2016: 8 filmów, 75 książek - 2015: 39 filmów, 78 książek - 2014: 66 filmów, 89 książek - 2013: 46 filmów, 60 książek
Archiwum
Zakładki:
zBLOGowani.pl

Wpisy z tagiem: Ukraina

środa, 30 września 2015
O dyktatorach i demokratach

 

(Autor bloga nie jest praktykującym ekspertem. Światem zajmuje się więc jedynie hobbystycznie. Zarzuty ignorancji i arogancji przyjmuje z godnością, ale uprasza w dyskusji, jeśli takowa się pojawi, o konkrety). 

1. 

Gdy wybuchł konflikt na Ukrainie pisałem na blogu, że jesteśmy tak zafiksowani na działaniach Rosji na Wschodzie, że nie bierzemy pod uwagę globalnej gry Rosji (sierpień 2014 r.: niedocenienie pozycji międzynarodowej i zaangażowania Rosji, której rola powinna być rozpatrywana globalnie (Chiny, Syria), a nie lokalnie, co prowadziło do deprecjonowania jej potencjału (hasło: Majdan na Placu Czerwonym). Nawet dzisiaj nam się wydaje, że dla Rosji większe znaczenie ma Donbas niż Damaszek. Czołowy ekspert mówi w wywiadzie, że w interesie Moskwy jest, by wojna domowa w Syrii trwała nadal. Założenie jest oczywiście fałszywe: interesem Moskwy jest uzyskanie pozycji dominującego gracza na Bliskim Wschodzie, co nie jest celem nowym (por. historię dziewiętnastowiecznych zmagań carskiej Rosji z Osmanami). Nie możemy być jednak pewni, że to, by wojna domowa trwała nadal, nie jest interesem naszego partnera z Waszyngtonu.

2.

To zafiksowanie nie pozwala racjonalnie spojrzeć nam na Syrię. Wciąż widzimy ją cudzymi oczyma, nie przyjmując do wiadomości, że nam zagraża najbardziej Państwo Islamskie a nie Asad, którego rękami bojowników islamskich Zachód usiłował obalić (co stało się casus belli wojny domowej). Znowu się będę powtarzał: realistycznie Europie nie zagrażają dyktatorzy, którzy umieją grać w pokera, tyle, że czasem używają znaczonych kart, zagrażają nam zbrodniarze, którzy w pokera nie chcą grać (zabrania im religia), a stolik chcą wywrócić i połamać. To, co stało się z Libią jest tego dobitnym przykładem. Upór Europejczyków i Amerykanów w chęci pozbycia się Asada prowadzi do tego samego (po latach Putin będzie mógł powiedzieć: ostrzegałem!).

3.

To, że nie lubimy Putina, a ostatnio nie lubimy też Rosji w ogóle, nie może przesłaniać nam tego, co dzieje się na Bliskim Wschodzie. Tam niekoniecznie rację posiadają nasi sojusznicy (pytanie też którzy? Turcja, która w praktyce współdziała z Państwem Islamskim?), zresztą czy to nie oni celowo doprowadzili do rozdygotania Bliskiego Wschodu? Czy Asad jest głównym winnym wojny w Syrii, jak usiłuje się to przedstawić? Czy pomysł na wojnę z Iranem, który dość długo firmowały USA, nie był pomysłem na totalną katastrofę? Czy polityka zachodnia nie wzmacnia najbardziej radykalnego islamu rodem z Arabii Saudyjskiej (tak, mieli obniżać ceny ropy, żeby dopiec Putinowi) kosztem szyityzmu?

Czy władza, która krzyżuje i ścina szesnastolatka za obrazę majestatu, nie jest równie zbrodnicza jak dyktator Asad? (Pytanie pomocnicze: Czy w Polsce musimy mieć takie samo zdanie jak "The Washington Post"?)

4.

