2017: 69 książek - 2016: 75 książek - 2015: 78 książek - 2014: 89 książek - 2013: 60 książek
Archiwum
Zakładki:
zBLOGowani.pl

Wpisy z tagiem: poezja

niedziela, 25 października 2015
Dziennik. Rozmowy przy grabieniu liści (2)

 

Jeśli się od jesieni odejmie jej światło, pozostaną jedynie gorycz i rozmawianie z umarłymi. Ciągłe silenie się na opisy jesiennych wrażeń: - w kółko piszesz to samo - mówi przed snem A. a ja nie mogę nie przyznać jej racji. Kiedy odkryłem "Autumnal" Ernesta Christophera Dowsona pomyślałem, że pasowałby do wczorajszego obrazu, ale może pasuje także do dzisiaj? Właściwie on brzmi inaczej, ma rym i rytm, melodię, która urzeka od pierwszego wersu. A to tłumaczenie tutaj jest kolejnym sileniem się na coś o czym się nie ma pojęcia (nie znalazłem innego, więc jest na biało).

Jesienny

Blado bursztynowy promień prześwituje
przez czerwieniejące liście października
kołysane wietrzykiem delikatnym tak jak
w lato. Odejście lata, kochanie moje, wydaje się
niewielką stratą w taki dzień jak dziś.

Niech będzie z nami mglista jesień!
Tak słodki jest roku zmierzch, gdzie
ciemność z cieniem napotyka naszą
miłość, zmierzch w sercu, co pozwala
oszukać coraz krótszy czas.

Czy nam nie lepiej teraz, w domu
senną jesienią, nam przyznającym,
że sen jest lepszy niż radość żniw.
Jeden momencik, nadchodzi noc,
jeden momencik, pozwala śnić.

Za perłowym horyzontem leżą
zima i noc: wyczekując ich
gromadzimy krótkie godziny wytchnienia
nim miłość odwróci się od nas i umrze
pod ponurymi drzewami listopada. 

(24.10.2015)

 

środa, 26 sierpnia 2015
Czesław Miłosz, Przekłady poetyckie wszystkie, Znak 2015

 

Wątpię, czy cokolwiek by to zmieniło, gdybym "Wypisy z ksiąg użytecznych" przeczytał dwadzieścia lat temu. Kiedy się ma apetyt na patos i WNM: wielkie niekończące się miłości, czyli właśnie w takim wieku jak wtedy, poezja nie ma uczyć chłodnego dystansu. 

Potrzeba było wielu innych rzeczy, aby tego lata odczytać "Wypisy" z zachwytem (wahałem się nad słowem zrozumienie, ale to za dużo). Podróż do Chin, słuchanie mądrości starszych ludzi (nim jak Hania popadną w religijną neurozę), czytanie i oglądanie, przyglądanie się ptakom, wreszcie samo lato, które jest latem niezwykłym i pouczającym.

Żeby odkryć, że czas jest punktowy, trzeba go doświadczyć. Dwa dni później (chociaż nie jest łatwo odróżniać między sobą dni) odczytuję u Miłosza: czas nie istnieje jako żywioł rozciągający się linearnie, ale zawsze istnieje tak jak w klatce filmowej, czyli w wycinku przestrzeni.

Lato samych odkryć. To jest ten sam rodzaj zachwytu, który pozwala zachwycać się czystością porcelany, smakiem dżemu figowego albo nagością na obrazach Ottona Muellera. Albo chińskim i japońskim malarstwem: jego skromnością, oszczędnością i prostotą, które opowiedzieć potrafią wszystko. Podobnie jak poezja, którą odkrywa i tłumaczy Miłosz.

Słowa kreślone ponad tysiąc lat temu brzmią jakby ktoś zapisywał je tego lata. Parę słów w sedno rzeczy. Parę rzeczy, żeby dom. Parę osób, żeby miłość i przyjaźń. Parę chwil: szczęście.

 

środa, 29 lipca 2015
Dziennik. Części ciała: oko

 

 

(How the Eye Functions, 1941, Prelinger Archives, źródło: archive.org)

 

Dalej Kawafis. W autobusach i poczekalniach. Kawafis-urzędnik. Duża przyjemność.

Jaki piękny chłopiec, jaka boska to popołudniowa godzina,
która go, aby zasnął spokojnie, ogarnęła ("Na obrazie").

