2017: 69 książek - 2016: 75 książek - 2015: 78 książek - 2014: 89 książek - 2013: 60 książek
Archiwum
Zakładki:
zBLOGowani.pl

Wpisy z tagiem: reportaż

niedziela, 22 kwietnia 2018
Karolina Sulej, Wszyscy jesteśmy dziwni, Instytut Reportażu 2018

 


(Martin Elkort, Soda Fountain, Coney Island, 1951, źródło: http://martinelkort.com/coney-island)

 

Coney Island, och, Coney Island! Do Lwowa nigdy nie chciałem jechać, do Nowego Jorku bardzo a już szczególnie do Coney Island, do tego wielkiego lunaparku ze starych zdjęć. Miejsca tak - w moich wyobrażeniach - fotogenicznego, że bardziej się nie da. Udowadniają to zresztą kolejne pokolenia zawodowców i amatorów, choćby Weegee, czy - u góry - Martin Elkort. Pojechać do Coney Island i robić zdjęcia, chociaż akurat te, w książce Karoliny Sulej, mają duży walor dokumentacyjny, ale mało poezji.

Mało poezji. Już nie chcę jechać do Coney Island. Powinienem z tego uczynić główny zarzut w stosunku do autorki: zabrała mi piękne wyobrażenie. Mało poezji, z rzadka trafiają się takie perełki jak to zdanie z rozmowy z rzeźnikiem: Kiedy tniesz mięso i zaczynasz widzieć ten marmur żyłek to jest jak zakochanie (s. 29).

Więc jeśli nie jest to przewodnik po legendarnym Coney Island (może dlatego brakuje w nim mapy?), to czym jest ten reportaż? Rzadko się zdarza, że tytuł tak trafnie zapowiada treść. Zamiast obrazka obyczajowego z przedmieść Wielkiego Jabłka, Karolina Sulej pisze studium o ludzkiej dziwności. O tych wszystkich luźnych ludziach, którzy nie pasują do socjologicznych teorii: dziwadłach z urodzenia albo z wyboru. O tym jak się im przyglądano, a Coney Island wciąż daje do tego pretekst.

Zresztą najbardziej zastanawia to w jaki sposób dziwność zmienia się w czasie. Fenomenalna jest w książce opowieść o pokazach wcześniaków i o tym, że inkubatory jako pierwsze pojawiły się w cyrku (s. 41-42). Wszyscy jesteśmy dziwni, kończę reportaż Karoliny Sulej i zabieram się za "Historię polskiego szaleństwa".

Wybrane zdjęcia z Coney Island: tutaj, tutaj i tutaj.

 

sobota, 21 kwietnia 2018
Cezary Łazarewicz, Koronkowa robota, Czarne 2018

 


(Kadr z filmu "Sprawa Gorgonowej", reż. Janusz Majewski, 1977, źródło; stopklatka.pl)

 

Zanim zdążyłem opisać "Koronkową robotę", przeczytała ją A. No, to zabójstwo to wcale nie była koronkowa robota - stwierdziła. Ale może chodzi o pracę prokuratora albo adwokata - oponowałem. Jakby nie było, książka Cezarego Łazarewicza jest koronkową robotą.

Czyta się jak porządny kryminał noir: surowy, zimny, bez większych emocji. Niby wszystko jest oczywiste, ale autor sugeruje, że jednak nie do końca. Zaczyna się część współczesna: żmudne poszukiwanie Gorgonowej dzisiaj, chwytanie się niewyjaśnionych wątków, dopytywanie. Musiał autor być tak sugestywny, że po raz pierwszy w życiu pomyślałem, że pojechałbym do Lwowa.

Okazuje się, że reportaże (bo oprócz tego, że to porządny kryminał, to również pierwszej klasy reportaż), które czytam mają ze sobą coś wspólnego. Tytuł "Wszyscy jesteśmy dziwni" pasuje zarówno do połykacza ognia, kobiety z brodą, jak i rzekomej morderczyni. Chodzi o wpatrywanie się w radykalną inność, potrzebną dla dobrego samopoczucia. Pobożne i porządne lwowianki chcące zlinczować Ritę Gorgonową nie różnią się od swoich wnuczek (i wnuków), którzy z zapartym tchem śledzili sprawę Mamy Madzi. (Spojler): I choć Łazarewicz - wykluczając kolejne przesłanki - udowadnia, że Krzywicka, Hirszfeld et consortes mylili się co do niewinności Rity G., nie sposób nie stanąć po ich stronie. Wbrew "Faktowi", wbrew faktom.

