2017: 69 książek - 2016: 75 książek - 2015: 78 książek - 2014: 89 książek - 2013: 60 książek
Archiwum
Zakładki:
zBLOGowani.pl

Wpisy z tagiem: blog

sobota, 19 maja 2018
Dziennik pisany w maju (odc. 2)

 


(Imogen Cunningham, Kwitnąca magnolia, ok. 1925, © 2018 Estate of Imogen Cunningham, Museum of Modern Art, Nowy Jork, źródło: tumblr.com)

 

12.

Żeby nie uciekać się znowu do mapy (w notesiku jest już dwunasta), opowiem Wam jak było. Wsiadam z wózkiem do tramwaju pod Halą. Piramida wieku: odwrócony trójkąt. Łapy przy dupie - woła jedna staruszka do drugiej, a ta druga łap nie trzyma, aż staruszek obok już chciał nią potrząsać, coby ją przekonać. Nieładnie - skomentował inny staruszek obok wózka.

Nagrodę muzealną otrzymało Muzeum Wojennego Dzieciństwa w Sarajewie, opowiadające o wojnie tak jak się starało o niej mówić gdańskie muzeum (nie historia, ale historie) nim przejęli je ignoranci wołający Polska, Polska, którym umysłem bliżej do maszerujących po Gdańsku chłopców w mundurkach koloru palisandru. Ci, co nie zrozumieli podstawowej lekcji z wojny: każda niepotrzebna duma i zbytnia cześć dla pojęć abstrakcyjnych prowadzi do nieszczęścia. (Jeszcze ten nieszczęsny plakat, który wywiesili. Świat byłby lepszy, gdyby ludzie z innych krajów byli bardziej podobni do Polaków. Na muzeum, które opowiadać miało dokąd wiedzie poczucie bycia lepszym od innych.)

13.

Msze z Dzieckiem spędzamy pod kościołem (dopiero błogosławieństwo na koniec powoduje u Dziecka nagły przypływ chęci wejścia do środka). Dzisiaj przez kościelną furtkę wmaszerowała około ewangelii homoseksualna para, kaczek krzyżówek. W czasie kazania całowała się na oczach Dziecka, wydreptywała ścieżki ku Dziecka wielkiemu zadowoleniu, wystawiała kacze szyjki. (Co Bóg chce nam powiedzieć wysyłając homoseksualne kaczki na mszę?)

Wieczór był kwitnący robiniami, ciepły, w sam raz na passeggiatę (nie żaden rześki majowy, ale taki duszny jak latem na Wyspie, a nie w Fobema). Marzy mi się już Południe.

14.

(c.d) ale przecież - jak donosi prasa - przenoszą się do Polski ulubione aleksandretty. Radość południowych miast.

"Stanem lirycznym nie są bowiem bezpośrednie doznania subiektywnych uczuć, lecz ich estetyczna kontemplacja." (...) Siłę wyrazu można osiągnąć dzięki oddaleniu się od własnego "ja" (A. Franaszek, Herbert, t. 1,s. 294, cytat z Ostapa Ortwina). To, co tak dręczy autora bloga - utracona umiejętność wzniesienia się ponad emocje. Ćwiczenia z poezji chińskiej. Kontemplacja ptaków za oknem i roślin ozdobnych. Cokolwiek próbuję, zawsze wracam do rzeczy prostych i nie do opisania: zapisów zmysłów i odczuć.

Oko, które nie potrafi oderwać się od obrazu.

15.

Dopiero teraz, w kontekście powyższego cytatu, zrozumiałem, co to znaczy, że fajka nie jest fajką (u Magritte'a).

Na Hajoty kwitnie jaśmin. 

16.

Co ja im powiem? - martwię się, stary piernik, w tych swoich śmiesznych garniturach (prosto z pralni), zalany deszczem przy metrze Wierzbno. Ta wyszczekana, co jedzie za ocean i ustawicznie ucieka z zajęć, zauważa coś ironicznie. W pewnym wieku odechciewa się już ironii. Skrzeczę więc, gderam i opowiadam o ludobójstwie.

Wy się kłócicie? - dziwi się P. nad kotletem schabowym, niedobrym, w tej piwnicy dobre mają tylko ziemniaki. Nie opowiadam jej wiele. Nie pozna więc okopów spod Verdun, wspaniałych szarż Napoleona i odwrotów spod Stalingradu. Nie spostrzega nawet jak pakuję na wieczór żelazne racje prowiantu.

17.