Wniosek z tego, co dzieje się na Bliskim Wschodzie jest przykry: demokracja nie jest systemem uniwersalnym. Może potrzebna była ta gorzka nauczka (choć nie wiem na ile uczymy się na błędach) z tzw. Arabskiej Wiosny. Z pięciu krajów, w których dokonać się miały zmiany demokratyczne (Syria, Libia, Egipt, Tunezja, Jemen), w trzech mamy wojnę domową, w jednym chwiejną demokrację, w ostatnim - w sytuacji staczania się ku państwu islamskiemu - twarde rządy wojskowe.

Nie możemy tak do końca umywać rąk. W Syrii, Egipcie i Libii rządy autorytarne, które chcieliśmy obalać były rządami świeckimi ze skłonnością do socjalizmu. To, co pozostało na zgliszczach, to niespokojne upadłe państwa, z których na tratwach ucieka się do Europy.

5.

Rosja toczy całkowicie realistyczną rozgrywkę o wpływy i prestiż. Czy tego chcemy, czy nie, jej interesy bywają sprzeczne z naszymi, ale bywają również zbieżne, jak w przypadku Bliskiego Wschodu. Nie lubmy jej nadal, ale przynajmniej nie zakładajmy, że jej polityka w Syrii jest bardziej błędna i obłędna od naszej (to jest Zachodu).

(Dopisane: W polskich mediach pojawiły się komentarze, że Rosja destabilizuje sytuację w Syrii. Wiele mogę pojąć, ale naprawdę trzeba mieć klapki na oczach, żeby uznać, że w Syrii da się coś jeszcze zdestabilizować).

  

piątek, 04 września 2015
Jan Sowa, Fantomowe ciało króla, Universitas 2011

 

1.

To najważniejsza dla mnie naukowa lektura tego roku. Nie wyobrażam sobie teraz, zwracając szczególną uwagę tym Czytelniczkom i Czytelnikom, którzy o Polsce chętnie dyskutują, żadnej dyskusji o Polsce, jej przyszłości i rozwoju, jej polityce, w tym polityce zagranicznej, bez uwzględnienia tez Jana Sowy.

Wiem, że to tylko jedna z wielu całościowych propozycji wyjaśnienia Polski, ale tak zachłannie ją czytam, bo okazuje się być zbieżną z moimi intuicjami, niepopartymi Saidem i Lacanem. Autor bloga zauważał m.in. że jesteśmy barbarzyńcami spoza limesu, odwracamy się plecami od Morza Śródziemnego a patrzymy w stepy (tutaj) i że tym, co kieruje nasz wzrok magnata na czarnoziemach patrzącego na swojego chłopa (tutaj) ku wschodowi jest tęsknota za ukraińskimi dworkami (tutaj). Nasza polityka wschodnia jest więc zupełnie nieracjonalna, bo oparta na nostalgii i mitach. O tym wszystkim, tyle że mądrzej, pisze Jan Sowa. Jak nadejdzie era właściwej polityki historycznej, "Fantomowe ciało króla" trafi na indeks.

2.

Sporo tez Sowy wzbudzi przerażenie u osób naćpanych polską mitologią. Bo nagle okazuje się, że wcale nie byliśmy i nie jesteśmy wielcy. Należymy do państw niewydarzonych (s. 18), których nie objęło dziedzictwo Cesarstwa Rzymskiego. Sowa cytuje Gombrowicza: ten naród bez filozofii, bez: świadomej historii, intelektualnie miękki, duchowo nieśmiały (...) rozlazły naród lirycznych wierszopisów, folkloru, pianistów (s. 19).

Na marginesie: wczorajsze wydarzenia na Węgrzech dziwnym trafem pokazują - jak chce autor książki - że Polska jest tylko przykładem, a te same zjawiska dotykają inne kraje z pasa ziemi, pustki między Wschodem a Zachodem. (Bo, o zgrozo, Rosja się do tej grupy nie zalicza, Sowa zresztą sporo pisze o polsko-rosyjskiej rywalizacji).

3.

