2016: 8 filmów, 75 książek - 2015: 39 filmów, 78 książek - 2014: 66 filmów, 89 książek - 2013: 46 filmów, 60 książek
Archiwum
Zakładki:
zBLOGowani.pl

Wpisy z tagiem: Vaclav Havel

środa, 28 grudnia 2016
Vaclav Havel, Obywatel kultury, Agora 2016

 

Czytanie Havla to jest czyściec dla autora bloga, który w czyściec nie wierzy. Oportunizm odbija się w lustrze Havlovego idealizmu i powoduje nieprzyjemne wyrzuty sumienia, spełzające od gardła do żołądka i umiejscawiające się w zwojach mózgowych. Pisze Havel:

Wciąż żyją wśród nas ludzie zdolni do podjęcia egzystencjalnej odpowiedzialności za własną prawdę, ludzie gotowi płacić tak wysoką cenę za własny ideał życia (s. 305).

Gorzkie słowa dla oportunisty (choć lekcja życia Havla uczy, że to nie idealiści wygrywają, ale właśnie ci oportuniści, niezdolni do podjęcia odpowiedzialności za własną prawdę, ludzie-ryby płynące z prądem).

Havel uświadamia jeszcze coś. Zachorowałem na astmę (co wrażliwszych Czytelników i Czytelniczki uprzedzę, że to metafora, nie należy mylić autora bloga z jego narratorem). Astma to jest ten stan, w którym kłamstwo miesza się z prawdą. Tu nie ma wielkich uniesień, represji i czołgów na ulicach, jest codzienność, do której można przywyknąć tak bardzo, że się nie zauważa utraty oddechu. Astma: koniec polskiego roku dwa tysiące szesnastego.

Wypisuję za to coś, co bardzo lubię. Wyimek z interpelacji posła Pruzinca o reżyserach filmowych: Pytamy się - tych pracowników resortu kultury - jak długo jeszcze wszystkim uczciwie pracującym będą zatruwać życie, ja długo jeszcze będą deptać zdobycze socjalizmu, jak długo będą grać na nerwach robotników i chłopów (...) płacimy bajońskie sumy wrogom wewnętrznym, pozwalamy im deptać i niszczyć owoce naszej pracy.

Astma: i ja odpisuję na podobne interpelacje. Poseł M. nie różni się bowiem niczym od posła Pruzinca. I to spostrzeżenie jest w całym zbiorze dla mnie chyba najsmutniejsze.

 

sobota, 06 lutego 2016
Josif Brodski, Pochwała nudy, Znak 2016

 

(Josif Brodski, 6 kwietnia 1990 r. (c) Lamont Poetry Program, źródło: http://anagnoste.blogspot.com; Miało się tu znaleźć zdjęcie Brodskiego z jego żoną Marią, ale kiedy napotkałem ten portret z rzeźbą, od razu pomyślałem o opowiadaniu Jansson, w którym bohaterem jest artysta zakochujący się w wyrzeźbionych pośladkach. Niezbadane są mapy skojarzeń. Oprócz bliskości Helsinek i Leningradu, słowem kluczem i w tamtym tekście, i tu, w "Pochwale nudy" jest marmur. Nie mówiąc już o Wenecji, w której rozgrywa się tamto opowiadanie, i w której Brodski znajdował odpoczynek, również ten wieczny.)

 

1.

Jeśli miałbym znaleźć w tym tomie jakiś refren, choć przecież to tom esejów a nie poezji, to byłoby to zdanie zaczerpnięte z Roberta Frosta: Najlepsze wyjście zawsze wiedzie na wskroś. Podoba mi się ono zapewne dlatego, że zawsze ląduję pośrodku we wszystkich ankietach. Pośrodku to - myślę - jest nieco na wskroś, w krainie Pomiędzy.

2.

W dość idiotyczny sposób Irena Grudzińska-Gross we wstępie i na okładce usiłuje przekonać czytelników, że Brodski był arogantem. Czy jest skala, którą mierzy się arogancję poetów i pisarzy? Czy nie osiągaliśmy na niej całkiem przyzwoitych wyników? Czy po latach przetrwa arogancja - jak stara się wmówić wydawca - czy też zachwyt, a może jak chce autor - wiecznie trwa jedynie miara wiersza? (Bardzo niebezpieczne rewiry: ostatnio pewien bibliotekarz z Wa. napisał piękną miarą łacińską odę o zabójstwie, a potem zabił).

