2016: 8 filmów, 75 książek - 2015: 39 filmów, 78 książek - 2014: 66 filmów, 89 książek - 2013: 46 filmów, 60 książek
Archiwum
Zakładki:
zBLOGowani.pl

Wpisy z tagiem: dziecko

sobota, 17 czerwca 2017
Dziennik. Kroniki rajzefibry

 

(Pablo Picasso, Gołębie, 1957, Museo Picasso, Barcelona, źródło: tumblr.com)

 

Dzień 1

Bez opuszczania nie ma podróżowania. Być może z tego powodu wielu uważa, że podróże powodują tyle kłopotów, że aż nie mają sensu. Opuścić, czyli porzucić dające pewność rytuały i wyimaginowane światy. Opuścić, czyli trochę umrzeć.

Jest taki fragment w dziennikach, tych czytanych w styczniu (choćby tutaj), gdy ich autor jedzie rejsowym autokarem, hen gdzieś daleko, po alei Tysiąclecia jedzie, i - właśnie się zakochał po raz kolejny albo mu się zdaje, że się zakochał, co na jedno wychodzi - myśli sobie, że wcale nie chce nigdzie wyjeżdżać. Bo ta niewyznana, fantastyczna ułuda bardzo mu odpowiada.

Przypominam sobie o tym, gdy zaczyna się pakowanie.

Dzień 2 

O ryzyku planowania podróży z Dzieckiem pamiętam od czasu - jeszcze Dziecka nie było - kiedy Dż. nie pojechała do Jane Austen a miała już wszystko gotowe, tylko wsiadać. Trochę mnie to powstrzymuje od przygotowań, a nuż jeszcze dostanie temperatury i trzeba będzie się z wielkim żalem rozpakowywać. Biegamy więc za Dzieckiem z niebieskim światełkiem, przekrzykując się co chwila: trzydzieści sześć i pół! trzydzieści sześć i siedem!

Dzień 3

Pakuje A., pacyfikuję ja. Wyobrażam sobie rozgwieżdżone południowe niebo i siebie na leżaku czytającego przy małej lampce na zmianę "Lolitę" oraz "Chorobę na śmierć" (obie spakowane). Oprócz ułudy codzienności (patrz powyżej) istnieje bowiem ułuda planowanych podróży.

(15-17.06.2017)

 

środa, 07 czerwca 2017
Dziennik. Niechęć do pisania, melancholia, notatki

 

(Henri Matisse, Leżąca Odaliska w zielonych spodniach i z niebieskim paskiem, 1925-1927, Musée National d'Art Moderne, Paryż, źródło: pinterest.com)

 

1. 

Wojna wron jest tak gadatliwa, że niczym przy niej wszystkie nasze spory. Odrywam się od okna. Zamknąć – otworzyć. Piątek w tygodniu słonecznej melancholii. A jeśli, jeśli wszystko jest tylko przywidzeniem? Mnóstwem przywidoków? (02.06.2017)

2.

Byliśmy jak turyści. I nie miały dodatkowych znaczeń drzewa, przystanki, ławki. Z bramy wystawał rybi ogon. Tej nocy Lublin był wyobrażony: uniwersyteckie miasto, w którym panuje radość. Cały wieczór nikt nie zdejmuje tej maski. Te tysiące gerber, wylewające się kolorowe balony, światło letniego zachodu, ten tłum, w którym na próżno usiłuję odnaleźć przyjaciół z prehistorii. Wszystko się zmieniło. Mówi mi, że już z niego wyrosłem. Nazajutrz obudzi się ze snu i na nowo popadnie w stupor (03-04.06.2017).

3.

Świeżego siana kamienice - na drodze krajowej układam nieznane Czechowiczowi wiersze (04.06.2017).

4.

Nic na to nie wskazywało, ale wróciłem z nią, podstępną melancholijką, melancholią, zawleczoną z Lublina na nowy tydzień, tak jak się zarażasz grypą albo rotawirusem, tak też nią. Owa nieosiągalna bogini czarnowidzenia, może i nawet Kallipygos w letnim deszczu, podpowiada teraz: o niespełnieniu, o przemijaniu i ciągłej zmianie, o fantazjach, które nie są porządną literaturą, o tym, że wytną na Racławickich drzewa, o tym, że wiecznie będziesz się martwił o kogoś albo o coś. O tym, że nie zostanie nic wartego uwagi po tobie, potem.

- Dokąd uciekasz? - pytam, zamykając okno.

5.

- To nie ma sensu - pisze W. w poniedziałek.

- Może sens nie jest potrzebny? - dopisuje we wtorek.

A co jeśli skończymy jak pan Franek, co wyjada kanapki na bankietach i ma wizytówkę emerytowany urzędnik? (05-06.06.2017)

6.

Rano Matisse'owi przynoszono do pokoju hotelowego, wychodzącego wprost na nabrzeże, owoce morza z restauracji, tak aby mógł malować je na martwych naturach a potem oddać przed obiadem. (Był łapczywy, nie był głodny). Modelki pozowały w strojach lub w pół-negliżu, ich ubrania przypomniały o Afryce Północnej, gdzieś tam za horyzontem. Matisse malował je a potem wracały do miasta. Muskał jedynie oczyma, nie niepokojąc, ich powszedni przepych (Peter Schjeldahl, Finding Solace in Henri Matisse’s Nice, "The New Yorker", 18 lipca 2016).

