2016: 8 filmów, 75 książek - 2015: 39 filmów, 78 książek - 2014: 66 filmów, 89 książek - 2013: 46 filmów, 60 książek
Archiwum
Zakładki:
zBLOGowani.pl

Wpisy z tagiem: Chiny

poniedziałek, 24 kwietnia 2017
Liao Yiwu, Za jeden wiersz. Cztery lata w chińskim więzieniu, Czarne 2017

 

Zwykle nie czytam literatury więziennej ani łagierniczej. Podobnie zresztą jest z filmami. Lubię wierzyć, że zło jest jedynie brakiem dobra. W moim naiwnym świecie daję każdemu szansę. Ale oto zjawia sią Liao Yiwu, ten sam, dzięki któremu pojechaliśmy do Chin (tutaj), i opowiada o tym, jak sprzedawcy brzoskwiń dokonują linczu, opowiada brutalnie i wyciąga z tej opowieści straszne wnioski: kilka miesięcy temu ulegliśmy zbiorowemu złudzeniu, że Chińczycy są nieustraszeni - widok brutalności tego małomiasteczkowego motłochu uświadomił mi jednak, że uczestnicy protestów zdolni są do okrutnego poniżania własnych rodaków (s. 66).

Zło jest jedynie brakiem dobra: kiedy zamykam oczy, bardzo chcę w to wierzyć. Zaciskam powieki tak mocno, że litery ledwo do mnie docierają. Powoli, dzień za dniem odczytuję opowieść o innym świecie, opowieść cuchnącą fekaliami, spermą i potem. Opowieść o napotykaniu żywych umarłych oczekujących egzekucji, o poniżeniu, wobec którego eksperyment Zimbardo jest tylko niewinną igraszką. Wstrząsający i - po raz kolejny - dogłębnie ekshibicjonistyczny zapis.

Ale na tym dnie człowieczeństwa, podobnie jak na Łubiance w latach czterdziestych ubiegłego wieku, czemu dziwiłem się czytając Marci Shore (tutaj), i tak poziom czytelnictwa jest wyższy niż w Polsce w roku dwa tysiące siedemnastym: Koledzy natychmiast rozdrapali większość książek, które przyniosłem z biblioteki. Ja wziąłem tę, której nikt nie chciał - Rok 1984 George'a Orwella (s. 358).

 

środa, 22 marca 2017
Księżyc nad Fuzhou. Wiersze z epoki Tang, Dialog 2016

 

Na drzewach pałacu lśnią smugi księżyca
Piękne oczy zerkają na uśpione kaczki
Wyjęła z włosów szpilkę i na krawędzi lampy
Rozgarnia czerwony płomyk, by uratować ćmę
(Zhang Hu, tłum. Małgorzata Religa)

Zazdroszczę poetom epoki Tang umiaru i harmonii, niewielu znaków, których potrzebowali by zapisać wszystko. Działo się to - według naszego kalendarza - w ósmym wieku, to znaczy zanim pojawiliśmy się my z naszym harmiderem, rozterkami i rozpasaniem słów. Nie potrafiliśmy, inaczej niż oni, kontemplować krajobrazów i opisywać księżyca. Tematem wiersza nie mógł stać się kamień. Wszystko zmieniło się u nas dopiero dwanaście wieków później po dwóch wielkich wojnach (Kamyki nie dają się oswoić / do końca będą na nas patrzeć / okiem spokojnym bardzo jasnym).

A więc oni, w tym ósmym wieku, pisali rzeczy, które dziś są równie przejrzyste. Zachwycali się, tęsknili i bali zupełnie jak my. I to mnie najbardziej zadziwia: jasność ich słów. Choć może ta jasność to wyłącznie złudzenie, gdy zapis znaków przekłada się na biały wiersz. Tłumaczce zresztą tomik zawdzięcza przypisy, dla mnie równie ważne, co sama poezja jak ów, który wydaje mi się chińską wersją sądu Parysa:

W państwie Qi było trzech wybitnych generałów. Jeden z doradców księcia, w obawie, że generałowie mogą w przyszłości zagrozić księciu, obmyślił plan, jak ich łatwo usunąć. Poradził księciu, aby ofiarował im dwie brzoskwinie, które miały przypaść dwóm najbardziej zasłużonym z nich. W wyniku sporu generałowie popełnili samobójstwo: jeden ze wstydu, że jego zasługi nie dorównały innym, dwaj pozostali z poczucia winy, że spór o brzoskwinie doprowadził szlachetnego człowieka do śmierci (s. 144).

