2017: 69 książek - 2016: 75 książek - 2015: 78 książek - 2014: 89 książek - 2013: 60 książek
Archiwum
Zakładki:
zBLOGowani.pl

Wpisy z tagiem: religia

środa, 06 czerwca 2018
Marketa Zahradnikova, Zbigniew Czendlik, Bóg nie jest automatem do kawy, Dowody na istnienie 2018

 


(Wlastimil Hofman, Rudowłosa i anioł, źródło: desa.pl; Niezależnie od księdza Czendlika, wczoraj przypomniałem sobie o polsko-czeskim Hofmanie.)

 

Reklama dźwignią handlu, pomyślałem sobie, bo do zakupu przekonał mnie Mariusz Szczygieł reklamujący Czendlika sloganem: gdybym był księdzem, byłbym Czendlikiem. Zresztą sama tytułowa metafora też była niczego sobie, choć oprócz niej nic z całego wywiadu nie wynotowałem.

Tutaj leży pies pogrzebany. Ksiądz Czendlik opowiada o rzeczach oczywistych i może dla kogoś, komu Kościół kojarzy się z większością polskich biskupów, jest to odświeżające. Niemniej nijak się to ma do księdza Halika. (A może w ten sposób odkrywam jaki jest kłopot z Franciszkiem, że oczekuje się od niego wykwintnej teologii, a on przypomina prostym językiem chrześcijańskie abecadło?) Sam Czendlik wspomina o Haliku i z pokorą zauważa - co zauważam i ja - że nie może się z nim porównać. Jeśli nie Halik, więc kto?

No właśnie, w polskim Kościele, wbrew pozorom, też działają wielkie duszpasterskie osobowości. Nie da się nie wymienić ojca Kramera z jego Bóg jest dobry. W momentach zwątpienia zaglądam na jego stronę, która promieniuje przedziwnym religijnym optymizmem (nie fanatyzmem, co w Polsce częstsze). Gdybym był księdzem, chciałbym być Kramerem, trawestując Mariusza Szczygła.

Przez kolejne strony wywiadu z polskim księdzem z czeskiego miasteczka wciąż mi przychodził na myśl ksiądz Sowa, no i to nie było dobre skojarzenie. Nie wiem, czy przez słabość do drogich perfum, czy przez jakąś taką telewizyjną lekkość. Chciałbym ujrzeć Halika a ujrzałem Sowę.

  

czwartek, 31 maja 2018
Dziennik pisany w maju (odc. 3)

 

23. Pachnie miękką pościelą, Dziecko nie chce wstawać. W poniedziałek, który jest środą, przepycham się na metrze Ratusz przez zgrabny tłum. Pachnie miękką pościelą.

24. Nieboskłon nóg.

25. Sobowtór generała Pinocheta rano karmi wróble. Nic dziwnego, że na krześle obok dosiada się wrona.

 


(Miejsce uświęcone wizytą Papieża Polaka Jana Pawła II w 1987 r.)

 

26. 27. 

Dziecka refleksje nad Planem Balcerowicza

Czemu tu nie jeżdżą pociągi?
Już nie ma pociągów. Już nie ma fabryki. Jak tu.

Wcale nie o dizajnie 

Po festiwalu dizajnu nie spodziewasz się niczego wstrząsającego. Tymczasem tegoroczna edycja Łódź Design Festival stawia pytania sięgające daleko poza kwestie użyteczności czy estetyki, które niejako automatycznie łączy się z projektowaniem. Powiem więcej, ekspozycja ta zasługiwałaby na to, żeby ją pokazywać i o niej dyskutować nie na niszowym festiwalu w Łodzi, ale w muzeum narodowym. Zamiast spierać się o przeszłość, zająć się tym, co dalej.

W pawilonie poświęconym szkłu i ceramice pojawia się nieśmiało pytanie o artystę w epoce sztucznej inteligencji. Człowiek wydaje się niepotrzebny: cyfrowa maszyna pamiętająca miliony połączeń dźwięków zastępuje kompozytora. Ze ściany spogląda portret Rembrandta, taki jaki powinien był namalować, gdyby żył dłużej.

Wystawy "Nothing but flowers" długo nie da się zapomnieć. Zaraz po wejściu na szkolnych krzesełkach napotykamy dość prymitywnego fabrycznego robota, który przepisuje pismem pilnego ucznia pierwsze prawo Asimowa.

Pytanie o religię: z głośnika wydobywa się słowo Bóg wypowiadane w języku, w którym akurat pojawiło się na twitterze. Panuje nieustanny szept, komputerowa glosolalia: jakby dowód na istnienie w erze technologii. Odłączenie kabla zasilającego system głośników zakrawałoby na bluźnierstwo (Noriuki Suzuki, Oh My).

