Archiwum
Zakładki:
zBLOGowani.pl

Wpisy z tagiem: religia

niedziela, 24 lutego 2019
Kafarnaum

 

(Jonas i Zejn, źródło: kinomuranow.pl)

 

Na "Kafarnaum" trafiam, a właściwie wybiera je A., w bardzo szczególnym momencie zastanawiania się nad sobą samym, tudzież nad tym, co w życiu jest istotne. I "Kafarnaum" przynosi, jak mi się wydaje, odpowiedź bardzo prostą, którą da się zawrzeć w jednym zdaniu.

To nie religia przynosi ludziom zbawienie, tylko zwyczajna dobroć, ta głęboka, ludzka solidarność ze skrzywdzonym, ba solidarność skrzywdzonych. A ci, co nie okazują solidarności, sami siebie stawiają na równi z krzywdzicielem.

Ten przebłysk, który pojawia się w filmie prowadzi mnie do doktora Rieux z "Dżumy". I w "Kafarnaum", to jest w przeklętym przez Boga mieście, i w Oranie, człowiek musi sam radzić sobie ze złem. Nic ponad. I nigdy nie będę kochał tego świata, gdzie dzieci są torturowane - mówi doktor, a równie dobrze mogłaby te słowa powtórzyć Nadine, adwokatka i Nadine, reżyserka, którą pamiętamy jeszcze z pełnego magicznego realizmu "Karmelu" (tutaj).

Czy jesteśmy krzywdzicielami? Kim są - zapytajmy więc - bohaterowie filmu? Czy to nie ci sami, przed którymi grodzimy się drutami kolczastymi i zamykamy porty? Czy jednym z możliwych zakończeń tego filmu nie byłby przepełniony ponton i Morze Śródziemne, i ciało topielca z krzyżykiem w ustach (jak opisuje Mikołajewski, tutaj)? Czy nie o nich mówi prezes tego państwa, że roznoszą choroby?

A jeśli ufamy, a ufaliśmy, że nasza religia ratuje nas ode złego, to powinniśmy zrozumieć, że bez tej solidarności, nasza religia jest tylko pustym frazesem, zestawem gestów, co "Kafarnaum" doskonale streszcza w dwóch więziennych scenach.

(I po raz kolejny dodam, że bardzo ciężko ogląda się smutne filmy o dzieciach, pamiętając, że w domu czeka na ciebie Dziecko.)

 

Pomniki

 

 

(Jan Paweł II z oferty handlowej odlewni Art-Odlew: konkurencyjna cena wykonania pomnika z brązu, podobieństwo uchwycone w rzeźbionej postaci Papieskiej, brak dodatkowych kosztów modelu odlewniczego, trwałość pomnika z brązu – w porównaniu do rzeźb wykonanych z żywicy. Źródło: art-odlew.pl)

 

Kiedy Tischner wydał książkę o Homo sovieticusie, jej katoliccy krytycy zarzucili mu, że Jan Paweł II też musiałby zostać objęty tym terminem, a to przecież niemożliwe. "Argument z Jana Pawła" (tak sądziłby papież, tak nie uważa papież, papież powiedział) stał się dla Polaków miejscową odmianą prawa Goodwina: można było nim zakończyć prawie każdą dyskusję.

Byliśmy całkowicie zdominowani przez postać papieża, nie mogąc pojąć, że gdzieś na świecie, a co gorsze - gdzieś w Kościele, o papieżu można mówić nie na kolanach. "Argument z papieża" działał: ucinał dyskusje o relacjach państwo-Kościół, o kościelnej hipokryzji (oddać należy, że stosowany był także, całkiem udanie, w obronie Unii Europejskiej czy przeciw antysemityzmowi).

Ale wyrastamy i któregoś dnia będziemy się musieli jako Polacy, i jako polski Kościół, zmierzyć z dziedzictwem Jana Pawła II, które nie jest do końca takie jak w naszej legendzie o wielkim papieżu. "Argument z papieża" utracił swój urok. (Być może uroczyste świętowanie czterdziestej rocznicy papieskiej pielgrzymki do Polski stanie się też - wbrew intencjom władzy - okazją do gorzkiej refleksji i rozliczeń). Ta konfrontacja będzie bolesna.

