2016: 8 filmów, 75 książek - 2015: 39 filmów, 78 książek - 2014: 66 filmów, 89 książek - 2013: 46 filmów, 60 książek
Archiwum
Zakładki:
zBLOGowani.pl

Wpisy z tagiem: śnieg

piątek, 06 grudnia 2013
Dziennik (06/12/13)

 

(Ksawery)

Doczekał się.
Najpierw przyszło krzesło i zapukało do drzwi balkonowych. Z tamtego kąta wprost w ten kąt. Hortensje przelatywały na horyzoncie i zdawało mu się w środku nocy, że wyrwie balkon z korzeniami. Nie spał, żeby łapać bezbronne sikorki.

Potem przyszedł śnieg. Widok właściwie miał nieciekawy (w tym urzędzie, gdzie konferencja, akurat nikt nie chciał podłożyć bomby), więc nawet się ucieszył, że widok zniknął. Było tak biało, że nic nie widziałam - opowiadała mu potem kobieta w kwiaciarni.

Dotąd nie wie, jak odnalazł drogę do domu i do komputera.

 

(Jezus)

Pomyślałem: Jezus. Gość miał kaszkietówkę w barwach biało-czerwonych a ja czapę ze sztucznego futra. Stałem, niosąc ważne dokumenty, przed witryną "Czytelnika", kiedy podszedł i spytał o coś niewyraźnie. Nie, nie mam - odpowiedziałem wyraźnie, domyślając się pytania. Poszedłem na dziennik podawczy, śnieg wtedy jeszcze wisiał w postaci ciemnych obłoków nad miastem. A może to jednak Jezus? - pomyślałem. No zdarza się, nie? Wróciłem z dziennika podawczego i myślałem, czy go szukać. Znalazł się sam. Stał w monopolowym, ale nie miał pieniędzy. Mówię mu, pachniał denaturatem, że pójdę z nim do spożywczego, co chce niech kupi. Poszliśmy. Kobieta z trwałą popatrzyła z przekąsem, kiedy wybierał między wędliną pakowaną pod próżnią: Znowu tu jest! Ochroniarz kiwnął porozumiewawczo: Z nim przyszedł! Długo wybierał, aż do pierwszych płatków za oknem, więc z satysfakcją obserwowałem wzbierający przekąs kobiety z trwałą. Potem się rozstaliśmy.

(Tak wygląda jedna z możliwych wersji. Kto w tym śniegu może pamiętać, jak było naprawdę?)

 

(Calineczka)

Po tej nudnej konferencji wsiadłem do autobusu. Wtedy padało trochę mniej, ale padało. Wsiedli na następnym. Dziwna to była para. On, chłop wielki jak kamienica, z rudą brodą jak batiuszka, ona jego córeczka - Calineczka. Może gdyby ów brodacz był niższy, nie wydałoby się to dziwne, ale dziecko, takie siedmioletnie, w jego skali wyglądało na miniaturkę. Postali chwilę na środku a potem znaleźli miejsce przy trzecich drzwiach. Tom! tom! - pomaszerował mężczyzna, tink! tink! tink! - drobnym krokiem pobiegła za nim dziewczynka.

 

(Jacek)

Mikołaj, to znaczy A., zaskoczył mnie wczoraj, jak dzisiejsza zima, zapewne, drogowców. Płyta Jacka Kleyffa "Znalezienie" zaskakuje przyjemnością słuchania. W ogóle prawdziwego barda od barda nieprawdziwego odróżnia sposób opisywania ludzkiego życia. Tutaj w piosence "Sandomierz" tę różnicę słychać doskonale, bo Kleyff jest bardem ze starej dobrej szkoły bardów. Słuchałem "Sandomierza" i zacząłem pod ten rytm śpiewu wymyślać nowe słowa. Ale wymyśliłem tylko dwa wersy, a potem już przyszedł wiatr i zająłem się wiatrem:

Stoję przed kantem, stołu nie Immanuelem:
Mówiła A., gdy wyłączyłem światło. 

