2017: 69 książek - 2016: 75 książek - 2015: 78 książek - 2014: 89 książek - 2013: 60 książek
Archiwum
Zakładki:
zBLOGowani.pl

Wpisy z tagiem: Berlin

poniedziałek, 07 maja 2018
Dziennik pisany w Berlinie

 


(Atrakcja drugiej kategorii, przy której sprzedają parówki, źródło: a.b.)

 

Ucieczka autostradą wolności

Uciekajmy! - Dziecko powtórzyło frazę Kici Koci. Uciekaliśmy w święto narodowe, ach jak się w takie święto, czysta szosa, dobrze ucieka. Od białych orłów, flag biało-czerwonych, patosu przemówień i poczucia wyjątkowości. 

Z placów zabaw (1)

Każda podróż obecnie kończyć się może na placu zabaw. Na przykład w MOP Chociszewo, w cieniu żółtej literki M, gdzie podają frytki a ubikacja jest na piętrze. Zaraz potem zaczyna się sięgająca po Berlin monotonia lasów. Tutaj drabinki, stąd można zawracać.

Porcelanowe miniaturki

I.

Tym razem nocowaliśmy w muzeum. Jednym z głównym eksponatów - jak zachęcał przewodnik - był kot. Można go było oglądać, ale broń Boże nie dotykać, codziennie od 9.15 do 9.30. Punktualnie o 9.30 wydawał przenikliwy miauk, który powodował, że znad zielonej herbaty podnosiła się pani kustoszka i na dobę wyłączała kota.

II.

Szczególne miejsce w muzeum zajmował dział "porcelana". Stworzono w nim coś na kształt porcelanowej komnaty: kruchej, wyjątkowej i bezcennej. Łatwo przyzwyczaić się do porcelanowych talerzy, trudniej do porcelanowych krzeseł i kołder. Nierozważny ruch może kosztować fortunę. Oczywiście najcenniejsza była porcelanowa kuweta dla kota.

III.

Ogród zimowy jest osobliwością: tak naprawdę możesz go oglądać jedynie na sprzedawanych w sklepiku pocztówkach z każdej pory roku. Ogólnie wstęp jest tylko dla wybranych, wybór jest uprawnieniem zastrzeżonym dla dyrekcji. Dzieciom wchodzić nie wolno. Wszyscy mówią, że jest tam pięknie, ale nawet ci widzieli go tylko na zdjęciach. 

Z placów zabaw (2)

Temat fascynujących części ciała wraca co jakiś czas, przynajmniej u Dziecka. Pępek jest jak słoneczny poranek w Berlinie. Ciepły piasek na placu zabaw w innej dzielnicy. Nigdy się nie da wyjaśnić gwałtowności uczuć, także do cudzych miast.

Denkmal 

Najpierw są długi nogi skaczące po kamieniach. Potem nadjeżdża hałaśliwa karczma piwna. Wszyscy chorujemy na przykrótką pamięć.

Kraj, który jest obok

Polska nas jednak dogania. Krąży za nami przy Bramie Brandenburskiej, poznać ją po melodii głosu. Skrada się do sklepu z czekoladą i wsiada do żółtego autobusu. Od Polski nie uciekniesz: za blisko.

Wieczór na Alexanderplatz

Bardzo brudno przy wieży. Atrakcja drugiej kategorii, przy której sprzedają parówki. Dokoła fontanny krąży krzycząc Dziecko. Ziemia kręci się dokoła Słońca na zegarze astronomicznym upchniętym w kącie placu.

Stanisław Barańczak recytowany na parkingu we Franowie

Zawsze wraca jakaś fraza. I teraz po muzeum, w którym nocowaliśmy, kiedy kierujemy się do ikei na klopsiki, też nadciąga. Ta o porcelanie (czemu tu się dziwić?) i o tym, że drwi z nas historia (w sam raz na autostradę wolności).

Jeżeli porcelana to wyłącznie taka
Której nie żal pod butem tragarza lub gąsienicą czołgu,
Jeżeli fotel, to niezbyt wygodny, tak aby
Nie było przykro podnieść się i odejść;
Jeżeli odzież, to tyle, ile można unieść w walizce,
Jeżeli książki, to te, które można unieść w pamięci,
Jeżeli plany, to takie, by można o nich zapomnieć
gdy nadejdzie czas następnej przeprowadzki
na inna ulicę, kontynent, etap dziejowy
lub świat

Kto ci powiedział, że wolno się przyzwyczajać?
Kto ci powiedział, że cokolwiek jest na zawsze?
Czu nikt ci nie powiedział, że nie będziesz nigdy
w świecie
czuł się jak u siebie w domu?