Tu powinno być osobiste wyznanie: osoby, która papieża uważała za nieomylnego a u wszelkich jego krytyków doszukiwała się złych intencji; która z nabożeństwem jeździła na papieskie msze w czasie pielgrzymek do Polski; która śmierć papieża przeżyła jakby była to śmierć kogoś bliskiego. I to nie była anegdota Franciszka, ani nawet sprawa ojca "Degrengolado", która zmusiła mnie do pełnej goryczy refleksji, ale przypadek kardynała Groera.

Przypomnijmy: wobec arcybiskupa Wiednia pojawiły się w 1995 roku udokumentowane zarzuty o molestowanie seksualne. Watykan staje po stronie Groera, ale pod naciskiem świeckich, przyjmuje jego rezygnację złożoną ze względu na wiek [szerszy artykuł na ten temat, tutaj]. W 1998 roku do Austrii udaje się Jan Paweł II. To, co mówi - czytane w kontekście sprawy kardynała - nie różni się niczym od tego w jaki sposób polscy biskupi (zresztą wychowankowie lub nominaci Jana Pawła) traktują przestępstwa seksualne:

Momenty, gdy zagmatwane i bolesne problemy sprawiają, że sprawowanie naszej posługi staje się szczególnie trudne, także dlatego iż jesteśmy narażeni na niezrozumienie i fałszywe interpretacje. Jakkolwiek jednak bolesne byłyby te doświadczenia, naszym wspólnym zadaniem jest «zwiastować dobrą nowinę» Kościołowi i światu, to znaczy wszystkim, którzy wiążą wielkie nadzieje ze zbliżającym się trzecim tysiącleciem (...).  Dlatego każda wspólnota musi okazywać głęboki szacunek powołaniu i misji każdego. W ramach tego, co wspólne wszystkim, każdy biskup musi mieć możność wypowiadania swoich poglądów i sprawowania własnej odpowiedzialności pasterskiej. Niezależnie od różnych umiejętności i charakterów, jakie reprezentują, każdy z nich posiada własny autorytet i dlatego słusznie jest nazywany «przełożonym ludu», którym kieruje. [Przemówienie do konferencji episkopatu Austrii, tutaj]

Nie da się tutaj użyć jakiegokolwiek "argumentu z papieża". Słowa mówią same za siebie, słowa bronią zła. Jan Paweł II okazuje się chronić instytucję i jej przywileje kosztem człowieka. (Tą samą ślepą uliczką usprawiedliwień podąża polski Kościół, nie potrafiąc nawet zrozumieć znaczenia gestu pokory wobec Marka Lisińskiego ani zgorszenia jakie wywołuje postać księdza Jankowskiego).

Nie wiem, czy przewidział to pewien Argentyńczyk, gdy przyjmował swoje papieskie imię. Wyobrażam sobie, że myślał raczej o "Pieśni słonecznej" niż o słowach: Idź odbuduj mój Kościół, bo popada w ruinę.

Przed Polakami bardzo przykra lekcja o tym, że los Kościoła - nie instytucji, ale wspólnoty - ważniejszy jest niż pomniki.

 

czwartek, 07 lutego 2019
Dziennik rzymski (cz. 2)

 

Anatomia skrzydeł (według Johna Gibsona)



Skrzydła, zdaniem prerafaelitów, wyrastają w połowie łopatek parami: jedno większe, jedno nieco mniejsze poniżej (razem dwie pary). Brzeg lekko falowany, sześć chrząstek w każdym utrzymuje błonę, zapewne obsypaną pyłkiem. Lot raczej na niskiej wysokości, biorąc pod uwagę ciężar ciała: należałoby zapytać lepidopterologa, czy w ogóle możliwy.

Mozaika

Podróże sentymentalne nie wychodzą z Dzieckiem, żali się A., która odkryła, że piękniejsze od mozaik u Marii na Zatybrzu okazały się te z Monreale.

Usta Prawdy

Dziecko się niepokoi. Przy co którymś turyście, palący fajkę dozorca Ust Prawdy krzyczy, że odgryza (w gruncie rzeczy to nie żadna legenda, tylko Gregory Peck popisujący się przed śliczną Audrey).

Nie ma zębów, stwierdza Dziecko i tańczy przed Ustami, szczęśliwe, że nie zadziałał starożytny wariograf.