Kawafis wygląda przez ogromne okno, spogląda ku drzwiom kawiarni (s. 216)

I ujrzałem ciało tak piękne,
jakby je utworzył u szczytu mistrzostwa Eros
("W drzwiach kawiarni").

Kontynuując z tomu komentarz Alexandra Nehamasa: ludzkie ciało jest oglądane i opisywane [przez Kawafisa] jak rzeźba. Jest to obiekt naturalny i sztuczny zarazem, i jako taki - tylko jako taki - został włączony do wiersza (tamże).

Zmysłowość spojrzenia jako mechanizm, który ciało widzialne zamienia w ciało-dzieło. Oko pożądliwe, miłosne, letnie (coś, co łączy lektury i obrazy tego lata).

(Dopisane: kiedy odkładam na półkę "Literaturę na świecie" dostrzegam, że z grzbietu okładki spogląda na mnie oko Kawafisa).

(28.07.2015)



środa, 01 lipca 2015
Jarosław Iwaszkiewicz, Struny ziemi, PIW 2015

 

Siedzimy ja i niebieski Jarosław z widokiem na fontannę. Pusto.
Duszno jest pić kawę wczesnym popołudniem. Obok przechadzają się wyelegancone skurczybyki z zegarkami, których pozazdrościłby Sławek Nowak. Czasem jakaś matka z wózkiem.

Z poetami to jest tak, że wierszom nie napiszesz recenzji (a ten blog zresztą, choć mówi o recenzjach, służy zapisywaniu wrażeń). Wiersze możesz poczuć albo ich nie poczuć. Był w życiu autora bloga czas Szymborski, był Herbertowy, a potem Miłoszowy, był czas Stachurowy (Edwardiański?) a teraz jest Jarosławowy, dotychczas najgłębszy, bo najbardziej dorosły. Na przykład Herbert był od myślenia heroicznego, takiego, co się trafia w liceum, że wszystko jest ostateczne i tak albo nie. Stachura służył konsolacji, oswojeniu ze zmiennością uczuć. A Jarosław potrafi ująć niepewność i nietrwałość, jednocześnie ufając w piękno i ukryty erotyzm życia. Z tej niepewności, myśli autor bloga, rodzi się wiara w wieczność.

Siedzimy więc, a niebieski Jarosław to tom przekładów. Reguła poczuć - nie poczuć, odnosi się też do nich. Nie czuję. Elektryczne wiewiórki tańcują w nowych sukienkach (z Pabla Nerudy, s. 242). A Szekspir jest wielki.

 

czwartek, 11 czerwca 2015
Josif Brodski, Urania, Zeszyty Literackie 2015

 

(Rafael Santi, Urania, inne nazwy: Pierwszy Poruszyciel, Astronomia, Stanza della Segnatura, 1508-1511, źródło: http://objectiveart01.tripod.com/parnassus.htm)

 

Ostatni wiersz Jarosława jest inwokacją do Uranii. Józef Majewski w piękny sposób wykłada, że wcale nie chodzi o jedną z muz, ale o Wielką Matkę, tę, którą czci się na skale Eryks, to jest w sycylijskim Erice.

Josif Brodski też woła do Uranii: Tylko ona,/ Muza punktu w przestworzach i Muza utraty/ konturów (...) Na pierwszy rzut oka, Urania, siostra, sosna z wiersza Iwaszkiewicza oraz ta, o której pisze Brodski, różnią się od siebie. Piszą o niej przecież odmiennie stary mędrzec, który wątpi, i ciągły wygnaniec. Ale czy patronka nicości u Jarosława, nie jest tą, która panuje nad pustką, która rozsuwa się jak portiera?

Dom Iwaszkiewicza, na którego straży stoi Urania, jest z jednej strony domem określonym, Stawiskiem, z drugiej - domem na zawsze utraconym, Kalnikiem, Tymoszówką. Może też domem ciała, który się rozpada. Mieszkanie me rozbiorą i przeniosą ode mnie jak namiot pasterzy (Iz 38, 12a). Dom okazuje się nie być wcale zaprzeczeniem nicości.