Kilka punktów do dalszej dyskusji (nie będę się rozpisywał, bo lepiej przeczytać i dyskutować): (a) od śmierci ostatniego Jagiellona Polska istniała tylko teoretycznie, stanowiąc w rzeczywistości federację magnackich dominiów (...) parodię demokracji w nowoczesnym sensie tego słowa, ponieważ z zasady wykluczała z udziału w rządzeniu radykalną większość społeczeństwa (s. 37); (b) unowocześnienie Polski stało się możliwe tylko dzięki państwom, które dokonały rozbiorów. Sam upadek państwa (de iure, bo jak udowadnia autor de facto Polska nie istniała już dawno) był nieunikniony z uwagi na to, że fantomowa Rzeczpospolita była skansenem w gwałtownie unowocześniającej się Europie; (c) Akt Unii Lubelskiej można porównać z ustaleniami Kongresu Berlińskiego z 1885 r.; umożliwił on kolonialny wyścig magnatów na wschód (a jak twierdzili Sarmaci, przybyli oni ze wschodu lub z południa by panować nad miejscowymi chłopami i mieszczanami) i zbudować gospodarkę podobną najbardziej do gospodarki Ameryki Łacińskiej. Zresztą monokultura zbożowa oparta na niewolnictwie do złudzenia przypomina monokultury bananowe bananowych republik Karaibów.

Nie byliśmy wielcy. Nasza historia stała się tak wspaniała w XIX w., gdy zbudowaliśmy mity potrzebne dla tworzenia tożsamości.

4.

W XVI w. polska szlachta dokonała wyboru geopolitycznego, który determinuje do dziś naszą politykę. Zamiast zdecydowanej ekspansji na Północ (czego nie zrobiła, bo kupcy holenderscy płacili nadal dobre ceny), postanowiła rozbudować terytorialnie potęgę państwa na południowym wschodzie.

Od tej pory zaczyna się to dramatyczne coś, co będziemy nazywali ideą jagiellońską, Międzymorzem, koncepcją ULB Giedroycia, wreszcie partnerstwem wschodnim. Mityczne myślenie mówiące o tym, że mamy misję do spełnienia na Wschodzie: Polska zawsze dążyła do reprezentowania Zachodu przed Wschodem (...) co znamienne, Polacy w minimalny sposób przyczynili się do gromadzenia systematycznej wiedzy na temat Wschodu (s. 378). 

Nic bardziej aktualnego, gdy czytamy o polskich pomysłach na nowe formaty rozmów i pamiętamy kluczową rolę ministra, co chciał na wojenkę z Rosją ruszać raz dwa. Nic zresztą nowego, bo od czasu Dymitriad, ustawicznie o tym Wschodzie marzymy, nawet nie pytając zainteresowanych mieszkańców Wschodu o ich zdanie. 

5.

Sowa pokazuje jak historycznie niebezpieczną jest ścieżka podążania za mitami i nostalgią. Coś, co nie pozwoliło magnaterii zrozumieć, że likwiduje własne państwo. Życie urojonym życiem i urojoną wielkością uodparnia nas na rzeczywistość i hamuje jakąkolwiek zmianę. Celują w tych urojeniach - znowu się czepiam, ale czytałem - polscy biskupi, którzy opisują Polskę w kategoriach religijnego wybrania. Biskup chełmski Paweł Piasecki pisał w XVI wieku podobnie: Postanowienie Rzeczypospolitej jest najlepsze, najgruntowniejsze, od samego Boga uformowane, odmiany żadnej nie potrzeba, bo nie może być jedno szkodliwa (s. 263).

Książka o fantomowym ciele polskiego monarchy okazuje się być doskonałą analizą polskiej współczesności.

6.

Na koniec znowu Gombrowicz cytowany z "Dzienników" (może trzeba przeczytać?): Przestańcie (...) hodować w sobie pobożne iluzje i sztuczne sentymenty. Nie, nigdy nie byliśmy szczęśliwi w Kraju. Tamte sosny, brzozy i wierzby są w istocie zwykłymi drzewami, które wypełniały was bezbrzeżnym poziewaniem, gdy, znudzeni, oglądaliście je niegdyś przez okno każdego ranka. Nieprawda, że Grójec jest czymś więcej niż przeraźliwą i prowincjonalną dziurą (...) Nie, to kłamstwo: Radom nigdy nie był poematem, nawet o wschodzie słońca (s. 504).

