2016: 8 filmów, 75 książek - 2015: 39 filmów, 78 książek - 2014: 66 filmów, 89 książek - 2013: 46 filmów, 60 książek
Archiwum
Zakładki:
zBLOGowani.pl

Wpisy z tagiem: poezja

niedziela, 11 czerwca 2017
Dziennik. Zuzanna i starcy

 

(Edvard Munch, Dojrzewanie, 1894-1894, Narodowe Muzeum Sztuki w Oslo, źródło: wikimedia.org)

 

Zuzanna I

A jest rozkwit przekosmatych sasanek
o przedświcie, o wschodzie, o poranku -
a gdy słońce odpoczywa na drzewach,
im zalążnia jak serce dojrzewa;

Usiadłem wieczorem i doznałem olśnienia. Takich wersów pięknie harmonijnych, pulsujących niespotykanymi zestawieniami słów, nie spotkałem od dawna. I nie było w tym, co ów podlotek pisał  dawno, dawno temu, tak mi się wydaje, niczego nieprawdziwego (Zuzanna Ginczanka, Mądrość jak rozkosz, Czuły Barbarzyńca Press 2017)

Odpust zupełny I

Picie porannej kawy. Przypadek stanowi, że właśnie tu i teraz mogę, w porannym słońcu. Po cichu płacę więc statkom (tutaj), żeby uzyskać odpust za to całe szczęście, jakie mnie spotyka.

Odpust zupełny II

Czy jesteś za tym, żeby ich wszystkich potopić w Morzu Śródziemnym jak ślepe koty? - pytanie, które łapiący hostie prezydent powinien zadać swoim równie pobożnym współobywatelom.

My I

Dni są takie same. Wszystko jest takie same i zarazem wszystko się zmieniło – skarży się A. po zachodzie słońca, talerze piętrzą się w zlewie.

Who by Fire

Tego wieczoru w restauracji rybnej Dż. i R. na przemian opowiadali o czymś na kształt krematoryjnego pieca w Fatimie, do którego wrzuca się woskowe kończyny oraz inne członki. Cena zależy od rozmiaru. Chciałbym pojechać do Fatimy, odpowiedziałem im na to.

My II

Mam trzydzieści siedem lat i nie lubię patrzeć w lustro. Coraz rzadziej używam wyobraźni, przeraża mnie pisanie dziennika.

Zuzanna II

Kiedy po raz pierwszy przywdziewają, wycięte w talii letnie sukienki, dumne są słońcem padającym na szyję. Spoglądają zza firanek starcy - zatracili dawno swój rozsądek.

Z ulubionych fotografów

Być może pragnienie [Nan] Goldin, aby udokumentować swoje życie oraz życie osób dookoła niej, aby utrwalić chwile, było sposobem uporania się z tym, co stało się z jej siostrą. "Nie pamiętam jej zupełnie - pisała (...) - Pamiętam swój obraz jej, rzeczy, które mówiła, to, ile znaczyła dla mnie; ale nie pamiętam jaka była w rzeczywistości... jakiego koloru miała oczy, jak brzmiał jej głos. Nie chcę już nigdy więcej stracić prawdziwej pamięci o kimś" (...). Robienie zdjęć to dla niej pełna tęsknoty przemiana, pomimo tego, że chwila znika w czasie rzeczywistym (Hilton Als, Nan Goldin's Life in Progress, "The New Yorker", 4 lipca 2016).

Zuzanna III

W swe miejsce nad rzeką zabiera cię Zuzanna (...) i pozwala mówić rzece. Piosenek syren obawia się uwiązany Odys. Światło wpada do fontanny tej, co zawsze, a zupełnie innej. A Robert Lewandowski błogosławi małe dzieci.

(07-11.06.2017)

 

czwartek, 28 kwietnia 2016
Dziennik. Zapiski mimochodem (odc. 2)

 

(Grzegorz Wróblewski, "Nasze latające obiekty, Allanowi F. Na motywie z Charlesa Bukowskiego", źródło: https://www.facebook.com/literaturapolska)

 

Ojcowie (odc. 4), Ptaki (odc. 5)

Dziecko leży na mnie. Modraszka. Podsłuchuję balkon za głową. Pytam A., która się krząta: jest coś za oknem, ptaszki jakieś? G..no nie ptaszki odpowiada A. (23.04.2016)

Ojcowie (odc. 5)

Dziecko leży na mnie. W telefonie kołysanka Umer i Turnaua, kiedyś tam będziesz miał dorosłą duszę. No i się wzruszam. Dziecko jak nie spało, tak nie śpi (23.04.2016).