 

(Marcin)

Pisemny sobie bardziej się podobam. Stanowczo bardziej niż, gdy spotykam siebie twarzą w twarz. Rano w łazience nie mówię sobie "Dzień dobry!" Pisemny sobie bardziej się podobam, wtedy przestaję być zwyczajny, staję się fantastyczny. Nie słychać wcale, że coraz częściej mówię brzydkie słowa. I miewam humory, i nie odpowiadam na telefony. A pisemnie zawsze.

 

Tagi: ja śnieg
16:48, kozmo1 , DZIENNIK
Link Komentarze (2) »
sobota, 19 stycznia 2013
Dziennik (19/01/13)

 

To była prawdziwie męska przygoda,
bo ranek wymagał odwagi:
najpierw odnaleźć auto pod zaspą numer pięć.
Nie dać się znieść z każdym z kilometrów trzydziestu na godzinę,
zanurzyć się w śnieg

z dala od dziewcząt serwujących sorbet,
gdzie tylko wielbłądy o obolałych łydkach
i autobusy przy cmentarnych bramach.

Usilnie w przedniej szybie chciałem coś zobaczyć,
wycieraczki wymachiwały piórami, wyło ogrzewanie.
Ktoś mi urwał tylną tablicę, więc anonimowo wpychałem się przed pługi.

To była prawdziwie męska przygoda:
nie zdążyłem nawet na Żurawiej kawy.
Schowałem się w rękawiczkach:

blade słońce na tle statoila.

 

poniedziałek, 29 października 2012
Opad. Kronika

 

27.10.2012, godz. 19.48

27.10.2012, godz. 20.49

27.10.2012, godz. 20.50

27.10.2012, godz. 20.53

27.10.2012, godz. 20.54

28.10.2012, godz. 12.56

środa, 15 lutego 2012
Bright Side of the Moon

 

Czuję się ostatnim użytkownikiem tego miasta zadowolonym z aury. Dziś, po tylu latach, odkryłem, że śnieg jest kolorowy (w zależności od wystaw, reklam i lamp).

 

 

(Jak łatwo się domyśleć, na ostatnim zdjęciu śnieg spod sklepu wędliniarskiego.)

Oczekując we wciąż padającym śniegu na autobus, który nie wiesz, czy przyjedzie

 

I nagle spada chmura

I nie wiesz to sens czy sen

Wyrasta biała góra

I świat już jakby nie ten.

 

Fragmenty do opowiadania, które nie powstanie

 

Kiedy przyszedł esemes urzędniczka uśmiechnęła się. Przypominała z tego uśmiechu Tę, do Której przez Śnieg, ale to nie była ta, i to było dawno. Może nawet nieprawda jak te pestki wiśni i ciasto, tam musiało być ciasto.

Obserwowałem raz ją, raz orła, w sali, na której suficie podświetlone łódki i łopaty. Było już po czwartej i urzędnicy kręcili się nerwowo na krzesłach, chrząkając znacząco, gdy ryży dryblas, czerwieniejąc, podnosił po raz kolejny rękę. Nie wystarczy panu? - można było wyczytać z krzywej miny ministra pod orłem.

Ta, do Której przez Śnieg mieszkała przy drodze wojewódzkiej i najlepiej chyba w tym śniegu pamiętam tę drogę i pekaes cuchnący jak zwykle papierosami i potem, zatrzymujący się na jednym z przedostatnich przystanków. I ja szczęśliwy, jak mi się zdawało, i pewny, co zdawało mi się jeszcze bardziej.

Wychodząc spotkałem kolegę. Podał mi swoją mocną, prawicową dłoń. Że niby mnie obchodzi, co on robi a jego - co ja. Szatniarz patrzył potępiająco. Którędy można wyjść? Którędy na śnieg?

 

Tagi: ja śnieg
21:12, kozmo1 , TEKSTY
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3