2016: 8 filmów, 75 książek - 2015: 39 filmów, 78 książek - 2014: 66 filmów, 89 książek - 2013: 46 filmów, 60 książek
Archiwum
Zakładki:
zBLOGowani.pl

Wpisy z tagiem: Berlin

wtorek, 21 listopada 2017
Max Frisch, Z dziennika berlińskiego, Czarne 2017

 


(Barbara Ann Spengler, Kurfurstendamm, Berlin Zachodni, luty 1970, źródło: https://www.flickr.com/photos/sillysocks/sets/72157670096654156)

 

Ćwiczenia z wyobraźni: noc i w papierosowym dymie zamglone światło. Pety zwinięte w popielniczkach. Po schodach na piętro wchodzi Zbigniew H., patrzy na stiukowego anioła na brązowym suficie i siada do stolika. Trzecia czy czwarta, właśnie wówczas Zbigniew H. mieszka w B. i chce zamówić setkę. Coś notuje na zmiętych paragonach.

1970: w Berlinie mieszka Zbigniew Herbert
1973: do Berlina przeprowadza się Max Frisch
1976: przyjeżdża do Berlina David Bowie

Często myślę o Berlinie - wyspie, tamtym Berlinie otoczonym murem, w którym wszystko było inaczej. Należy do minionych krain z wyobraźni, podobnie jak powojenny Lublin. Miasta, których nie mogłem zobaczyć, choć byłem bardzo ciekaw. 

Moja wiedza o Maksie Frischu ograniczała się do notki z Wikipedii, więc to nie o niego chodzi (choć podziwiam teraz jego zwięzły sposób zapisu), ale właśnie o Berlin. Jeszcze jedna opowieść z wyspy. Często myślę o Berlinie, wtedy kiedy chodzę po dzielnicy, w której mieszka Jo. Max Frisch mógłby być jej sąsiadem (czym są dwie stacje metra?)

Ale - jeśli przyjrzeć się bliżej - bardzo mało w dziennikach jest tego Zachodniego Berlina. Frisch przypatruje się Wschodowi, ogląda enerdowską telewizję i ciągle czmycha za mur spotykać się ze wschodnimi literatami (którzy w dużej części, zapewne, notują te spotkania w swoich dziennikach na zlecenie Stasi).

Bacznie obserwuje Wschód a jego notatki brzmią niepokojąco w teraźniejszej Polsce: przez krytykę rozumieją wyłącznie krytykowanie przeciwnika, w kółko to samo, i nawet jeśli człowiek na podstawie doświadczenia zgadza się z tą krytyką, i tak wieje grozą, nic prócz litanii werbalnych samopotwierdzeń, myślenie szukające wyłącznie pytań, na które odpowiedź jest już z góry ułożona, a fakty pojawiają się tylko w tej mierze, w jakiej dowodzą słuszności dogmatu (s. 44; po wielu obrotach niebieskich sfer, dotarliśmy znów do Honeckera, towarzysze).

 

środa, 03 maja 2017
Dziennik berliński (kolejny)

 

(Fragment jednego z nagrobków na cmentarzu Stubenrauchstraße w Berlinie, 2.05.2017, źródło: a.b.)

 

Ćwiczenia z filozofii życia codziennego 

Z nas dwojga to A. jest stoikiem - okazało się dzisiaj. Dziecko biega, to pokrzykując, to rozpakowując spakowane manele. Mikrofala piszczy. Kran przecieka. W pokoju zaspy z klocków. Samochodziki grają jak szalone. Pośrodku tego wszystkiego w przedpokoju siedzi A. i jak gdyby nigdy nic poleruje szczoteczką noski pantofelków.

Ornitologia dróg krajowych i autostrad

Dość późno zacząłem zauważać drapieżniki siedzące wzdłuż, na płotach, ale teraz to widzę je co kilka kilometrów. A jeszcze bociany krążą nad autostradą jak sępy. Szczęście zobaczyć bociana w locie na wiosnę. Widziałem już jednego na gnieździe, ale nic wtedy nie powiedziałem A., żeby jej szczęścia nie odebrać. Patrz - mówię teraz - bociany latają.

Widziałam już jednego na gnieździe, ale nic ci wtedy nie powiedziałam, żeby ci szczęścia nie odebrać - odpowiada A.

