2016: 8 filmów, 75 książek - 2015: 39 filmów, 78 książek - 2014: 66 filmów, 89 książek - 2013: 46 filmów, 60 książek
Archiwum
Zakładki:
zBLOGowani.pl

Wpisy z tagiem: Warszawa

wtorek, 06 czerwca 2017
Ludzie-nnik

 

Dzwoni pieśń (...) o tych dwojgu ludzieńkach
 (Bolesław Leśmian)

Ten człowiek, który je pachnące ciastko w sto dwadzieścia dwa, nie zważając przy tym, że leci na wszystkie strony, skręca i wpada. On je ciastko. Lubię jego spokój.

Lub ta dziewczyna, która biegnie płacząc wzdłuż ściany urzędów. Ma czerwone powieki i mówi: uczyłam się całą noc a zadał pytanie. Jeszcze nie wie, że to nieważne.

Lub może ten facet, który na głównej ulicy odwrócił się w kącie koło galerii sztuki i podlewa mur. Nie bacząc na wysokie instytucje za tym murem.

(01.06.2017)

 

środa, 24 maja 2017
Remigiusz Ryziński, Foucault w Warszawie, Dowody na Istnienie 2017

 

(Michel Foucault w Uppsali, przed 1959, źródło: http://www.openculture.com/2014/04/the-lonely-photo-of-michel-foucault-with-a-full-head-of-hair.html)

 

Pierwszą rzeczą, jaką robię po dobraniu się do tej książki, jest poszukiwanie indeksu nazwisk. Nie, nie ma. Nerwowe kartkowanie: czy jest? Jest, nie mogłoby w niej nie być Jarosława. Więcej, pojawia się nawet - jako trop - Edward S.

Michela Foucaulta, ówczesnego dyrektora Ośrodka Kultury Francuskiej w Warszawie, spotyka ta sama niemiła przygoda, która dwadzieścia lat wcześniej dotknęła Iwaszkiewicza (jak się zdaje - nikt nie ujawnił wprost przyczyn wyjazdu dyplomaty z Brukseli): zostaje wydalony z placówki z paragrafów dotyczących obrazy moralności.

Ryziński podejmuje śledztwo. (Sam odczuwam dreszcze na myśl, co się kryje w zakurzonych teczkach, które autor przegląda w archiwach instytutu pamięci. Znowu łapię się na tym, że nie interesuje mnie tak bardzo Foucault a dużo bardziej Jarosław). Opierając się na opowieści na wpół legendarnej, krok po kroku odtwarza pobyt Francuza w Warszawie, a pewnym momencie zaczyna odtwarzać samą homoseksualną Warszawę: miasto Hertza, Zawieyskiego, Mycielskiego i Iwaszkiewicza, i czyni to w sposób perfekcyjny.

Śmiałe są jego tezy dotyczące wpływu Warszawy na twórczość Foucault, który w niej ukończył "Historię szaleństwa". Ryziński podsuwa bardzo przyjemną myśl, że idea panoptykonu ma związek z Pałacem Kultury i Nauki górującym nad szarym wschodnioeuropejskim miastem.

  

sobota, 22 kwietnia 2017
Dziennik oszczędny w słowach

 

(E. Hartwig, Lublin, ul. Lubartowska, 1964, wyd. Ruch, źródło: https://fotolehardi.wordpress.com/category/pocztowki/lublin/1944-1989. Udowadnia, że wszystko się zmieniło)

 

Śnieg obsypał żółte forsycje.
Zniknął po chwili.

Cięli topole w porannym słońcu.
Padało jemiołą.

Plama po wylanej kawie.
Mój kawałek Krakowskiego Przedmieścia.

Zasiedli za kamiennym stołem.
Patrz, przekwitają już drzewa.

Młode słońce prześwietla okna.
Jakiś ptak usiadł na balkonie.

Promienie, kiedy wyszliśmy.
Deszcz, kiedy wracaliśmy.

(18-23.04.2017)

 

czwartek, 23 marca 2017
Dziennik. Muranów, rano

 

Spacerując z kawą po ruinach getta. Jedząc rogaliki na ulicy Miłej. W tym mieście śmierć jest niezawodnym towarzyszem (zapiski: zrobić zdjęcie na instagrama). W tej kwestii zgadzam się z moim sąsiadem-mormonem, który czyta "Kolumbów" Bratnego, choć on raczej nie chciałby się zapuszczać na Muranów z rana (22.03.2017).

 

środa, 15 lutego 2017
Dziennik. Szczęśliwe zakończenia

 

Miasteczko R. w praczasach przypominało Pilchową Wisłę: wszyscy się ze wszystkimi znali, a każda wypowiedź zaczynała się od przytoczenia rodowodu i podstawowych informacji o tym, o kim była mowa. No i były jeszcze dzwony, stanowiące uniwersalny sposób informowania o zmianach ludności miasta, a że wówczas (praczasy!) kościół był tylko jeden, więc zmniejszało to ryzyko szumów i zakłóceń. Lu. mieści się gdzieś pomiędzy, jeszcze ludzie się znają, ale już nie umieją powtórzyć cudzych rodowodów.

Warszawa za to jest całkowitym przeciwieństwem R. Można żyć tu latami i nie wiedzieć, że się żyje obok kogoś, kto przez rok albo dwa był głównym bohaterem twojego życia. W takich warunkach wszelkie genealogie tracą sens. Szczęśliwe zakończenia gubią się w tłumie.

