Archiwum
Zakładki:
zBLOGowani.pl

Wpisy z tagiem: Łódź

poniedziałek, 07 stycznia 2019
Dziennik. Opady śniegu

 

Nałóg. Coraz mniejsze kawy pan pije - zauważają za ladą. Kolejny więc sposób opisywania życia: od dużej kawy z mlekiem do espresso. Po raz drugi obszedłem cały cykl. (J. mi imponuje, bo przestała na kawę chodzić).

Pamięć. Na zawsze zostaniesz w pamięci - to zdanie powtarzane na pogrzebach przeczy temu, co wiemy o mechanizmach zapamiętywania, mówiąc szczerze: jest niczym nieusprawiedliwionym kłamstwem. Wszelkie próby - fotografia czy literatura - tak naprawdę pamięć przenoszą na zewnątrz: na papier, na rzędy zer i jedynek. Tylko tak może trwać dłużej.

 


(Pierwszy śnieg zastaje nas w Łodzi, a.b.)

 

Notatka (1). Pierwszy śnieg zastaje nas w Łodzi, przechodzimy przez gwiazdę, która prowadzi na Piotrkowską. Pierwszy śnieg, miękki, kiedy jeszcze jest bezpański, zanim go weźmiemy w ręce, zanim go posolą i posypią piaskiem, zanim żółte koła narysują na nim psy. Pierwszy śnieg: o byciu szczęśliwym.

(4.1.19)

Notatka (2). Kilka osób nas spytało, po co do Łodzi. Pan portier w hotelu, schowany za szybą i laptopem, nie mógł ukryć zdziwienia tak bardzo, że aż nam opowiedział o niedoszłej warszawskiej żonie.

Państwo Croque. Śniadanie zaczyna się wykładem, o tym czym jest. Chleby w koszyczkach układają się do snu, to znaczy do pieca. Pan właściciel, ojciec wszystkich śniadań, opisuje kanapki jakby były jego przyjaciółmi. Beszamel spływa mi po ustach. Ciastka noszą tu podstępną nazwę: samo zło.

Notatka (3). Na "Awangardę i Państwo" oraz "Wielką Wojnę" w Muzeum Sztuki należy patrzeć - przekonuję się o tym za drugim razem - jako na dwie części tej samej opowieści o mierzeniu się sztuki z historią. W pierwszym przypadku wyrazicielem historii jest państwo - do niego odnoszą się artyści: albo buntując się (co wydaje się być istotą Awangardy), albo akceptując stawiane warunki (przykładem są niezbyt udane próby działań artystycznych z epoki Gierka). W przypadku wojny, to jej żywioł, chaotyczny, pozbawiony ograniczeń konfrontowany jest ze sztuką. Jak wyrazić coś niewyobrażalnego? Rozpad dotychczasowego świata, ba, nawet języka mówienia o świecie i opisywania świata. Rozpad człowieczeństwa, kanonów piękna, rozkład gramatyki. (Próbuję to wszystko objaśniać uczestnikom sobotniej wycieczki).

Okopy, do których włazimy. Zdanie Junckera Wystarczy iść na cmentarz wojenny, by zdać sobie sprawę z tego, jaka jest alternatywa dla jedności europejskiej było w ostatnim tygodniu opisywane jako banał albo pacyfistyczne dyrdymały. Tymczasem, zwiedzając "Wielką Wojnę", nietrudno nie domyśleć się, że Juncker ma rację. Oto z zupełnie nieracjonalnych przyczyn społeczeństwa europejskie, sto lat temu, znalazły się naprzeciw siebie w błotnistych okopach. Dzisiaj ta lekcja Verdun jest na nowo zapominana: kolejne państwa snują wizje własnej wielkości. Coraz silniejsi stają się politycy, którzy podważają sens wspólnoty. (W ich awangardzie są nasi rządzący pragnący sojuszy z miłośnikami okopów z innych państw).

Notatka (4). Krajobraz miasta, kiedy jest się razem, jest zupełnie inny niż wtedy, gdy jest się samemu. Dialogi przyrastają do miejsc. Miejsca nabierają czułości. Oczywiście samemu zrobiłbym tysiąc sto jeden zdjęć detalom smutnych domów, ale zadowolę się selfie.

Notatka (5). Dopiero kiedy pan Eksponat uruchamia dwie maszyny tkackie, a one zaczynają hałasować z całą mocą, na zdjęciu w tle jest ich setka, dopiero wtedy dociera do mnie "Aleja Włókniarek" (tutaj).