Zapiski z rekolekcji berlińskich

Takiej wiary jak tutaj, dawno już nie znalazłem w żadnym z polskich kościołów. Dlatego w parafii Marii u stóp Krzyża, śmieszne wydają się te dywagacje o tym jak Polacy nawrócą Europę:

Polacy nienawidzący obcych. Polacy myślący, że Bóg rozmawia po polsku i jest akurat ich królem. Polacy naśladujący brunatne mundurki i maszerujący z krzyżem po Krakowskim Przedmieściu. Polacy, którzy chcieliby potopić uciekinierów z Lampedusy. Polacy niemiłosierni. Polacy w kościele smutni. Polacy w kościele zawistni.

Więc przyjechałem do Berlina na rekolekcje z pięknego chrześcijaństwa. Dziewczynki w bocznej nawie wirują na Baranku Boży.

(Dopisane: w Berlinie Kościół jest powszechny a nie obarczony ojczyzną, narodem i im podobnymi pojęciami. Tylko wówczas, gdy Kościół staje się wolny od rzeczy, które nie są jego, może przylgnąć do Chrystusa).

O tym jak zostać Japończykiem w jeden dzień

Na gminnym festynie kwitnących wiśni w Teltow mieszkańcy Berlina udają, że są Japończykami (prócz tych nielicznych, którzy nie udają, bo rzeczywiście są Japończykami). Nie ma w tym nic nowego: w każdej epoce są ludzie, którzy chcą udawać, lepiej lub gorzej, że są Japończykami. Udawanie to przecież strategia radzenia sobie z rzeczywistością (podobnie jak sny, fantazje i wyimaginowane fabuły).

Na gminnym festynie kwitnących wiśni w Teltow można kupić zestawy sushi i młode teltowskie kartofle. Młode kartofle zapobiegają zupełnemu oderwaniu się od rzeczywistości.

Fragment, który mogą zrozumieć jedynie rodzice 

O nieludzkiej porze w dzień świąteczny, Dziecko i ja idziemy na spacer. Buła, buła - woła Dziecko, więc szukamy piekarni. Jest, nazywa się "Wiesław", pod jej sufitem wisi barokowy anioł. W środku kolejka tatusiów i mamuś uroczo spędzających z dziećmi wczesny świąteczny poranek.

Drugi fragment, który mogą zrozumieć jedynie rodzice

Długo się do tej wycieczki przygotowywaliśmy. Jo. już dawno kupiła specjalną niebieską książeczkę, z której powtarzaliśmy, co zobaczymy w zoo. No więc jesteśmy. Przy słoniach Dziecko ziewnęło. Nieco zainteresowały je żyrafy. Przy małpach naciągnęło czapeczkę na oczy. Śpi.

Teraz nie wiem, kto się komu przygląda: my - zwierzętom, czy one dziwią się nam?

A. i autor bloga zwiedzają cmentarz

Jako stoik A. nie bawi się w wymijające odpowiedzi. Cmentarz - wyjaśnia - to miejsce, gdzie ludzi, jak umrą, chowa się do ziemi,

na przykład Marlenę Dietrich, bo to z jej powodu przychodzimy rano na cmentarz (wczoraj też tu byłem, ale nie sprawdziłem, gdzie są kwiaty i dopiero dzisiaj szukamy kwatery 34). Później pojawia się, ta co na zdjęciu, berlińska patronka dobrej śmierci. Naga macha nogami i popija wino, bardziej apetyczna niż patetyczna, chociaż A. twierdzi, że to przesada a ja że przecież radość życia (takiego jakim ono jest) jest warunkiem dobrej śmierci.

Za bramą jest słup ogłoszeniowy i plakat dziecięcego muzeum, które zaprasza: opowiedz mi coś o śmierci.

Opowieści z czasów sprzed

Fiakier odwozi rozochocone towarzystwo z kabaretu. Grubo po północy wysypują się goście z kawiarni na Korso Południowo-Wschodnim. Młody bez pachnie na tle art deco. Nikt tutaj nie wie jeszcze, że pewien weteran Wielkiej Wojny planuje swoją zemstę za lata bycia nikim, że chłopcy szyją mundury i ćwiczą strzelanie a Emil Nolde marzy o oczyszczeniu sztuki.

Dzielnice z lat dwudziestych ubiegłego wieku oglądam myśląc o Warszawie teraz.