To w końcu, wniosek bardzo życiowy, pochwała życia jakim jest, a nie życia wypełnionego złudnymi wizjami: dworkami na Ukrainie, złotą wolnością Pierwszej Rzeczpospolitej (tej, co nie istniała) i ogólną szczęśliwością tej Drugiej. Wcześniej jednak konieczne zrozumieć, że nie jesteśmy wyjątkowi.

Ale tę perwersyjną myśl zapewne zwalczy sprawnie prowadzona polityka historyczna.

 

czwartek, 23 lipca 2015
Pesymizm

 

Kilka lat temu świat opierał się na pewnikach, twierdzeniach, które już na zawsze miały pozostać prawdziwe. Gwarantowały one pokój i szczęście, poświęcano więc im kolumny dzienników i potężne tomy prac naukowych, udowadniając, że ostatecznym celem ludzkości jest demokracja i neoliberalny kapitalizm, że chronić nas będzie potężne mocarstwo za morzem a stabilność gwarantować oparta na solidarności unia. Pewien człowiek, niejaki Fukuyama, napisał nawet o "końcu historii": to stwierdzenie wywoływało graniczący z orgazmem zachwyt wykładowców i publicystów. Byliśmy pewni świata, wiedzieliśmy do czego dążymy. Każdy, kto starał się owe dogmaty podważać, był traktowany jako sam siebie ośmieszający człek niespełna rozumu.

Nie minęło dziesięciolecie a staliśmy się mieszkańcami niespokojnego świata. Nasze pewniki rozsypały się, choć niektóre media uparcie bronią tezy, że nic się nie zmieniło. Stoimy na Ziemi, spod której uciekł, podtrzymujący jej płaskowyż, żółw. Stoimy z niedowierzaniem, że popełniliśmy błędy, całą masę błędów. A teraz znowuż trzeba świat obmyśleć na nowo, bo nikt się nie przygotowywał, że nie będzie już znajomych aksjomatów. Zwłaszcza w Polsce długofalowa analiza polityczna jest działką megalomanów i mitomanów.

1.

System gospodarczy, który miał być systemem idealnym i wiecznym, okazał się zawodny. (Bestsellerem stała się jego krytyka autorstwa Piketty'ego, na gruncie polskim: książki Króla i Sowy; ostatnio do grona krytyków dołączył nawet Belka). Wobec kapitalizmu dzisiaj można sformułować dwa główne zarzuty. Po pierwsze, doprowadził do oderwania kapitału od ludzkiej pracy i od człowieka jako osoby. Nieistniejący pieniądz zaczął krążyć dzięki wirtualnym operacjom, definiując cały świat. Ludzie i przyroda stali się zasobami służącymi pomnażaniu bogactwa, relacje zostały zastąpione przez transakcje. Państwo uznano za służebne nie wobec społeczeństwa, ale wobec gospodarki. Po drugie, kapitalizm nakręcił dziką, nieliczącą się z kosztami konsumpcję. To o tym pisze Franciszek w "Laudato si'". System edukacji ma dzisiaj za zadanie wychowywać bezmyślnych konsumentów, pochłaniających nieskończone ilości niepotrzebnych produktów, rzeczy. Społeczeństwo ma przynosić zysk, a kto nie przynosi zysku jest spychany na jego margines. Rzeczywistość została przeliczona na pieniądze. W tym kontekście ani kultura, ani przyroda nie posiadają już własnej, odrębnej wartości, oprócz wartości księgowej. Konsumpcja wyparła metafizykę, neoliberalny kapitalizm skutecznej niż jakikolwiek system ateistyczny, zabił Boga.

2.

