2017: 69 książek - 2016: 75 książek - 2015: 78 książek - 2014: 89 książek - 2013: 60 książek
Archiwum
Zakładki:
zBLOGowani.pl

Wpisy z tagiem: urząd

środa, 16 stycznia 2019
Dziennik. Opisy pogody przestają wystarczać

 


(Agrykola, a.b.)

 

11.

Opisy pogody przestają wystarczać - to jak chwyta mróz, a potem nadpływa odwilż, przemoczone buty: to zupełnie przyziemne. Najchętniej pisałbym o czymś innym, najchętniej ręcznie. Kolekcjonuję dotyki, słowa, przywidoki, które nie powracają. Poprzednia sobota trwa cały tydzień. Nigdy nie wiesz kiedy zaskoczy cię przeszłość tym, że już nadeszła (myśli sobie autor bloga przy świeczniku na ulicy Brackiej, kiedy chyba nadeszła).

12.

Tkliwość. Dziecko po szczepionce - przeczytaliśmy w ulotce - zapadło na ciężką tkliwość. Jako hipochondryk natychmiast przypisuję sobie cudze przypadłości.

13.

Nieklasycy. Ciąganie Dziecka po awangardach, ekspresjonistach, pikasach i modiljanich opłacało się. Te obrazy, nie lubię - recenzuje Dziecko klasyczne różowe policzki z Pałacu na Wyspie.

"Blask orderów". W starej encyklopedii powszechnej (lata sześćdziesiąte dwudziestego wieku) kolorowa wkładka przedstawiała ordery i odznaczenia. Wystawa "Blask orderów" w trzech łazienkowskich budynkach (wystawa jest zimą, a więc trzy razy szatnia i dwa razy szpitalne pokrowce) jest właśnie taką - naturalnej wielkości - kolorową wkładką. Poza diamentami i rubinami najmniej udanych polsko-saskich królów, nic w niej ciekawego. Zawsze wolałem kolorową wkładkę z flagami.

 

(Nagle wieczorem spada na nas Polska)

 

14.

Wspomnienie. Poznałem go na tej wystawie jesienią. Jaki wysoki - mówię następnego ranka K. w ciastkarni. To już było po tej całej ohydzie, którą urządzała publiczna telewizja. Dlatego byłem ja, bo główny nie chciał mu podać ręki. Już nie będzie musiał, pewno w pierwszym rzędzie stanie na pogrzebie. Tak myślę, że skończyła się wczoraj ta Polska po osiemdziesiątym dziewiątym. 

(Dużo dzisiaj klnę.)

Legenda. Kiedyś jacyś Prapolacy musieli wyrżnąć w pień inne praplemię (z grubsza o tym mówi legenda o Popielu, zwierzęta winne, my nie, bo dobrzy, on, oni - źli). Ale wówczas jakiś praplemienny szaman zdołał jeszcze na naszych przodków rzucić klątwę. Tak sobie to tłumaczę: klątwa, karma. Przecież niemożliwe, żeby w sumie normalny naród co kilkadziesiąt lat sam siebie, własnymi siłami, jak tylko zrobi się lepiej, wpędzał w nieszczęście. 

15.

Wstręt. To, co robię. Ciągłe próby udowadniania, że tu się dobrze żyje, że my Polacy raczej razem niż osobno, tyle nas łączy, jak cholerna agencja piarowa. Nie przyjmuję dowodów, że jest inaczej, dla pewności nie oglądam telewizji. Ciężko byłoby z dowodami iść do pracy, a jednak dzisiaj przejrzałem, co mówiła. (przerwa na wymioty) Dzisiaj przychodzę z obrzydzeniem, bo nie potrafię uciec. Nie żyć w kłamstwie. Jarosław, książę oportunistów, uciekał do Włoch. Też mam już bilety.

Pustka. Blog przestaje wystarczać. Przestał być rozmową. Oderwany od życia zapis, marne naśladowanie literatury. Bez talentu, jedynie pozostała tkliwość.

  

sobota, 01 grudnia 2018
Dziennik pisany w listopadzie (odc. 4)

 


(Amedeo Modigliani, Portret dziewczynki (fragm.), 1917, źródło: pinterest.com)

 

25.

Oczy (z dedykacją). O pustych oczach z portretów Modiglianiego przypomina mi w muzeum M. Odtąd przez cały tydzień czuję jak mnie śledzą.