Jeże (odc. 1)

Przejeżdżanie jeży pod znakiem uwaga jeże. Jechałem akurat po pudełko. Jeż leżał. Nikt się nie przejmuje jeżem, powiem wam, nikogo w galerii handlowej nie obchodził jeż. Minuta ciszy jeżom nie przynależy (24.04.2016).

Poezja

W zeszłym roku, kiedy wszystko rosło i rozkwitało, i było nowe i niezwykłe, obserwowaliśmy z lubością sikory. W wierszu powyżej brakuje tego etapu, brakuje cnoty sikory, kiedy ćwiczysz uważność wobec świata (24.04.2016).

Firanki

Odzyskanie urzędowych firanek daje złudne poczucie prywatności. Bo przecież jesteśmy tutaj zupełnie przezroczyści. Ludzie z celofanu (25.04.2016).

Ptaki (odc. 6)

Karmiące się modraszki pokazuję rano dziecku. Świat jeszcze niewyspany a one, czysta miłość, trel, gdyby nie było lepszych metafor ze świata zwierząt, można by o nich więcej (26.04.2016).

Ptaki (odc. 7)

Kos. Dwa dni ogrodnik strzygł dziedziniec, pedant jakiś, żebym mógł spotkać kosa jak rano z kawą. Nastrój bardziej na kosy niż na biurko (26.04.2016).

Proza

Dniom brakuje melodii. Zielony atrament partytury wyblakł w deszczu. Rok temu o tej samej porze (27.04.2016).

Ptaki (odc. 8)

Wróbel. Przesiedliśmy się z ławeczki do ogródka. Wróble (wróble, nie mazurki!) kradną okruchy. Odważniejsze są samiczki. Wydziobują ser koryciński z kanapki W. Moglibyśmy tak spędzić cały dzień, mówi W. patrząc w słońce, ale J. spieszy się do pracy (28.04.2016).

Jeże (odc. 2)

Po kilku dniach staje się płaskorzeźbą w asfalcie z materiału ciałopodobnego, pomiędzy kwitnącymi sadami, tam, gdzie artyści zwykle umieszczają jeże. Brakuje jedynie czerwonego jabłka (28.04.2016).

 

niedziela, 25 października 2015
Dziennik. Rozmowy przy grabieniu liści (2)

 

Jeśli się od jesieni odejmie jej światło, pozostaną jedynie gorycz i rozmawianie z umarłymi. Ciągłe silenie się na opisy jesiennych wrażeń: - w kółko piszesz to samo - mówi przed snem A. a ja nie mogę nie przyznać jej racji. Kiedy odkryłem "Autumnal" Ernesta Christophera Dowsona pomyślałem, że pasowałby do wczorajszego obrazu, ale może pasuje także do dzisiaj? Właściwie on brzmi inaczej, ma rym i rytm, melodię, która urzeka od pierwszego wersu. A to tłumaczenie tutaj jest kolejnym sileniem się na coś o czym się nie ma pojęcia (nie znalazłem innego, więc jest na biało).

Jesienny

Blado bursztynowy promień prześwituje
przez czerwieniejące liście października
kołysane wietrzykiem delikatnym tak jak
w lato. Odejście lata, kochanie moje, wydaje się
niewielką stratą w taki dzień jak dziś.

Niech będzie z nami mglista jesień!
Tak słodki jest roku zmierzch, gdzie
ciemność z cieniem napotyka naszą
miłość, zmierzch w sercu, co pozwala
oszukać coraz krótszy czas.

Czy nam nie lepiej teraz, w domu
senną jesienią, nam przyznającym,
że sen jest lepszy niż radość żniw.
Jeden momencik, nadchodzi noc,
jeden momencik, pozwala śnić.

Za perłowym horyzontem leżą
zima i noc: wyczekując ich
gromadzimy krótkie godziny wytchnienia
nim miłość odwróci się od nas i umrze
pod ponurymi drzewami listopada. 

(24.10.2015)

 

środa, 26 sierpnia 2015
Czesław Miłosz, Przekłady poetyckie wszystkie, Znak 2015

 

Wątpię, czy cokolwiek by to zmieniło, gdybym "Wypisy z ksiąg użytecznych" przeczytał dwadzieścia lat temu. Kiedy się ma apetyt na patos i WNM: wielkie niekończące się miłości, czyli właśnie w takim wieku jak wtedy, poezja nie ma uczyć chłodnego dystansu. 