Amerykańska polityka oparta na myśleniu o pomnażaniu zysków, prowadzona pod przykrywką działań na rzecz demokracji, doprowadziła do całkowitego załamania porządku na Bliskim Wschodzie i w Śródziemnomorzu. Włączenie się Polski i innych państw Europy w imperialną politykę USA okazało się potężnym i dalekosiężnym błędem. Obalanie dyktatur, które prowadziło do upadku państw i pogrążenia ich w chaosie wojny domowej, jak miało to miejsce w Libii, Syrii czy Iraku, a także wspieranie agresywnych odłamu islamu jako środka do realizacji celów politycznych, pozostawiło region wielokrotnie bardziej niestabilnym niż przed dziesięcioleciem.

Obiektywny obraz wydarzeń, w przypadku Syrii, przez długi czas blokowały media, bez szemrania ulegające propagandowej wizji okrutnego dyktatora i dobrych powstańców, do czasu, kiedy okazało się, że nietrafna polityka doprowadziła do powstania największego obecnie zagrożenia dla Europy, to jest Państwa Islamskiego (w tym wypadku Polakom też udało się wmówić, że większe zagrożenia stanowi Rosja). Po latach mącenia na Bliskim Wschodzie, pojawił się, wyhodowany przez nas samych, przeciwnik, którego głównym celem strategicznym jest zniszczenie Zachodu (a nie zapominajmy, że w jego wizji Zachodem jest również Rosja).

3.

Kolejnym pewnikiem była dla nas europejska solidarność, słowo wypowiadane z patosem, w tle oczywiście chór Beethovena, i odmieniane przez wszystkie przypadki. Mimo jej wymiaru patetycznego, o którym uczono w szkole i w imię którego dzieci maszerowały w maju z chorągiewkami, Polacy bardzo szybko uznali Unię za rodzaj bankomatu wypłacającego duże ilości gotówki, która się nam, wyłącznie nam, należy za wszystkie krzywdy w historii.

W obliczu napływu uchodźców wywołanego przez naszą bliskowschodnią awanturę (wiosnę, nie awanturę, jakby to powiedzieli eksperci, por. pkt 2) i zadłużenia Grecji, okazało się, że za Unią nie stoi już żadna jednocząca Europejczyków idea. Każdy jest pozostawiony sam sobie, każdy walczy wyłącznie o swoje. Chociaż z taką radością weszliśmy do Unii, to po kilku latach przestała być ona unią, stając się politycznym mechanizmem, gdzie wszyscy myślą o swoim własnym, a nie o jakimś wspólnotowym interesie. Więcej, przez lata Europejczycy zdołali się wyrzec własnych wartości na rzecz czystej konsumpcji, dlatego dziś stoją bezradni wobec radykalnego islamu. Nie mamy żadnej kontrpropozycji, poza baw się i kupuj

Ani Unia, ani Europejska nie są już słowami, które znaczą.

4.

(Każdy kto ma inne zdanie w sprawie Ukrainy, szybko jest oskarżany o bycie V kolumną albo ruskim trollem, w wersji erudycyjnej: pożytecznym idiotą, tak głęboko utknęliśmy po jednej ze stron w wojnie propagandowej. Dopiero teraz docierają do prasy wypowiedzi zwracające uwagę na realistyczny wymiar wojny na Ukrainie, dotychczas pomijane przez ekspertów, publicystów i polityków).

W konflikt o strefy wpływów w Europie Wschodniej między Rosją a USA, Polska zaangażowała się nie tylko bezwarunkowo, ale też z gorliwością zeloty, nie siląc się na realistyczną analizę sytuacji międzynarodowej i swoich własnych interesów. O ile pozostałe państwa europejskie pozostały w swych ocenach dosyć zrównoważone, Polska zajęła pozycję całkowitej aprobaty dla działań Kijowa, połączonej z rusofobią, opierając swoją politykę na mitologii. Było to tyleż naiwne, co niebezpieczne.