3.

Czasami napotykam w książkach zdania, które są dla mnie odkryciem na miarę odkrycia Ameryki albo zdobycia Kilimandżaro, takie jak to: starożytność dla nas istnieje, a my dla niej nie. To znaczy: nie przypuszczali, bawiąc dzieci, chodząc do burdeli, pijąc wino i wypoczywając w łaźniach, że będą przedmiotem archeologii (a czym my będziemy?), to znaczy: są równie nieuchwytni jak postaci literackie (może historia nie istnieje, jest tylko literatura?)

4.

Brodski zarzuca Havlovi, że naiwnie wierzy w ludzką dobroć, upierając się, że tylko okoliczności zewnętrzne narzucają ludziom zło. Demaskuje przy tym piękne zdania Havla i posądza go o okłamywanie siebie i czytelników. Powinienem bronić Havla i jeszcze rok, dwa lata temu, pewnie bym to robił, niestety ostatnio pesymizm, co do ludzkiej natury, bierze górę nawet u mnie.

5.

Z kolei w innym eseju to Brodski wydaje się tak cudownie naiwny w swojej wierze w nadrzędność i trwałość estetyki. Może - w gruncie rzeczy - porzucenie jednego naiwnego przekonania automatycznie wpycha w drugie, bo inaczej pozostaje budząca lęk próżnia: jeśli nie dobro, to chociaż piękno.

Gdyby mieli przetrwać najsilniejsi, na placu boju pozostałby jedynie Arnold Schwarzenegger; gdyby mieli przetrwać najsłabsi, co jest propozycją bardziej kuszącą etycznie, musielibyśmy się zadowolić Woody Allenem. Proszę mi wierzyć albo nie, celem ewolucji jest piękno zdolne przetrwać wszystko inne, będące źródłem prawdy (s. 182). 

 

wtorek, 17 marca 2015
O przeciętności

 

Smutny artykuł o Havlu w sobotniej "Wyborczej" (tutaj): Historia Havla, jest co prawda opisana w wielu książkach, lecz mimo to ludziom opowiada się ją dzisiaj za pomocą paru zdań i obrazków, które opinii publicznej podsuwa byle kto, np. Václav Klaus (...) Portret Havla przemalowuje się więc tak, żeby wyglądał na cwanego polityka opętanego żądzą władzy, kogoś, kto przez całe życie w wyrafinowany sposób przygotowywał sobie grunt pod to, żeby wreszcie się do tej władzy dorwać. Sens takiego portretu jest oczywisty: z czeskiej historii ma zostać wymazane wspomnienie faktu, że istnieli ludzie, którzy byli skłonni poświęcić własną wolność w imię wolności i sprawiedliwości dla innych. Polska biografia Havla (tutaj), mimo wszystko, też zmiesza w tym kierunku. Niemożliwość wyobrażenia sobie innej niż egoistyczna motywacji Havla to - moim zdaniem - przejaw powszechnego odrzucania myślenia według wartości, czy to świeckich, czy religijnych. Porażająca jest łatwość ogłupienia społeczeństwa, broń Boże nie dotyczy to wyłącznie Czechów, karmienia go prostym poczuciem, że nie da się być ponad przeciętnością. Że ludzie ponadprzeciętni tylko się maskują a są przecież tacy jak my - ani nie lepsi, ani nie gorsi.

Za nowy wzór stawiane są więc miernoty, które mają pewność siebie (przykład nr 1: pewien mężczyzna, który był tak pewny siebie, że nawet się nie przejął, gdy go oskarżali, a oskarżali go o brzydkie rzeczy. Koledzy pomagali mu w radiu i telewizji, akcje solidarności, oskarżanie oskarżycieli, poranny wywiad w specjalnej audycji, żeby się móc wyłgać. Łgał, ale się nie wyłgał) albo miłą aparycję (przykład nr 2: pewna kobieta, nazywana gwiazdą, o długim nazwisku, które nic mi nie mówi, udająca aktorkę i okazująca publicznie swoją ignorancję, jeśli chodzi o teatr).

To równanie w dół jest jednym ze skutków pozbawiania ludzi zmysłu krytycznego, hodowania doskonałych konsumentów, którym nie w głowie jakieś tam idee, tworzenia społeczeństwa, które utraciło zdolność abstrakcji.