Dziurka

Dziurki od klucza na Awentynie były dwie. Przez pierwszą Dziecko zajrzało na plac zabaw przedszkola zwabione radością za murem. Do drugiej była kolejka. Turyści nachylali się i nawet nie zaglądając, przystawiali telefon. Wyjątkowa sztuka fotografowania przez dziurkę.

Słodycz

Kelnerzy w białych rękawiczkach wykładają na talerzyk malutkie dzieła sztuki. Poziomki wieńczące sernik z galaretką, maleńkie piersi świętej Agaty i ciemnozielone jak owoce figi. This is beautiful - mówi jeden w białych rękawiczkach o Dziecku.

Pielgrzymi

Wyobrażam sobie ich, szlachetnych moich poprzedników, dla których widok konfesji był oznaką łaski, omdlewających, gdy w lektyce i z wachlarzem wnoszą potrójną koronę. Dym kadziła zabija zapach wielodniowego potu. W końcu przybyli z dalekiego kraju, spoza miasta, a nawet i zza limesu. 

Stopa Marii Magdaleny 

Patrzę na stopę, która weszła do pustego grobu. Wcale mnie nie obchodzi, czy tak było naprawdę. Wierzę, że był pusty. Nie obchodzi mnie również, czy ten srebrny, otoczony lampkami odlew w rzeczywistości zawiera stopę czy - dajmy na to - fragment skrzydła. W wierze nieistotne są takie szczegóły (kościół św. Jana od Florentyńczyków).

Perspektywa

W Pałacu Spada. Pani od słynnej perspektywy Berniniego przychodzi z parasolem. Mogłaby być nauczycielką plastyki w podstawówce, tymczasem powtarza co kilka minut tę samą kwestię dla turystów z aparatami. Prezentacja, pani z parasolką wchodzi między kolumny, czas na zdjęcia: pada, nikt nie pstryka. Zostaje smutek pani od plastyki.

Drobiazgi

W Pałacu Weneckim mieści się wielki sklep po umarłych, taki targ staroci, gdzie drobiazgi z brązu obok porcelany, gipsu, kawałków kamienia. Wszystko ma swoje miejsce i numer. Zwiedzającym pozostaje lekki zachwyt, gdy znajdą pośród nich portret zająca ze wschodniej porcelany albo baranka z krzyżykiem na znak, że jest boży.

Obrazki z wystawy


 

Maria podaje rosół rodzącej Elżbiecie.
Towarzyszka Batszeby w kąpieli wykręca swoją pierś.
Amory porwały tiarę świętemu biskupowi i bezczelnie nią igrają na jego oczach.
Maria Magdalena w rumieńcach przesadziła z przyjemnością pokuty, zanadto rozkoszując się zimną czaszką.

Kościół

Zdumiewające, że przez kilka wieków pół chrześcijaństwa zależało od kaprysów paru rzymskich rodzin (przyznam, co do sztuki i architektury gust miały wyborny). Co tam spory dogmatyczne, kiedy podają chianti i nasza ulubiona kochanka (kochanek) wkracza pod łóżko z baldachimem, na którym widnieje wieża albo trzy pszczoły. Święci i tak pochodzą spoza Rzymu.

(Dopisanie: artykuł w Wikipedii o czarnej szlachcie, wybranych rodach, które zdominowały papieski dwór).

(30.01-4.02.2019)

 

środa, 06 lutego 2019
Dziennik rzymski (cz. 1)

 

Sześć lat

Rzym jak dom. Minęło sześć lat. Przez sześć lat nic się nie zmieniło - mówi Danilo, nasz gospodarz. Jest młodszy od nas i przybija Dziecku piątkę. Codziennie rano na śniadanie przygotowują jajka. Tu można pobyć dwa, trzy dni - dodaje. Niechęć do własnych miast, skąd ja to znam?

Na mapie zakreśla okolice dworca i wpisuje duże NIE. To fascynujące - myślę sobie, szkoda, że ich nie zbierałem, tych map z napisami, to jak gospodarze widzą własne miasta. 

Stacja benzynowa

Papież (ksiądz dyrektor wszystkich księży na całym świecie, nawet w Rosji, jeśli jacyś są) mieszka w hotelu nad stacją Esso. Prawdziwa rewolucja Franciszka dokonuje się w geografii Watykanu (jeśli spojrzysz z tarasu na kopule, zobaczysz jak bardzo różni się strona lewa z pałacami i Sykstyną od prawej ze stacją Esso i hotelem).