(29.04-02.05.2017) 

 

środa, 17 sierpnia 2016
Dziennik berliński (3)

 

 

(Emil Nolde, Zdjęcie z krzyża, 1915 (c) Fundacja Noldego w Seebüll, na wystawie w Brücke Museum w Berlinie, źródło: http://letteraturaartistica.blogspot.com)

 

Z rozmyślań przy drugim śniadaniu 

Dom Fritza Langa jest kolorowy a powinien przecież być czarno-biały ze zwisającymi zeppelinami za oknem. Nieopodal jemy świąteczne drugie śniadanie, chociaż tutaj nie święto. Nie ma barwnych bukietów dla Matki Boskiej, za to kelner przynosi talerz owoców, dzbanuszek z kawą, budyń waniliowy. Nic nie jest takie, jakie nam się zdaje (morał, lecz banalny). To samo można powiedzieć o szczęściu.

Emil Nolde wyrusza w rejs

Tego roku wszyscy płyną na Papuę. Jesienią 1913 wypływa Emil Nolde, na Papui dopada go dyzenteria, wróci w sierpniu rok później akurat na wojnę. Dwa miesiące wcześniej, w czerwcu ruszają Witkacy z Malinowskim, ale pokłócą się w Australii i Witkacy nie dopłynie. Nie dostają więc szansy, aby się spotkać. Mogę sobie jedynie wyobrazić mapę z ich nieprzecinającymi się trasami (mapa Noldego tutaj).

Emil Nolde wstępuje do partii

Malował pięknie. Każda sala faluje farbami. Ten zamyślony autoportret ma w sobie coś kosmicznego. On, obcy, artysta. Jest jednym z lojalnych bohaterów "Czarnych lat": wymienia listy, oczekuje pochwał, ekspresjonizm jest sztuką czysto niemiecką - twierdzi i chciałby zakazać zepsutych francuskich impresjonistów. Gorycz zawiedzionej miłości: w podręczniku narodowej sztuki twarze z ekspresjonistycznych obrazów porównują do deformacji genetycznych. (Pomyślmy, dlaczego tego roku autora bloga fascynuje temat kolaboracji z autorytarnym reżimem?).

Emil Nolde żeni się po raz drugi

Jo. jest zbulwersowana różnicą wieku między Emilostwem Nolde i prawie oskarża staruszka o bezeceństwa (kolega z pierwszej młodości Ernst Ludwig też musiał to znosić). Nolde, druga młodość, tymczasem znowu maluje. Robię sobie przy nim z Dzieckiem zdjęcie. Zakaz fotografowania - zauważa A. Ale ja przecież nie sztukę, tylko - jak zwykle - siebie.

Pokuta

Na progu katedry w Lu. przed remontem, leżała tablica z prośbą o deptanie wymienionego z imienia i nazwiska fundatora w ramach pokuty jego duszy. Tak sobie przypominam, zatrzymując się na licznych bramkach autostrady, gdzie zimna dłoń wyciąga ręce po pieniądze, że to coś podobnego. Szybka jazda po duszy doktora Kulczyka.

(15.08.2016)

 

Dziennik berliński (2)

 

(Grobowiec etruski, Altes Museum w Berlinie, źródło: a.b.)

 

Oni

Wsiadają dwaj, ale oddzielnie, broda, luźne spodnie, smutni. Smutek tych, co nie kochają życia. Oczy, oczy mają takie same, błędne. Jakby nie jechali autobusem z Moabitu do Gesundbrunnen, ale na świętą wojnę. Pewnie jadą. Jacy oni podobni do tych od śmierci wrogów ojczyzny.

Czarne myśli

Dopada mnie jak nigdy bezcelowość fotografii i bezcelowość zapisu, całkowita beznadziejność i nieracjonalność prób pozostawienia czegokolwiek po sobie prócz pamięci u innych. Osiąganie krótkotrwałej satysfakcji, bo widok, czyjeś słowa, obraz na ścianie, ciepło Dziecka. Czarna strona małych radości.

Czarna kawa 

Pana kawa nabiera kompleksowości, mówi barista w kawiarni, gdzie zamiast kawy sprzedają wyjątkowość. Zaprowadziła nas tam Jo. Rytuał odmienia cię z miłośnika wycieczek w pasjonata safari. Czary mary, karteczka mówi co masz poczuć i czujesz to głęboko w gardle. Agrest zamiast kawy. Ekstaza zamiast łyku.