(3-5.05.2018)

 

wtorek, 21 listopada 2017
Max Frisch, Z dziennika berlińskiego, Czarne 2017

 


(Barbara Ann Spengler, Kurfurstendamm, Berlin Zachodni, luty 1970, źródło: https://www.flickr.com/photos/sillysocks/sets/72157670096654156)

 

Ćwiczenia z wyobraźni: noc i w papierosowym dymie zamglone światło. Pety zwinięte w popielniczkach. Po schodach na piętro wchodzi Zbigniew H., patrzy na stiukowego anioła na brązowym suficie i siada do stolika. Trzecia czy czwarta, właśnie wówczas Zbigniew H. mieszka w B. i chce zamówić setkę. Coś notuje na zmiętych paragonach.

1970: w Berlinie mieszka Zbigniew Herbert
1973: do Berlina przeprowadza się Max Frisch
1976: przyjeżdża do Berlina David Bowie

Często myślę o Berlinie - wyspie, tamtym Berlinie otoczonym murem, w którym wszystko było inaczej. Należy do minionych krain z wyobraźni, podobnie jak powojenny Lublin. Miasta, których nie mogłem zobaczyć, choć byłem bardzo ciekaw. 

Moja wiedza o Maksie Frischu ograniczała się do notki z Wikipedii, więc to nie o niego chodzi (choć podziwiam teraz jego zwięzły sposób zapisu), ale właśnie o Berlin. Jeszcze jedna opowieść z wyspy. Często myślę o Berlinie, wtedy kiedy chodzę po dzielnicy, w której mieszka Jo. Max Frisch mógłby być jej sąsiadem (czym są dwie stacje metra?)

Ale - jeśli przyjrzeć się bliżej - bardzo mało w dziennikach jest tego Zachodniego Berlina. Frisch przypatruje się Wschodowi, ogląda enerdowską telewizję i ciągle czmycha za mur spotykać się ze wschodnimi literatami (którzy w dużej części, zapewne, notują te spotkania w swoich dziennikach na zlecenie Stasi).

Bacznie obserwuje Wschód a jego notatki brzmią niepokojąco w teraźniejszej Polsce: przez krytykę rozumieją wyłącznie krytykowanie przeciwnika, w kółko to samo, i nawet jeśli człowiek na podstawie doświadczenia zgadza się z tą krytyką, i tak wieje grozą, nic prócz litanii werbalnych samopotwierdzeń, myślenie szukające wyłącznie pytań, na które odpowiedź jest już z góry ułożona, a fakty pojawiają się tylko w tej mierze, w jakiej dowodzą słuszności dogmatu (s. 44; po wielu obrotach niebieskich sfer, dotarliśmy znów do Honeckera, towarzysze).

 

środa, 03 maja 2017
Dziennik berliński (kolejny)

 

(Fragment jednego z nagrobków na cmentarzu Stubenrauchstraße w Berlinie, 2.05.2017, źródło: a.b.)

 

Ćwiczenia z filozofii życia codziennego 

Z nas dwojga to A. jest stoikiem - okazało się dzisiaj. Dziecko biega, to pokrzykując, to rozpakowując spakowane manele. Mikrofala piszczy. Kran przecieka. W pokoju zaspy z klocków. Samochodziki grają jak szalone. Pośrodku tego wszystkiego w przedpokoju siedzi A. i jak gdyby nigdy nic poleruje szczoteczką noski pantofelków.

Ornitologia dróg krajowych i autostrad

Dość późno zacząłem zauważać drapieżniki siedzące wzdłuż, na płotach, ale teraz to widzę je co kilka kilometrów. A jeszcze bociany krążą nad autostradą jak sępy. Szczęście zobaczyć bociana w locie na wiosnę. Widziałem już jednego na gnieździe, ale nic wtedy nie powiedziałem A., żeby jej szczęścia nie odebrać. Patrz - mówię teraz - bociany latają.

Widziałam już jednego na gnieździe, ale nic ci wtedy nie powiedziałam, żeby ci szczęścia nie odebrać - odpowiada A.