Bazylika

Wieczór chrześcijaństwa jest najpiękniejszą porą. Ciemne światło skrywa pychę bazyliki. Wszystko wydaje się dużo bardziej pobożne: zmywa grzechy ulewny deszcz.

Kopuły

Najwięcej tutaj jest kopuł. Taki krajobraz, że wciąż wyrastają nowe. Opowiadam Dziecku, że Rzym składa się z kościołów i z nich. Systematycznie je odwiedzamy, zaglądamy do wnętrza. Patrzą wtedy na nas swymi mądrymi oczyma opatrzności.

Getto

Na ławeczce jemy cienkie kawałki ciasta z sosem pomidorowym, na środku Getta. Zupełnie inaczej brzmi ta nazwa tutaj niż na Muranowie albo za Bramą Grodzką. Jakby ktoś inny ją też wymyślił, ktoś z Południa, ten sam co na pomarańczowo pomalował mury.

Jest 16 października 1943 roku: biorą swoje walizki i wędrują na dworzec. Pociąg jedzie na północny wschód, gdzie getta maluje się na czarno.

 

Muzea Kapitolińskie



I. Hygea

Nie mogę się oderwać od niej z zachwytu. Żadna Wenus z marmurowym tyłkiem, tylko Alicja albo Teresa Balthusa zrobiona w cienkiej tunice na bóstwo.

II. Marsjasz

Z różnych kawałków kamienia ma ciało. Objaśnia mi A., że to nie sztukowanie rzeźby przez renesansowych rzemieślników, ale obdarta z ciała skóra i kamienne mięso, co się stanie żerem dla kamiennych much. Patrz na porzuconą fletnię, mówi A., jaki w niej straszny kamienny ból.

III. Epitafium

Dla Germinii Agaty Mater. Nazywałam się Mater, ale nie dane mi było stać się matką. Właściwie żyłam jedynie 5 lat, 7 miesięcy i 22 dni. Kiedy żyłam, bawiłam się i byłam kochana przez wszystkich. Wyobraźcie sobie, z buzi przypominałam małego chłopca, nie małą dziewczynkę. Bliscy znali mnie jako Agatę, o spokojnym temperamencie, miłym i szlachetnym wyglądzie, włosach rudych, upiętych krótko i rozpuszczonych na plecach. Teraz wszyscy obdarowujecie mnie napojami i swoją modlitwą, aby ziemia nie była ciężka dla mych szczątków. Nie rozpaczaj nad mym ciałkiem Fawencjuszu, któryś mnie wychowywał i kochał wyłączną miłością. Rodzice zresztą nie mogli opłakiwać mojego losu, bo poprzedzili mnie jakiś czas temu. Zasmucona jest także ma przyrodnia siostra Amoena. Proszę pocieszajcie moją rodzinę, przypominając jej o mym miłym życiu i modląc się, aby ból nie wzrastał a smutek miał swoje granice. Ty, który czytasz, wiedz, że nazywałam się Germinia Agata i śmierć mnie wyrwała przedwcześnie, prowadząc do Tartaru. To wszystko, nic więcej się nie zdarzy: wszystkim nam to pisane.

Delfiny

W przeciwieństwie do tych z widoczków, które znamy dzisiaj ("rejs z oglądaniem delfinów w Morzu Alborańskim"), tamte starożytne i papieskie nie budzą sympatii. Zbieram je dla M., a one pokazują zęby. Trochę w nich ironii, trochę - szyderstwa.

Spis aniołów (amorów) z natury


Ten wczorajszy opłakujący Adonisa, złamane serce, spuszczona głowa.
Amorek-dziewczynka opiekujący się sufitem w pałacu Corsinich (dotychczas napotykane amorki zawsze były płci męskiej, pominąwszy te bez ciała z samą główką i skrzydłami).
Pod portretem młodej dziewczyny ze skrzydłami ktoś zamieścił podpis: archanioł Gabriel.

 

czwartek, 03 stycznia 2019
Dziennik. Silny wiatr, deszcz i śnieg

 

(Antoni Fryderyk Sanders, Maria Magdalena (fragm.), ok. 1858–60, Delaware Art Museum, Wilmington, źródło: http://oneyearonepaintingaday.blogspot.com)

 

Moja wina, moja wina, moja bardzo wielka wina - powtarza Dziecko po kilku intensywnych mszach ostatnio. Czyżby odkryło, że wszystko w religii kręci się wokół wyrzutów sumienia?