Pytanie o stosunek do śmierci: Z każdym twitterowym oświadczeniem o odebraniu sobie życia, miniaturowy robot zdrapuje z bryły węgla 0,0054 grama. Stajemy więc wobec żywego miejsca pamięci, będąc świadkami czyjegoś umierania i nie mogąc nic zrobić. Ta bezradność i to - zapośredniczone maszynowo - współuczestnictwo dosłownie poraża (Fujita Keisuke, Voltaic Realism).

Pytanie o pamięć: elektroniczny cmentarzyk - 21 gramów ludzkich prochów, próbka kojarzącego się zapachu, iPhone z muzyką związaną z daną osobą. Można wziąć w podróż, można trzymać pod poduszką (Mark Sturkenboom, 21 grams)

Pamiątka pierwszej komunii

Niedziela po Dublinie. Upalna. Pod kościołem dzieci uroczyście zwisają z barierek, po pończochach spływają im oczka. Rodzice proszą księdza proboszcza o sakramentalną łaskę. Po kątach inni palą papierosy, w białym garniturze przepycha się wujek z twarzą rozbitą przez wczorajszą bójkę. Kościelny ogród zarastają pokrzywy, zarastają coraz bliżej. Kiedy ktoś będzie pytał, czy widziałem w Polsce laicyzację, odpowiem, że tak, tej niedzieli u świętego Józefa koło Manufaktury.

Widok słoneczny

Obrazek przychodzi do nas dopiero jak wrócimy. Że te ulice były całkiem śródziemnomorskie. Miasteczko raczej niż sześćsettysięczne miasto, upał żółci kwadraty kamienic. Wszyscy idą Piotrkowską do pierwszej komunii.

 

28. Czereśnie, które przyniosła E. Koniunkcja Księżyca z Jowiszem. Uczę się na nowo (i z wielkim trudem) doceniania codzienności (zasługa w tym wizyty w nadreńskim mieście).

29. Po tygodniu nieosiągalnych połączeń, zadzwoniła do mnie fryzjerka. - Czy pan się obciął? - zapytała wprost (wiedziała przecież, że z lenistwa dzwoniłem tylko do niej). Tym sposobem musiałem dzisiaj spojrzeć w lustro (powiem Wam: wolę przyglądać się innym).

30.

Puławska w gorącu. Tak samo jak wtedy, gdy biegłem ze szpitala tamtego ranka, kiedy pojawiło się Dziecko.

Wracam radośnie, obładowany głaskami z ankiet ewaluacyjnych od moich studentów.
- Czy masz pewność, że pisali szczerze? - nokautuje mnie na progu A.

31.

Coś się porobiło z Bożym Ciałem. Te gorące procesje, cztery ołtarze ze strzyżonym dywanem, kwiaty piwonii pod butami (Boże Ciało spośród wielu świąt wyróżnia zapach zemdlonych płatków), zabawa trawą na nudnym kazaniu przy Leszetyckiego i wszystko - zaczynając od spodni -uroczyście białe. Coś się porobiło z Bożym Ciałem - myślę, idąc o poranku na plac zabaw. Codzienność pożarła sacrum.

 

Pamięć mrówek

Kiedy będziemy sobie obcy (a czytanie biografii cudzych i własnych potwierdza, że to się zdarza, więc warto przygotować się zawczasu ze spokojem), starać się będziemy przypomnieć z kim też w to ostatnie majowe upalne popołudnie prowadziliśmy eksperymenty na mrówkach.

Za pomocą pięciu szklanek po lemoniadzie, tyluż czarnych słomek, badaliśmy pamięć mrówek. Nieliczne wyruszały ciemnym lepkim tunelem w podróż na drugi brzeg. Kilka spadło - upadek mrówki ze szklanki to prawie wieża bazylejskiej katedry (miara długości używana przez Dziecko). Nieliczne dotarły na miejsce.

Teraz trwa druga część eksperymentu: sprawdzamy czy nasza - bez fotografii - pamięć chwil trwa dłużej niźli pamięć mrówek.

  

czwartek, 05 kwietnia 2018
Dziennik. Niezauważone święta

 


(Rossana di Rocco, kadr z filmu "Ewangelia według Mateusza" Pier Paolo Pasoliniego, 1964, źródło: https://jimfriedrich.com/tag/resurrection-in-zeffirellis-jesus-of-nazareth-movie/)

 

29. (rano śnieżyca) Nie da się odnaleźć czasu świętego. Po raz setny wznoszę dom nad tunelem kolejowym. Prawie jak na piasku.