Zapiski z rekolekcji berlińskich

Takiej wiary jak tutaj, dawno już nie znalazłem w żadnym z polskich kościołów. Dlatego w parafii Marii u stóp Krzyża, śmieszne wydają się te dywagacje o tym jak Polacy nawrócą Europę:

Polacy nienawidzący obcych. Polacy myślący, że Bóg rozmawia po polsku i jest akurat ich królem. Polacy naśladujący brunatne mundurki i maszerujący z krzyżem po Krakowskim Przedmieściu. Polacy, którzy chcieliby potopić uciekinierów z Lampedusy. Polacy niemiłosierni. Polacy w kościele smutni. Polacy w kościele zawistni.

Więc przyjechałem do Berlina na rekolekcje z pięknego chrześcijaństwa. Dziewczynki w bocznej nawie wirują na Baranku Boży.

(Dopisane: w Berlinie Kościół jest powszechny a nie obarczony ojczyzną, narodem i im podobnymi pojęciami. Tylko wówczas, gdy Kościół staje się wolny od rzeczy, które nie są jego, może przylgnąć do Chrystusa).

O tym jak zostać Japończykiem w jeden dzień

Na gminnym festynie kwitnących wiśni w Teltow mieszkańcy Berlina udają, że są Japończykami (prócz tych nielicznych, którzy nie udają, bo rzeczywiście są Japończykami). Nie ma w tym nic nowego: w każdej epoce są ludzie, którzy chcą udawać, lepiej lub gorzej, że są Japończykami. Udawanie to przecież strategia radzenia sobie z rzeczywistością (podobnie jak sny, fantazje i wyimaginowane fabuły).

Na gminnym festynie kwitnących wiśni w Teltow można kupić zestawy sushi i młode teltowskie kartofle. Młode kartofle zapobiegają zupełnemu oderwaniu się od rzeczywistości.

Fragment, który mogą zrozumieć jedynie rodzice 

O nieludzkiej porze w dzień świąteczny, Dziecko i ja idziemy na spacer. Buła, buła - woła Dziecko, więc szukamy piekarni. Jest, nazywa się "Wiesław", pod jej sufitem wisi barokowy anioł. W środku kolejka tatusiów i mamuś uroczo spędzających z dziećmi wczesny świąteczny poranek.

Drugi fragment, który mogą zrozumieć jedynie rodzice

Długo się do tej wycieczki przygotowywaliśmy. Jo. już dawno kupiła specjalną niebieską książeczkę, z której powtarzaliśmy, co zobaczymy w zoo. No więc jesteśmy. Przy słoniach Dziecko ziewnęło. Nieco zainteresowały je żyrafy. Przy małpach naciągnęło czapeczkę na oczy. Śpi.

Teraz nie wiem, kto się komu przygląda: my - zwierzętom, czy one dziwią się nam?

A. i autor bloga zwiedzają cmentarz

Jako stoik A. nie bawi się w wymijające odpowiedzi. Cmentarz - wyjaśnia - to miejsce, gdzie ludzi, jak umrą, chowa się do ziemi,

na przykład Marlenę Dietrich, bo to z jej powodu przychodzimy rano na cmentarz (wczoraj też tu byłem, ale nie sprawdziłem, gdzie są kwiaty i dopiero dzisiaj szukamy kwatery 34). Później pojawia się, ta co na zdjęciu, berlińska patronka dobrej śmierci. Naga macha nogami i popija wino, bardziej apetyczna niż patetyczna, chociaż A. twierdzi, że to przesada a ja że przecież radość życia (takiego jakim ono jest) jest warunkiem dobrej śmierci.

Za bramą jest słup ogłoszeniowy i plakat dziecięcego muzeum, które zaprasza: opowiedz mi coś o śmierci.

Opowieści z czasów sprzed

Fiakier odwozi rozochocone towarzystwo z kabaretu. Grubo po północy wysypują się goście z kawiarni na Korso Południowo-Wschodnim. Młody bez pachnie na tle art deco. Nikt tutaj nie wie jeszcze, że pewien weteran Wielkiej Wojny planuje swoją zemstę za lata bycia nikim, że chłopcy szyją mundury i ćwiczą strzelanie a Emil Nolde marzy o oczyszczeniu sztuki.

Dzielnice z lat dwudziestych ubiegłego wieku oglądam myśląc o Warszawie teraz.