Przypis: Wszystko, co dotyczy wiernych, bo jeśli dotyczy wnętrza Kościoła głos polskich hierarchów przestaje być tak wyraźny. Ostatnie dni pokazały, że jednak coś pękło: jesień. Dyskusja o wypowiedziach zmarłego biskupa, podważenie żałoby, lawina tekstów (Sosnowski, Leszczyński) a z drugiej strony hipokryzja i wciąż ociekający władzą język części kościelnych urzędników, pycha i naiwna pewność swojej pozycji. To wcale nie będzie łagodna laicyzacja. Im więcej pychy, tym bardziej ciąży nad nami cień Oviedo (Zapiski o wojnie domowej (pierwsze))

 

(2.1.19)

poniedziałek, 31 grudnia 2018
Dziennik pisany w grudniu (odc. 3)

 

20. Mizantropia

Poza wybranymi przed świętami nie znoszę ludzi, ich niecierpliwych ruchów Browna. Tego, jak wpadają pod samochody. Tego, jak wpadają samochodami. Jak chcieliby zabić, nie za ojczyznę, za klocki lego, bombkę i karpia. 

Przed świętami nie należy wychodzić z domu.

21. Anegdota

Siedziałem z tym mężczyzną - obok - na jakimś spotkaniu ostatnio w listopadzie. Opowiadał nieśmieszną anegdotę, ale uśmiechnąłem się lekko i przytaknąłem (tak zwykle czynię, jeśli nie wiem jak postąpić). Należał wówczas do wąskiej grupy ozdrowieńców, tych, co do których diagnozy były mylne i z jakichś zagranicznych klinik wracali z dodatkowym życiem (nowe czerwone serduszko na ekranie). 

Zawezwali go z powrotem z początkiem grudnia, tłumacząc, że zaszła pomyłka, że to nie on, nie jego. Nie będziemy od dzisiaj siedzieć obok na żadnych spotkaniach.

 


(Sześć słońc, poklatkowa fotografia dnia arktycznego, Donald MacMillan w trakcie ekspedycji w poszukiwaniu Crocker Land, ok. 1913-1917, źródło: https://www.facebook.com/stephen.ellcock)

 

22. Przesilenie

Nie pisz tylko, jak to się kończy - ostrzega mnie A., która dobrze zna - tyle razy już jej opowiadałem - eskimoskie obrzędy według Maussa. Kończy się noc ciemna, a zaczyna lato, stoimy z lampami w ogromnym kościele. A potem z nimi pojedziemy dalej, ciepłe ręce, świętować do jasnego domu, na jasne śniadanie.

23. Z zapisków księdza kanonika

Wprowadzenie fordowskiego modelu udzielania sakramentów świętych znacznie usprawniło pracę naszej parafii. Wikariusze na krzesłach pod kolumnami odpukują z częstotliwością jedne na minutę. Parzyści otrzymują loretańską, nieparzyści do Serca. Problemem jest tylko zarządzanie kolejką, ale od przyszłego sezonu pojawią się automaty z numerkami. Efektywność rośnie w tempie wykładniczym, tylko niestety coraz mniej wierzę w maszynowe przebaczenie.

24. Godzina okien kuchennych

Czternasta trzydzieści jest godziną okien kuchennych. W równych rzędach stoją oświetlone. Tylko ich energooszczędna szczelność zapobiega unoszeniu się nad blokiem chmur z karpi, grzybów i postnej kapusty.

Spoglądałem przez balkonowe okno w kuchenne w R. Była śnieżna zima i sztuczna choinka. Naprzeciw krzątały się kobiety, zaraz miała pojawić się pierwsza gwiazdka. Tyle tylko, że tamte jakoś się nazywały: Pela albo Lalka. Tutaj nikt, wszystkie okna są anonimowe.