Wie o tym Brodski, który do Uranii zanosi modlitwę za wyobrażenie domu, miasta, w którego spisie telefonów ty już nie figurujesz. Wygnaniec, bezdomny, apatryda. Muza astronomii, kosmiczna muza jest przecież opiekunką otwartej przestrzeni, nieobecności ciała w każdym punkcie. Kontury zacierają się, gdy patrzysz z coraz większej dali, ale również wtedy, gdy umierasz.

Czy obaj nie mówią więc o tej samej, pilnującej niebios, określając ją imieniem muzy?

(Poza tym podtrzymuję to, co napisałem tutaj. Także lekcja o prozodii: w wierszu "Mucha" brzmi ona jak "Gorzkie żale".)

 

poniedziałek, 25 maja 2015
Dziennik z Troi

 

(Josif Brodski w Wenecji, kadr z filmu "Josif Brodskij - Nella prigione della Latitudini", reż. Jan Andrews, Anny Сarraro, 2012, źródło: cinedoc.ru)

 

Benedetto Croce głosił, że najważniejszym aktem oporu ze strony intelektualisty w czasach (...) propagandy jest analiza petrarkowskiego sonetu (J. Ugniewska, Miejsca utracone, s. 31)

Siedemdziesiąt pięć lat temu urodził się Josif Brodski, to znaczy był rówieśnikiem Johna Lennona (zaskoczenie!). Przeczytałem o tym rano i byłbym zapomniał w tej gmatwaninie ludzi na Krakowskim, coraz głośniejszych rozmowach, kiedy szukamy miejsca, skręcamy w kolejne ulice, a potem rezygnujemy i jeszcze raz szukamy, w plątaninie wiadomości o budyniu i bigosie. 

Siedzieliśmy więc na krzesłach wyjętych z kościoła, piliśmy kawę a kieszonki na modlitewniki za naszymi plecami już na zawsze pozostawały puste. Do tej kawiarni zwykle nie zachodzimy, zresztą dziś też nie było jakoś po drodze (por. fragment o parkowaniu, akapit wyżej), ale, tam na dole, w kolejce do toalety, jest biblioteczka. Taka akcja była książka za kawę, półki zapełniają się starymi lekturami szkolnymi, poradnikami i kryminałami. Tym razem wygrzebałem w niej jednak coś innego, tom "Literatury na świecie" z 1988 r. w czerwonej okładce.

Siedemdziesiąt pięć lat temu urodził się Josif Brodski, nie mówcie więc, że to jakiś przypadek, że ten właśnie tom poświęcony był jemu. Mamrocząc z pamięci przekłady Barańczaka, odkrywałem, że istnieją zupełnie inne tłumaczenia, jakiś obcy, nieznajomy język: odczytywałem zdania łudząco podobne do znanych sobie, ale jednak nieznane. Taki rodzaj zdziwienia, gdy archeolog odkrywa pod jedną warstwą Troi kolejną Troję.

Nie będzie więc nic o gmatwaninie, nic o plątaninie, będą same słowa, kolejne warstwy miasta Troja:

 

Dziś gwiazda spadająca - asteroid snadniej -
wzrok pusty ci nastawi na ostrość dokładnie.
Więc patrz i patrz, choć nie masz tam atrakcji żadnej.

Lasy posępne tam, odziane w łataninę.
Tam pociąg z punktu "A" podąża przez równinę
do punktu "B". O którym ani się wspomina.

(...)

Grekom, Waregom nie mam nic do powiedzenia.
Już nie wiem, gdzie mnie przyjmie na spoczynek ziemia.
Poskrzypuj, pióro, skrzyp! Zaczerniaj papier, zmieniaj.

(Piąta rocznica, fragment, tłum. Eugeniusz Biedka)

Gwiazda czy asteroid, spadając przez mrok nieba,
na ostrość wzrok nastroi i zamglić mu się nie da.
Spójrz na ów świat z tej strony. Chociaż spojrzenia niewart.

Tam chmurny las się kłoni jak klocków rząd w dominie.
Tam z punktu „A” przez stepy pociąg co sił w kominie
dąży do punktu „B”. Choć pewnie go ominie.

(...)

I nie mam o czym mówić ni z Grekiem, ni z Waregiem.
Nie wiem, jaka mi ziemia będzie wiecznym noclegiem.
Skrzyp, pióro, skrzyp uparcie, wędrując kartek śniegiem.

(Piąta rocznica, fragment, tłum. Stanisław Barańczak)

(24.05.2015)