(29.04-02.05.2017) 

 

środa, 17 sierpnia 2016
Dziennik berliński (3)

 

 

(Emil Nolde, Zdjęcie z krzyża, 1915 (c) Fundacja Noldego w Seebüll, na wystawie w Brücke Museum w Berlinie, źródło: http://letteraturaartistica.blogspot.com)

 

Z rozmyślań przy drugim śniadaniu 

Dom Fritza Langa jest kolorowy a powinien przecież być czarno-biały ze zwisającymi zeppelinami za oknem. Nieopodal jemy świąteczne drugie śniadanie, chociaż tutaj nie święto. Nie ma barwnych bukietów dla Matki Boskiej, za to kelner przynosi talerz owoców, dzbanuszek z kawą, budyń waniliowy. Nic nie jest takie, jakie nam się zdaje (morał, lecz banalny). To samo można powiedzieć o szczęściu.

Emil Nolde wyrusza w rejs

Tego roku wszyscy płyną na Papuę. Jesienią 1913 wypływa Emil Nolde, na Papui dopada go dyzenteria, wróci w sierpniu rok później akurat na wojnę. Dwa miesiące wcześniej, w czerwcu ruszają Witkacy z Malinowskim, ale pokłócą się w Australii i Witkacy nie dopłynie. Nie dostają więc szansy, aby się spotkać. Mogę sobie jedynie wyobrazić mapę z ich nieprzecinającymi się trasami (mapa Noldego tutaj).

Emil Nolde wstępuje do partii

Malował pięknie. Każda sala faluje farbami. Ten zamyślony autoportret ma w sobie coś kosmicznego. On, obcy, artysta. Jest jednym z lojalnych bohaterów "Czarnych lat": wymienia listy, oczekuje pochwał, ekspresjonizm jest sztuką czysto niemiecką - twierdzi i chciałby zakazać zepsutych francuskich impresjonistów. Gorycz zawiedzionej miłości: w podręczniku narodowej sztuki twarze z ekspresjonistycznych obrazów porównują do deformacji genetycznych. (Pomyślmy, dlaczego tego roku autora bloga fascynuje temat kolaboracji z autorytarnym reżimem?).

Emil Nolde żeni się po raz drugi

Jo. jest zbulwersowana różnicą wieku między Emilostwem Nolde i prawie oskarża staruszka o bezeceństwa (kolega z pierwszej młodości Ernst Ludwig też musiał to znosić). Nolde, druga młodość, tymczasem znowu maluje. Robię sobie przy nim z Dzieckiem zdjęcie. Zakaz fotografowania - zauważa A. Ale ja przecież nie sztukę, tylko - jak zwykle - siebie.

Pokuta

Na progu katedry w Lu. przed remontem, leżała tablica z prośbą o deptanie wymienionego z imienia i nazwiska fundatora w ramach pokuty jego duszy. Tak sobie przypominam, zatrzymując się na licznych bramkach autostrady, gdzie zimna dłoń wyciąga ręce po pieniądze, że to coś podobnego. Szybka jazda po duszy doktora Kulczyka.

(15.08.2016)

 

Dziennik berliński (2)

 

(Grobowiec etruski, Altes Museum w Berlinie, źródło: a.b.)

 

Oni

Wsiadają dwaj, ale oddzielnie, broda, luźne spodnie, smutni. Smutek tych, co nie kochają życia. Oczy, oczy mają takie same, błędne. Jakby nie jechali autobusem z Moabitu do Gesundbrunnen, ale na świętą wojnę. Pewnie jadą. Jacy oni podobni do tych od śmierci wrogów ojczyzny.

Czarne myśli

Dopada mnie jak nigdy bezcelowość fotografii i bezcelowość zapisu, całkowita beznadziejność i nieracjonalność prób pozostawienia czegokolwiek po sobie prócz pamięci u innych. Osiąganie krótkotrwałej satysfakcji, bo widok, czyjeś słowa, obraz na ścianie, ciepło Dziecka. Czarna strona małych radości.

Czarna kawa 

Pana kawa nabiera kompleksowości, mówi barista w kawiarni, gdzie zamiast kawy sprzedają wyjątkowość. Zaprowadziła nas tam Jo. Rytuał odmienia cię z miłośnika wycieczek w pasjonata safari. Czary mary, karteczka mówi co masz poczuć i czujesz to głęboko w gardle. Agrest zamiast kawy. Ekstaza zamiast łyku.

