2017: 69 książek - 2016: 75 książek - 2015: 78 książek - 2014: 89 książek - 2013: 60 książek
Archiwum
Zakładki:
zBLOGowani.pl

Wpisy z tagiem: czesław miłosz

środa, 26 sierpnia 2015
Czesław Miłosz, Przekłady poetyckie wszystkie, Znak 2015

 

Wątpię, czy cokolwiek by to zmieniło, gdybym "Wypisy z ksiąg użytecznych" przeczytał dwadzieścia lat temu. Kiedy się ma apetyt na patos i WNM: wielkie niekończące się miłości, czyli właśnie w takim wieku jak wtedy, poezja nie ma uczyć chłodnego dystansu. 

Potrzeba było wielu innych rzeczy, aby tego lata odczytać "Wypisy" z zachwytem (wahałem się nad słowem zrozumienie, ale to za dużo). Podróż do Chin, słuchanie mądrości starszych ludzi (nim jak Hania popadną w religijną neurozę), czytanie i oglądanie, przyglądanie się ptakom, wreszcie samo lato, które jest latem niezwykłym i pouczającym.

Żeby odkryć, że czas jest punktowy, trzeba go doświadczyć. Dwa dni później (chociaż nie jest łatwo odróżniać między sobą dni) odczytuję u Miłosza: czas nie istnieje jako żywioł rozciągający się linearnie, ale zawsze istnieje tak jak w klatce filmowej, czyli w wycinku przestrzeni.

Lato samych odkryć. To jest ten sam rodzaj zachwytu, który pozwala zachwycać się czystością porcelany, smakiem dżemu figowego albo nagością na obrazach Ottona Muellera. Albo chińskim i japońskim malarstwem: jego skromnością, oszczędnością i prostotą, które opowiedzieć potrafią wszystko. Podobnie jak poezja, którą odkrywa i tłumaczy Miłosz.

Słowa kreślone ponad tysiąc lat temu brzmią jakby ktoś zapisywał je tego lata. Parę słów w sedno rzeczy. Parę rzeczy, żeby dom. Parę osób, żeby miłość i przyjaźń. Parę chwil: szczęście.

 

niedziela, 23 sierpnia 2015
Dziennik. Wypisy

 

Sekretem wszelkiej sztuki, również poezji, jest więc dystans. Dystans też sprawia, że przeszłość w naszej pamięci ulega oczyszczeniu i upiększeniu. Wtedy, kiedy działo się to, co sobie przypominamy, rzeczywistość była znacznie mniej piękna, bo miotały nami, jak zwykle, niepokoje, chęci, obawy i nadawały swoją barwę wszystkiemu - ludziom, instytucjom, krajobrazom.

(...)

Epifania przerywa więc codzienny upływ czasu i wkracza jako jedna chwila uprzywilejowana, w której następuje intuicyjny uchwyt głębszej, bardziej esencjonalnej rzeczywistości zawartej w rzeczach czy osobach.

(Cz. Miłosz, Wypisy z ksiąg użytecznych (w:) Przekłady poetyckie wszystkie, Znak 2015)

(23.08.2015)

 

wtorek, 29 listopada 2011
Dobre i piękne książki. Portret podwójny

Na okładce "Portretu podwójnego", pięknie zredagowanego tomu korespondencji Miłosza i Iwaszkiewicza, "Upadek Ikara" Breughla. Czyta się z ogromną przyjemnością, zwłaszcza jak ma się już za sobą dwa tomy Jarosławowego dziennika i monument Franaszka.

Zastanawiam się, który z nich jest Ikarem. Przed Noblem wszystko było jasne. Ikar to był Miłosz. Jego emigracja, czyli ucieczka, wydawała się kończyć tym, co dla pisarza najgorsze: wymazaniem z pamięci, osamotnieniem, klęską. Jarosław natomiast był księciem udzielnym na polskiej literaturze. Opisy królewskich obiadów ze Stawiska w "Dzienniku" mówią same za siebie. Dzisiaj nawet nie ma co zadawać pytania, bo jasne jest to, że nie doleciał Iwaszkiewicz. Zbyt blisko pofrunął ludowej władzy, za wysoko się wzniósł. To dla Miłosza laury, ulice i szkoły. Gdzieś na uboczu istnieje Iwaszkiewicz, ale głównie w prozie.