Sztuka klasyczna (1)

Tajna muzealna winda jak w meblowym. Strażnik zamyka ciężkie drzwi. Hades, Pola Elizejskie. Wbrew oczekiwaniom najbardziej uwodzą mnie Etruskowie, ich tajemnicze zniknięcie i ich zapomnienie. Dbali o siebie po śmierci, o czym świadczy kolekcja sarkofagów. Ich zupełna bezcelowość. Wpasowują się w nastrój. Strażnicy pospieszają. Historia zaraz się kończy.

Czytanka

Czytam Dziecku po cichu miasto. Jak leci. Nazwy ulic, kawiarni, zakładów takich i owakich. Opisuję przystanki i mijane stacje metra, czasem ludzi, jak się trafią jacyś ciekawi (o to w Be. nietrudno). Dziecko wysłucha cię cierpliwie, nie zarzucając, że mówisz głupoty (nieuświadamiane korzyści z ojcostwa).

Sztuka klasyczna (2)

Nie było Ateny - żali się A. po powrocie z Altes Museum. Spożywamy poćwiartowane zwierzęce ofiary z greckich świątyń: grecka sztuka mięs z frytkami i tzatziki.

(14.08.2016)

 

wtorek, 16 sierpnia 2016
Dziennik berliński (1)

 

(Gülsün Karamustafa, Wenus w słoiku, 1988, źródło: a.b.)

 

Jesień

Koła rozgarniają żółte liście. Tutaj czuć już jesień, podczas gdy na wschodzie bez zmian. Szur szur, wynosimy w tę jesień letnie bagaże. Szur szur, M. słusznie mówiła, że zaczyna się w czerwcu.

Pieśń na przyjście

Schodzą się wszyscy z ludów i języków, jak u Stachury. Piękni i niepiękni, z wózkami i z psami, bawiące się dzieci. Bo Be. to jest właśnie ta nieopanowana wielość, Be. jak Babel, szelest papierowych toreb. Wszyscy, aby się zanurzyć między wieszakami primarka

(przeczuwałem to dawno, tylko że w haemie).

O fotografii

Berlińskie radio kłamie w sprawie fotografii, obiecując produkcję pamiątek na wieczność (a niemiecka wieczność, die Ewigkeit to jest nawet coś więcej niż nasza, powtórzcie powoli kilka razy a sami odkryjecie). Każdy kto był na tamtejszym targu staroci wie jak ona wygląda: pudełka slajdów rozrzucone obok starych ubrań i porcelanowych zwierzątek z urlopu w Bawarii.

Święto

Jakaś dziewczynka wręcza naszemu Dziecku flagę. Oboje nie mówią, co ułatwia porozumienie. W księgarni obok obchodzą tydzień egzystencjalizmu. W witrynie Sartre w rozmowie z Camusem.

(Uwagi na marginesie: wybór książek filozoficznych jest dostępny nawet w małych księgarniach; w witrynie reklamują klasyków zamiast bestsellerów).

Czarne lata

Narodowo-socjalistyczny rząd musiał rozwinąć własną estetykę i politykę artystyczną. W jego działaniach wobec sztuki ujawniły się sprzeczności nowego systemu. Wrogość, jak również częściowe zniszczenie nowoczesnych dzieł poprzedzone było próbą włączenia przede wszystkim ekspresjonizmu jako "sztuki nordyckiej" w ideologię narodowego socjalizmu. W latach 1933-1937 kolejni dyrektorzy Galerii Narodowej usiłowali połączyć ekspozycję z Kronprinzenpalais z kluczowymi debatami współczesności i przedstawić władzom nazistowskim ekspresjonizm jako wybitne niemieckie osiągnięcie (z katalogu wystawy).

To mi się bardzo podoba, mówi A. Mi też, mówię. Podpis: był fanatycznym narodowym socjalistą.

Gülsün Karamustafa. Chronographia

Sztuka współczesna nie wzbudza u mnie zachwytu, ale po tej wystawie krążymy szybkim krokiem jak zaczarowani. A. podbiega i utrwala co drugie dzieło. Wcale się nie dziwię. Podobnie jak się nie dziwię, że się może nie spodobać rozmaitym dyktatorom, co rozwijają własną estetykę i politykę artystyczną (por. wyżej). W końcu nawet boginię jak pospolitego motyla łapie do słoika.

(12-13.08.2016)

 

czwartek, 07 lipca 2016
Dziennik w podróży służbowej

 

 

(Konin, ósma rano, źródło: a.b.)

 

Berlin, w południe

To pewne: wszystko się ze sobą łączy. Wchodzę do ulubionej księgarni i pierwsze, co spostrzegam, to album Romana Ondáka.