Notatka (6). Stwierdzam co następuje: ponieważ nie przestawaliśmy pracować nad sobą nie mogę jeszcze nic stwierdzić ponieważ niewiadomo co z tego wyniknie narazie jest dobrze aby tak dalej (Galeria "Tak" Archiwum, nr 11/5)

(5.1.19)

Notatka (7). Wydawało się, że z Betlejem, bo trzej królowie - orszak jeszcze nie ruszył - w przeciwną stronę. Z Betlejem śnieg prosto w oczy, aż trzeba mrużyć. Tylko oni bez koron.

Wyimaginowane sporty autora bloga. Lodowisko jest na Times Square, oświetlone światełkami, bo nowojorski wieczór i grają romantyczne melodie, do których pary jeżdżą dookoła. Tak sobie marzy autor bloga, kiedy chwiejnym krokiem wkracza na taflę i nerwowo poszukuje poręczy. Należy oderwać się - mówi sobie - należy się oderwać. Oburącz, ale jednak kurczowo o poręcz, żeby nie bęc. Bo ślisko, takie śliskie mam marzenia.

Notatka (8). Nie pozostanie w pamięci, co już zostało udowodnione. Nie narysujemy też tego: Dziecko połamało kredki. Pozostaje jedynie chwytanie chwil, uczuć, zapis - fałszywy przyjaciel tego, co się nie da zapisać.

(6.1.19) 

   

czwartek, 06 września 2018
Marta Madejska, Aleja Włókniarek, Czarne 2018

 


(Jack Delano, Tkalnia pracująca całą noc w New Bedford, Massachusetts, styczeń 1941, źródło: www.flashbak.com).



Gdzieś na samym początku książki, autorka przyznaje, że o łódzkich włókniarkach chciała napisać doktorat. I rzeczywiście zamiast prostego reportażu (który jest albo nie jest literaturą), otrzymujemy usystematyzowaną i podzieloną na zgodne z chronologią rozdziały pracę, która zaopatrzona jest w dodatkowy słowniczek wyjaśniający terminologię włókienniczą (niestety nie ma mapy, a przydałaby się, żeby lepiej zrozumieć miejsce: Łódź). Sporo jest wywiadów etnograficznych, są też materiały z przepastnych archiwów, w tym takie, które po 1989 r. zostały wyrzucone z obiegu. No i jest to herstoria wbrew dominującej opowieści o mężczyznach, którzy są motorem dziejów: to też od razu zaskakuje - przez Łódź biegnie Aleja Włókniarzy, nie Włókniarek.

Do rozdziału przedostatniego włącznie "Aleja Włókniarek" opowiada o ciężkiej pracy. Najbardziej ponura jest w tej części opowieść z XIX wieku o milczącej masie kobiet, po których nie pozostał żaden ślad, żadne Mauzoleum Poznańskiego, żaden grobowiec Grohmana. Ot, urodziły się i przeżyły, pracowały od dzieciństwa w tkalniach i przędzalniach ponad swoje siły, a jedyny odpoczynek, którego doczekały, był odpoczynkiem wiecznym. Kobiety, o których nikt nie pamięta. Więcej, cała - także ich - trwająca kilka pokoleń praca, po 1989 roku okazuje się iść na marne.

 


(Antoni Suchanek, Łódź - miasto kominów, 1948, źródło: www.sklep.ryneksztuki.eu)

 

Rozdział ostatni nosi tytuł "Skrawki". Faktycznie, rwie się, rozpada, pozostawia z niepokojem. Tym samym uczuciem, które tak doskonale wyraziło Dziecko, kiedy w maju nocowaliśmy w czymś, co dawniej było wielką tkalnią. Dlaczego nie ma pociągów? Dlaczego nie ma fabryk? - i przyznam, że tak jak wtedy nie potrafiłem na te pytania odpowiedzieć, tak samo i teraz, po lekturze "Alei Włókniarek", nie znam odpowiedzi.

Niemniej teraz w krajobraz bocznic porośniętych komosą i opustoszałych ceglanych budowli wkradają się głosy.

 

czwartek, 31 maja 2018
Dziennik pisany w maju (odc. 3)

 

23. Pachnie miękką pościelą, Dziecko nie chce wstawać. W poniedziałek, który jest środą, przepycham się na metrze Ratusz przez zgrabny tłum. Pachnie miękką pościelą.

24. Nieboskłon nóg.

25. Sobowtór generała Pinocheta rano karmi wróble. Nic dziwnego, że na krześle obok dosiada się wrona.

 


(Miejsce uświęcone wizytą Papieża Polaka Jana Pawła II w 1987 r.)

 

26. 27. 

