2016: 8 filmów, 75 książek - 2015: 39 filmów, 78 książek - 2014: 66 filmów, 89 książek - 2013: 46 filmów, 60 książek
Archiwum
Zakładki:
zBLOGowani.pl

Wpisy z tagiem: Franciszek

wtorek, 22 listopada 2016
Dziennik. Balsam

 

Zaczytuję się tekstem, który pojawił się nagle. Właściwie w niedzielę ogarnął mnie religijny smutek, że rok miłosierdzia przeminął, skończywszy się w Polsce pompą, kolejnym przykładem fasadowej religijności. Rok, w którym rosła nienawiść, w którym szukano kozłów ofiarnych, w którym wyobrażaliśmy sobie Boga jako polskiego bożka. Rok, w którym byłem dalej niż bliżej, w którym myślałem, że trzeba rzucić to wszystko i pomagać tym, którzy są w potrzebie, a potem pomyślałem, że mój fotel jest tak bosko wygodny. Rok, który nic nie zmienił.

A potem przychodzą słowa Franciszka jak balsam. Niewiarygodnie piękne słowa, tak bardzo inne niż te, które wymawia się tutaj, a tutaj wymawia się dużo słów, za dużo słów. To nieprawda, że milczenie jest aktem poddania się, wręcz przeciwnie, jest to chwila siły i miłości (Misericordia et misera, 13) - pisze papież, a ja dochodzę do wniosku, że dawno nikt tak wiele nie zawarł w jednym krótkim zdaniu (21.11.2016).

 

wtorek, 02 sierpnia 2016
O tym, do czego może posłużyć Franciszek i jak można go pominąć

 

(Notatki, które mogą stanowić asumpt do napisania czegoś mądrzejszego)

Franciszek a legitymizowanie władzy

Papieską wizytę na różne sposoby chciano wykorzystać do umocnienia własnej pozycji politycznej. Nie jest to zjawisko nowe, a watykańskiej dyplomacji zdarzały się w tym względzie duże potknięcia. Jan Paweł II i Augusto Pinochet na balkonie pałacu La Moneda są tutaj najlepszym przykładem. Franciszek jest ostrożny. Nawet jeśli mówi o władzy (o tym poniżej), to w sposób zawoalowany.

Niemniej pojawiło się kilka metod wykorzystania wizyty przez polityków:

1. Uczestnictwo - przedstawiciele władzy za wszelką cenę pokazywali się w towarzystwie papieża. Pierwsze rzędy w czasie mszy, oczekiwanie pod papieskim oknem (premier), udział w zabawach młodzieży (prezydent). Ciekawe, że papież ignorował tę obecność w sytuacji, gdy nie miała charakteru oficjalnego. Na mszy na szczycie tłum polityków rozczarował się cichą krytyką zawartą w kazaniu. Najbardziej jaskrawym przykładem, świetnie opisanym przez Agnieszkę Magdziak-Miszewską, stało się ściągnięcie na teren obozu Birkenau tysiąca pięciuset osób, w tym licznych polityków z rodzinami (w ramach przygotowań liczba vipów gwałtownie rosła aż tamę jej postawił BOR): dojmujące niezrozumienie tego, czym była ta wizyta.

2. Spotkanie - niewątpliwie majstersztykiem działań politycznych była audiencja dla ministra Macierewicza. Przypuszczam, że dużą rolę odegrał tu kardynał Dziwisz, który dopuścił do takiego naruszenia miru domowego głowy Kościoła. Minister M. wyprzedził więc o kilka prędkości innych graczy politycznych. Ślad wizyty nie zachował się w oficjalnych komunikatach Watykanu, za to rzecznik ministra całą sprawę rozdmuchał i wcale się nie zdziwię, gdy 10 sierpnia dowiem się, że to papież zaprosił ministra zaniepokojony zamachem.

3. Zasłanianie - duże wydarzenia dobrze służą za zasłonę dymną dla wstydliwych działań. Wykorzystał to prezydent, który zanim pojawił się jako niezauważony uczestnik Światowych Dni Młodzieży, zdołał podpisać ustawę o trybunale konstytucyjnym (co zresztą przewidział R. parę dni wcześniej).