Przyszło do mnie słowo cudeńko. I wiem nawet, o czym bym pisał układając listę cudeniek, tak jak kolekcjoner przyszpila w swoich zbiorach rzadkie motyle. Ale ufam - elektroniczny ekshibicjonista - że się nie dowiecie nic o cudeńkach, bo muszę mieć coś dla siebie. Coś, czego nie zapiszę.

Natknąłem się na redaktor M. w przejściu podziemnym. Redaktor M. pędziła w kierunku placu zabaw, ja też. Ona biegła zadawać pytania, ja silić się na odpowiedzi.

18.

Biodro, fragment muślinu, cień ramienia, przywidokom poświęcał niewiele czasu. Ot, jakieś przebłyski, że jest coś innego poza kalendarzem, w którym wszystko wiadomo.

19.

Kazanie sejmowe: mówić się dziś powinno nie o władzy nieludzkiej, niesprawiedliwej, bez serca, ale o bezbożnej. Podobnie jak bezbożny okazał się hierarchiczny Kościół, którego braknie na podłodze Sejmu. Ten, co tak głośno wołał o ochronie życia. Jeśli ktoś miał złudzenia dokąd prowadzi ten mariaż tronu i ołtarza, chyba się ich pozbył. Czytajcie Mateusza, rozdział 23, czytajcie o Polsce:

Wiążą ciężary wielkie i nie do uniesienia i kładą je ludziom na ramiona, lecz sami palcem ruszyć ich nie chcą. Wszystkie swe uczynki spełniają w tym celu, żeby się ludziom pokazać. Rozszerzają swoje ornaty i wydłużają frędzle u stuły. Lubią zaszczytne miejsca na ucztach i pierwsze krzesła w kościołach. Biada wam, arcybiskupi i biskupi, obłudnicy, bo zamykacie królestwo niebieskie przed ludźmi. Wy sami nie wchodzicie i nie pozwalacie wejść tym, którzy do niego idą. Z zewnątrz wydajecie się ludziom sprawiedliwi, lecz wewnątrz pełni jesteście obłudy i nieprawości. 

 

niedziela, 22 kwietnia 2018
Sztuka powieści. Wywiady z pisarzami z The Paris Review, Książkowe Klimaty 2016

 


(Fiszka Vladmira Nabokova, fragment "Oryginału Laury", źródło: pinterest.com)


(Fiszka Vladimira Nabokova z notatkami dotyczącymi broni, źródło: pinterest.com)

 

Oswoiwszy się nieco z myślą, że nie zostanę powieściopisarzem, postanowiłem poczytać jak inni nimi się stali. Taka lektura, wyobraziłem sobie, powinna coś wnieść również dla czytelników niniejszego bloga.

Pomyślałem sobie wobec tego, że wywiady opracuję tabelarycznie jako krótkie vademecum bycia wielkim pisarzem. O której godzinie należy pisać? (kolumna nr 1) Ręcznie czy na maszynie? (kolumna nr 2) Pozycja siedząca czy stojąca? (kolumna nr 3) Brudnopis czy czystopis? (kolumna nr 4). Okazało się jednak, że przerasta to mnie: podobnie jak powieściopisarzem, nie będę również encyklopedystą.

Utkwił mi za to - po raz kolejny - w głowie Nabokov i jego metoda pisania na małych, bibliotecznych fiszkach. Każda fiszka (jak powyżej) opracowywana i uzupełniana, a następnie wraz z innymi łączona w większą całość. Tak powstaje "Lolita".

Więc nie w technice tkwi sekret. Może chodzi o szukanie metafor? W młodości nieustannie goniłem za nowymi. Potem zrozumiałem, że naprawdę dobre metafory są zawsze takie same (Jorge Luis Borges, s. 318). 

Wyznam Wam szczerze, że tym, co najbardziej powstrzymuje mnie przed napisaniem czegokolwiek (oprócz lenistwa i prokrastynacji) jest entropia. Cóż mi po powieści, jednej z tysięcy w księgarni, skoro wcześniej czy później ludzkość wymrze, Ziemia spłonie a Wszechświat się rozpadnie. Na ten lęk pisarze podpowiadają, że pisze się dla przyjaciół. Dokładnie zatem jak ja tego bloga.