Pisałem kiedyś - w owo niesamowite lato - o oku pożądliwym, miłosnym, letnim (tutaj). Oko Modiglianiego jest zupełnie inne, wszystko na co spojrzy przyobleka w rozpacz.

26.

Łzy. Czemu pani płacze? - pyta Dziecko. Mars zdobyty, właśnie wylądował, w centrum kontroli lotów bordowe koszule rzucają się sobie w ramiona. Pani płacze ze szczęścia - wyjaśniam Dziecku, ale widać nieprzekonująco, bo to czemu pozostaje między nami. 

27.

Stanowisko. Prowadziłem w lutym wykopaliska w szufladzie (tutaj), teraz przyszła pora na szafkę. Szafka jest zdecydowanie królestwem rzeczy: w niej spoczywają instrukcje i rachunki, jak również przeterminowane gwarancje. Czas upływa szybko - uświadamiam sobie patrząc na to, ile lat są z nami czajnik i kuchenka, lodówka już odeszła, podobnie jak samochód i radio (które to było radio?)

W zagubionej kopercie wywołane zdjęcia przedstawiają mnie, nas, parę osób: chwilowość tego, że jesteśmy razem.

28. 

Wizyta. Dzisiaj ze szczęścia płacze ciocia P. Na moment Dziecko jest znowu tam, gdzie wszystko było poukładane i jasne (sosnowe panele na podłodze), nim się do niego nie dobrał System. 

29.

Kret. Polscy patrioci napisali donos i teraz państwo pragnie, abym jako kret (bardziej Mysia niż kret) cenzurował pewnego profesora, którego oglądam na filmie. Siedzę więc, kret, przed komputerem, pisząc - tego uczą mnie książki o poprzednim systemie - panu profesorowi pozytywną opinię, na pohybel patriotom (i ich wyimaginowanej ojczyźnie).

30.

Potwór Gender puka w nasze łóżko. Na dobranoc opowiadam Dziecku bajkę o Kopciuszku. Nie pomijam nawet Grimmaśnych szczegółów jak obcięty palec starszej siostry. Kiedy już zasypia - po żyli długo i szczęśliwie - dziwi się, że Kopciuszek był jednak dziewczynką a nie chłopczykiem.

   

piątek, 11 maja 2018
Dziennik pisany w maju (odc. 1)

 

 

1.

Zamiast opisywać dni, postanowiłem rysować mapy. Kartografia wydaje się być pewniejsza od ortografii (powyżej starannie opisany pierwszy maja z J. i M.)

"Przyszłość będzie inna" w Zachęcie odchodzi od triumfalistycznej wizji dwudziestolecia jaką próbuje się rozprzestrzeniać w ostatnim czasie. Pierwszego zawału prawdziwy patriota doznaje w momencie, w którym po wejściu na wielkim ekranie dzieci śpiewają piosenki w jidysz. Potem jest tylko gorzej (dla prawdziwych patriotów). Akurat czytam wspomnienia Zygmunta Klukowskiego i wystawa w Zachęcie - w porównaniu z nimi - wydaje się być i tak wyidealizowaną wersją dziejów.

Karuzela w Ogrodzie Krasińskim - czy człowiek się nigdy nie może oderwać od nadmiaru skojarzeń? Po prostu kręcić się z Dzieckiem i M., a nie myśleć o karuzeli obok, o chmurze pierza i płonącym mieście?

2. Globalne ocieplenie nieźle namieszało mieszkańcom miast, dla których przyroda i tak pozostaje ledwie jakimś dalekim punktem odniesienia. Najpierw jak szalone rozkwitły bzy (a one z majem przychodzić powinny), w kwietniowym tygodniu daleko od matur kasztanowce, ba konwalie też przestały być wyłącznie majowe. Przyglądam się temu, jak wszystko się spieszy i wyobrażam sobie złotą jesień w sierpniu.

3-5. Dziennik pisany w Berlinie (tutaj)

6. Skoro nie bzów i konwalii, maj jest miesiącem książki. Oburza się A., że autor bloga ukrywa się za tomami. Cóż skoro wybrał wszystko powyżej czterystu stron: "Zamojszczyznę", biografię Herberta i "Dalej jest noc".

7.

Zapytałem czy są te małe babeczki w kawiarni. Nie ma jeszcze - odpowiedzieli. Jeszcze wiosna, choć na dworze lato.

Pośród tych babeczek właśnie  - pamiętajmy o tle - urodziło się Dziecko.

8.