4. Zameldowanie się - maluczkim pozostaje jedynie forma najśmieszniejsza. Oto rzecznik rządu robi zdjęcie z ołtarzem w tle, oznajmiając, że się udało. Tak jakby to rząd albo może nawet on sam zadecydował o wiwatach na cześć Franciszka. Nieważne, żeby słuchać papieża, ważne, żeby pokazać się chociaż w okolicy.

 

Strategie dezawuowania Franciszka

Zarówno politycy, jak i "katoliccy" publicyści starali się wizytę papieską relacjonować po swojemu. Premier udała się do pewnego radia i wyjaśniła w wywiadzie, o co tak naprawdę chodziło Franciszkowi. Paru innych zabłysło bon-motem albo wnikliwą analizą kim jest papież i co właściwie mówi. Rysuje się przy tym kilka sposobów mówienia o wizycie Franciszka, tak żeby umniejszyć znaczenie jego słów lub osoby.

1. Kim jest lub kim nie jest?

A. Nie jest nieomylny - argument powracający jak bumerang w katolickiej prasie. Można go nie słuchać, bo się myli. Problem w tym, że z nieomylnością na pewno mieliśmy do czynienia w 1950 r., gdy Pius XII ogłosił dogmat o Wniebowzięciu Maryi. Wszystko inne, co mówił Jan Paweł II (uznanie świętym po śmierci nie oznacza nieomylności za życia) czy Benedykt XVI ma status taki sam jak słowa Franciszka.

B. Nie jest filozofem lub teologiem - ulubiona krytyka ze strony ludzi Kościoła, dodatkowo pozwalająca na dokonanie przeciwstawienia Wojtyła - Bergoglio. Jest zatem ignorantem w stosunku do pierwszego lepszego profesora z KULu (w tym miejscu należy zapomnieć, kto, zgodnie z doktryną katolicką, kieruje konklawe).

C. Jest Latynosem - wiecie kim są Latynosi? Są oderwani od realiów, dalecy od europejskich problemów, skażeni komunizmem i Che Guevarą (wersja miękka), tudzież są leniwi, gadają bez sensu i jedzą za dużo, klepiąc się po swoich brzuszyskach (wersja twarda à la Jan Rokita). Czy możesz uwierzyć więc jakiemuś Latynosowi?

2. Co mówi?

A. Banalne - istnieją dwie wersje tej strategii. W wersji prawicowej Franciszek prawi komunały rodem z gazety (w końcu nie jest teologiem, więc niewiele ma do powiedzenia). W wersji lewicowej (rzadszej, bo lewica jakoś tego papieża toleruje, vide: casus Sierakowski) mówi banały jak każdy klecha, bo co może innego mówić.

B. Nieprzystające do sytuacji - premier w radiu zdołała opisać wypowiedzi Franciszka na temat uchodźców mniej więcej w ten sposób. Papież się źle orientuje, poza tym nie rozumie balastu historii, bo u nich - w Ameryce Łacińskiej - wszystko było inaczej. Nawet jeśli jest to krytyka rządu to na pewno wynika z niedoinformowania, bo zwykle Polskę chwali.

C. Populistyczne - czyli mówi to, co ludzie chcą usłyszeć, zamiast twardo bronić tego, czego każdy papież powinien bronić. Istnieje w Polsce niepisana reguła, że papież powinien zająć się antykoncepcją, aborcją oraz in vitro, a nie marnować cenny czas na bzdury o uchodźcach, małości i marzeniach. (Gdy populistyczne władze krytykują populizm papieża, to naprawdę jest zabawne).

D. Niejasne - papież wymaga czytania między słowami. Mówi o władzy, ale nie precyzuje jakiej, wspomina o małości, ale nie dopowiada czyjej. Słuchacz wpada w konfuzję: popiera dobrą zmianę, czy nie popiera? Franciszek nie jest papieżem do zaszufladkowania, a my tak bardzo lubujemy się w prostych ocenach i czarno-białej sytuacji.

 

Franciszek, dzień piąty

 

Papieska katecheza o Zacheuszu przynosi ulgę. Zacheusz był przecież TW, może nawet więcej, był jawnym zdrajcą: był więc zamożnym współpracownikiem znienawidzonych okupantów rzymskich; był wyzyskiwaczem swojego narodu, kimś, kto z powodu swej złej reputacji nie mógł nawet zbliżyć się do Mistrza.