Dziecka refleksje nad Planem Balcerowicza

Czemu tu nie jeżdżą pociągi?
Już nie ma pociągów. Już nie ma fabryki. Jak tu.

Wcale nie o dizajnie 

Po festiwalu dizajnu nie spodziewasz się niczego wstrząsającego. Tymczasem tegoroczna edycja Łódź Design Festival stawia pytania sięgające daleko poza kwestie użyteczności czy estetyki, które niejako automatycznie łączy się z projektowaniem. Powiem więcej, ekspozycja ta zasługiwałaby na to, żeby ją pokazywać i o niej dyskutować nie na niszowym festiwalu w Łodzi, ale w muzeum narodowym. Zamiast spierać się o przeszłość, zająć się tym, co dalej.

W pawilonie poświęconym szkłu i ceramice pojawia się nieśmiało pytanie o artystę w epoce sztucznej inteligencji. Człowiek wydaje się niepotrzebny: cyfrowa maszyna pamiętająca miliony połączeń dźwięków zastępuje kompozytora. Ze ściany spogląda portret Rembrandta, taki jaki powinien był namalować, gdyby żył dłużej.

Wystawy "Nothing but flowers" długo nie da się zapomnieć. Zaraz po wejściu na szkolnych krzesełkach napotykamy dość prymitywnego fabrycznego robota, który przepisuje pismem pilnego ucznia pierwsze prawo Asimowa.

Pytanie o religię: z głośnika wydobywa się słowo Bóg wypowiadane w języku, w którym akurat pojawiło się na twitterze. Panuje nieustanny szept, komputerowa glosolalia: jakby dowód na istnienie w erze technologii. Odłączenie kabla zasilającego system głośników zakrawałoby na bluźnierstwo (Noriuki Suzuki, Oh My).

Pytanie o stosunek do śmierci: Z każdym twitterowym oświadczeniem o odebraniu sobie życia, miniaturowy robot zdrapuje z bryły węgla 0,0054 grama. Stajemy więc wobec żywego miejsca pamięci, będąc świadkami czyjegoś umierania i nie mogąc nic zrobić. Ta bezradność i to - zapośredniczone maszynowo - współuczestnictwo dosłownie poraża (Fujita Keisuke, Voltaic Realism).

Pytanie o pamięć: elektroniczny cmentarzyk - 21 gramów ludzkich prochów, próbka kojarzącego się zapachu, iPhone z muzyką związaną z daną osobą. Można wziąć w podróż, można trzymać pod poduszką (Mark Sturkenboom, 21 grams)

Pamiątka pierwszej komunii

Niedziela po Dublinie. Upalna. Pod kościołem dzieci uroczyście zwisają z barierek, po pończochach spływają im oczka. Rodzice proszą księdza proboszcza o sakramentalną łaskę. Po kątach inni palą papierosy, w białym garniturze przepycha się wujek z twarzą rozbitą przez wczorajszą bójkę. Kościelny ogród zarastają pokrzywy, zarastają coraz bliżej. Kiedy ktoś będzie pytał, czy widziałem w Polsce laicyzację, odpowiem, że tak, tej niedzieli u świętego Józefa koło Manufaktury.

Widok słoneczny

Obrazek przychodzi do nas dopiero jak wrócimy. Że te ulice były całkiem śródziemnomorskie. Miasteczko raczej niż sześćsettysięczne miasto, upał żółci kwadraty kamienic. Wszyscy idą Piotrkowską do pierwszej komunii.

 

28. Czereśnie, które przyniosła E. Koniunkcja Księżyca z Jowiszem. Uczę się na nowo (i z wielkim trudem) doceniania codzienności (zasługa w tym wizyty w nadreńskim mieście).

29. Po tygodniu nieosiągalnych połączeń, zadzwoniła do mnie fryzjerka. - Czy pan się obciął? - zapytała wprost (wiedziała przecież, że z lenistwa dzwoniłem tylko do niej). Tym sposobem musiałem dzisiaj spojrzeć w lustro (powiem Wam: wolę przyglądać się innym).

30.

Puławska w gorącu. Tak samo jak wtedy, gdy biegłem ze szpitala tamtego ranka, kiedy pojawiło się Dziecko.

Wracam radośnie, obładowany głaskami z ankiet ewaluacyjnych od moich studentów.
- Czy masz pewność, że pisali szczerze? - nokautuje mnie na progu A.

31.

Coś się porobiło z Bożym Ciałem. Te gorące procesje, cztery ołtarze ze strzyżonym dywanem, kwiaty piwonii pod butami (Boże Ciało spośród wielu świąt wyróżnia zapach zemdlonych płatków), zabawa trawą na nudnym kazaniu przy Leszetyckiego i wszystko - zaczynając od spodni -uroczyście białe. Coś się porobiło z Bożym Ciałem - myślę, idąc o poranku na plac zabaw. Codzienność pożarła sacrum.