Tydzień upałów. P. pokazał mi jak się szuka przyjaciół w telefonie, więc teraz szukam, wołam, lokalizuję. A choćby wszyscy wieszali psy na Marku Zuckerbergu, zawsze będę mu wdzięczny, że nosić ich mogę w niebieskim liniuszku.

9. 

Opowiadałem im potem o sposobach upadku demokracji bardzo tragicznych i pełnych patosu. Prezydent wygłasza przemówienie, bombowce nadlatują nad pałac, na stadionie jest ból i strach. Ale przedtem - zanim ciepły wiosenny deszcz oczyścił mnie na metrze Wierzbno - widziałem jak demokracja upada zdecydowanie mniej widowiskowo.

Widziałem biały budynek otoczony płotem, pogardę na korytarzach i krzywy uśmiech młodego wielbiciela białej rasy, co podpisał listę, żeby dostać dietę, i wyszedł bredzić swoje dyrdymały.

(Dochodzę do wniosku, po lekturze "Zamojszczyzny", że walka w obronie państwa, które samo pcha się ku upadkowi, jest jedną z najgłupszych rzeczy jaką robią ludzie).

 

 

10.

Kolejna z wystaw, co się nie podoba chirurgom historii i tym, co w Lutym na powrót zanurzyli się w - jak się wydawało - dawno zarośnięte bagno. "Obcy w domu" jest dla mnie świetnym uzupełnieniem wystawy stałej "Polin", tych sal powojennych, co przez nie już szybko.

Chodzą wycieczki szkolne, notują. Może choć to ich nieco uodporni na język, który na nowo objawił się w Lutym? W anonimowych antysemickich zapiskach luminarze dobrej zmiany odkryli cytaty z siebie, cóż za oburzenie.

Bo o Polsce trzeba pisać tylko wielkimi literami (a móc to zrobić - oznacza karmić się mitami). "Obcy w domu" mówi o tym, że istnieją mechanizmy, które raz uruchomione prowadzą do dramatu. Trudno się w tej wystawie odnaleźć, skoro samemu je się uruchamia.

11.

Tak pięknie się zaczął. Do biurowców wbiegały młode mężatki. Malały stopy procentowe. A ja z biografii Herberta kontemplowałem w słońcu jedno zdanie: krakowianki mają kosztowną jedwabną bieliznę zwykle koloru łososiowego (s. 191), jedząc pastę jajeczną i marząc o tym, o czym zwykłem marzyć.

Teraz nadchodzą w garniturach i psują wszystko, co było dotąd. Ich dłonie, upaćkane w wazelinie, śliskie jak rybie płetwy. To przez nich upadają państwa, wówczas, gdy idioty nie możesz nazywać idiotą.

  

czwartek, 30 listopada 2017
Dziennik pisany w listopadzie (odc. 4)

 

(Peter Henry Emerson, Zimowy wschód słońca, 1895, Muzeum d'Orsay, źródło: tumblr.com)

 

Rzym

Jak tylko napisałem o pięknych porankach (w środę to było) kolejny z nich okazał się naprawdę znamienity. Światło nadawało miastu takich kolorów, że zatrzymałem się przy dzwonnicy Anny, pstryknąłem zdjęcie i wysłałem A. Patrz, Rzym - napisałem. I A. uwierzyła.

Późny listopad (po raz drugi)

Co jakiś czas podchodzę do okna i ciągle jest tak samo, to znaczy jesień, kończy się listopad, wycieczki zbijają się w gromadki, żeby się ogrzać. Tęsknię za lipcowymi dniami, za sierpniowymi wieczorami, kiedy równie prawdziwe były twierdzenia, że Słońce jest pępkiem i że pępek jest Słońcem.

Berlin

Wieczorem zniknął Berlin. Przeglądaliśmy zdjęcia z podróży (tęsknota ciąg dalszy) i okazało się, że nie ma dowodów na Berlin w maju. Z pamięcią też słabo: czy aby na pewno w maju? Napisaliśmy do Jo. żeby opowiedziała nam Berlin. (Dowód na blogu nie jest żadnym dowodem).

Fryzjer

Dziecko ma szczęście. Jego pierwsze włosy zostały umieszczone w plastikowej torebce na specjalnym dyplomie. Starodawni Słowianie urządziliby z tej okazji huczne przyjęcie, ostatnie ślady owych rites de passage. Pola na fotelu obok nie ma tyle szczęścia, jej długie oświetlone porannym słońcem włosy spadają po prostu na podłogę. Nie ma dyplomu, tylko film o Barbie.