Nawet nie zauważono, że nasza antyrosyjskość przeniosła się ze sfery racjonalnej do sfery irracjonalnej. Umniejszanie kultury rosyjskiej, armia radziecka tylko zbrodnicza (Auschwitz wyzwolili Ukraińcy), groby sołdatów najlepiej ekshumować i wywieźć na wschód. Ta historyczna polityka wschodnia ośmiesza się najbardziej, gdy za ludobójstwo chcemy uznawać Katyń, a tego słowa unikamy w odniesieniu do Wołynia.

Bez zdrowego rozsądku, dążymy do konfrontacji, w której nie mamy szans.

 

wtorek, 21 kwietnia 2015
Yohanan Petrovsky-Shterm, Sztetl. Rozkwit i upadek żydowskich miasteczek na Kresach Wschodnich, Wydawnictwo UJ 2014

 

(w formie notatek)

To książka o zachodnich kresach Cesarstwa Rosyjskiego - opowiadam Ag. A dlaczego w tytule są Kresy Wschodnie? - docieka Ag. i jestem zbity z tropu. Sprawdzam w oryginale: in East Europe. A więc do tłumaczenia wkradł się nasz mit, który każe ziemie po Dniepr nazywać Kresami Wschodnimi.

Moja definicja: sztetl to specyficzna forma gospodarcza występująca na terenach dawnej Rzeczpospolitej Obojga Narodów będących w posiadaniu prywatnym, charakteryzująca się powierzeniem przez właściciela funkcji ekonomicznej (handel, usługi) ludności żydowskiej. (Uznając te tereny za obszary kolonialne, sztetl pełni rolę faktorii).

W przeciwieństwie do współczesnych im dystyngowanych włoskich dyplomatów, angielskich misjonarzy czy francuskich artystów, którzy przyjeżdżali do Europy Wschodniej w poszukiwaniu szlachetnych dzikich, pierwsi rosyjscy odkrywcy sztetlu byli anonimowymi, skromnymi i pracowitymi urzędnikami: kartografami (s. 44). Miód na serce anonimowego urzędnika.

Może w strukturze ekonomicznej sztetlu (poprzez który kolonizator wykorzystuje skolonizowanych) i w reakcji ludności żydowskiej na hurraoptymizm związany z postacią Napoleona należałoby szukać źródeł współczesnego (tzn. dwudziestowiecznego) polskiego antysemityzmu? Pojęcie żydokomuny na poziomie mitycznym wpisuje się w znajomy schemat z początku XIX wieku (Żydzi wiwatują na cześć zwycięstwa Rosjan nad Francuzami).

Wykaz towarów, które zrozpaczona rozbiorami polska arystokracja importowała do swoich dworów, a czego importować zabroniła Katarzyna Wielka: kolie, złote i srebrne kolczyki, sygnety, pierścionki, wachlarze, francuskie wina, koniaki i szampany, tabakiery i fajki, złote i srebrne klamry do pasków, złote i srebrne zegarki i łańcuszki (s. 63). Wybaczcie sarkazm, ale mit patriotycznej szlachty (pojawiający się dzisiaj w kontekście reprywatyzacji szkół, przedszkoli i muzeów) jest dla mnie równie zabawny jak mit naszej Ukrainy (czyli rzeczonych Kresów Wschodnich).

Mistyczne złudzenia prowadzą do nielojalności, separatyzmu, fanatyzmu i wywrotowych poglądów (s. 313).

 

wtorek, 21 października 2014
O zabawach w wojnę

 

Otóż ten, jak się wydaje, niemądry chłopiec chciał się bawić w wojnę. Wojnę pamiętał jeszcze z czasów, kiedy kojarzyła mu się z najlepszą przygodą młodości w górach Pamiru. Tratata! - strzelać do Ruska.

Nie powinno się chłopcom w krótkich spodenkach1, chociażby ich żony pisały do prestiżowych dzienników2, oddawać pod opiekę państw. Cóż, że ma sporo adoratorów, taki przystojny chłopiec, zachwycających się jego europejskim formatem, przenikliwą inteligencją oraz odwagą (zwłaszcza w polityce wschodniej)3. Widział się nawet (i jego widzieli) na wyższych stanowiskach. (NATO, może Unia, uff, Opatrzność czuwała nad Europejczykami!)