I teraz pojawia się w tej ewangelicznej opowieści szemrzący tłum, który najpierw go blokował, a później krytykował: Jezus nie powinien wchodzić do jego domu, do domu grzesznika! Tłum wierzących, którzy wiedzą lepiej, którym potępianie przychodzi dużo łatwiej niż miłość. Mogą wam stawiać przeszkody, starając się, byście uwierzyli, że Bóg jest daleki, surowy i niezbyt czuły, dobry dla dobrych a zły wobec złych. Mogą was osądzać, że jesteście marzycielami, bo wierzycie w nową ludzkość, która nie godzi się na nienawiść między narodami, nie postrzega granic krajów jako przeszkody i zachowuje swoje tradycje bez egoizmu i resentymentów.

Dobrze, dobrze, to wszystko brzmi jak utopia, odezwą się realiści, ci od wyliczania grzechów. Ale, jeśli religia nie ma za zadanie unosić wysoko, to czym ma być? Martwym rytuałem? Ludową tradycją? To, co mówi Franciszek wpisuje się w starodawny dialog między duchowością a przepisem i regułą. Może stąd zdziwienie, że odkrywa dla nas Boga innego niż w rachunkach sumienia, niż w wypowiedziach części polskich biskupów i publicystów.

(Dziś opublikowany dialog z biskupami z pierwszego dnia dobrze unaocznia tę różnicę między nimi a Franciszkiem. To nie tylko dialog dwóch sposobów rozumienia religii, ale nawet dwóch sposobów używania języka:

Abp Marek Jędraszewski: wierni Kościoła katolickiego i w ogóle wszyscy chrześcijanie w Europie Zachodniej są coraz bardziej w mniejszości w obrębie liberalno-ateistycznej kultury współczesnej. W Polsce mamy do czynienia z głęboką konfrontacją, ogromną walką między wiarą w Boga, z jednej strony, a myślą i stylem życia tak, jakby Bóg nie istniał, z drugiej (...) Ojcze Święty, jakiego rodzaju działania duszpasterskie powinien podejmować Kościół katolicki w naszym kraju, aby naród polski pozostał wierny swojej ponad tysiącletniej tradycji chrześcijańskiej?

Franciszek: (...) Być blisko i tworzyć bliskość. Tak bym odpowiedział na to pytanie. Nie ma recept, ale musimy zejść na boisko. Jeśli czekamy, aż zabrzmi dzwonek, czy zapukają… Nie. Musimy wyjść i poszukiwać, jak pasterz, który idzie w poszukiwaniu zagubionych. Nie wiem, tak to rozumiem. Po prostu.)

 

niedziela, 31 lipca 2016
Franciszek, dzień czwarty

 

Nasz papież okazuje się być balastem dla polskiego Kościoła, który wpłynął na mieliznę. Nasz papież zamyka jego historię. Rozmawiam z N., która żąda, żeby okno na Franciszkańskiej też było jak kiedyś, czyli żeby klaskać i wiwatować, a nie mówić o sprawach poważnych. Nasz papież to jedna ze strategii dezawuujących Franciszka (o tym jeszcze napiszę).

Nasz papież. Czytam "Tygodnik Powszechny": Na spotkanie z papieżem w Białych Morzach przygotowano aż 7 tys. miejsc. Ponad połowa pozostała wolna. Franciszek mówi do księży: Jezus nie lubi dróg przemierzanych połowicznie, przymkniętych drzwi, podwójnego życia. Jakby wiedział, że zamykanie drzwi i dwulicowość to główne grzechy Kościoła nad Wisłą.

A teraz scena z "Wielkiego Piękna": Jep rozkoszuje się życiem na kanapie. Mówi Franciszek: Sądzimy, że abyśmy byli szczęśliwi, potrzebujemy dobrej kanapy. Kanapy, która pomoże nam żyć wygodnie, spokojnie, całkiem bezpiecznie. Kanapa – jak te, które są teraz, nowoczesne, łącznie z masażami usypiającymi – które gwarantują godziny spokoju, żeby nas przenieść w świat gier wideo i spędzania wielu godzin przed komputerem. Kanapa na wszelkie typy bólu i strachu. Kanapa sprawiająca, że zostajemy zamknięci w domu, nie trudząc się ani też nie martwiąc. A przecież: nie przyszliśmy na świat, aby „wegetować”, aby wygodnie spędzić życie, żeby uczynić z życia kanapę, która nas uśpi; przeciwnie, przyszliśmy z innego powodu, aby zostawić ślad. To bardzo smutne, kiedy przechodzimy przez życie nie pozostawiając śladu. 