Potrzeba było wielu innych rzeczy, aby tego lata odczytać "Wypisy" z zachwytem (wahałem się nad słowem zrozumienie, ale to za dużo). Podróż do Chin, słuchanie mądrości starszych ludzi (nim jak Hania popadną w religijną neurozę), czytanie i oglądanie, przyglądanie się ptakom, wreszcie samo lato, które jest latem niezwykłym i pouczającym.

Żeby odkryć, że czas jest punktowy, trzeba go doświadczyć. Dwa dni później (chociaż nie jest łatwo odróżniać między sobą dni) odczytuję u Miłosza: czas nie istnieje jako żywioł rozciągający się linearnie, ale zawsze istnieje tak jak w klatce filmowej, czyli w wycinku przestrzeni.

Lato samych odkryć. To jest ten sam rodzaj zachwytu, który pozwala zachwycać się czystością porcelany, smakiem dżemu figowego albo nagością na obrazach Ottona Muellera. Albo chińskim i japońskim malarstwem: jego skromnością, oszczędnością i prostotą, które opowiedzieć potrafią wszystko. Podobnie jak poezja, którą odkrywa i tłumaczy Miłosz.

Słowa kreślone ponad tysiąc lat temu brzmią jakby ktoś zapisywał je tego lata. Parę słów w sedno rzeczy. Parę rzeczy, żeby dom. Parę osób, żeby miłość i przyjaźń. Parę chwil: szczęście.

 

środa, 29 lipca 2015
Dziennik. Części ciała: oko

 

 

(How the Eye Functions, 1941, Prelinger Archives, źródło: archive.org)

 

Dalej Kawafis. W autobusach i poczekalniach. Kawafis-urzędnik. Duża przyjemność.

Jaki piękny chłopiec, jaka boska to popołudniowa godzina,
która go, aby zasnął spokojnie, ogarnęła ("Na obrazie").

Kawafis wygląda przez ogromne okno, spogląda ku drzwiom kawiarni (s. 216)

I ujrzałem ciało tak piękne,
jakby je utworzył u szczytu mistrzostwa Eros
("W drzwiach kawiarni").

Kontynuując z tomu komentarz Alexandra Nehamasa: ludzkie ciało jest oglądane i opisywane [przez Kawafisa] jak rzeźba. Jest to obiekt naturalny i sztuczny zarazem, i jako taki - tylko jako taki - został włączony do wiersza (tamże).

Zmysłowość spojrzenia jako mechanizm, który ciało widzialne zamienia w ciało-dzieło. Oko pożądliwe, miłosne, letnie (coś, co łączy lektury i obrazy tego lata).

(Dopisane: kiedy odkładam na półkę "Literaturę na świecie" dostrzegam, że z grzbietu okładki spogląda na mnie oko Kawafisa).

(28.07.2015)



środa, 01 lipca 2015
Jarosław Iwaszkiewicz, Struny ziemi, PIW 2015

 

Siedzimy ja i niebieski Jarosław z widokiem na fontannę. Pusto.
Duszno jest pić kawę wczesnym popołudniem. Obok przechadzają się wyelegancone skurczybyki z zegarkami, których pozazdrościłby Sławek Nowak. Czasem jakaś matka z wózkiem.

Z poetami to jest tak, że wierszom nie napiszesz recenzji (a ten blog zresztą, choć mówi o recenzjach, służy zapisywaniu wrażeń). Wiersze możesz poczuć albo ich nie poczuć. Był w życiu autora bloga czas Szymborski, był Herbertowy, a potem Miłoszowy, był czas Stachurowy (Edwardiański?) a teraz jest Jarosławowy, dotychczas najgłębszy, bo najbardziej dorosły. Na przykład Herbert był od myślenia heroicznego, takiego, co się trafia w liceum, że wszystko jest ostateczne i tak albo nie. Stachura służył konsolacji, oswojeniu ze zmiennością uczuć. A Jarosław potrafi ująć niepewność i nietrwałość, jednocześnie ufając w piękno i ukryty erotyzm życia. Z tej niepewności, myśli autor bloga, rodzi się wiara w wieczność.

Siedzimy więc, a niebieski Jarosław to tom przekładów. Reguła poczuć - nie poczuć, odnosi się też do nich. Nie czuję. Elektryczne wiewiórki tańcują w nowych sukienkach (z Pabla Nerudy, s. 242). A Szekspir jest wielki.

 

 
1 , 2 , 3