  

sobota, 11 listopada 2017
Dziennik pisany w listopadzie (odc. 1)

 


(Pablo Picasso, talerz ze zbiorów Muzeum w Antibes)

  

Proza jeden

Dusze wchodziły nieraz w czarne psy - zapamiętałem to z lektury u doktora Baraniuka - a pewnej zadusznej nocy, wychodząc na pierwszy poranny autobus z Lublina do Wa., ujrzałem dużego czarnego psa. Stał na osiedlu jak gdyby nigdy nic. Lubiłem ten poranny autobus, budziłem się w Rykach, a po paru minutach snów już na Stadionie w mokry, śmierdzący chińszczyzną poranek. Nie było wówczas żadnych obwodnic i budów, więc - nocą zaduszną - coraz to mijało się oświetlone pola cmentarzy. Piszę to w Zaduszki, roku od zamieszkania w Warszawie osiemnastego, kolega z pokoju wzywa mnie do odpustu (osiem dni, osiem odpustów, doktorze Marcinie). Przez te osiemnaście lat Zaduszki przestały być świętem (02.11.2017).

Proza dwa

Życie nie przestaje mnie zadziwiać, pomyślałem sobie w knajpie, gdzie kelner o wyglądzie Freddiego Mercury'ego z wczesnych siedemdziesiątych od razu się spoufalał, podając wegańskie burgery i wino. Otóż rozmawialiśmy sobie nad tym winem i wtedy się okazało, że Dż. nigdy nie jadła w Ikei (O! Utracone klopsiki!). 

A potem wychodziliśmy - straszny tłok przy stolikach, uwijał się kelner o wyglądzie F. M. z wczesnych siedemdziesiątych - popatrz, powiedziałem do R., nic sobie z tego nie robią, że nadciąga dyktatura. (Opowieści z czasów sprzed). (03.11.2017)

Fragment jeden

W Lublinie piękna złota jesień, nie moja, zobacz - powiedziałem do A. - to znak. Żaden znak - odpowiedziała - fronty atmosferyczne i tyle (04.11.2017).

*

W Ś. pokazuję Dziecku jak szpak wydziobuje jagody z żywopłotu

Fragment dwa

Spośród rzeczy pokazywanych na - świetnie zaaranżowanej - wystawie Picassa (ekspresjonisty, a nie kubisty!) w Lublinie, najbardziej zachwyca mnie talerz z bogiem-krabem-słońcem. Ma w sobie niespotykaną ilość Morza Śródziemnego, biorąc pod uwagę, gdzie się znajdujemy. Ceramika di Simone - mówi A. i myślimy o Syrakuzach. W poniedziałek zacznę planować Południe (05.11.2017, "Pablo Picasso - wizerunek wielokrotny").

*

Pozmywałam w sensie - pisze mi A.

Proza trzy

Tamtej jesieni, kiedy pomieszkiwała u nas M. - wymyśliłem sobie refren, może incipit do nostalgii za parę lat. M. pisząca długie elektroniczne listy, M. jadąca do Macedonii, a teraz M. wracająca późno do naszego domu. Dom staje się domem, jeśli po kolacji rozmawia się w nim długo w kuchni (kolejne próby definicji): najważniejsze jest ciepłe światło domu.

Osiemnaście lat temu mieszkałem na Śniardwach, nieopodal budowali Galerię Mokotów, która doczeka się w dwa lata później nawet powieści. Wtedy też miałem refren: W te noce, w które wracamy.

Dziś M. wyprowadziła się na Mokotów. Jej mieszkanie ma białe ściany i pachnie inaczej. Trochę nawet przypomina Śniardwy. Wysyłam jej właśnie czytany fragment z Maxa Frischa: Jeszcze przedwczoraj mówiliśmy: Idę teraz do mieszkania. Dziś mówimy: Idę teraz do domu. Właściwie już mieszkamy. Kartonowe pudła wyglądają jak meble. (06.11.2017)

*

W ostatniej chwili tam byliśmy, w Muzeum, nim wszystko rozpieprzą - napotkany towarzysz podróży do Gdańska.

Fragment trzy

(O kuszeniu. Juliusz, Jep i Jarosław) W każdej fascynacji drugą osobą zawiera się jakiś pierwiastek erotyczny. Tego uczy Jarosław, ta jego łapczywość., bo choć Afrodyty są dwie, to obie jak siostry bliźniaczki (o poranku jeździmy z bliźniaczkami-manekinami, o poważnych papierowych twarzach, Dziecko się ich boi). Piszę o Jarosławie wpijającym się w usta, tym, który dzisiaj byłby wśród oskarżonych (07.11.2017).