"Portret" pokazuje jak ta relacja obu potencjalnych Ikarów się rozwija. Od erotycznej fascynacji poprzez wzajemne upokorzenia aż po wzruszające uspokojenie dwóch starych poetów (podświadomie "starych poetów" zlało mi się wzrokowo w - znowu - mitologicznych "satyrów").

(Ta jesień obfituje w książki z kategorii "niezbędne". Ciekawe, czy to kwestia wieku, że najbardziej czekam na wspomnienia i dzienniki?)

piątek, 15 lipca 2011
Lektura na odejście

Przecież wiedziałem, że tak się skończy, jak każda biografia, zamykaniem rozdziału. Przecież widziałem lakonicznego esemesa od A.: "Miłosz nie żyje" (może któraś z martwych nokii gdzieś jeszcze go zapamiętuje) i jak trumnę wynoszą z kościoła Mariackiego. Staliśmy tam z A. na Rynku, piękne kazanie powiedział arcybiskup Józef, po całym tygodniu najgorszego polskiego zeszmacenia.

Następnego dnia zaręczyłem się z A.

Przecież wiedziałem, że tak się skończy, ale ja, głupi pięknoduch, wzruszyłem się czytając ostatnie strony w sto siedemdziesiąt pięć.

(Wstyd wyznać, ale z samą książką też się zżyłem, bo to ona ze mną najbliżej, na wyciągnięcie torby, w ten czas przeprowadzki.)

czwartek, 14 lipca 2011
Biografia na czas przeprowadzki

Wpis recenzujący "Miłosza" Andrzeja Franaszka (książki, której do końca wciąż nie przeczytałem z powodu: a. czytania z większym zrozumieniem, co zajmuje mi więcej czasu; b. rozmiarów i konieczności sprawdzania przypisów, co w autobusach staje się akrobacją; c. zaśnięcia wczoraj wieczorem) chciałem samochwalczo nazwać "Podobieństwa między autorem bloga a Czesławem Miłoszem". Znajduję je całkiem liczne. Zaczynając od stosunku do religii, łączącego liturgiczną ortodoksję ze stanowczym sprzeciwem wobec zawłaszczania religii przez naród, poprzez wierność w przyjaźni, złośliwość i melancholię, aż do bycia strasznie łasym na komplementy i uznanie. To poszukiwanie partnerów do intelektualnego ping-ponga też takie bliskie. (Wstęp powyższy pokazuje jeszcze dobitniej próżność autora bloga.)

Uwielbiam ten moment, gdy jakieś, wiele razy czytane, wersy nagle otwierają się przede mną i stają się oswojone. Tak było z niezrozumiałym Edwardem S., za którym kiedyś powtórzyłem strofę o trzęsieniu ziemi w Peru i poczułem, że to ja w jego słowach się wypowiadam.

Teraz, z czego bardzo się cieszę, oswoiłem Miłosza. Bo splótł się on z moją migracją, może nie migracją w wielkiej skali, ale taką o trzy przystanki (ale w kategoriach ludzkich te trzy przystanki to bardzo daleko). To oswojenie jest też przyswojeniem Miłoszowej melodii, rytmiki, która teraz w moim mózgu.

Książka Franaszka jest książką o dwudziestym wieku, o niejednoznaczności wyborów, których trzeba było w nim dokonywać. Miłosz stoi pośrodku w całym tym dwudziestowiecznym huraganie od rewolucji październikowej przez płonącą Wa. i San Francisco, gdzie kwiaty we włosach, po upadek wież w Nowym Jorku.

Jeśli polskość oceniać po zaściankowości, po ciasnocie myślenia, ma rację posłanka Sobecka Anna: nie nadaje się Miłosz na patrona szkół w miastach, gdzie rządzą miłośnicy czwartej republiki, upatrujący mesjasza w skarlałych politykierach. Nie zrozumie Miłosza schorowana wyobraźnia.


(Jeśli książka Franaszka będzie brana pod uwagę przy dorocznej nagrodzie Najki, to sądzę, że jej zwycięstwo powinno być bezdyskusyjne).

wtorek, 10 maja 2011
Tomy

Na setne urodziny życzę sobie wydania wpisów na blogu wszystkich, zebranych, tak jak ma Miłosz wiersze, w pięknym tomie "Znaku". Mały Miłosz z półki przy nim, nie porównasz. Obok biografia (czemu inny format?) taka, że nieautobusowa a czytać się chce. Pachną.

Kurier wiele ryzykował: mógł się przedźwignąć.

 
1 , 2