Może więc nie mity, ale właśnie ta chłopięca beztroska wyjaśniają, czemu wciągnęliśmy się z takim zapałem w obcą wojnę i czemu aż tak bardzo dzisiaj nas tam nie chcą. Być bardziej ukraińskim od Ukraińców, znowu strzelać do Ruska. 

(Lekcja, której udziela nam marszałek sejmu to lekcja politycznej nieodpowiedzialności. Opowieść o tym jak czyjeś obsesje, fobie i bezkrytyczne samouwielbienie z łatwością mogą doprowadzić do katastrofy całe państwo. Oczywiście taka osobowość musi trafiać na podatny grunt: pozwala na to odpowiednie kształtowanie opinii publicznej, utwierdzanie mitów, nawet naukowe ich uzasadnianie. Lekcja dla wszystkich idealistów, co myśleli, że w polityce zagranicznej chodziło nam o jakiś zbiorowy interes.)

 

______

1 O tym, że nie dorósł pisałem tutaj.
2 O tym, że żona ministra jest ważna pisałem tutaj.
3 Taki też miał być nasz dawny wódz Śmigły-Rydz, o czym pisałem tutaj.

piątek, 17 października 2014
O politycznej mitologii

 

Tęsknota za ukraińskimi dworkami1 to w gruncie rzeczy tęsknota za przeszłością, której nie można cofnąć. Zrozumiał to młody Iwaszkiewicz tuż po swojej pożegnalnej wyprawie po Kijowszczyźnie, która nieuchronnie staczała się w niebyt, zabierając ze sobą portrety Napoleona, listy pisane przez króla Stasia i malownicze pałacowe stawy.

Tęsknota za ukraińskimi dworkami to ten rodzaj nostalgii, który każe spostrzegać nam Ukrainę  zupełnie inaczej niż patrzą na nią obcy. Jako miejsce tak bliskie, tak nasze, że zaczynamy być emocjonalni a przestajemy być rozumni.

Tęsknota narodów, wyrażana przez ich przywódców, nie jest uczuciem chwiejnym, trwa latami, jeśli nie wiekami. Jest zbiorowym pragnieniem, które zadurza. Ciężko nawet analizować ją na płaszczyźnie racjonalnej, mówimy o - zacytuję Kępińskiego - przestrzeniach przeżywanych, więcej przestrzeniach wyobrażonych. Wszyscy ludzie tam dzielą z nami nasz los, są naszymi przyjaciółmi, wszystko wydaje się takie znajome, tkwi w nas to przeświadczenie - wyobrażamy sobie - witają nas z otwartymi ramionami, też tęsknili za nami. A miejsca? Miejsca - jak w literaturze ezoterycznej - stają się miejscami mocy: wyobrażamy sobie szum Dniepru, tętent koni na Kosowym Polu, zaśpiew robotników na kauczukowych plantacjach nad Kongo. Kolonizator tęskni za skolonizowanym, tęskni i kocha nieodwzajemnioną miłością. A jeśli kocha to idealizuje: i ukochanego, i siebie. W ukochanym przecież nie widzi się żadnych wad, a wszelkie skazy tłumaczy się własną omylnością albo cudzym podstępem. Tak można pisać pamiętniki, poszukiwać straconego czasu, ale tak nie można prowadzić polityki zagranicznej.

Dlatego postuluje się powołanie Pracowni Dekonstrukcji Mitów, ustanowionej jako państwowa jednostka budżetowa, zatrudniającej antropologów, która zajmowałaby się prewencyjną weryfikacją analiz, wypowiedzi i deklaracji kształtujących politykę zagraniczną pod kątem poziomu ich nieuświadamianej irracjonalności, tudzież ich odwoływania się do mitologii i wyobrażeń czy też zbiorowych ułud i tęsknot.

 

______

1 O tym samym pisałem, ciągle się powtarzam, tutaj i tutaj.

 
1 , 2 , 3