2016: 8 filmów, 75 książek - 2015: 39 filmów, 78 książek - 2014: 66 filmów, 89 książek - 2013: 46 filmów, 60 książek
Archiwum
Zakładki:
zBLOGowani.pl

Wpisy z tagiem: LGBT

środa, 24 maja 2017
Remigiusz Ryziński, Foucault w Warszawie, Dowody na Istnienie 2017

 

(Michel Foucault w Uppsali, przed 1959, źródło: http://www.openculture.com/2014/04/the-lonely-photo-of-michel-foucault-with-a-full-head-of-hair.html)

 

Pierwszą rzeczą, jaką robię po dobraniu się do tej książki, jest poszukiwanie indeksu nazwisk. Nie, nie ma. Nerwowe kartkowanie: czy jest? Jest, nie mogłoby w niej nie być Jarosława. Więcej, pojawia się nawet - jako trop - Edward S.

Michela Foucaulta, ówczesnego dyrektora Ośrodka Kultury Francuskiej w Warszawie, spotyka ta sama niemiła przygoda, która dwadzieścia lat wcześniej dotknęła Iwaszkiewicza (jak się zdaje - nikt nie ujawnił wprost przyczyn wyjazdu dyplomaty z Brukseli): zostaje wydalony z placówki z paragrafów dotyczących obrazy moralności.

Ryziński podejmuje śledztwo. (Sam odczuwam dreszcze na myśl, co się kryje w zakurzonych teczkach, które autor przegląda w archiwach instytutu pamięci. Znowu łapię się na tym, że nie interesuje mnie tak bardzo Foucault a dużo bardziej Jarosław). Opierając się na opowieści na wpół legendarnej, krok po kroku odtwarza pobyt Francuza w Warszawie, a pewnym momencie zaczyna odtwarzać samą homoseksualną Warszawę: miasto Hertza, Zawieyskiego, Mycielskiego i Iwaszkiewicza, i czyni to w sposób perfekcyjny.

Śmiałe są jego tezy dotyczące wpływu Warszawy na twórczość Foucault, który w niej ukończył "Historię szaleństwa". Ryziński podsuwa bardzo przyjemną myśl, że idea panoptykonu ma związek z Pałacem Kultury i Nauki górującym nad szarym wschodnioeuropejskim miastem.

  

niedziela, 04 października 2015
Dziennik. Radość życia i inne radości

 

(Henri Matisse, Bonheur de Vivre (Radość życia), 1905-1906, Fundacja Barnes, Filadelfia, źródło: henrimatisse.org)

 

1.

Dziewczynka usilnie szuka w przedsionku kolczyka, który zgubił się w trakcie ewangelii a może nawet Chwały. Wjeżdża wózek wypełniony kasztanami (ach, to dlatego w okolicy tak ciężko znaleźć coś pod drzewem). Tymczasem autor bloga słucha listu biskupów. Od wyjścia powstrzymuje go ciekawość, gdzie jest kolczyk i ile kasztanów mieści się w wózku dziecięcym.

2.

Tej niedzieli biskupów przyćmiewa jeden ksiądz, co to budował swoją karierę w Watykanie, a teraz, gdy przygotowuje do wydania własną książkę, publikuje manifest i okazuje się, że przez lata swojej kariery prowadził podwójne życie. Nie ma dla mnie różnicy pomiędzy narzeczonym Eduardo a gosposią with benefits - dajmy na to - Wiolą. Za tymi związkami kryje się ta sama hipokryzja, budzą więc podobny niesmak (tyle komentarza autora bloga).

3.

Spacerujemy po Świętokrzyskiej. Jak łatwo się domyśleć procedura jedzenia obiadu w restauracji przypomina nieco procedurę oglądania filmu opisaną tutaj. W pizzerii jest właśnie kolejka A., wobec czego przechadzamy się wzdłuż witryny sklepu z ładnym sprzętem kuchennym. Dziecko przyciąga nieznajomych (o czym było tutaj), tym razem pojawia się starszy pan, trzymający ręce za plecami.

- Też tak nosiłem - mówi, od razu go lubię, bo się wzrusza - ale dziś nawet wnuczka ma dwadzieścia siedem lat. Rozchodzimy się w przeciwne strony, po czym znów trafiamy na siebie przy którejś z donic i on zaczyna opowiadać: o synu i córce, i o lodach w Horteksie po złoty dwadzieścia, i o karetce z Niekłańskiej, a potem patrzy na nas i mówi:

- W tym jest cała radość... - próbuje dobrać słowo na to, co robią ojcowie, ale nie znajduje, może zresztą żadne inne słowo nie pasuje - ...macierzyństwa. (Piękne jest w tym zdaniu wyjście poza gender).