 

wtorek, 17 kwietnia 2018
Justyna Kopińska, Z nienawiści do kobiet, Świat Książki 2018

 

W sprawie Polacy przeciw ośmiu latom rządów ciepłej wody poprzednia, nagradzana książka Justyny Kopińskiej (tutaj) była jednym z głównych dowodów oskarżenia. Ba, upieram się, że bez niej nie da się do końca zrozumieć dlaczego stało się - w czasie wyborów - tak jak się stało, tudzież dlaczego stopniowa likwidacja rządów prawa w Polsce spotyka się ze społecznym przyzwoleniem. Śmiało powiedziałbym, że "Polska odwraca oczy" to jeden z najważniejszych głosów dekady.

Dlatego rozczarowanie. Poczynając od czcionki, której wielkość ma za zadanie ukryć szczupłość tomiku. Poprzez wypunktowane na początku każdego reportażu leady, które sprawiają wrażenie, że oto wydawca wyrwał coś z popularnego portalu. Obok co najmniej dwóch mocnych reportaży, do książki włączono też rzeczy słabsze - widać, że wydawca śpieszył się z publikacją, zupełnie niepotrzebnie. Prawdziwym kuriozum jest dołączenie na końcu wywiadu z autorką, w którym m.in. wyjaśnia ona, czemu wybór jest taki, a nie inny. Książka powinna się bronić bez tego rodzaju objaśnień:
- O co pani chodziło w reportażu X?
- Reportaż X [który można przeczytać dwadzieścia stron wcześniej] opowiada o...

 

niedziela, 04 marca 2018
Olga Gitkiewicz, Nie hańbi, Dowody na Istnienie 2017

 


(Lewis Hine, Rhodes Mfg. Co. Spinner. Chwila spojrzenia na zewnątrz. Mówiła, że ma 11 lat i od ponad roku pracuje, Lincolnton, N.C., 1908, źródło: wikimedia.org)

 

3 marca:

Wbrew pojawiającym się recenzjom, tudzież nominacji do nagrody Kapuścińskiego, największą wartością tej książki nie jest wcale opowieść o dzisiejszym rynku pracy. Ba, historia o Mordorze, nadużywająca korporacyjnego żargonu, wydaje się naciągana, a znowuż fragment o Szydłowcu jakiś niedokończony.

Za to to, co "Nie hańbi" opowiada o pracy w żyrardowskich tkalniach jest bardzo ciekawe. W tych fragmentach (nitkach) autorka wyraźnie podąża śladami autora "13 pięter", śledząc losy kolejnych pokoleń robotników (i kolejnych pokoleń fabrykantów). W dobie zachwytów nad dwudziestoleciem warto pamiętać opisy żyrardowskiej nędzy i niesprawiedliwości. Owszem, świat można widzieć z perspektywy "Ziemiańskiej", ale będzie to tylko ćwierć, a może i mniej prawdy.

Brakuje na stronach tej książki przypomnienia, że rolę Żyrardowów przejęły dzisiaj fabryki Bangladeszu, które są na tyle od nas odległe, że udajemy, że ich nie ma.

Dawno temu ksiądz Tischner pisał, że polska praca jest chora. Po lekturze żyrardowskiej części książki Gitkiewicz rodzi się we mnie pytanie, czy pracę da się w ogóle uzdrowić? Jak wiecie jestem pesymistą.