Notatki konferencyjne

Dali mi taki piękny ołówek, że żal nie zapisywać. Zwłaszcza, że naprzeciwko siedzi najprawdziwszy graf, taki, co jest von und zu i miejsce zajmuje na odpowiedniej stronie Almanachu Gotajskiego. Graf ma na policzku bliznę, najwyraźniej ślad po arystokratycznym pojedynku.

Tymczasem obok Słoweniec nieco się nudzi, nerwowo rozgląda się po sali i nagle pstryk: fotografuje piramidkę, którą zdołał ułożyć z opakowań po śmietance do kawy (jeśli znajdziecie gdzieś takie zdjęcie, to wiedzcie, że siedział naprzeciw).

Z kolei Manuel, królewskie imię, jest introwertykiem. Poznaję to po tym, że jako jedna z dwóch osób siedzi na przerwie przy pustym stole. Drugą jestem ja. 

Berlin, dwudziesta trzecia

Taki samowar, o ten tu, to mnie kiedyś prawie zabił (prawda, że brzmi to dosyć absurdalnie, a jednocześnie zaciekawia?), ale nie będę opowiadał o dzieciństwie. Za to losy urzędników w administracjach świata to jest dobry temat w restauracji, gdzie zza pleców wyłania się święty car Mikołaj.

Urywa się jednak sam z siebie przy szaszłyku. Teraz podadzą napoleonkę, tradycyjne rosyjskie ciasto (sic!), i Niemiec, ów urzędnik, zażartuje, że powinni podawać z lodami.

Berlin, ósma rano

Uświadomiłem sobie, że najszczęśliwszymi chwilami w moim życiu były poranki w obcych miastach (Michal Ajvaz, Podróż na Południe, s. 326).

To jak się spieszą do szkół i na kawę w Bäckereiach, to jak mży, i nieznane skrzyżowania, i ulice, które nie wiesz, dokąd prowadzą, to zaiste szczęśliwe poranki.

Notatki kolejowe

Zaglądam przez ramię Szwedce, takiej co pod Göteborgiem ma mały czerwony domek, w notes. Ach, a tam szkice piórkiem jak w muzealnych gablotach i długie makarony pisma. Być może serek brie i brzoskwinie kroi na siedzeniu obok nieznana szwedzka kandydatka do Nobla.

W sześćdziesiątym dziewiątym byłam w północnej Polsce, jechaliśmy renault i ludzie wybiegali za nami. W sześćdziesiątym dziewiątym, prawie już zapytałem, czy naprawdę wszystko było takie z kroniki, czarno-białe?

Córka urodziła się później, zapomniałem dodać, jadą matka Szwedka z córką Szwedką (wszystko się ze sobą łączy, przecież to jak u Tove). Córka ma wisiorek z jadeitu z jakimś obcym bogiem (wszystko się ze sobą łączy: jadą do Ljubljany).

Chcesz zobaczyć jordański paszport? Grzeczny pan, którego nogi nie mieszczą się razem z moimi i który siedzi obok córki Szwedki, jest z Jordanii, lecz jedzie z Kopenhagi. To pewnie dla mnie - żartuje - zawiesili Schengen (pytanie powyżej zadaje pogranicznik gdzieś za Odrą), ale to dobrze, trzeba sprawdzać, jestem przyzwyczajony. W sierpniu dwa tysiące pierwszego pojechałem na urlop do Nowego Jorku.

Niemcy pod oknem cały czas milczą. Że cierpią na zaawansowaną Reisefieber dowiem się dopiero na dwadzieścia minut przed ich przesiadką, gdy żona zacznie czekać na korytarzu na Poznań. Jordańczyk też czeka na Poznań, myśli, że tam zapali, co mu się nie uda. Matka Szwedka sprawdza, gdzie jest Poznań na mapie a facebook mi proponuje: Witamy w Poznań: powiadom znajomych (chociaż o tym już dawno piszę z Warszawy).

Warszawa, szesnasta

Wróciłem. Dziecko mnie nie poznało. Żona mnie nie poznała. Pomyślałem, że, czasami się to zdarza, z powodu ciągłego czytania Kafki w obie strony, upodobniłem się do któregoś z bohaterów "Opowieści i przypowieści". Dręczy mnie tylko, do którego? Psa? Małpy? Podziemnego stworzenia z "Jamy"? A może, nie daj Boże, robaka?

(05-06.07.2016)

 

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5