 

wtorek, 18 listopada 2014
Aleksander Kaczorowski, Havel. Zemsta bezsilnych, Czarne 2014

 

1.

Trochę ze strachem otwierałem książkę o Havlu. Zawsze tak jest jak się ma w sobie czyjś idealny portret, bez żadnych rys i skaz, a potem trzeba przyjrzeć się bliżej i dostrzec. Havel należy do nielicznych osób, na których wady się nie uodporniłem1. W średniowieczu byłbym wprost idealnym czytelnikiem żywotów świętych, byleby nikt mi nie próbował pisać ich obiektywnych biografii.

2.

Pierwsze rozdziały książki Kaczorowskiego czyta się wyjątkowo dobrze. To trochę historia Czech i Czechów pisana przez pryzmat Havla. Potem czytam wolniej: muszę się przyzwyczajać do Havla nieidealnego. Ale w końcu protestuję, gdy autorowi myli się obiektywizm z subiektywną oceną cudzych poglądów. I przyznam, że ostatnie akapity nie są majstersztykiem: podsumowanie przyjęte za książką kochanki jest czymś bolesnym. Jest czymś nieprzyzwoitym w biografii opublikowanej w wydawnictwie "Czarne", a nie w serii biograficznej "Faktu".

3.

Muszę się przyzwyczaić do liczby kochanek. W obrazie idealnym, nie dotyczy to wyłącznie Havla, zakodowanym w moim mózgu, istnieje monogamia. Monogamia jako wyraz wierności. Gdy opowiadam o tym A., ona od razu przypomina mi o związku Hani i Jarosława. Fragmenty o życiu osobistym wtrącane są do narracji od tak, nagle, bez związku z poprzednimi akapitami. Jakby miały zakwestionować to, co powyżej napisano o poglądach Havla. Jakby Havel polityczny i Havel prywatny stali się w latach osiemdziesiątych odrębnymi osobami.

4.

Muszę się przyzwyczaić, że popełniał błędy, duże błędy. Że ideały polityki, które głosił, nie sprawdzały się w jego politycznej codzienności. Ale Kaczorowskiemu, i to jest mój bunt i protest, brakuje przenikliwości Krasowskiego, który doskonale potrafił opisać upadek elit solidarnościowych2. Kaczorowski zadowala się poziomem analizy "Lidovych Novin", stawiając pytania (rzucając oskarżenia, jak to o "Lucernie") i nie dając odpowiedzi. Nie potrafi napisać historii starcia idealizmu z realizmem, woli pisać o miernym prezydencie.

5.

Kaczorowski nie daje odpowiedzi, bo w tym, co pisze o Havlu jako polityku po aksamitnej rewolucji, bardzo wyraźnie znać jego własne poglądy. Uważa, że Havel był w błędzie, właściwie już od "Siły bezsilnych". "Letnie rozmyślania", książkę bardzo aktualną (także w tym, co Havel pisze, a Kaczorowski wyśmiewa, o przestrzeni publicznej) uważa za kicz i utopię. Naśmiewa się z niemocy klerka, który kreuje siebie - poglądy autora książki - na zwykłego obywatela, który przypadkiem znalazł się w pałacu. Nawet pisząc o funduszach emerytalnych i decyzjach Havla w tym względzie, autor mówi jasno, co jest dobre a co złe. Havel oczywiście się mylił.

6.

"Intelektualista w polityce" - tak brzmi tytuł rozdziału biografii. Właściwie jest to temat na odrębną książkę. Jak nieprzygotowany do rządzenia dramaturg-filozof staje się prezydentem? Zapewne jest jego winą, że jako idealista, nie potrafi pojąć na czym polega z natury makiaweliczna polityka. Ale jest to takie samo doświadczenie jak doświadczenia Mazowieckiego, Kuronia, naszych ojców założycieli, których wyparły sprytne, żądne wielkości młode wilczki. Mechanizm polityki okazuje się być niemoralny z zasady, wynosi tylko tych, którzy potrafią płynąć z prądem jak chociażby Vaclav Klaus. Czy można być moralistą na tronie? Czy istnieją królowie-filozofowie? Czy intelektualiści mogą rządzić masami? (A może tkwi w tych pytaniach niedająca się uniknąć sprzeczność?)

7.

Wierzyłeś w kryształowe pojęcia a nie glinę ludzką.

8.