(04.10.2015)

 

niedziela, 12 kwietnia 2015
W kręgu

 

(Röbi Rapp i Ernst Ostertag, bohaterowie filmu "W kręgu", źródło: tagesanzeiger.ch)

 

"W kręgu" (w oryginale "Krąg", od nazwy czasopisma) łączy kino dokumentalne i fabularne. Można słuchać wspomnień sympatycznej (i monogamicznej, co dla autora bloga bywa ważne) pary staruszków: Röbiego i Ernsta, a jednocześnie oglądać ich odtworzoną historię z czasów, gdy byli tacy jak na zdjęciu.  

Ten film można byłoby spokojnie obejrzeć w telewizji - powiedziała A. Cóż, skoro nie mamy telewizora, pozostało nam tylko kino. Widać więcej osób czekało aż go wyemitują w telewizji, bo na dużej sali byliśmy sami.

Tak więc siedzimy we dwójkę, heteroseksualna para, na filmie o środowisku gejowskim w Szwajcarii w latach pięćdziesiątych. (Dygresja: filmy LGBT jeszcze parę lat temu były w kinach czymś rzadkim, a potem nastąpił ich wysyp. Mam wrażenie, że czasem nawet chodziło o samą etykietę, że jest to kino LGBT, żeby trafiało na ekrany, bez względu na jego wartość artystyczną. Po pewnym czasie nam się znudziło: marne kino homoseksualne nie różni się wiele od marnego kina heteroseksualnego. Niemniej czytałem ostatnio, że są miejsca w tym kraju, gdzie sceny miłosne z udziałem dwóch mężczyzn rozpalają niezdrowe emocje. Z przykrością dodaję, że znów chodzi o Lu., skąd festiwal filmów LGBT próbuje się przegnać modlitwą różańcową, patriotycznymi frazesami i demonstracjami łysych młodzieńców, którym nawet seks kojarzy się z BHO: Bogiem, honorem, ojczyzną).

Chciałem obejrzeć "W kręgu" z uwagi na Jarosława Iwaszkiewicza, to znaczy, żeby lepiej zrozumieć co oznaczało bycie homoseksualistą w latach pięćdziesiątych. Wiem, że Zürich to nie Wa., ale właśnie w tamtych czasach Jarosław przeżywał swoją wielką miłość. Mojej wyobraźni potrzebna była odpowiednia sceneria. To teraz ją już mam.

Słowa klucze: strój marynarza, picie kawy, Camus

(3,0/3,5)

 

środa, 26 listopada 2014
O kuszeniu. Juliusz, Jep i Jarosław

 

W listach Iwaszkiewicza oraz Reny i Kota Jeleńskich1 pojawia się dość przykra opowiastka o podstarzałym Jarosławie usiłującym w rzymskim mieszkaniu Reny dobrać się do jakiegoś młodzieńca, który koniec końców okazał się młodzieńcem z koneksjami, więc uniknięcie skandalu wymagało sporo wysiłku ze strony Jeleńskiej.

Dlaczego o tym piszę? Jestem świeżo po lekturze reportażu Marcina Kąckiego "Kuszenie w cieniu katedry" z ostatniego "Dużego formatu" (zrobiłem nawet dla niego wyjątek, bo nie czytam bieżącej prasy, ograniczając się do książek). Jego bohater, Juliusz, kojarzy mi się z tamtym Jarosławem.

Oczywiście jedną rzeczą jest sianie zgorszenia. Arcybiskup wykorzystujący seminarzystów - samo w sobie budzi to obrzydzenie, zwłaszcza, że pojawia się w tym kontekście relacja władzy, a zaraz za nią: kumoterstwo i nepotyzm. Do dziś pamiętam, że gdy pojawiła się sprawa Paetza, równie nagle pojawił się neologizm paetzować, żartobliwie opisujący molestowanie o charakterze homoseksualnym. Polski Kościół nie potrafił sobie w żaden sposób poradzić z problemem Paetza (podobnie jak z wieloma większymi i mniejszymi od tegoż problemami).

Ale jednocześnie to, co pisze Kącki o arcybiskupie, budzi we mnie wobec niego współczucie. Podobnie jak Jarosław, nie do końca jest świadomy zła, które uczynił. Pozostaje oddany estetycznym żądzom, pedantycznie dba o siebie, wciąż poszukując wokół kochanków i dbając o dobre o sobie mniemanie. Liberie, eleganckie perfumy, całe dworskie teatrum tworzone przez arbiter elegantiarum z Ostrowa Tumskiego.

W moich skojarzeniach w sposób zupełnie oczywisty pojawia się teraz trzecia postać. Jep Gambardella, koneser wielkiego piękna. Esteta a nie etyk, znawca dobrych win i wybornych przyjęć2.

