2016: 8 filmów, 75 książek - 2015: 39 filmów, 78 książek - 2014: 66 filmów, 89 książek - 2013: 46 filmów, 60 książek
Archiwum
Zakładki:
zBLOGowani.pl

Wpisy z tagiem: blog

sobota, 06 maja 2017
Dziennik. O co prosi autor bloga?

 

(G. Verga, "Rodzina Malavogliów", ostatnia strona)

 

Chyba spóźniłem się o sześćdziesiąt lat z okładem ze zwróceniem uwagi na denerwujące tłumaczenie nazwisk (tutaj). Nie wiem zresztą nawet, czy było wydanie drugie poprawione. Niemniej ten apel wydawcy, jakże elegancki, nie daje autorowi bloga spokoju, chodzi za nim przez parę dni aż wreszcie w sobotni poranek autor bloga siada i wystukuje:

Do Czytelniczki lub Czytelnika tego bloga

Autor bloga prosi o nadesłanie uwag o przeczytanym blogu (lub wybranych wpisach), dotyczących jego tematu, treści, języka, wyglądu zewnętrznego, popełnionych w nim błędów i omyłek oraz o wyrażenie życzeń, do których autor bloga mógłby się zastosować w dalszej pracy (na przykład czy powinno być więcej Matisse'a?)

(06.05.2017)

 

Tagi: blog
12:28, kozmo1 , DZIENNIK
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 16 lutego 2017
Dziennik. Monter

 

Na Walentynki przyprowadziłem do domu montera. Tak A. powiedziała koleżankom z pracy, które pytały o niespodziankę. Proza życia, a ja właśnie o prozie. Tworzywem autora bloga są ciągi jedynek i zer w internecie: autor bloga pisze bloga (może ładniej byłoby nawet pisarz bloga, ale nie śmiem). I ten internet gwałtownie się w niedzielę urwał. Cóż można zrobić innego jak nie zaprosić montera, co światłowody połączy, pudełeczko z sygnałem postawi i pozwoli autorowi bloga pogrążać się w swoim nałogu? Tulipany są – zauważył monter (14.02.2017).

 

Tagi: blog ja
10:30, kozmo1 , DZIENNIK
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 29 grudnia 2016
Dziennik. Środa, koniec grudnia

 

Nizina

Smutno mi - mówię do A. - Ale nie martw się - dodaję na wypadek, gdyby A. rzeczywiście się tym zmartwiła. - Odkąd pamiętam wpadałem w depresję między Bożym Narodzeniem a Nowym Rokiem, podobną do tej z końca sierpnia (ta akurat mi przeszła, odkąd wrzesień nie jest początkiem niczego). Wprawdzie w kierunku lata już dwie minuty, ale jakoś nie przekonuje mnie M., gdy o tym pisze.

Chleb

Właściwie jedyne, co warto zapamiętać z tego dnia to chleb. Chleba naszego kukurydzianego daj nam dzisiaj.

Autor bloga chce odzyskać wiarę w bloga

Wierzę, że zapis to jedynie zapis. Wierzę, że nie składa się on z wody, ale z rzędów zer i jedynek. Wierzę, że nie jest on publicznym striptizem na ekranie kina Rozkosz, lecz rzeczą wyobrażoną, nawet jeśli w środku występuje prawda. Wierzę, że jest rodzajem literatury, a nie pojękiwaniem.

(28.12.2016)

 

Tagi: blog ja
13:00, kozmo1 , DZIENNIK
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 20 grudnia 2016
Dziennik. Czwarta Adwentu

 

O kontrreformacji w kościele parafialnym

- Ja, ja się nie zgadzam - chciałem podnieść rękę, ale to nie była msza dla dzieci, tylko popołudniowe rekolekcje. Kaznodzieja właśnie zaprzeczał darmowości łaski i potępiał Marcina Lutra. Wróciłem więc do kontemplacji sufitu i liczenia żarówek w żyrandolach w rzeczywistości i posadzkowym odbiciu.

Co zostanie zapisane? To samo pytanie pasuje i do łaski, i do bloga.

O tym, że święta są bardzo daleko

Adwent jest najdłuższy z możliwych a wydaje się jakbyśmy tylko zapadali się w samą głębię grudnia. Nie ma czterech świec na wieńcu. Świece przy Dziecku - powiada A. - to zagrożenie.

Chciałbym, żeby już skończyła się ta noc, która nie przypomina świętej.

