2016: 8 filmów, 75 książek - 2015: 39 filmów, 78 książek - 2014: 66 filmów, 89 książek - 2013: 46 filmów, 60 książek
Archiwum
Zakładki:
zBLOGowani.pl

Wpisy z tagiem: hala Mirowska

czwartek, 13 lipca 2017
Dziennik pisany w lipcu

 


(Monica Bellucci w filmie "Malena", reż. G. Tornatore, 2000, źródło: tumblr.com)

 

Odcięcie

Zapytałem żartem, czy jeszcze pracuję. Tak, oczywiście - odpowiedzieli informatycy, dodając, że sieć nie rozpoznaje mojego komputera i nie wiedzą czemu. Najpierw był jeden, potem przyszedł kolejny - odbywali konsylium wpisując magiczne formuły. Nie działało. Odcięli mnie od codzienności: i tak nie chciałem wracać (05.07.2017).

Mandarynki

Siedzieliśmy w gabinecie przed telewizorem. Aktor, pomyślałem, gdy zaczął z emfazą i ekscytacją. Słowa mówił gładkie, pochlebne, tłum wiwatował. Bóg, Polska, cywilizacja - tak niewiele trzeba w tym kraju, żeby stać się prorokiem. Aktor, przysłuchiwałem mu się uważnie, choć w gabinecie sam jeden byłem sceptyczny. On grał, a myśmy się z każdą minutą na jego grę nabierali.

Tego dnia zrozumiałem jak bardzo jest naiwny ten naród żyjący nad Wisłą, jak łatwo go kupić, jak niewiele trzeba, żeby go zmanipulować. Zrozumiałem historię i teraźniejszość: wiara w cuda, zamachy w Smoleńsku, Jezusa, który jest Polakiem, własne wybranie i dziejową misję, strach przed obcymi, ucieczka od wolności i rozumu: małe niedojrzałe narody są jak małe niedojrzałe mandarynki, nie nadają się do niczego.

Prawicowy propagandyści dochodzili na wizji, z ekranów lały się peany ku czci człowieka, którego reputacja jest bądź co bądź nie najlepsza. To było jak Zjazd Gnieźnieński, Jan Paweł II zmartwychwstał - odpytywali otumanionych ludzi, którym do głowy nie przyszło, żeby sprawdzić kim naprawdę jest Donald Trump. Ten ostatni spieszył się na spotkanie z Wołodią, oni pobiegli machać flagami (06.07.2017).

Niewypowiadalne

Było mnie w dwóch fontannach.
Było mnie w czterech kawiarniach.
Nie było mnie u mnie.

Wybiegłem a potem wróciłem, zamknąłem się w pokoju i odczyniłem uroki (07.07.2017).

Malena

Pod halą młoda dziewczyna w krótkiej białej sukience w granatowe pasy pakuje do reklamówek wysmukłe ostróżki: bardzo jej z nimi do twarzy. Za sprzedawców tego ranka robi dwóch chłopców, lat najwyżej dwanaście, ojciec przysypia w furgonetce. Gdy dziewczyna przykuca i nachyla się, a oni podają jej w słońcu zielone łodygi, ich ciekawskie twarze oblewa rumieniec.

Przypominam sobie Monicę Bellucci, która spaceruje - ta scena na zdjęciu - po najpiękniejszych Syrakuzach (08.07.2017).

Plac

Tatusiowie w galeriach handlowych obsiadają place zabaw. Przyglądają się przechodzącym, zapisują w komórkach bloga. Dziecko akurat zasnęło, więc nie trzeba biegać. Jeśli to przywidok, to ja też już śnię (09.07.2017).

Czekolada

To, co pójdziesz po czekoladę? - zapytała A. Właśnie zamierzałem - pośpiesznie nakładałem buty. Od lat zdarza się to samo. Pamiętam, kiedyś przeczesywałem późnym wieczorem okolice w poszukiwaniu draży, ale dawno nie jemy już draży. Teraz tylko z okienkiem. Szybko do kerfura. Mijam sąsiada, który wraca z wódką (10.07.2017).

Sushi

(O, Portugalio!) Któregoś dnia po powrocie kupiliśmy z sąsiadami (innymi, nie tymi od wódki) na spółkę sushi. Potem trzeba było oddać pieniądze i jakoś tak zleciało. Poszedłem wieczorem. Otwierają drzwi. W salonie leci - znaczy oni to oglądają - gadzinowa telewizja a w niej gość o oczach świra, który - dam sobie uciąć palca - jest agentem Wołodii, oskarża o zdradę Wałęsę. Więcej sushi raczej nie będzie (11.07.2017).

Południe

Przyszedłem cię zobaczyć, ale ciebie nie ma. Albo cię wymyśliłem, albo zbyt daleko. Wezmę flat white na wynos i obejrzę zdjęcia. Oglądanie to nic innego jak udawanie, że naprawdę (12.07.2017). 

Diabeł i brzytwa

Padało od rana. Kolega mormon zdradził mi w sekrecie, że przez papieża Franciszka przemawia diabeł. Zresztą sam diabeł o tym zaświadczył w Brazylii. (W Brazylii mówią po portugalsku!) Zastanawiam się, czy z tego dziennika będzie się kiedyś dało odczytać świadectwo tego jak kraj przechodził od demokracji do autorytaryzmu (bez metafor, że my z demokracją to jak małpa z brzytwą). Autor bloga, oportunista, jawny współpracownik, przyglądał się milcząco, co oznacza zgodę. Było to tego lata, w którym rządzący uznali, że Monteskiusz się mylił i narodziła się nad Wisłą mała Turcja (a może Salazaria?). Być może autor bloga nawet znacząco chrząkał w proteście (13.07.2017).