Naprawdę uderza w portrecie arcybiskupa Paetza jego zupełnie oddanie się doczesności. Nie ma w jego sylwetce nic religijnego, nic, co miałoby jakikolwiek związek z chrześcijaństwem. Wprost przeciwnie, Paetz jawi się jako symbol oddania się ziemskim pożądaniom i pokusom, korzystania z ogrodu ziemskich rozkoszy. Wieczny bachant, półludzki Pan. Uwodzi w nim ten pogański rys. Tysiąckroć bliższy Grekom niźli Chrystusowi.

 

______

1 O tej książce pisałem tutaj.
2 Jep Gambardella jest bohaterem "Wielkiego piękna", o którym pisałem tutaj.

wtorek, 09 września 2014
Wakacje z Jarosławem (odc. 6)

Wiem, że już po wakacjach, a w odcinku piątym1 zastrzegałem, że tak wygląda koniec. Badanie sprawy Jarosława kusi jednak bardzo autora bloga. Nie mam innego wyjścia jak pisać dalej:

Dziwnie się czyta te listy, bo nie znasz odpowiedzi adresata. Pisze ktoś niesamowicie narcystyczny, artystyczny i homoseksualny (w tym wypadku jestem przekonany, że orientacja seksualna oznacza odrębną kategorię stylu pisania). Józio-artysta, Józio-kochanek, towarzysz Jarosława w Toskanii i na Wyspie. To na niego Jarosław czekał w Syrakuzach.

Syrakuza cudowna, najpiękniejsi ludzie, jakich w życiu widziałem. Jest to zupełnie nie do uwierzenia (...) Katania bardzo brzydka (s. 56).

Nie da się nie zauważyć, że również utrzymanek, może głównie utrzymanek, wyciskający dość bezczelnie pieniądze z Jarosława. Ich relacja to relacja hołubienia (Jarosław jest hołubiącym) i schlebiania (Józio jest schlebiającym). A może było na odwrót? W każdym razie jest Józio Rajnfeld prekursorem. Dzisiaj byłby takim, zakochanym w sobie, Witkowskim Michałem, dbającym o świeżość fryzury i świeżość kochanków. Ach, pojadę niedługo szukać pięknych chłopców-modeli (s. 111). Może nawet Józio Rajnfeld był prahipsterem?

(Portret młodego artysty. Listy Józefa Rajnfelda do Jarosława Iwaszkiewicza, Tenten 1997)

 

______

1 O lekturach dotyczących Jarosława Iwaszkiewicza ostatnio pisałem tutaj.

(źródło: http://buwcd.buw.uw.edu.pl/e_zbiory/ckcp/skamander/1936/zeszyt71-73/images/00000189.gif)

wtorek, 03 grudnia 2013
Kozmo.blox.pl Pictures presents "Wielki Liberace"

 

Przynajmniej A. się nie zawiodła... (bo nie miała szczególnych oczekiwań). Ja poczułem, że mam dosyć, gdy film przerodził się w holywoodzki melodramat łącznie z prawniczymi potyczkami, przebaczeniem na łożu śmierci i łzawym (ale - jak na historię Liberace przystało - kiczowatym) finałem.

Ilekroć oglądam filmy takie jak "W imię..." czy "Życie Adeli" mam poczucie, że dramat człowieka w żaden sposób nie zależy od jego orientacji seksualnej, jest przede wszystkim dramatem jako takim. Natomiast filmy o ikonach ruchu gejowskiego, jak ten dzisiejszy, czy też obraz o Harveyu Milku, wzbudzają niechęć: za pięknymi frazesami o odkrywaniu lub ukrywaniu własnej orientacji, kryje się nieposkromiona chuć.

Świat przedstawiony w "Wielkim Liberace" to świat zmanierowanych (uwaga, cytuję film) starych ciot (w tym miejscu pomyślałem, że tłumacze Monty Pythona znaleźli ładniejsze określenie: "parówa"), którzy potrzebują dopływu młodych, męskich ciał (znów cytat: Pupciu! o człowieku, nie o części ciała.) I wielu aktywistów wyjęłoby zapewne z ust Liberace słowa o tym, że homoseksualizm nie jest grzechem, bo liczy się miłość. Ale w tym filmie miłość Liberace jest miłością własną: on kocha swoje odbicie. Temat zupełnie nie porusza, raczej żenuje.

Oczekiwałem (bo ja się zawiodłem) opowieści o królu szmiry i kiczu, dostałem przeciętny film o toksycznym związku. Takie kino klasy B, choć seans w "Muranowie". I tylko Michael Douglas tak świetny, że aż nie pasował.

Słowa klucze: dołek w podbródku, dieta kalifornijska, automat do gry

(2,0/2,5)

 

 
1 , 2 , 3