2017: 69 książek - 2016: 75 książek - 2015: 78 książek - 2014: 89 książek - 2013: 60 książek
Archiwum
Zakładki:
zBLOGowani.pl

Wpisy z tagiem: Jerzy Pilch

czwartek, 16 lutego 2017
Katarzyna Kubisiowska, Pilch w sensie ścisłym, Znak 2016

 

Za jedno bym się na miejscu Pilcha obraził: za zdemaskowanie jego prozy. On tu się stara, wątki biograficzne owija literaturą, a Kubisiowska rozszyfrowuje, kawa na ławę podaje: kim byli, co zrobili.

Poza tym książka jest pasjonująca, chyba równie mocno jak jej bohater.  Zresztą nie jest tylko portretem łapczywego pisarza (jest fragment o relacjach Pilcha i Miłosza!), ale portretem zbiorowym: najpierw społeczności małego ewangelickiego miasteczka w górach, a potem całego pokolenia młodej krakowskiej inteligencji, która w wieku dojrzałym wkroczyła do nowej Polski (wkroczyła? siedziała wówczas na Rynku). Jest więc to przyczynek do biografii intelektualnej owych prozaików, redaktorów i profesorów, których trzecia a potem czwarta republika ustawiła po przeciwnych stronach barykady (vide: Jarek Gowin świetnie grający w piłkę w drużynie „Tygodnika”), a niektórych jeszcze - na domiar nieszczęścia - zesłała do Warszawy, gdzie nie ma szczęśliwych zakończeń.

Wyznam tutaj, bo zawsze przy pisaniu o Pilchu, wyznaję (np. tutaj), że jakoś szczególnie jest mi bliski. Primo, bo do Warszawy sprowadził się roku pańskiego 1999, czyli tego samego, co ja. Secundo, bo szedłem pewnego razu korytarzami stacji centralnej i leżał w tym korytarzu zakrwawiony człowiek, i przechodził Pilch i potem przeczytałem tytuł "Upadek człowieka pod dworcem centralnym."

 

niedziela, 29 grudnia 2013
Jerzy Pilch, Drugi dziennik, Wyd. Literackie 2013

 

Pilcha przeczytałem w jeden dzień. Nie tylko z powodu wizyt w sklepach, które dają możliwość czytania do woli w ciepłym miejscu, ale z powodu samego Pilcha. 

Jego narracja od dawna jest przedmiotem mojej fascynacji, nieważne czy pisze powieść, felieton, czy udziela wywiadu o piłce nożnej. "Drugi dziennik" jest pozbawionym ckliwości zapisem choroby. Jest sztuką pisać z taką ironią o narastającej własnej niedołężności (przypominają się Iwaszkiewicz i Witkacy z najczulszą troską roztkliwiający się nad własnymi schorzeniami). Już tylko za ten dziennik powinien Pilch przejść do historii polskiej literatury.

W wolnych chwilach Pilch rozprawia się z literaturą. Najchętniej przepisywałbym od niego całe zdania, wycinał najlepsze fragmenty, żeby nie zapomnieć. Jak choćby jego kąśliwe uwagi o Lechoniu, tudzież poradniki o tym jak nie pisać dziennika. Jak nie pisać dziennika, autorze bloga?

Kusi mnie, bo dziennik Pilcha, i ten mój, toczą się równocześnie, żeby zaglądać, co pod tymi samymi datami, odnotowuje on i co zapisuję ja. (Dowód to najgłębszej megalomanii). Zresztą dla takich jak ja Pilch ma podsumowanie: nadmiar hermetyczności plus ścisłe wskazanie grupy odbiorczej równa się nieistnienie (s. 196). Zresztą, co tam Pilch, A. mi to powtarza już od miesięcy, ilekroć siadam do pisania.

Miało być o "Drugim dzienniku" a powraca do mnie... Dziennik jest - po dokładniejszym przyjrzeniu się jego treści - książką religijną. Nie ma się co dziwić: zamiast licznych narzeczonych jeden Pan Jezus człowiekowi został (s. 75). Dodajmy: w ujmującej luterskiej wersji. Fragmenty religijne też warte wypisania, też pozbawione patosu.

Może właśnie o to, w moim zachwycie na Pilchem, chodzi? O brak patosu?