Brakuje mi w styczniowej lekturze własnych starych dzienników jakiegoś finału. Dostrzegam to owej kolejnej niesłonecznej niedzieli, zaczynając czytanie biografii Pilcha. Bo przecież większość bohaterów dzienników mieszka tutaj, w tym mieście, i wyobraźcie sobie – można mieszkać w jednym mieście i nie spotkać się wcale, żadnych przypadków, żadnego och jak dawno cię nie widziałem. Albo gorzej spotkać się i udać, że się nie zna (12.02.2017).

 

środa, 11 stycznia 2017
Dzienniki 1998-1999. Oddalanie

 

Pamięci W., jednej z głównych postaci tych dzienników

 

Zeszyt 18, czerwiec - wrzesień. Więc najpierw liryczna księga tęsknoty. Potem przedmieścia Paryża, zadymiony pub, wpatrywanie się w startujące samoloty i koniec. Da się określić daty. Dopiero teraz zaczynam się zastanawiać, czemu tak się stało. Miłość naprawdę jest złudna - zapisał wtedy po prostu.

Ale to już nie jest naiwna pisanina, to świadomy siebie bohater. Po J. wszystko jest już inaczej. Nawet język doznał przemiany. Przedtem nie wymyśliłby bezsennej Brabancji.

Niektóre wątki, które pojawiają się tutaj, wciąż będą powracać. Pytanie o dom, ojczyznę: wtedy odpowiada, że to duży pokój w R., tam jest środek świata.

Na fotografiach są ludzie, nie miejsca. Chce ich przechować tak jak w dzienniku. Tutaj ma całe zeszyty, czuje, że mu się nie udaje, tam jedynie trzydzieści sześć klatek: po latach zrozumie, że to niemożliwe.

Zeszyt 19, wrzesień - grudzień. Bohater zapisuje: pustkę wypełniam Bogiem. Ale Deus ex machina: jesień i zima należy do Marzeny, tej z czwartego zeszytu. Ten zeszyt mógłby mieć podtytuł "Wielkie nadzieje".

O zapominaniu ciąg dalszy: wykreślam Kaśkę L., bo nic do niej już teraz nie czuję i nie jest dla mnie kimś wielkim (po trzech latach).

O pamiętaniu: śnieg po kolana i wieś w dolinie rzeki (11 grudnia, do tej daty sięga mój sentyment dla Wyżyny).

Ostatnie zdanie: nadmierne przywiązanie do osób gubi ludzi.

Zeszyt 20, grudzień - kwiecień. Proponowany podtytuł "Długie rozstawanie": historia miłosna powinna się skończyć, ale bohater bezustannie ją resuscytuje. Męczą się oboje. Dziennik rwie się. 

Jednocześnie bohater, tak wpatrzony we własne uczucia (Pusta aula, ja sam ze szczotką, zmiatający resztkę baloników. Przy pianinie K. - para J. grający coś chyba smutnego. I wtedy recytowałem "Piotra Płaksina"), nie zauważa cudzych. Łowiąc chimery (nieprzypadkowo, "Tren Fortynbrasa" staje się mottem bohatera), ignoruje czyjeś zmyślone miłości. Dopiero egzegeza tekstu dokonywana teraz przez autora bloga pozwala dostrzec słowa i znaki: inne scenariusze.

Znowu jedzie do Warszawy, ale się waha: brudne, ohydne metropolis. Szare, pełne monumentalnych gmachów (...) pełne osób mówiących giętkim językiem i noszących głowę wysoko, powyżej budynków.

O zapominaniu nadal: za kilka lat będziemy sobie obcy. Pewnie, że najpierw to jeszcze kartki, potem już tylko zaproszenia na ślub, a w końcu koniec (od idealizmu do realizmu w jeden rok).

Zeszyt 21, kwiecień - czerwiec - listopad. Posiadam przynależną bóstwom potrzebę adoracji zapisuje bohater. Pisze teraz drobnym pismem, coraz częściej równoważnikami zdań, cytatami jakby z bloga.

O zapominaniu (wzbudza znów lęk teraźniejszy): Kiedyś nie uwierzyłbym tym, którzy mówili, że to się szybko urywa. Najlepsi przyjaciele nagle znikają. A teraz w to wierzę, bo jakby ziemia się rozstąpiła. Jesteśmy znowu dla siebie obcy. Te 4 lata już nie są ważne - minęły. Nasza radość i nasz strach nie warte nic. Nikt cię nie chce znać, bo jesteś tylko wspomnieniem.

Już wie, że wyjedzie. O 9.41 miał nastąpić koniec świata, tymczasem o 11.15 (jak napisano w awizo) listonosz przyniósł mi zawiadomienie o przyjęciu na Uniwersytet Warszawski. Wcześniej wspominał, że preferowałby ten koniec. Zresztą świat mu się wali we wrześniu, kiedy raz dwa, jednym telefonem, kończy się długie rozstawanie i zaczyna Stachura. Stachura prorok, Stachura pocieszyciel (będzie się jeszcze pojawiał na początku bloga).

Co porabia teraz J.? Co porabia Marzena? - zastanawiam się nad ostatnimi stronami. Boję się go pozostawiać samego w Warszawie: Szukam w barach mlecznych, księgarniach, bibliotekach, pracowniach internetowych, szatniach, supermarketach - czegoś. A znajduję tylko siebie.

 

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 46