 

wtorek, 19 grudnia 2017
Piotr Lipiński, Bierut. Kiedy partia była bogiem, Czarne 2017

 


(Pomnik Bieruta w Lublinie, odsłonięty w 1979 r., (c) NAF Dementi, Archiwum Ośrodka Pamięć i Przyszłość, źródło: teatrnn.pl)

 

Od tygodnia trwa ciepła pogoda, która sprawia, że tegoroczna wiosna, aczkolwiek spóźniona, staje się niebywale piękna. Wszystko naraz zielenieje, kwitnie - czyniąc wrażenie gwałtownego wyzwolenia się wewnętrznego piękna i życia w przyrodzie (Bolesław Bierut, 11.05.1947, s. 157).

Cyrankiewicz z biografii Lipińskiego to był smakosz życia: czasem cynik, czasem sceptyk, ale przede wszystkim oportunista.

Co innego Bierut. Materiał na komunistycznego świętego, nie męczennik, ale wyznawca. Cichy i pokornego serca, wieczorami czytający akta w sprawie oskarżonych, którym odmówi łaski. Znawca architektury. Asceta.

A może - głośno się zastanawiam - ten wstrzemięźliwy styl życia wynika z miejsca urodzenia? Wiecznie melancholijnego Lublina? On też stamtąd, on taki sam.

Różnice między oboma portretami widać w samej książce: Bieruta nie da się poznać, zauważa autor. Nie da się znaleźć dla niego odrobiny sympatii.

 

środa, 22 listopada 2017
Barbara Seidler, Pamiętajcie, że byłem przeciw. Reportaże sądowe, Czarne 2017

 


(Bolesław Miedza, Rozpoczęcie procesu w tzw. aferze mięsnej, listopad 1964 r., PAP, źródło: https://magazyn.wp.pl/artykul/lepsza-lodowka-lepszy-telewizor-domek-za-miastem-i-kara-smierci)

 

W czasach, o których mi opowiadała, czyli bardzo dawno, Babcia jeździła do Lublina przysłuchiwać się rozprawom w sądzie. Sąd mieścił się w cieniu dawnego cmentarza ewangelickiego. Wtedy nie czytałem jeszcze reportaży, więc nie wiedziałem właściwie, co w tym sądzie mogło być ciekawego (choć w tym samym czasie z ochotą oglądałem "997"). Zwracam uwagę na to, bo kiedy Babcia przesiadywała w sądzie w Lublinie, na alei Świerczewskiego w Warszawie rozprawom przysłuchiwała się Barbara Seidler.

Jej reportaże, właściwie pitawale, relacjonujące dzień po dniu procesy w sprawach różnych - od zabójstw po malwersacje - pokazują chyba najlepiej jak bardzo zmieniło się, pod względem umysłowym, społeczeństwo. Kto dziś będzie czytał streszczenia wypowiedzi oskarżycieli i obrońców? Kto przygląda się uważniej oskarżonym? Po co to, skoro codzienne szmatławce na pierwszej stronie już wydają wyrok, wiedząc lepiej? Ach, jaka Barbara Seidler jest staromodna.

Są trzy miejsca w tym zbiorze, które przykuwają moją uwagę.

Pierwsze, to gwałtowna filipika autorki przeciwko karze śmierci. Wbrew ówczesnemu prawu, wbrew opinii publicznej tamtej i dzisiejszej. Wielki tekst. Trzeba było sporo odwagi, żeby tak pisać.

Drugie, to wspomniana historia z Żoliborza, o nauczycielce katującej przybranego synka. Historia z ciągiem dalszym w postaci reportażu "Śliczny i posłuszny" Mariusza Szczygła z 2013 r., w którym odnajdujemy ową morderczynię - po zatarciu skazania - jako pobożną ekspertkę Ministerstwa Edukacji.

Trzecie, to rodzynki, akurat otwieram nową paczkę i czytam: na jesieni 1975 roku wykorzystaliśmy już wszystkie zapasy rodzynków. Zacząłem ograniczać wyroby z rodzynkami. To były wyroby najtańsze: babka drożdżowa, lody. Zwróciłem się do kombinatu o zmianę receptury, ale się nie zgodzili. Mówili, że starają się o rodzynki (s. 215). Wyobraź sobie świat, w którym nie możesz dostać rodzynek (bardziej mnie - miłośnika małych radości - to wstrząsa niż okrutne zabójstwo).

  

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 18