychczas wszystko.

"Bóg zagubiony" zaczyna się od tego fragmentu z Nietzschego. Dopiero bowiem konfrontacja z niewiarą pozwala wyjść poza bezrefleksyjne formułki. Grün i Halík, obaj doświadczeni duszpasterze i psycholodzy, dodają czytelnikowi otuchy.

Miałem nawet zapisany fragment o zachwycie, tak bardzo banalny, że mógłby trafić na widokówkę z zachodem słońca, jakie kiedyś rozprowadzała edycja św. Pawła, a jednocześnie w tej swojej prostocie odkrywczy. Dać się zachwycić - tego lata stwierdzam, że to wcale nie takie łatwe.

 

sobota, 17 czerwca 2017
Biedni Polacy zrywają kwiaty i patrzą na płonący wieżowiec

 

Nie dajcie sobie wmówić, że niechęć do Polaków to coś złego. Polacy nie są wyjątkiem w Europie.
(możliwe odczytanie)

 

W środę przed Bożym Ciałem jest w Polsce dzień wielkiego rwania - do reklamówek z biedronki i do koszyków - pójdą róża, piwonia, koniczyna. Wszyscy skubią po trawnikach i krzakach.

Wśród ofiar nie było Polaków - podają wstępne szacunki. Zaczyna się przeczesywanie zgliszcz. Jakieś dramatyczne relacje, krzyki rodziców z dwudziestego piętra i czterolatki, które zgubiły się dymie.

Polacy zasiadają do komputerów. Płatki już narwane. Można zacząć pisać: Jeśli chodzi o muslimów, to nie żal mi nawet dzieci albo kebaby się smażą albo mogli drewna dorzucić bo przygasa. Nie każdy musi być Ludwiką Wawrzyńską (tutaj), czasem wystarczy nie być ch....

Podżeganie z równoczesnym forsowaniem narodowej megalomanii, które stały się polityczną strategią rządzących i zapełniają oficjalne szczekaczki, podbijając sondaże (znajdź słabszego do siebie i wyżyj się na nim to zawsze działało) zaczęły ostatnio przerażać nawet popleczników władzy (tutaj: świetny artykuł). Za późno. Znowu się robi mała, coraz mniejsza (tutaj).

Czwartek. Dezodorant, biała koszula, trzeba się zbierać na procesję, wyznawać wiarę w puste gesty.

 

czwartek, 01 czerwca 2017
Dziennik. Zapiski z końca maja

 

(Balthus, Teresa na ławce, 1939, kol. pryw., źródło: tumblr.com)

 

Wstęp. Jarosław

„Niewypowiadalne pożądanie” uobecnia się w dziennikach zazwyczaj w trybie nostalgii i komemorytatywnej ewokacji, cofając teraźniejsze wypadki w przeszłość (B. Dąbrowski, Queerowanie intymistyki: Iwaszkiewicz, Zawieyski, Gide, „Autobiografia. Literatura. Kultura. Media” nr 1 (2), 2014, s. 60).

Biblia w obrazkach. Sara

Może dlatego, że wzruszają mnie dzieci - chyba, że chodzi o plac zabaw, bo wtedy nie (tutaj) - najbardziej rozczuliła mnie opowieść o Sarze: nigdy nie przyglądałem się jej dokładnie. Biblia Boyera i Blocha pozbawia opowieść nadmiaru słów, kondensuje uczucia, dodając jeszcze obrazki jak z Lascaux albo niemieckich ekspresjonistów (czym jest ekspresjonizm? tutaj). Więc czytam o Sarze (Schowana w namiocie staruszka wybucha śmiechem. W tym śmiechu są wszystkie porzucone oczekiwania. Stracone nadzieje. Zapomniane obietnice) a potem, parę rozdziałów dalej, o Jozuem i milknę, i odkładam Biblię, skoro w niej Bóg nakazuje ludobójstwo.

(F. Boyer, S. Bloch, Biblia. Wielkie opowieści Starego Testamentu, Dwie Siostry 2017)


O fotografiach

Wyobrażanie sobie, że oglądam zdjęcia Dziecka jak jest małe, a ono już małe nie jest, powoduje u mnie ataki Weltschmerzu. (Dopiero fotografia jest wystarczającym dowodem, że byliśmy. Nieliczne świadectwa pisemne i malarstwo portretowe nie potrafią w żaden sposób dowieść istnienia. Tylko fotografia obiecuje i oferuje wieczność: niewinny uśmiech dzieci z początku dwudziestego stulecia).

Dziecko. Wybrane przygody

Dziecko pokazało pustą łubiankę. Nie ma, nie ma. Nałożyliśmy sandałki i poszliśmy na targ. Ono pierwsze machając koszyczkiem, my za nim.