Fragment cztery

Tamtej jesieni, kiedy czytałem dużo, nawet bez przyjemności, właściwie to kompulsywnie, żeby zająć czas. A. i Dziecko usypiali, a ja wymykałem się do pokoju i czytałem. Trafiłem na zapiski "Z dziennika berlińskiego" Frischa. Precyzja języka, ale jednak bardzo osobiste notatki. Z kim się spotyka, co sądzi o ludziach. Redaktorzy napracowali się tnąc. Pokusa, żeby przenieść się z bloga na zwykłe arkusze tekstu, jeszcze bardziej o sobie. Tymczasem czytanie (08.11.2017)

Fragment pięć

Tamtej jesieni, kiedy wszystko wydawało się takie same. Lato zresztą też. Sztuka z przyspieszaniem czasu polega głównie na tym, że dni się nie różnią. To nawet nie rytuały, to już bardziej niż rutyna, zwykłość. Dzień jak każdy inny z kompletu tych, co zostały. Chciałbym pokazać A. Południe, dokąd wyjedziemy, ale zawsze zasypia nim zdołam cokolwiek powiedzieć (09.11.2017).

*

Konszabelant - onomatopeja oddająca brzmienie niemieckich słów "komm' aus Schwabenland" (przybywam ze Szwabii)

Proza cztery

Trzy siwe wrony rozdziobują za plecami ministra kawałek placka. Odczytać by można to jako znak, ale tu nikt się niczego nie uczy. Żadnych znaków w tym przypadkowym kraju, któremu się wydaje, że tworzy historię. Stawiają świeże barierki, nazywają ulice, ciekawostka geograficzna, kaprys Boga: na chwilę są wolni, więc skaczą sobie do gardeł (10.11.2017).

    

czwartek, 10 sierpnia 2017
Karl Ove Knausgard, Lato, Wyd. Literackie 2017

 


(Marius Borgeaud, Biały pokój, 1924, kol. pryw., źródło: pinterest.com. Poszukiwałem ilustracji do cytatu, który wynotowałem: Ulotność światła, to, że ciągle się zmienia i nigdy nie nieruchomieje ani nie skupia się na niczym, wiąże je z czasem, jest niemal jego wizualizacją (s. 400). Tamtego lata też pisałem o świetle.)

 

W zeszłym roku ósmego sierpnia obaj zauważaliśmy owoce:

Powrót z dzieckiem wieczorem, ciepłym jak nad południowym morzem. Opadamy z sił i zwijamy się na ławce na Miodowej. Całe szczęście w tamtejszym sklepie sprzedają dobro w tubkach. Dziecko łapczywe jest na dobro o smaku jabłka i gruszki (autor bloga, 08.08.2016).

Dzisiaj jest ósmy sierpnia i na starej śliwie w środku ogrodu, której odstające na boki gałęzie są podtrzymywane podporami, prawie wszystkie śliwki rosnące po południowej lub zachodniej stronie są dojrzałe (s. 405).

Powiem dość nieskromnie: w lekturze "Lata" zauważam to samo co w swoich zapiskach. Oczekiwanie na Dziecko, a potem te pierwsze świąteczne miesiące, kiedy życie po prostu JEST, były niezwykle intensywne i świetliste (tomy „Jesień” i „Zima”). Nic dziwnego, że za ilustrację do recenzji "Zimy" wybrałem ową fotografię Roberta Franka (tutaj).

„Lato”, tom, w którym najmłodsza córka autora jest nieco starsza od naszego Dziecka, przestaje być taką manną-hosanną. Nie ma w nim już tego świeżego zachwytu, tego światła. Słownik spisywany dla córki okazuje się w nim ucieczką w formę. Być może zabrakło dla niego haseł, być może literatura nazbyt oddzieliła się od życia. Powyższą tezę potwierdzają fragmenty dziennika, w którym nieoczekiwanie zmienia się narrator.

Tylko małe perełki: te zapiski z dziennika, kiedy ojciec pisze o dwulatce a wówczas ja bezwiednie zaczynam myśleć o Dziecku. Albo jeszcze te fragmenty o ośmioletnim synku, kiedy wyobrażam sobie jak to będzie za kilka lat.

 

wtorek, 25 lipca 2017
Dziennik pisany w lipcu (odc. 3)

 

Z podróży służbowej. Trawniki

Pewnego lata siedziałem z L. w jednym pokoju w łatwo nagrzewającym się biurowcu typu Lipsk. (L. czytała wówczas mojego bloga i ciekawy jestem czy czyta go nadal?) I owa L. opowiadała mi o Opolszczyźnie, mniej więcej tak jak ja opowiadałem o Lu.

No więc jestem i pierwsze, co się rzuca w oczy to rabatki przed domami: całe mnóstwo nagietków, onętków i aksamitek, do tego białe krawężniki. Nie nawykłem do tego ordynku - przyznam.