30. (słońce) Proszę państwa, u Ducha świętego nie ma kolejki - szepnęła, a że kościół był prawie pusty szept rozszedł się głośnym echem.

31. (zachmurzenie duże) Ze wszystkich obrzędów ten pozostaje najbardziej uroczysty: mycie samochodów w paschalny wieczór nim zapalą ogniska. Jak zaciekle na Węglinie szoruje ten z Bemowa. Jakby czyścił namiastkę własnej duszy.

1. (w nocy zacinający deszcz uderzający o szyby) Przy stole wciąż o śmierci, choć to zmartwychwstanie.

2. (lekki śnieg przed południem) Piękna pogoda była zawsze dowodem na zmartwychwstanie. W gruncie rzeczy byłem panteistą, może nawet poganinem. Teraz pozostaje mi dowód z Pasoliniego, ateisty.

 

sobota, 30 grudnia 2017
Dziennik. Boże Narodzenie

 


(Lu., 26.12.2017, źródło: a.b.)

 

Głosy świąteczne

- Wszyscy jesteśmy przerażeni muzułmanami - ksiądz spowiednik w Lu. nadwyręża moją słabą wiarę w czwarty z sakramentów.

- Żebyś przestał popierać tych komunistów - życzy mi B.: nie jest tak - widać - ze mną źle.

- Nie może wchodzić do kuchni, nie może podbiegać do ręki, nie może bawić się papierkami, nie może słyszeć muzyki - Jo. prezentuje regulamin wychowania kota. Boże, jakżeśmy rozpuścili Dziecko.

- Do domku na-sze-go - Dziecko za to ma dość świąt.

Pokoik w Filadelfii 

W Ubimie święta są posępne, w Iniku - krzykliwe. Odnajduję się tym razem - nie wierzyłem, że do tego dorosnę - w wierszu Charlesa Bukowskiego: Najlepsze Boże Narodzenie, jakie pamiętam / spędziłem w maleńkim pokoju/ w Filadelfii/ zaciągnąłem wszystkie żaluzje/ położyłem się do łóżka/ i naciągnąłem na siebie wszystkie/ koce (...)

O! Wyżyno!

Z regularnością godną maszyn cyfrowych, w każde święta rozpływam się nad Wyżyną. I teraz kiedy w długich światłach widzę samotne drzewo przy drodze do Gorzkowa, a jest wieczór, pustka, pierwszy dzień Świąt, myślę właśnie: tu jest jej Środek. (o, mały włos w tym Środku byśmy nie pozostali, kiedy przednie koła zakopały się w błocie).

Zapiski z Pasa Biblijnego

W Ś. dominicantes i communicantes jest grubo ponad sto procent, paski telewizji rządowej czyta się z nabożną uwagą, zachęcając też dzieci, a gdy prezydent, ten prezydent, przylatuje śpiewać kolędy, to prawie jest to równe Bożemu narodzeniu.

W Ś. na tablicy ogłoszeń wisi generał Jaruzelski i ogłasza stan wojenny. Pod nim informuje się, że miejscowymi donosicielami byli - tu lista pięciu nazwisk. Ujawnić zdrajców na klatce schodowej, chociaż taki substytut upragnionego wieszania w pobożnym mieście.

Marcepan

Porobiło się tak, że kiedy wróciliśmy do domku na-sze-go, w drugi dzień, wieczorem, mogłem jeść tylko czekoladę i marcepan. Na nic innego nie mogłem spojrzeć, ale na ferrero owszem (och, ten lubieżny szelest złotego pazłotka). Do łóżka Dziecko przynosiło mi kawałki marcepanu, na myśl o których oblizywałem się i wołałem o jeszcze, jakby chciał mój organizm święta oblepić masą z migdałów, żeby były wreszcie wesołe.

(24-26.12.2017)

 

niedziela, 24 grudnia 2017
Dziennik. Trzeci tydzień Adwentu

 


(Hieronim Bosch, Kuszenie św. Antoniego (fragm.), 1510, Muzeum Sztuki Dawnej, Lizbona, źródło: wikimedia.org)

 

Szczęśliwe dni  

Rzadkie w tym Adwencie są szczęśliwe dni. Dzieci spoglądają na gwiazdę, która się rodzi w ciemności. 

Ludzie bez masek gazowych

Ledwo co się wydostałem z okopów tramwajem linii Ypres. Nad tunelem wisiał gaz, król z mieczem urywał się w połowie w żrącej chmurze. Zakaszlałem i przedarłem się przez linię wroga. Po kawę.