25. Opowieść wigilijna

Nie był to chrobot, w końcu mrozik był lekki i śnieg świeży, więc to nie był ten dźwięk. Ale nie było to też chlupot, taki, co się wydobywa, gdy śnieg topi się i oblepia podeszwy. To było coś innego, miękkie jak wełna leżało pod gwiazdami na starym mieście. Noc była ciemnożółta, na wieży furgotał blaszany kogucik, szliśmy Złotą na Pasterkę (kosztowało to autora bloga tydzień indoktrynacji, podobnie jak sobotnie roraty, opowieści o orkiestrze grającej kolędy, muzyce dobiegającej ze starego kościoła w Lublinie). Pierwsza Pasterka odkąd pojawiło się Dziecko. Po północy zagrały skrzypce, była obiecana orkiestra: zadowolone Dziecko zasnęło przy pierwszej kolędzie.

26. Ekscelencja

Kiedy jedliśmy obiad z telewizora wyszedł tłusty biskup. Uważnie wyciągałem ości z jeszcze wigilijnej ryby i wykałaczki ze zrazów schabowych. Biskup mówił obficie (miał być to koncert kolęd, ale w rządowej telewizji, cóż to za koncert bez biskupa?)

W tym roku na Pasterkę nie musieli szukać zbyt długo parkingu i w kościele też nie było tłoku. Komunia zamiast czterech, tylko dwie kolędy - drobne znaki, których może nie dostrzec biskup przy obiedzie.  

27. Meteorologia

Dlaczego dzień jest ponury? - spytało Dziecko. Listopad zaczął się od nowa wczorajszego ranka, choć jak donosiła J. trwał już wcześniej na rubieżach zachodnich. Po powrocie do Warszawy jedynie się nasilił. Teraz wyraźnie chlupotało, zupełnie bez śniegu i ciamkało, gdy buty przylepiały się do brudnego błota. Opowiedziałby Dziecku o nadciągającej klimatycznej katastrofie, ale wolał milczeć, zresztą w mieście Ś. dowiedział się, że to kłamstwo i wina tamtych od Tuska, to znaczy złych Niemców.

(Ironizowałem w grudniu, że w razie katastrofy sam Pan Bóg wyniesie Polaków na rękach, okazało się, że w Ś. to pewność, a nie ironia.)

28. Kieliszki

Zastanawiał się potem czemu właściwie kupił tych sześć wielgachnych kieliszków do czerwonego wina, na tyle dużych, że w szafce musiał poprzestawiać półki? Co więcej niósł te kieliszki w jednym ręku jak trofeum, na drugim dźwigając uśpione w ciepłym samochodzie Dziecko. Pojechali bez A., bo A. napotkała anginę i została w domu. A. zwykle hamowała jego zakupy, a teraz w ikei poszedł za Dzieckiem: klopsiki, zabawa w kuchence na dziale dziecięcym, cynamonowe bułeczki. Po drodze były kieliszki do czerwonego wina. Zwłaszcza, że piją zwykle białe, to on woli czerwone.

Ustalił w końcu: zrobił sobie prezent, taki na koniec roku, kiedy pozostają z niego tylko wspomnienia i zdjęcia. Widok z baru w galerii Tate na drugą stronę Tamizy, plaża nad Atlantykiem, czerwone wino gdzieś w okolicy jeziora Garda (tu nie mógł się zdecydować, może jednak - po ciemku - było białe).

29. Pożytki z klocków lego

Godzinami układaliśmy klocki lego. Może dlatego, że w ostatnie dni roku przestałem opisywać całkiem zwyczajne życie jako nadzwyczajne i uznałem, że nie przeczytam już pięćdziesiątej ósmej książki. Po prostu układałem, zresztą razem z A. i jej anginą, ćwicząc w sobie - klocki lego to prawie medytacja - cnotę. Na koniec Dziecko przebudowywało to, co zrobiłeś: taka to mandala.

30. Przedostatni

Choinka powoli nie daje rady. Wczołguję się pod nią z kubeczkiem, ale nie chce pić. Te dni między świętami a nowym początkiem dłużą się jej niemiłosiernie. 

(Za kim, za czym będzie tęsknić w tym nowym roku?)

31. Ostatni

Rachunki powinno się zakończyć przed godziną dwunastą roku starego. Podobnie pisanie, sprawdzam jak w poprzednich latach. W dwa piętnastym szedłem po obiad do Hindusa, w tym Hindus przyszedł do mnie.

Zacząłem czytać nową książkę, odebrałem ją na poczcie, i jest ponura, to znaczy prawdziwa.
Kupiłem czerwone wino, żeby wlać do kieliszków oraz więcej słonecznika dla sikorek i wróbli.

    

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 53