2016: 8 filmów, 75 książek - 2015: 39 filmów, 78 książek - 2014: 66 filmów, 89 książek - 2013: 46 filmów, 60 książek
Archiwum
Zakładki:
zBLOGowani.pl

Wpisy z tagiem: hala Mirowska

poniedziałek, 10 kwietnia 2017
Dziennik. Światło poranka

 

(Henri Matisse, Odaliska, 1923, Stedelijk Museum, Amsterdam, źródło: wikiart.org)

 

Sobota jak dawniej. Całe pęki wierzbowych gałęzi wnieśliśmy do kawiarni przy hali, i Dziecko. Słońce prosto w nas. Zamówiliśmy truskawki dla Dziecka i wierzyliśmy ile się da w zmartwychwstanie (08.04.2017).

 

sobota, 18 lutego 2017
Dziennik. Żółty

 

(Gustave Caillebotte, Żółta łódź, 1891, Norton Simon Museum, Pasadena, CA, źródło: wikiart.org)

 

Chciałem zobaczyć wiosnę na Hali, ale nic z tego. Myjący okna na wieżowcu opodal gubili się we mgle na własnych linach. Kupiłem żonkile z tęsknoty za kolorami innymi niż odcienie szarości. (Za to w lidlu w najlepsze Wielkanoc).

Przez te kolory za pierwszym razem pomyślałem, że ten obraz jest wesoły - tyle ma w sobie ciepłego Południa. Ale im dłużej przyglądam się żółtej łodzi, tym bardziej dochodzę do przekonania, że ta słoneczna rzeka to albo Styks albo Lete, a ów mężczyzna zrozumiał już dokąd płynie (18.02.2017).

 

sobota, 19 listopada 2016
Dziennik. Listopad albo horror klasy C

 

Staruszki z dwukółkami z brygad męczenników al-Aksa wybiegają wprost pod nadjeżdżające Ogrodową auta. Wycieraczki pracują rzęsiście. Ledwo, co zgarniam je z szyb (19.11.2016).

 

niedziela, 16 października 2016
Dziennik. Utracona przyjemność autora bloga

 

Spodziewałem się, że kiedyś nadejdzie w końcu dzień, w którym stracę przyjemność. Dzisiaj. Pozostał obowiązek: lista zakupów w telefonie. Toteż obojętnie spoglądam na stosy kolorowych jabłek, na paletę dyń, mijam sery, które kiedyś by mnie zatrzymały i takież wędliny. Nie interesuje mnie przyglądanie się i obwąchiwanie. Nie przebieram między mango i granatami. Jest przenikliwe zimno a Jo., nie wiedząc nawet, że rozmawia z zupełnie kimś innym, zabiera w torbach wrzosy i marcinki. Rydzów nie ma już drugi tydzień. 

Nie mogę pojąć, że rok temu taka w tym miejscu radość (tutaj).

(15.10.2016)

 

czwartek, 22 września 2016
Dziennik. Notatki o oczekiwaniu na jesień

 

(Maurice Denis, Procesja ślubna, 1892, kolekcja prywatna, źródło: wikiart.org)

 

Niedziela (18.09.2016)

Wbrew temu, co twierdzi A., nadciąga (nie wymawiaj tego słowa na "j" - przestrzega A.), więc trzeba będzie kupić zamiast ostatnich mieczyków astry i przyzwyczaić się do ciemności. Dziecko rozpoczęło już, zachwycając się lampami, przy czym Księżyc w pełni traktuje jako rodzaj lampy.

Zmniejszanie się Księżyca.

Nadal żeglujemy, właściwie dryf na pomarańczowym łóżku, aż czytam gazety. Jesień przychodzi przez ciało. Dorastanie i starość, dwa momenty, kiedy podobnie jak teraz, uświadamiasz sobie przemijanie-przemienianie. W gazetach: piękny projekt fotograficzny o tym przemijaniu-przemienianiu "Julia Wannabe" (tutaj).

Poniedziałek (19.09.2016)

Nagrzane latem ciała dostają gęsiej skórki. Światło poranka jest przedziwne. Piękne w nim zimno. Sto trzy.

Nie kupuję na hali astrów. Pachną jabłka. Śledzę między straganami chińską wycieczkę.

Zapisuję potem: mężczyzna szedł z ciastem w torbie i kopał kolczaste skorupki kasztanów.

Wtorek (20.09.2016)

Rozstali się. Ostatnio tak pop uderzył mi do głowy jak umarł Jackson (tutaj). A przecież rozstawanie to tylko jeden z symptomów.

Jak się porzuca myśl o własnej wyjątkowości, to z nią się porzuca własne pasje. Pozostaje blog, jeden z milionów, ułuda wyjątkowości. Za wszelką cenę nie chcesz żyć życiem płaskonurów: autor bloga twórczo łączy gatunki kaczek i alk.

Środa (21.09.2016)

O szyby deszcz dzwoni, idę Żurawią z Dż. (ona na pewno się ucieszy, że wspomnę o tym na blogu). 

Czwartek (22.09.2016)

Pokazuję Dziecku jak zmniejszył się Księżyc, nie wiem czy poznaje go od pełni. Poranek, jeszcze piękniejsze zimno, jeszcze więcej gęsiej skórki. Fotografuję cienie na chodniku. Przyjdzie o 16.21, pisze M.

 

niedziela, 28 sierpnia 2016
Dziennik. Idę ku słońcu

 

 

(Xawery Dunikowski, Autoportret (Idę ku słońcu), 1916-1917, Muzeum Rzeźby im. Xawerego Dunikowskiego w Królikarni, źródło: a.b.)

 

Nie kupujemy astrów, nie będziemy przybliżać jesieni - mówi rano na hali A. zaklinając pory roku. Jesieni dzisiaj nie ma. Licznik w samochodzie najpierw pokazuje osiemnaście, a po godzinie - dwadzieścia dziewięć.

Wystawa "Rodin/Dunikowski. Kobieta w polu widzenia" w Królikarni zestawia obok siebie kilka raczej drugorzędnych dzieł Francuza z imponującymi rzeźbami Dunikowskiego (the best of - jak sądzę). Powiedzmy to szczerze: przy nich Rodin wypada blado. To, co jest odkrywcze to jego akty akwarelą (warto im poświęcić więcej czasu, choć my, tańcząc z Dzieckiem, biegliśmy ku słońcu).

Zatrzymaliśmy się dopiero w sali z autoportretami. Wszystko się ze sobą łączy tego lata w tej kolorowej rzeźbie: Dionizos, o którym teraz czytam; papuaskie bóstwa mórz południowych (tego roku wszyscy płyną na Papuę); Król Lasu Frazera (27.08.2016).

 

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 8