Płonące banki i niezręczni doręczyciele

Z okna wysokiej wieży tramwaje są malutkie i świecą pod ciemną spokojną plamą, to jest Saskim. Czekam, aż zapłonie chiński bank. Tyle wina na pożegnaniu T., że nie wiem, czy pójdę na pocztę: kolejna przygoda z doręczycielem, wykłócić się, że paczka nie zginęła, choć nie dotarło awizo.

Próby zamieniania życia w powieść

Ostatnią rzecz, o jaką bym cię posądzał, jest miłość - pierwsze zdania powieści zawsze przychodzą z trudem. Zatrzymuję się na nim. Nigdy nie wiesz, co się z niego rozwinie. Stygmaty na rękach, czy to nie jest czułość?

Prorocze wizje księdza profesora

Arabowie wchodzą do centrów miast - rozejrzałem się nerwowo z kąta za szafą, gdzie stałem. Nigdzie, w zasięgu wzroku, żadnego Araba, uff. Ksiądz profesor doprecyzował: w zachodniej Europie. Uff, po raz drugi, dobrze, że nie u nas. Słuchałem uważnie księdza profesora na spędzie zorganizowanym dla uczczenia urodzin małego Żyda, uchodźcy do Egiptu, dwa tysiące lat temu. Arabowie byli daleko. U nas było bezpiecznie. Pan Prezydent nas strzegł. Pan premier nas strzegł. Pan minister od bezpiecznych granic także. Żadnych Arabów w centrach miast. Ksiądz kończył - księża uwielbiają tak kończyć - Janem Pawłem.

Podróż świecącego balonika

Z tym balonikiem wracaliśmy przez Stare B. Ludzie zatrzymywali nas i pytali, skąd on? Biegły za nami dzieci i psy. Odpowiadałem, że na Krakowskim Przedmieściu dziewczynka z zapałkami sprzedaje baloniki, czekając na śnieg, który nie nadchodzi. (Drgający błysk w ciemnościach, tegoroczne święta).

Droga na Wschód 

Te skrzyżowania dróg prowadzących donikąd.
Ten deszcz, opętało wycieraczki, co za nic nie przypomina śniegu na obrazkach.
Ta dama na stacji benzynowej w Rykach, która każe parkować gdzie indziej.

Oglądajmy choinki w oknach - proponuję M., która siedzi obok - ale nie ma w oknach choinek, nie ma nawet okien, i świąt nie ma. Były, gdy byliśmy mali.

(17-23.12.2017)

 

środa, 20 grudnia 2017
Leonard Cohen, Księga Miłosierdzia, Rebis 2017

 


(Nikola Sarić, Przypowieść o dwóch dłużnikach (Łk 7, 36-50), źródło: http://www.nikolasaric.de)

 

Czy i Leonard między prorokami? - zadawałem sobie to pytanie, słuchając jego ostatnich płyt. W największej ciemności objawiają się święci mężowie w zupełnie inny sposób niż dotąd nam się wydawało. Religia bowiem oznacza głęboką więź z Tym-co-poza-nami, otwarcie się na nieskończoność, ale również odkrycie zupełnej skończoności tego, co tutaj jeszcze trwa. Dlatego - pisząc Missę Paganę - głęboko religijny był Edward S., i podobnie Leonard.

Księga Miłosierdzia jest apokryfem, któremu patronuje Izmael, postać symboliczna, odtrącony syn, figura niesamowicie bliska dzisiejszemu człowiekowi. Cohen wydobywa go z cienia albo inaczej - ustawia się obok niego. To, co składa się na teologię Księgi Miłosierdzia to, po pierwsze, tytułowe miłosierdzie jako główny przymiot Boga, a - po drugie - noc ciemna ogarniająca człowieka odłączonego od milczącego Boga, którego rysy są równie staro-, co i nowotestamentowe. Jest więc Cohen bliski współczesnemu rozumieniu chrześcijańskiej (nie polskiej i katolickiej) teologii, tej od ks. Halika i od papieża Franciszka: teologii, która mówi o człowieku.

Otacza mnie z każdej strony - ciemność. Ty jesteś moją jedyną tarczą. Twoje imię jest moim jedynym światłem. Cała miłość, jaką w sobie mam, pochodzi od ciebie, jej źródłem jest twoje prawo, źródłem owej martwej miłości, która pamięta jedynie własne imię (37).

To, co jest jeszcze niesamowite w Księdze Miłosierdzia to odkrywczość języka religijnego, świeżość metafor. Mówienie o Niewypowiedzianym w sposób tak niezwykły, jakby tajemnica miała ukryć się już w samym języku.

 

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 51