 

poniedziałek, 24 października 2016
Dziennik. Chińska baśń

 

Naprawdę wszystko wygląda inaczej niż na pozór.

Spełnieniem życiowych marzeń i zwieńczeniem kariery osoby wykształconej było objęcie urzędu. Gdy urzędnik dochodził do wniosku, że jego kariera nie ma perspektyw lub nie przebiega pomyślnie - nie zawsze z jego woli - często decydował się na życie w odosobnieniu. Opuszczał wtedy miasto i przenosił się na wieś. Mógł tam zajmować się uprawą roli lub wieść życie pustelnicze na łonie natury. Rozmawiał o jesieni w cieniu tungowca (co odmalował Mei Qing). Obserwował przylot sikorek na drzewa na parkingu.

(Źródło cytatów: materiały z wystawy "Życie wśród piękna. Świat chińskiego uczonego. Sztuka z Chińskiego Muzeum Narodowego". Sama ekspozycja natomiast rozczarowuje, zwłaszcza gdy porównać ją do krakowskiej wystawy "W przestrzeni smoka", tutaj).

(23.10.2016)

 

niedziela, 20 marca 2016
Nawet góry przeminą

 

 

 

1.

Sekwencja jak z "Wielkiego piękna". Z wyciemnienia wyprowadza pompatyczna melodia, która okazuje się być początkiem "Go West" Pet Shop Boysów. Najpierw z daleka, potem w zbliżeniu widzimy tańczących. Radość i entuzjazm. Sylwester 1999 roku. (Co robiłem wtedy? Bardzo możliwe, że w klubie osiedlowym na Bronowicach, tańczyłem "Go West", w każdym razie, zapisałem następnego dnia w swoim dzienniku naiwnego młodzieńca: wyszedłem, jak rzadko, bezgranicznie szczęśliwy).

2.

Ten film od pierwszej minuty porusza, lecz w sposób bardzo dyskretny, nie poprzez wyciskanie łez, atakowanie emocjami, nie, "Nawet góry przeminą" jest po chińsku ascetyczny: w obrazach, słowach, świetnie dopracowanej muzyce. Życie jest uniwersalne, myślę sobie, że to akurat marzec: ta sama radość i entuzjazm, konieczność wyborów, które okazują się być nieodwracalne. Bliski ten film, bo właściwie jestem równolatkiem bohaterów: wybieram w tym samym czasie, co oni.

3.

Pytam A., czy sądzi, że tytuł jest biblijny. Kluczem do odpowiedzi być może jest wycieczka po australijskim wybrzeżu: 12 skał nazwanych Apostołami. Jedna z bohaterek mówi, że było ich osiem, a teraz są tylko trzy. Nawet góry przeminą, ale miłość moja nie odstąpi od ciebie (Iz 54, 10). Miłość: to jest dobra odpowiedź na pytania, zarówno o to, o czym jest film, jak i o to, o czym jest owo uniwersalne życie.

4.

Z innej perspektywy można powiedzieć, że fabuła filmu opowiada o przemianie, w której sami braliśmy udział (i znów Shanxi okazuje się całkiem bliskie naszym okolicom, chociaż zupełnie odmienne). Pierwszy niemiecki samochód, na który można wyrywać dziewczyny; obrazek opery w Sydney jako tło ślubnego zdjęcia (ach, ten urok folderów szwajcarskich biur turystycznych!); melancholijna prowincja, nawet bardziej Górny Śląsk niż Lu. A potem: szaleństwo konsumpcji, drogie samochody, Australia na żywo. Tylko, że zaczyna brakować - i tam, i tu - czegoś najważniejszego: więzi z ludźmi. (Kiedyś już autor bloga stawiał tezę, że konsumpcja zabiła wiarę, podobnie zresztą - ten film to udowadnia - jak nadzieję i miłość).