7.

Spadł wreszcie oczekiwany deszcz. Jechaliśmy na japoński spektakl, więc deszcz miał postać długich równoległych linii. Na spektakl szła A. i bardzo nie chciała, ale to był prezent od Dziecka, a Dziecko może się jeszcze obrazić, ma obrażanie się po tatusiu. Wysiadła więc spóźniona na Agrykoli, a my pojechaliśmy na babeczkę. I w żadnej kawiarni - wyobraźcie sobie ten dziecięcy zawód - nie było babeczek z truskawkami.

Wtorek w tygodniu pochmurnej melancholii (06.06.2017).

 

czwartek, 01 czerwca 2017
Dziennik. Zapiski z końca maja

 

(Balthus, Teresa na ławce, 1939, kol. pryw., źródło: tumblr.com)

 

Wstęp. Jarosław

„Niewypowiadalne pożądanie” uobecnia się w dziennikach zazwyczaj w trybie nostalgii i komemorytatywnej ewokacji, cofając teraźniejsze wypadki w przeszłość (B. Dąbrowski, Queerowanie intymistyki: Iwaszkiewicz, Zawieyski, Gide, „Autobiografia. Literatura. Kultura. Media” nr 1 (2), 2014, s. 60).

Biblia w obrazkach. Sara

Może dlatego, że wzruszają mnie dzieci - chyba, że chodzi o plac zabaw, bo wtedy nie (tutaj) - najbardziej rozczuliła mnie opowieść o Sarze: nigdy nie przyglądałem się jej dokładnie. Biblia Boyera i Blocha pozbawia opowieść nadmiaru słów, kondensuje uczucia, dodając jeszcze obrazki jak z Lascaux albo niemieckich ekspresjonistów (czym jest ekspresjonizm? tutaj). Więc czytam o Sarze (Schowana w namiocie staruszka wybucha śmiechem. W tym śmiechu są wszystkie porzucone oczekiwania. Stracone nadzieje. Zapomniane obietnice) a potem, parę rozdziałów dalej, o Jozuem i milknę, i odkładam Biblię, skoro w niej Bóg nakazuje ludobójstwo.

(F. Boyer, S. Bloch, Biblia. Wielkie opowieści Starego Testamentu, Dwie Siostry 2017)


O fotografiach

Wyobrażanie sobie, że oglądam zdjęcia Dziecka jak jest małe, a ono już małe nie jest, powoduje u mnie ataki Weltschmerzu. (Dopiero fotografia jest wystarczającym dowodem, że byliśmy. Nieliczne świadectwa pisemne i malarstwo portretowe nie potrafią w żaden sposób dowieść istnienia. Tylko fotografia obiecuje i oferuje wieczność: niewinny uśmiech dzieci z początku dwudziestego stulecia).

Dziecko. Wybrane przygody

Dziecko pokazało pustą łubiankę. Nie ma, nie ma. Nałożyliśmy sandałki i poszliśmy na targ. Ono pierwsze machając koszyczkiem, my za nim.

Dziecko szło chodnikiem. Naprzeciw husky o błękitnych oczach. Polizał Dziecko po policzku i pobiegł dalej. Dziecko zdziwiło się.

Dziecko wskazywało roślinki na balkonie. Pi, pi, pi to znaczy chcą pić. Mama podlewała. Dziecko wąchało bez.

Dziecko zażyczyło sobie pizzę. Ósma wieczór: pokazywało rysunek i wołało. Autor bloga zaczął zagniatać ciasto.

Okno (zob. też tutaj)

Rozpraszają mnie, dyplomowanego urzędnika, te bezustanne pielgrzymki szkolnych wycieczek za otwartym oknem. Toteż, kiedy po raz kolejny pan przewodnik mówi o Mickiewiczu, zamykam je. Gwałtownie robi się gorąco. Już któryś dzień czekamy na burzę. Poddaje się. Zaj...ię cię, ku..o - powtarza do telefonu przechodzień głosem tak donośnym, że zagłusza uczennice.

(29-31.05.2017)

 

niedziela, 28 maja 2017
Dziennik. Dachy, balkony, place

 

(Edward Hopper, Mój dach, 1928, kolekcja Thyssen Bornemisza, źródło: http://emmanuelle-souffan.blogspot.com/2012/12/sous-la-palette-dedward-hopper.html)



Przygód z kurierami ciąg dalszy

Zadzwonił o dziewiątej wieczorem. Zobacz o co chodzi, powiedziała A., która zamawia ostatnio wyłącznie do pracy. Stał zmęczony i wręczając mi paczkę ze sklepu z bielizną, powiedział: niech pan podpisze. Nie zgadzało się imię i nazwisko, i numer bloku: niewiele się zgadzało. Niestety pomyłka - powiedziałem kurierowi. Taki jestem nieprzytomny - odpowiedział, zabrał bieliznę i ruszył schodami w dół. To nie w tym bloku - wołałem za nim, ale nie wiem, czy zdołałem go zatrzymać przed wizytą na innym piętrze (25.05.2017)