Kaczorowski tego nie zauważa, ale to, co wniósł Havel, wyrasta ponad kwestię kochanek, politycznych sporów z Klausem i złych decyzji politycznych. Eseje Havla nadal stawiają trafne diagnozy, wciąż są inspirujące, opowiadając o tym, czym powinno być państwo. Wiem, może to utopia, idealizm zawsze przegrywa z realizmem, niemniej Havel pozwala uwierzyć w politykę, która może być inna a bez takiej wizji nie ma nadziei. I to jest odpowiedź dlaczego tęsknimy za politykami wyrastającymi poza codzienność, takimi jak Havel. Tęsknimy za Havlem, chociażby był tylko mitem, bo tego mitu bardzo potrzebujemy.

 

______

1 O tym mechanizmie pisałem tutaj.
2 O książkach Krasowskiego pisałem tutaj i tutaj.

czwartek, 21 sierpnia 2014
Vaclav Havel, Zaoczne przesłuchanie, Wydawnictwo Krytyki Politycznej 2014

 

(Wstęp jest Sierakowskiego, więc omijam.)

Za każdym razem, kiedy czytam Havla popadam w to samo oniemienie. Przecież w latach osiemdziesiątych większość ludzi uważała, że przejście z realnego socjalizmu do kapitalizmu to droga z piekła do nieba, a wszystkie problemy rozwiążą się jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, gdy wolny rynek zapanuje nad sercami. Nawet początek lat dziewięćdziesiątych był u nas okresem liberalnej euforii, a właśnie w nadużywaniu wartości pozaekonomicznych widziano główne zagrożenie. Chciwość była dobra.

Havel mówi w 1986 (sic!) roku:

Przede wszystkim myślę, że przyczyny kryzysu, w którym znajduje się współczesny świat, tkwią głębiej niż tylko w jakimś konkretnym sposobie organizacji ekonomiki lub systemie politycznym. Myślę, że świat zachodni i świat wschodni, mimo iż różnią się pod tyloma względami, przeżywają ten sam kryzys, od którego powinny zaczynać się wszelkie refleksje na temat jakiejś lepszej możliwości (...) wiąże się [on] ze stanem duchowym współczesnej cywilizacji, cechującym się utratą metafizycznych punktów oparcia, przeżycia transcendencji, utratą jakiegokolwiek nadosobowego autorytetu moralnego i w ogóle jakiegokolwiek wyższego horyzontu (...) [Człowiek] musi uwolnić się od tego straszliwego uwikłania we wszystkie jawne i ukryte mechanizmy totalitaryzmu, od konsumpcji, przez represje i reklamę, aż do telewizyjnej manipulacji" (ss. 121-122).

Havel pisze o niebezpieczeństwie patosu. Nie wiem dlaczego, ale właśnie przy tych słowach myślę o Papieżu Franciszku i jego zdrowym dystansie do siebie samego. Zgodziłby się chyba w wielu zdaniach z Havlem:

Jeżeli człowiek - znowu do tego wracam! - ma nie rozpuścić się w swej powadze i nie stać się dla wszystkich śmieszny, musi mieć - choćby dokonywał rzeczy najważniejszych, a nawet im ważniejsza rzecz, tym bardziej - zdrową świadomość własnej ludzkiej śmieszności i marności (...) Prawdziwej wagi nabiera ludzki czyn przede wszystkim wtedy, gdy wyrasta z gruntu wyraźnej świadomości doczesności i przemijalności wszystkiego, co ludzkie (s. 143).

I jeszcze jeden fragment, myślę w swoim malutkim urzędzie, że to zdanie o życiu fundamentalne. I nawet gdy Havel mówi o sobie jako o osobie niewierzącej, to jest w tych słowach więcej chrześcijaństwa niż na katolickich portalach w Polsce:

Nadzieja nie jest zwykłym optymizmem. Nie jest to przekonanie, że coś dobrze wypadnie, ale pewność, że coś ma sens - bez względu na to, jak się skończy (s. 220). 

 

środa, 20 sierpnia 2014
Dziennik (20/08/14)

 

Usiadłem w kawiarni, rześki poranek. Nie spieszyłem się do swoich spraw małych i maleńkich. Piłem, rozmawiałem przez telefon i czytałem książkę.

Tak długo walczyłem z małymi sprawami, aż sam stałem się mały - przeczytałem u Vaclava Havla, cytującego Eugene O'Neilla.

Teraz możesz mnie dostrzec jedynie pod lupą.

 

 
1 , 2 , 3