Z całej pielgrzymki, ta kanapa przemawia do mnie najbardziej, aż ma się ochotę, żeby wreszcie wstać.

 

sobota, 30 lipca 2016
Franciszek, dzień trzeci

 

Pyta Franciszek: Gdzie jest Bóg, jeśli na świecie istnieje zło, jeśli są ludzie głodni, spragnieni, bezdomni, wygnańcy, uchodźcy? Gdzie jest Bóg, gdy niewinni ludzie umierają z powodu przemocy, terroryzmu, wojen? Gdzie jest Bóg, kiedy bezlitosne choroby zrywają więzy życia i miłości? Albo, gdy dzieci są wyzyskiwane, poniżane i kiedy także one cierpią z powodu poważnych patologii? Gdzie jest Bóg w obliczu niepokoju wątpiących i dusz strapionych? Istnieją takie pytania, na które nie ma żadnych ludzkich odpowiedzi. Możemy tylko spojrzeć na Jezusa i Jego pytać. A odpowiedź Jezusa jest następująca: „Bóg jest w nich”.

Pyta, bo doskonale wie, że po Auschwitz nie możemy być pewni. Podobnie jak pewności pozbawia nas oddział dziecięcej onkologii. Nie da się nie zadawać pytań, chyba że religię traktujemy jedynie jako pewien bezmyślny sposób znieczulenia: cierpienie uszlachetnia (echa tego frazesu znajdujemy w szpitalnym przemówieniu premier, w którym wskazuje, że szpital jest miejscem, gdzie rodzą się wiara, nadzieja i miłość).

Wobec cierpienia najwymowniejsza jest cisza. Bo Bóg też milczy.

Okrucieństwo nie skończyło się w Auschwitz, w Birkenau: również dziś, dziś torturuje się ludzi (...) Mówimy: tak, widzieliśmy okrucieństwo siedemdziesiąt lat temu, jak umierali rozstrzelani, powieszeni albo zagazowani. Ale dziś w wielu miejscach świata, tam gdzie jest wojna, dzieje się to samo. Rzadko to do nas dociera. Chcemy, żeby początkiem i końcem ludobójstwa był nazizm - to z Domosławskiego. Człowiek zamyka oczy.

O tym, czym jest modlitwa. Droga Krzyżowa nie jest sadomasochistycznym zwyczajem. Nie może być wspomnieniem, rytuałem. A jest nim, jeśli nie otwiera nas na bliźniego, innego. 

 

piątek, 29 lipca 2016
Franciszek, dzień drugi

 

Z tego szczytu, który służy ostatnio do rzucania oskarżeń lub wygłaszania publicznych pochlebstw, mówi Franciszek: Pragnienie władzy, wielkości i sławy jest rzeczą tragicznie ludzką i jest wielką pokusą, która stara się wkraść wszędzie; dawać siebie innym, eliminując dystanse, pozostając w małości i konkretnie wypełniając codzienność – to subtelnie Boskie.

Zgromadzili się na szczycie licząc na peany o wielkości (tam pięknie brzmi o wielkości i o wybraniu, o narodzie najniezwyklejszym ze wszystkich) a on im prawił o małości: o Bogu, który czyni się małym.

Nie mogli pojąć. Zasiał zgorszenie, kiedy się zetknęli z nim a on chciał rozbić ich wygodne wyobrażenia. Zalew nieskładnych wypowiedzi w obronie polskiej wersji chrześcijaństwa: publicysta, któremu się na tym blogu należy damnatio memoriae, przegrany polityk, który uważa, że Franciszek je za dużo i przyjaźni się z żebrakami (mijają wieki, ten sam zarzut faryzeuszy, por. Mt 11, 19). Nagłe spotkanie z chrześcijaninem obnaża zafałszowanie tego, co nazywamy u nas chrześcijaństwem.

Naucz nas jak Marię z Betanii słuchania tych, których nie rozumiemy, tych, którzy pochodzą z innych kultur, innych narodów, a także tych, których się boimy, sądząc, że mogą nam wyrządzić zło. Słuchanie, czyli uznanie - jak to z trudem nam przychodzi - własnej omylności, braku monopolu na prawdę, braku wyjątkowości.

Ten sam Kościół, te same miejsca, ten sam szczyt Jasnej Góry, a z Franciszkiem zupełnie inny.

 

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 8