Dziecko szło chodnikiem. Naprzeciw husky o błękitnych oczach. Polizał Dziecko po policzku i pobiegł dalej. Dziecko zdziwiło się.

Dziecko wskazywało roślinki na balkonie. Pi, pi, pi to znaczy chcą pić. Mama podlewała. Dziecko wąchało bez.

Dziecko zażyczyło sobie pizzę. Ósma wieczór: pokazywało rysunek i wołało. Autor bloga zaczął zagniatać ciasto.

Okno (zob. też tutaj)

Rozpraszają mnie, dyplomowanego urzędnika, te bezustanne pielgrzymki szkolnych wycieczek za otwartym oknem. Toteż, kiedy po raz kolejny pan przewodnik mówi o Mickiewiczu, zamykam je. Gwałtownie robi się gorąco. Już któryś dzień czekamy na burzę. Poddaje się. Zaj...ię cię, ku..o - powtarza do telefonu przechodzień głosem tak donośnym, że zagłusza uczennice.

(29-31.05.2017)

 

sobota, 27 maja 2017
Jarosław Mikołajewski, Terremoto, Dowody na Istnienie 2017

 



(Trzęsienie ziemi we Włoszech, styczeń 2017 r., (c) AFP, źródło: lelibre.br)

 

Zaczynam od ostatniego zdania, czyli od dedykacji. Pisze autor: Włochom - za to, że wśród nieszczęść, które spadają na nich spod ziemi, z nieba, z powietrza, wody i ognia, mają siłę pamiętać, że są najpierw ludźmi a dopiero potem Włochami (s. 135). I chyba dobrze odczytuję to, że owo zdanie skierowane jest do członków innego narodu, do tych, którzy zapomnieli, że nie są tylko Polakami, ale również ludźmi. A jeszcze to: jesteśmy dziećmi Antygony, czy nie? (s. 13) Odrzuciliśmy nad Wisłą zarówno Antygonę, jak i Ewangelię. Zachodzę w głowę, kiedy się to stało, czy da się wskazać jakiś jeden moment, w którym się ukazało nasze barbarzyństwo, nasze nieludzkie oblicze. Temat na czyjś reportaż.

Przychodzi mi na myśl, że "Dowody na Istnienie" powinny zainaugurować nową serię - teologiczną. Otwierają ją obie książki Mikołajewskiego, z których każda jest rodzajem poetyckiego traktatu. W czasach gdy nikt na serio nie pyta o teodyceę, Mikołajewski czyni to, nie udzielając infantylnych odpowiedzi. Nie udzielając żadnych odpowiedzi.

Pisałem w Neapolu zeszłego lata, że pewność katastrofy, kruchość zastanego świata, który bez ostrzeżenia może się zawalić, wpływa na odmienny stosunek do życia (tutaj). Dla przybyszów ze stepu ziemia jest największym pewnikiem, tym, co nigdy nie zawiedzie, stąd nieprzetłumaczalne są dla nich odczucia mieszkańców Apeninów. Ziemia się trzęsie - od tych słów rozpoczyna się przecież druga zwrotka jednej z najradośniejszych pieśni kościelnych w Polsce.

 

wtorek, 23 maja 2017
Giorgio Agamben, Piłat i Jezus, Znak 2017

 

(Tydzień usiłowania napisania czegokolwiek). 

Dramat. Prokurator i wędrowny kaznodzieja. Agamben rozkłada go na akty: nigdy nie zwracałem na nie tak bardzo uwagi, na czas i miejsce akcji (po hebrajsku Gabbata - całe dzieciństwo najbardziej przerażało mnie to sformułowanie), role.

Opisywany na różne sposoby. Cytowany u Agambena Dante usiłuje legitymizować władzę polityczną, Bach (tutaj) chce przemawiać w imieniu Boga, a potem Lloyd Weber i Rice (tutaj) - w imieniu człowieka.

Prawdę powiedziawszy, czytając skupiam się na samym dramacie. Dopiero posłowie każe zastanawiać się nad teologią polityczną i obopólną - ze wskazaniem większego przegranego jak twierdzi autor - porażce prokuratora i proroka z Nazaretu.

W gruncie rzeczy jednak nie chodzi o to, aby Bóg coś udowadniał: twierdzi autor bloga. On zadowala się milczeniem, co czyni też przed Piłatem. Może to nauczka dla wszystkich, którzy każą mu mówić za dużo, koronują go w dziwnych krainach a potem odrzucają, gdy przychodzi jako biedny człowiek, uchodźca o semickim wyglądzie.

 

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 50