 
(Opole, lipiec 2017, źródło: a.b.)

 

Z podróży służbowej. Edward

Wtedy też L. wyjaśniła mi o co chodzi z Potiszilem w piosence Stachury. Że to nie jest ani rodzaj koszenili, ani wyborny południowoamerykański trunek, ale mieszkaniec Opola. I o to w tymże Opolu stoję przed ścianą z wypisanym Stachurą. Pod ścianą stoi za to dziewczyna w kawiarnianym fartuszku i pisze smsa - a może notuje swojego bloga? - paląc papierosa. 

Z podróży służbowej. Zło

W porównaniu to nic – słyszę z siedzenia obok. Zło jest zawsze złem – odpowiadam. Drzewa dobrze rosną na masowych grobach, pachnie lasem. W muzeum winę ponosi wyłącznie jeden człowiek (- Ma błędne oczy – mówi któraś ze zwiedzających), ale dziwnym trafem nikt z miejscowych nie chce o tym rozmawiać. Jedynie nieopodal na placu zabaw słychać donośny śmiech.

Z podróży służbowej. Słowo

KLEKLIMANKA. Znacz. 1. ‘owad z rodziny chrząszczy; świetlik (Lampyridae)’ (…) 2. ‘demon, który porywa dzieci, pojawiający się w okresie, gdy zboże staje się wysokie’ (ze "Słownika gwar śląskich").

Z podróży służbowej. Muzeum

Dla wygasłych linii nie ma taryfy ulgowej. Usiłuję się dowiedzieć, gdzie są truchła z tamtych cynowych trumien na wystawie (każda może się pochwalić księciem bądź księżniczką). Nie wiedzą.
Działo się to w najsmutniejszym mieście, jakie znam, gdzie jedyną radością była wędrowna trupa błaznów.

Z podróży służbowej. Mgła

Nad środkiem Polski rozlewała się mgła, wystawały z niej jedynie koniuszki drzew i słupy z literką M. Parking, który mijaliśmy nazywał się Nowe Skoszewy, a ja już dobrze znałem topografię i wiedziałem, że tu zaraz Wilko.

Rozmowy w piątek

Posiwiałeś – mówi W., i włosy, i broda (ogolę się jutro). Dziecko, żona i ojczyzna – nietrudno poszarzeć.

Z podróży prywatnej. Miasto

Wyobrażałem sobie miasto, które było nie moje. Należeć miało od teraz do wspomnień Dziecka. Nie było nad placem drzewa ani przystanków, gdzie czekaliśmy na trzynastkę na dworzec, za to pośrodku znajdowała się fontanna. Wszedłem do niej razem z Dzieckiem. Kubeł zimnej wody na nostalgię, która zjawiała się wciąż na nowo, letnia, pod różnymi postaciami, wchodziła mi na zdjęcia, czytała Czechowicza i Hartwig, a potem zamawiała lody.

Końcowe frazy

Zauważyliście pewnie, że to ostatnie podrygi, że autor bloga przegrał z literaturą, tak jak – w ten lipcowy bunt – idealista przegrał z urzędnikiem rządu, który pcha kraj do nieszczęścia. Zaczyna się od nieumiejętności zestawiania słów tak, żeby pasowały i miały jakiś sens. Potem jest już tylko niechęć. Wszystko przestaje być niezwykłe, staje się przeciętne i powszednie. Takie małe życie, niewarte opisywania.

(19-23.07.2017)

 

sobota, 06 maja 2017
Dziennik. O co prosi autor bloga?

 

(G. Verga, "Rodzina Malavogliów", ostatnia strona)

 

Chyba spóźniłem się o sześćdziesiąt lat z okładem ze zwróceniem uwagi na denerwujące tłumaczenie nazwisk (tutaj). Nie wiem zresztą nawet, czy było wydanie drugie poprawione. Niemniej ten apel wydawcy, jakże elegancki, nie daje autorowi bloga spokoju, chodzi za nim przez parę dni aż wreszcie w sobotni poranek autor bloga siada i wystukuje:

Do Czytelniczki lub Czytelnika tego bloga

Autor bloga prosi o nadesłanie uwag o przeczytanym blogu (lub wybranych wpisach), dotyczących jego tematu, treści, języka, wyglądu zewnętrznego, popełnionych w nim błędów i omyłek oraz o wyrażenie życzeń, do których autor bloga mógłby się zastosować w dalszej pracy (na przykład czy powinno być więcej Matisse'a?)

(06.05.2017)

 

Tagi: blog
12:28, kozmo1 , DZIENNIK
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 12