O tym, że istnieje łaska

Czasem z tym światem jest trudno, myślę, gapiąc się w kościelny sufit (patrz powyżej). Chodzi za mną od rana wers, który nie jest liryczny, brzydki jest nawet, ale mi osobiście udowadnia, że istnieje łaska. Bo nie wytłumaczysz inaczej, że ktoś (Maria Leonia Jabłonkówna) w okupowanej Warszawie w 1943 roku, zapisuje te słowa:

Za grób, co w słabnącym jak ulga
Pokusą w męczeńskich dniach świeci –
- Zbaw, Panie, kobiety i dzieci
Z płonących pożarów Hamburga.

I myślę o Aleppo, i o naszej nieczułości, że możemy się mylić (ja się pomyliłem), co do politycznych prognoz i wizji. Ale na końcu są ludzie. Nie ma innej łaski, nie ma innego Bożego Narodzenia (18.12.2016).

 

piątek, 18 listopada 2016
Dziennik. Brazylia

 

Choć nie tak jak Jarosław, Maria Dąbrowska stała mi się na swój sposób bliska. Głównie przez to, że ja też z trudem zabieram się do pisania czegoś innego niż blog, a co więcej każdy z wymęczonych ostatnich wpisów (poczynając od recenzji książki ks. Hryniewicza) wydaje się być marnowaniem czasu Waszego i mojego.

Ot, na przykład wracam dziś z północy do Wa. Zrobiło się późno i ponoć Księżyc jest taki jak raz na siedemdziesiąt lat, więc wyglądam i widzę za oknem auta Księżyc nad równiną, nic zachwycającego. Nie mam szczęścia do zjawisk astronomicznych. (Nawet ten fragment, po wnikliwej analizie, okazuje się być jedynie powtórzeniem czegoś, co zapisałem w owym szczęśliwym roku dwa tysiące piętnastym).

Mógłbym więc opisać - tak sobie planuję - skąd wracam. Nawet notowałem co smaczniejsze urzędnicze kawałki z odwiecznym rozdarciem sosny jak u Żeromskiego, przepiękną figurą biurowej retoryki. Ale dochodzę do wniosku, zdaje się pod Mławą, że to również nie do czytania.

W końcu decyduję się na coś refleksyjnego: o Mickiewiczu i Słowackim, w nawiązaniu do czci, jaką otaczali ich starzy pisarze. Wtedy orientuję się, że skoro o czytanych książkach i Leonardzie Cohenie, nie mam właściwie nic ważnego do powiedzenia, to po co jeszcze będę sięgał po zmurszałe ciała z wawelskiej katedry.

Wracam. A. i Dziecko śpią. Idę do komputera i pół godziny piszę o Brazylii (i wcale nie bloga).

(14.11.2016)

 

Tagi: blog ja
21:17, kozmo1 , DZIENNIK
Link Dodaj komentarz »
środa, 09 listopada 2016
Maria Dąbrowska, Dzienniki powojenne, tom 3, Czytelnik 1997

 

Zdumiewam się, jak bezpośrednio i na gorąco zapisane wrażenia są przypadkowe albo wręcz błędne. Ile np. moich sądów o ludziach uległo zmianie, przeważnie złagodniało (s. 80).

Mam do stracenia tylko tę jedną jedyną, ale dla mnie piekielnie ważną rzecz – moje dzienniki (…). Dla ich zachowania dałabym bodaj życie (s. 110).

Zastanawiam się, czy nie przerwać na zawsze tego dziennika, czy nie staje się on ucieczką od twórczości (…). Ale może to jedyna forma twórczości, na jaką jeszcze mnie stać? (s. 223)

Dąbrowska pisze dziennik nad dziennikami. Ciągle dopieszcza kolejne fragmenty z lat poprzednich, tak jakby chciała zachować kontrolę nad własnym życiem. Traci on przy tym swoją bezpośredniość, stając się formą literatury.

Konieczność pisania, ten niepokój, że dzień umyka bez żadnej notatki, znajome uczucie (tak, piszę to po to, aby sobie samemu udowodnić, że blog to rodzaj literatury, pośledniej, ale zawsze). Co miałoby odciągać jego autora? Zarzucił przecież twórczość naukową, wiersze, kiedyś wydrukowane w pewnym czasopiśmie, które zamknięto, a nie wystarcza mu twórczość urzędnicza.

W sobotniej „Gazecie” artykuł o biografii Pilcha: o niezaprzeczalnej różnicy między bohaterem biografii a autokreacją w książkach. Bardzo to pouczające, jeśli chodzi o pisanie o sobie. Zapis, nawet najpiękniejszy literacko, nie jest osobą. Pozostaje tylko pytanie, czy warto wiedzieć, kto się za nim kryje. Na przykład, czy to prawda, co pisała Maria Dąbrowska

że lubi opalać się nago, biorąc pod uwagę, że odnotowywanie tego faktu w dziennikach uważała za istotne.



 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 11