 

poniedziałek, 10 kwietnia 2017
Dziennik. Światło poranka

 

(Henri Matisse, Odaliska, 1923, Stedelijk Museum, Amsterdam, źródło: wikiart.org)

 

Sobota jak dawniej. Całe pęki wierzbowych gałęzi wnieśliśmy do kawiarni przy hali, i Dziecko. Słońce prosto w nas. Zamówiliśmy truskawki dla Dziecka i wierzyliśmy ile się da w zmartwychwstanie (08.04.2017).

 

sobota, 18 lutego 2017
Dziennik. Żółty

 

(Gustave Caillebotte, Żółta łódź, 1891, Norton Simon Museum, Pasadena, CA, źródło: wikiart.org)

 

Chciałem zobaczyć wiosnę na Hali, ale nic z tego. Myjący okna na wieżowcu opodal gubili się we mgle na własnych linach. Kupiłem żonkile z tęsknoty za kolorami innymi niż odcienie szarości. (Za to w lidlu w najlepsze Wielkanoc).

Przez te kolory za pierwszym razem pomyślałem, że ten obraz jest wesoły - tyle ma w sobie ciepłego Południa. Ale im dłużej przyglądam się żółtej łodzi, tym bardziej dochodzę do przekonania, że ta słoneczna rzeka to albo Styks albo Lete, a ów mężczyzna zrozumiał już dokąd płynie (18.02.2017).

 

sobota, 19 listopada 2016
Dziennik. Listopad albo horror klasy C

 

Staruszki z dwukółkami z brygad męczenników al-Aksa wybiegają wprost pod nadjeżdżające Ogrodową auta. Wycieraczki pracują rzęsiście. Ledwo, co zgarniam je z szyb (19.11.2016).

 

niedziela, 16 października 2016
Dziennik. Utracona przyjemność autora bloga

 

Spodziewałem się, że kiedyś nadejdzie w końcu dzień, w którym stracę przyjemność. Dzisiaj. Pozostał obowiązek: lista zakupów w telefonie. Toteż obojętnie spoglądam na stosy kolorowych jabłek, na paletę dyń, mijam sery, które kiedyś by mnie zatrzymały i takież wędliny. Nie interesuje mnie przyglądanie się i obwąchiwanie. Nie przebieram między mango i granatami. Jest przenikliwe zimno a Jo., nie wiedząc nawet, że rozmawia z zupełnie kimś innym, zabiera w torbach wrzosy i marcinki. Rydzów nie ma już drugi tydzień. 

Nie mogę pojąć, że rok temu taka w tym miejscu radość (tutaj).

(15.10.2016)

 

czwartek, 22 września 2016
Dziennik. Notatki o oczekiwaniu na jesień

 

(Maurice Denis, Procesja ślubna, 1892, kolekcja prywatna, źródło: wikiart.org)

 

Niedziela (18.09.2016)

Wbrew temu, co twierdzi A., nadciąga (nie wymawiaj tego słowa na "j" - przestrzega A.), więc trzeba będzie kupić zamiast ostatnich mieczyków astry i przyzwyczaić się do ciemności. Dziecko rozpoczęło już, zachwycając się lampami, przy czym Księżyc w pełni traktuje jako rodzaj lampy.

Zmniejszanie się Księżyca.

Nadal żeglujemy, właściwie dryf na pomarańczowym łóżku, aż czytam gazety. Jesień przychodzi przez ciało. Dorastanie i starość, dwa momenty, kiedy podobnie jak teraz, uświadamiasz sobie przemijanie-przemienianie. W gazetach: piękny projekt fotograficzny o tym przemijaniu-przemienianiu "Julia Wannabe" (tutaj).

Poniedziałek (19.09.2016)

Nagrzane latem ciała dostają gęsiej skórki. Światło poranka jest przedziwne. Piękne w nim zimno. Sto trzy.

Nie kupuję na hali astrów. Pachną jabłka. Śledzę między straganami chińską wycieczkę.

Zapisuję potem: mężczyzna szedł z ciastem w torbie i kopał kolczaste skorupki kasztanów.

Wtorek (20.09.2016)

Rozstali się. Ostatnio tak pop uderzył mi do głowy jak umarł Jackson (tutaj). A przecież rozstawanie to tylko jeden z symptomów.

Jak się porzuca myśl o własnej wyjątkowości, to z nią się porzuca własne pasje. Pozostaje blog, jeden z milionów, ułuda wyjątkowości. Za wszelką cenę nie chcesz żyć życiem płaskonurów: autor bloga twórczo łączy gatunki kaczek i alk.

Środa (21.09.2016)

O szyby deszcz dzwoni, idę Żurawią z Dż. (ona na pewno się ucieszy, że wspomnę o tym na blogu). 

Czwartek (22.09.2016)

Pokazuję Dziecku jak zmniejszył się Księżyc, nie wiem czy poznaje go od pełni. Poranek, jeszcze piękniejsze zimno, jeszcze więcej gęsiej skórki. Fotografuję cienie na chodniku. Przyjdzie o 16.21, pisze M.

 

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 9