Kondukty

Dawno temu po ulicach kroczyły kondukty. Wtedy jeszcze śmierć mieszkała zwyczajnie obok i nie zajmowali się nią specjalni panowie w atłasowych rękawiczkach. A dzisiaj - niespodziewanie - udało natrafić się nam na kondukt i to w momencie, gdy tłum aut jechał na czarny piątek w sobotę w Arkadii, a tu sztandary, a tu konie, a tu żołnierze. Przypomniałem sobie, że było zaproszenie na ten kondukt. Jeden minister zapraszał drugiego, bo ciała dzisiaj to też polityka. Podenerwowaliśmy się. Żandarmeria mrugała. Na objeździe też korek, na czarny piątek w sobotę w Arkadii.

Rzeczy zwykłe

O tej niedzieli nic nie mogę napisać: żywot typowych drobnomieszczan z początku XXI wieku. Ennui, Weltschmerz i seriale Netflixa (brakuje kota).

Znikanie

Dlaczego nie wraca się do ważnych miejsc, jeśli tylko przestają być ważne? Myślę o bloku na Króla Rogera (wyprowadzka w wieku lat dziesięciu) albo o Śniardwach (wyprowadzka w wieku lat dwudziestu czterech). Jakbyśmy wyrastali z geografii w ten sam sposób w jaki wyrastamy z butów. Może to lęk przed tym, że wciąż tam jesteśmy? (Powinienem spytać M.)

Urzędnik się skrada

Narada odbyła się nad wielką dziurą, późnym popołudniem, w porze, w której wielkie reflektory spoglądają w rzeczoną dziurę. Ów chłopiec - ton protekcjonalny, w który popadam, gdy słucham młodszych od siebie - przedstawiał Wielki Projekt poparty Wielkimi Nazwiskami. Właściwie był to zarys, obrys, szkic Wielkiego Projektu, ale Wielkie Nazwiska, takie, co bywają w publicznej telewizji nader często, wyrażały się wyłącznie pozytywnie. Od kiedy będę mógł zostać u państwa zatrudniony? - spytał na koniec.

Ukradkiem spojrzałem w wielką dziurę i dojrzałem - połyskującą w świetle reflektorów - Polskę.

Późny listopad (po raz trzeci)

Gdzie jest owa łapczywość lata? Pozostaje jedynie niebieskie światło.

Drugi śnieg

Mokry śnieg. Naprawdę zima istnieje tylko w Lublinie, zapisałem w styczniu. Piszę do M., a ona, że śniła jej się Wolska i Kalinowszczyzna - jak dawno nie śnił mi się Lublin. Mokry śnieg i żadnego blasku.

Zszedłem ja - Dziecko złazi z łóżka i biegnie podglądać sikorki.

(23-30.11.2017)

 

piątek, 22 września 2017
Dziennik pisany we wrześniu (odc. 3)

 

 

(Sally Mann, Nowe matki, 1989, źródło: www.pleasurephoto.wordpress.com)

 

Intymność

W deszczu podreptaliśmy na pocztę (ten deszcz będzie towarzyszył nam przez kolejne dni, przez wszystkie dni, co jak rozumiecie wpływa na ogólny nastrój) odebrać paczkę. Przyszły albumy, Dziecko rozrzuciło pęczek ulotek na podłogę, tanie pożyczki, zupy siostry Faustyny.

"Immediate Family" Sally Mann intymnie opowiada o posiadaniu dzieci. Intymnie oznacza, że oko kieruje się tam, gdzie zwykle nie sięga, za pośrednictwem fotografii towarzyszy upływającemu czasowi. (Czym innym staje się ten blog, jeśli nie zapisem dorastania, co tyczy się i dorosłych, na przykład autora bloga, i dzieci?). Trudno się dziwić, biorąc pod uwagę ten ciągły ruch do przodu, że jedenaście lat po tym albumie, Mann wydaje "What Remains": zapis ludzkich śladów na farmie umarłych.

Powstrzymanie czasu: oto chodzi w fotografowaniu dzieciństwa.

Światła

Czwórka na horyzoncie ulicy Poligonowej (taki numer nosi jelcz berliet, który odziedziczyło Dziecko). Okienka pociągów pod lasem, zanim żarłoczne miasto nie pochłonęło łąk. Okna w bloku naprzeciw w R. a w nich przedświąteczna krzątanina. Nocne światła Kurowa i Markuszowa: autor bloga wraca do Lu.

Zupełnie inne jest światło cudzych okien: pełno w nim tęsknoty.