W poszukiwaniu straconej treści

Smutek niewytłumaczalny, tęsknota nieokiełznana - opowieści, których i tak nikt nie chciałby wysłuchać (czy chciałbym je opowiadać?). Gdybym z rzeczy zwyczajnych umiał wydobywać ich smak, wtedy mógłbym pisać chociażby o dachu (Hopper powyżej) albo o balkonie: Dziecko zasypia w deszczu na Wilsonie, a gdy się budzi pokazuję mu na balkonie tęczę, a ono i tak zamiast niej przygląda się samolotom (26.05.2017).

Zapiski z Hali

Trzy ratlerki wprowadza pakowny starszy pan do kawiarni: dwa na smyczy, szczenię ucieka pod krzesło. Pomidory zapylane przez trzmiele. Przy ostróżkach pani zaczepia Dziecko i mówi, że najciężej mają jedynacy. Pachnie czerwona łubianka (27.05.2017).

Kupowanie bzu

Po lekcjach przychodziłem na śniadanie (cebularz, twarożek z papryką i jajko sadzone jak radziła pani Gumowska) a tego wiosennego (przypuszczam, że był wiosenny) dnia wsiedliśmy we troje do niebieskiego trabanta i pojechaliśmy na Zemborzycką. Strasznie to było daleko: miasta kurczą się dopiero, gdy robisz się starszy. Na Zemborzyckiej był - do dziś jest - sklep ogrodniczy i te wszystkie aktinidie, amelanchiery i oberżyny pewnie były stamtąd.

Taki sam sklep jest w Ożarowie Mazowieckim. Wcale nie jestem pewien, czy to, że wsiedliśmy we troje do srebrnego opla i pojechaliśmy właśnie tam, nie ma czegoś wspólnego z nostalgią (27.05.2017).

Brak zapisków z placów zabaw

Szare eminencje zachwytów na placach zabaw. Łopatka, wiaderko, grabki (27-28.05.2017).

Wniebowstąpienie

Kto to? - pyta Dziecko: nad ołtarzem wyświetla się Jezus na chmurze. Kto to? - coraz głośniej aż wychodzimy bocznymi drzwiami. Na dworze kosy odprawiają mszę (28.05.2017).

 

wtorek, 23 maja 2017
Dziennik. Budzik

 

Nowy tydzień dobrze rozpocząć od kłótni w jakiejś zastępczej, błahej sprawie, choć tym razem dotyczącej zasobu, którego deficyt stał się problemem w naszym domu ostatnimi czasy, to jest snu.

- Śpisz do siódmej - oburzyła się A., której budzik zadzwonił dwadzieścia minut wcześniej, ale która, w przeciwieństwie do mnie, nie wyłączyła go i teraz krążyła za Dzieckiem między pokojami. Obiecałem Dziecku soczek, więc cóż było robić, zwlokłem się z łóżka i poczłapałem do kuchni.

Całe szczęście całe zamieszanie skończyło się dosyć wcześnie. Jak tylko wróciliśmy z placyku, to był dzień, w którym umarł Wodecki, położyliśmy się na chwilę przy Dziecku, nie myjąc zębów ani nie przebierając się w piżamy, za chwilę wstaniemy a autor bloga napisze wreszcie recenzję z Agambena, a potem poczyta, ale wstaliśmy dopiero o szóstej następnego ranka. W pokoju, w pokoju (22.05.2017).

 

Dziennik. Księga olśnień

 

 

(Olśnienie artystyczne: Julio Romero de Torres, Ángeles y Fuensanta, 1909, Museo Julio Romero de Torres, Kordoba, źródło: wikimedia.org)

 

Olśnienie powrotne

Małe okręgi zachwytów. Z luksemburskiego deszczu w ponadwarszawskie słońce. I Służewiec taki ochotny jak niegdyś, i na huśtawce Dziecko.

Olśnienie wielkoduszne

Nie wymagało to wielkiego wysiłku. On schodził po schodach, ja wchodziłem. Jedno nierozważne wysunięcie stopy a zrąłbałby się jak długi. To wymagało wielkiego wysiłku: przejść koło Ziemkiewicza i nie splunąć.

Olśnienie słowne

Powtarzam sobie synklinorium, synklinorium, wracając sto dwadzieścia osiem. Najpiękniejsze w tych słowach jest to, że możesz im nadać sobie tylko znane, odrębne znaczenie.

Olśnienie wizualne

Umywszy okna, łapczywie dostrzegam więcej szczegółów. Wielka i niewyrażona jest przezroczystość letnich dni.

Olśnienie kartograficzne

Można by, choć wymagałoby to odrobiny talentu, namalować mapę tej upalnej soboty. Jak patrzymy na Pałac pod różnymi kątami a Plac Piłsudskiego staje się placem zabaw.

(18-20.05.2017)

 

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 25