 

Pamięć mrówek

Kiedy będziemy sobie obcy (a czytanie biografii cudzych i własnych potwierdza, że to się zdarza, więc warto przygotować się zawczasu ze spokojem), starać się będziemy przypomnieć z kim też w to ostatnie majowe upalne popołudnie prowadziliśmy eksperymenty na mrówkach.

Za pomocą pięciu szklanek po lemoniadzie, tyluż czarnych słomek, badaliśmy pamięć mrówek. Nieliczne wyruszały ciemnym lepkim tunelem w podróż na drugi brzeg. Kilka spadło - upadek mrówki ze szklanki to prawie wieża bazylejskiej katedry (miara długości używana przez Dziecko). Nieliczne dotarły na miejsce.

Teraz trwa druga część eksperymentu: sprawdzamy czy nasza - bez fotografii - pamięć chwil trwa dłużej niźli pamięć mrówek.

  

poniedziałek, 20 października 2014
Dziennik. A2

 

 

Przyjechaliśmy późno, autostradą, wzdłuż muru cmentarza. Parkowaliśmy w żółtych liściach i naszym odbiciu w kałużach. Wieźliśmy ze sobą melisę, bazylię i czekoladową miętę, cały bagażnik.

Chciałem się zobaczyć, ale budynki rozbiegały się tak szybko, że trzeba było już iść, zdążyć na obiad. Jedliśmy buraczki w karczmie na głównej ulicy z widokiem na znak zakazu ruchu pieszych i pozostaliśmy bez ruchu.

Tak szybko nam uciekał krajobraz i zachodziło słońce aż trzeba było wsiadać i w drogę, gdzie ukazywało się za wzniesieniami żółte m, i ciepła kawa, melodie w ubikacji.

 

poniedziałek, 28 października 2013
Dziennik. Proza w Łodzi

 

Stanęli na Fabrycznej. Akurat zdążyli się zacząć kłócić, kiedy podszedł do nich chłopiec z czarnym kundelkiem na smyczy. Przysłuchiwał się chwilę, podczas gdy pies mokrym nosem obwąchiwał spodnie A. - Palmiarnia już nieczynna - powiedział - kiedyś była do siedemnastej, teraz do szesnastej. Trudno ustalić komu ze spierających się dostarczył argumentacji, niemniej było już po szesnastej. "Muzeum jest do szesnastej" poganiała ich pani na wystawie jakieś pół godziny wcześniej, usiłując przegonić z trzeciego piętra. Zastanawiali się teraz. Malec kucnął i zaczął bawić się z psem. Słońce, ostatnie słońce, jak wymyślił niedawno, wpadało w żółte gałęzie parku i odbijało się od ceglanych murów Księżego Młyna. 

Z któregoś okna zapachniało ciastem drożdżowym. Kojący zapach domu i dzieciństwa. Przestali głośno mówić, zostawili chłopca z psem i ruszyli wzdłuż ceglanego budynku. Chłopiec chwilę patrzył jak znikają w jesieni.

 

piątek, 17 grudnia 2010
Łódź. Opisy do zdjęć.

(Moja nokia nie jest szczególnie uzdolniona. Zastanawiałem się, czy w ogóle jej użyć do fotografowania, ale jak już zacząłem, to znów kilka fragmentów Łodzi poniżej umieszczę.)

Mozaika skrywała się za kebabem, bądź schabowym albo ciastkami. Właściwie tylko fragment. Można się domyślać, że ktoś się łudził mozaiką zakryć szpetotę. Szpetota tymczasem zawsze górą.
O tym, że Tuwim nie żyje, pisałem już na tym blogu. Niemniej, jak zauważyłem, przyjechała do niego (po niego?) karetka. Może go resuscytują?
Gdyby nie brak aparatu, właziłbym do każdej bramy. Ta akurat była szczelnie zamknięta. Taki turpistyczny fragmencik miasta.
Pegaz odleciał. Tylko cień zostawił. Nie wspomnę, że to kolejna księgarnia nikomu nie potrzebna, bo na Piotrkowskiej jeszcze sporo księgarni pozostało.
Bardzo interesująca czcionka. (Tym sposobem podejmuję dialog z Czytelniczką, która na swym blogu umieściła ulicę Magdaleny w mieście na literkę B.)
Joanna na trzy spusty zamknięta (ulica Zachodnia).


 
1 , 2