Opowieść ze Wschodu

Jeśli kogoś uraziłoby stwierdzenie o Polakach, którzy są Wschodem, ale z pogardą patrzą na innych mieszkańców Wschodu. I usiłują przypisać sobie wielką zachodniość, powinien ów urażony w deszczowy wieczór wybrać się na Plac Defilad, skąd odjeżdżają autobusy na Wschód (a Lu. to też już z perspektywy Wa. Wschód). Widziałem takie dworce w Pekinie (długo usiłowaliśmy zrozumieć który z autobusów pojedzie do Chengde, a Chińczycy wokół jedli, pili wrzątek, pluli) i w Tbilisi (zaaferowany tłum szukający połączeń z Erewaniem), wyglądały nawet lepiej.

Widziałem - przez deszcz - zaaferowany tłum szukający połączeń z Białą Podlaską oraz Hrubieszowem. Polacy wokół jedli, pili napoje energetyczne i pluli.

Komsomoł

Ach, te endeckie mordeczki w za dużych garniturach. Patrzę jak siadają dookoła na małych stołeczkach i zaznaczają na listach, któż to jest wróg ludu. Jak się ogląda rewolucję od środka, pozostaje z niej pusty śmiech.

Gwiazdka

Szedłem do biura, kiedy wyskoczyli z bramy. Sporo ich było a potem pojawiła się ona. Mizdrzyła się zalotnie. Mijałem ją, a ona trwała w pozie, pstryk, pstryk - robiło stadko fotografów. Być może była nawet znana, ale szukałem później w kolorowych magazynach i nadal nie wiem kto to.

Plasterek

Uciąłem sobie kawałek palca w piekarniku - nie narzekam. Wyszukałem plaster, czerwony z wężem boa. Dawałem sobie ściskać rękę ach i och, na prawo i lewo, łypał boa na krawaty. Ssss. Drobne radości urzędników.

Ballada o organie

Zamknęli mnie w najwyższym organie bez klamek
Uprzejmy szatniarz pozwolił podłączyć ładowanie
Bym mógł napisać Ratunku!
Nie dawali zaczerpnąć wilgotnego powietrza.

Byłem więc eremitą w klasztorze na skale
Latarnikiem na polarnej wyspie
Katowali mnie minutami tyrad
Aż żałowałem, że wśród nich nie zasiada koń,

Bo los bydlęcia bliski losowi urzędnika.

(15-21.09.2017)

 

piątek, 25 sierpnia 2017
Konfucjusz, Lun Yu. Rozmowy, Aletheia 2017

 


(Xidi, Anhui, wrzesień 2012 r., źródło: a.b.)

  

Czy kiedy głupiec komentuje mędrca, może to być mądre? 

Konfucjusza czytam jako urzędnik średniego szczebla, którego administracja publiczna odstręcza, ale równocześnie nieco fascynuje. Już dawno sugerowałem, że należałoby ją badać metodami etnograficznymi podobnie jak egzotyczne plemiona: jej przedziwne obrzędy, jej skomplikowane rytuały. Niestety prowadząc obserwację uczestniczącą, autor bloga w pewnym momencie zatracił obiektywizm i z obserwatora stał się obiektem obserwacji.

Czytam więc Konfucjusza, urzędnika wysokiego szczebla, który odkrył metodę stworzenia idealnego państwa i idealnej administracji, niemniej - jak to zwykle bywa - teoria nie dała się ot tak wprowadzić w życie, co nie przeszkodziło w tym, aby Konfucjusz został ubóstwiony. Najpiękniejsze idee zabija się przecież, stawiając im pomniki.

Czytam go w roku siódmym po wypadku lotniczym, roku drugim rosnącej nienawiści i on, te dwadzieścia cztery wieki temu, ostrzega: wspaniała pozycja bez świetności, praktykowanie religii bez czci, przestrzeganie zwyczajów pogrzebowych bez żałoby serca: takich rzeczy nie mogę poważać (III, 26). Jakby przejrzał na wylot Polaków w latach dobrej zmiany.

Ale najbardziej zadziwia mnie w Konfucjuszu to, że kiedyś - jak twierdzi - było lepiej. Przez całą historię było lepiej jest - zdaje się - najczęściej powtarzanym zdaniem. Ciągle nam się wydaje, że było lepiej i ciągle nie możemy się pogodzić z tym jak jest. Czy pogodzenie jest przegraną, czy zwycięstwem? - tego głupiec nie wie.

   

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 32