5.

(Spojler) Znów "Go West". Dwadzieścia pięć lat później (film wybiega w przyszłość, ale nie zamienia się, dzięki Bogu, w opowiastkę o latających samochodach) nie ma już wokół tamtych ludzi. Melodia też jest tylko wspomnieniem. Zostaje naśladowanie tamtego szczęścia, tamtej nadziei - rozpamiętywanie. A. twierdzi, że mimo wszystko "Nawet góry przeminą" jest filmem pozytywnym. Z sali kinowej nie wychodzi się przybitym, raczej zadumanym: poszukuje się w pamięci siebie wtedy i porównuje z sobą dzisiaj.

Słowa klucze: sweter w paski, labrador, walizeczka dziecięca na kółkach (A. widziała potem w czasie podróży jedną taką i od razu skojarzyła z filmem)

(3,5/4,5)

 

(źródło: filmweb.pl)

środa, 16 września 2015
Dziennik. Ćwiczenia z dystansu (6)

 

Próba opisu rośliny you shu,
Nad którą krąży pszczoła
Skazana jest na niepowodzenie.

Im więcej potrzebuję znaków,
Tym mniej potrafię,
Bowiem you shu rośnie w języku.

(Cóż o niej wiedział, ten,
Który nazywał ją barbula,
Caryopteris, Bartblume?

Gdzie zapodział powab,
Harmonijną prostotę
Dwóch znaków 莸属?)

Część, którą opisuję zdjęciem
Również nie będzie całością,
Nigdy nie dotknie istoty you shu.

Jest więc owa chęć opisu
Tym samym, czym szukanie
Pagód na osiedlu, gdzie rośnie.

(15.09.2015)

 

środa, 26 sierpnia 2015
Czesław Miłosz, Przekłady poetyckie wszystkie, Znak 2015

 

Wątpię, czy cokolwiek by to zmieniło, gdybym "Wypisy z ksiąg użytecznych" przeczytał dwadzieścia lat temu. Kiedy się ma apetyt na patos i WNM: wielkie niekończące się miłości, czyli właśnie w takim wieku jak wtedy, poezja nie ma uczyć chłodnego dystansu. 

Potrzeba było wielu innych rzeczy, aby tego lata odczytać "Wypisy" z zachwytem (wahałem się nad słowem zrozumienie, ale to za dużo). Podróż do Chin, słuchanie mądrości starszych ludzi (nim jak Hania popadną w religijną neurozę), czytanie i oglądanie, przyglądanie się ptakom, wreszcie samo lato, które jest latem niezwykłym i pouczającym.

Żeby odkryć, że czas jest punktowy, trzeba go doświadczyć. Dwa dni później (chociaż nie jest łatwo odróżniać między sobą dni) odczytuję u Miłosza: czas nie istnieje jako żywioł rozciągający się linearnie, ale zawsze istnieje tak jak w klatce filmowej, czyli w wycinku przestrzeni.

Lato samych odkryć. To jest ten sam rodzaj zachwytu, który pozwala zachwycać się czystością porcelany, smakiem dżemu figowego albo nagością na obrazach Ottona Muellera. Albo chińskim i japońskim malarstwem: jego skromnością, oszczędnością i prostotą, które opowiedzieć potrafią wszystko. Podobnie jak poezja, którą odkrywa i tłumaczy Miłosz.

Słowa kreślone ponad tysiąc lat temu brzmią jakby ktoś zapisywał je tego lata. Parę słów w sedno rzeczy. Parę rzeczy, żeby dom. Parę osób, żeby miłość i przyjaźń. Parę chwil: szczęście.

 

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5