Sztuka klasyczna (1)

Tajna muzealna winda jak w meblowym. Strażnik zamyka ciężkie drzwi. Hades, Pola Elizejskie. Wbrew oczekiwaniom najbardziej uwodzą mnie Etruskowie, ich tajemnicze zniknięcie i ich zapomnienie. Dbali o siebie po śmierci, o czym świadczy kolekcja sarkofagów. Ich zupełna bezcelowość. Wpasowują się w nastrój. Strażnicy pospieszają. Historia zaraz się kończy.

Czytanka

Czytam Dziecku po cichu miasto. Jak leci. Nazwy ulic, kawiarni, zakładów takich i owakich. Opisuję przystanki i mijane stacje metra, czasem ludzi, jak się trafią jacyś ciekawi (o to w Be. nietrudno). Dziecko wysłucha cię cierpliwie, nie zarzucając, że mówisz głupoty (nieuświadamiane korzyści z ojcostwa).

Sztuka klasyczna (2)

Nie było Ateny - żali się A. po powrocie z Altes Museum. Spożywamy poćwiartowane zwierzęce ofiary z greckich świątyń: grecka sztuka mięs z frytkami i tzatziki.

(14.08.2016)

 

wtorek, 16 sierpnia 2016
Dziennik berliński (1)

 

(Gülsün Karamustafa, Wenus w słoiku, 1988, źródło: a.b.)

 

Jesień

Koła rozgarniają żółte liście. Tutaj czuć już jesień, podczas gdy na wschodzie bez zmian. Szur szur, wynosimy w tę jesień letnie bagaże. Szur szur, M. słusznie mówiła, że zaczyna się w czerwcu.

Pieśń na przyjście

Schodzą się wszyscy z ludów i języków, jak u Stachury. Piękni i niepiękni, z wózkami i z psami, bawiące się dzieci. Bo Be. to jest właśnie ta nieopanowana wielość, Be. jak Babel, szelest papierowych toreb. Wszyscy, aby się zanurzyć między wieszakami primarka

(przeczuwałem to dawno, tylko że w haemie).

O fotografii

Berlińskie radio kłamie w sprawie fotografii, obiecując produkcję pamiątek na wieczność (a niemiecka wieczność, die Ewigkeit to jest nawet coś więcej niż nasza, powtórzcie powoli kilka razy a sami odkryjecie). Każdy kto był na tamtejszym targu staroci wie jak ona wygląda: pudełka slajdów rozrzucone obok starych ubrań i porcelanowych zwierzątek z urlopu w Bawarii.

Święto

Jakaś dziewczynka wręcza naszemu Dziecku flagę. Oboje nie mówią, co ułatwia porozumienie. W księgarni obok obchodzą tydzień egzystencjalizmu. W witrynie Sartre w rozmowie z Camusem.

(Uwagi na marginesie: wybór książek filozoficznych jest dostępny nawet w małych księgarniach; w witrynie reklamują klasyków zamiast bestsellerów).

Czarne lata

Narodowo-socjalistyczny rząd musiał rozwinąć własną estetykę i politykę artystyczną. W jego działaniach wobec sztuki ujawniły się sprzeczności nowego systemu. Wrogość, jak również częściowe zniszczenie nowoczesnych dzieł poprzedzone było próbą włączenia przede wszystkim ekspresjonizmu jako "sztuki nordyckiej" w ideologię narodowego socjalizmu. W latach 1933-1937 kolejni dyrektorzy Galerii Narodowej usiłowali połączyć ekspozycję z Kronprinzenpalais z kluczowymi debatami współczesności i przedstawić władzom nazistowskim ekspresjonizm jako wybitne niemieckie osiągnięcie (z katalogu wystawy).

To mi się bardzo podoba, mówi A. Mi też, mówię. Podpis: był fanatycznym narodowym socjalistą.

Gülsün Karamustafa. Chronographia

Sztuka współczesna nie wzbudza u mnie zachwytu, ale po tej wystawie krążymy szybkim krokiem jak zaczarowani. A. podbiega i utrwala co drugie dzieło. Wcale się nie dziwię. Podobnie jak się nie dziwię, że się może nie spodobać rozmaitym dyktatorom, co rozwijają własną estetykę i politykę artystyczną (por. wyżej). W końcu nawet boginię jak pospolitego motyla łapie do słoika.

(12-13.08.2016)

 

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5