Archiwum
Zakładki:
zBLOGowani.pl

Wpisy z tagiem: zbigniew herbert

środa, 25 lipca 2018
Andrzej Franaszek. Herbert. Biografia II. Pan Cogito, Znak 2018 (odc. 2)

 


(Zbigniew Herbert w "Tygodniku Solidarność", w którym wygłaszał swoje filipiki, 11 listopada 1994 r., fot. Tomasz Gutry, źródło: tysol.pl)

 

Osiemsetna strona drugiego tomu. Dwa miesiące życia w cudzym życiu. Po co? - spytał ktoś na schodach. Nie wiedziałem.

(Z cytatów wynotowanych: Paręnaście lat później podobną historię opowiedział Herbertowi Max Frisch, wspominając, jak żył przez trzy lata z dziewczyną tak młodą, że patrząc na nich, każdy kelner wiedział od razu, że to się nie może udać (s. 219)).

Jeśli zastanawiałem się, co się stało z kolegą Teda Hughesa i Maxa Frischa, kochankiem Angeliki Hauff i ulubieńcem rozlicznych Rundfunk, że pozostały z niego tylko dwa cytaty, tutaj - około strony osiemsetnej - znajduję odpowiedź. Starość, choroba, niedołęstwo: Herbert dokonuje tego, na co samo porwał się przed swym samobójstwem Edward S. - zrywa przyjaźnie (a przecież przyjaciół się nie robi, oni się zdarzają (nie zawsze) w życiu, s. 403), atakuje wydawców, chowa się w świecie swoich lęków i uprzedzeń. W takim stanie nietrudno stać się wieszczem radykalnej prawicy, zalęknionej i uprzedzonej, co odczuwamy szczególnie dzisiaj, kiedy lęki i uprzedzenia stały się polityką państwa (piszę na gorąco: schorowany umysł Herberta jako metafora szaleństwa prawicy, tyle że poeta naprawdę był chory).

(Z cytatów wynotowanych: w szkicowniku zaś pojawiały się karykatury laureatki [Szymborskiej], która na nartach, z miotłami zamiast kijków, brała udział w "kombinacji szwedzkiej" (s. 671)).

W 1999 r. przeniosłem się do Warszawy. W pierwszym warszawskim listopadzie pojechałem na Powązki, na grób Herberta.

 

sobota, 09 czerwca 2018
Andrzej Franaszek. Herbert. Biografia II. Pan Cogito, Znak 2018 (odc. 1)

 

Festiwal Dwu Światów

Jarosław w swoich dziennikach i listach nie wspomina wiele o Zbigniewie. Nie wspomina także w dobrym znaczeniu, to znaczy nie zazdrości, choć to właśnie bohater Franaszka osiąga w latach sześćdziesiątych to, o czym marzył patriarcha: staje się Europejczykiem.

Stał się pisarzem w rzeczy samej europejskim, jeśli za wykładnik tego możemy obok Nagrody Lenaua uznać także to, że (...) na okładkach katalogów Suhrkampa jego zdjęcie sąsiaduje z fotografiami Waltera Benjamina czy Jamesa Joyce'a (s 127).

To, co u Jarosława było marzeniem (w końcu odległość - także mentalna - z dalekiej Ukrainy do Paryża, jest sporo większa niż ze Lwowa), u Herberta staje się codziennością. Ogromna szkoda, że i sam poeta, i jego miłośnicy pod koniec XX wieku sprowadzą go, a potem uwiężą w deklinacji nazwy Polska.

Kiedy świtają tapety

 


(Angelika Hauff na fotosie z filmu "Lockende Gefahr", 1950, źródło: theatermuseum.at)

 

A.: pierwszy miesiąc (sześć tygodni) absolutnego oczarowania. Sposób poruszania, gatunek śmiechu i to, co mówi - wydaje się niepowtarzalne i nieporównywalne z niczym. Mój stosunek do A. - absolutne oddanie. Szczeniackie marzenia, żeby móc oddać jej krew. Sen o katastrofie automobilowej. następny etap: nie można żyć w stanie roztopienia się w drugiej osobie. Powrót do siebie. (...) Ostre ukłucie miłości (miłości opiekuńczej). Awantura o karczochy. A. wulgarna mieszczka. Należało odejść, ale zostałem. Płyty. Francuska piosenka na zgodę (s. 108, AZH, Akc. 17955, t. 87).

A już z całą pewnością wyznacznikiem światowości może być płomienny romans z gwiazdą filmową. W kategorii zaskoczeń, jakie przynosi ta biografia, plasuje się wyjątkowo wysoko. Oto czterdziestoletni przyszły polski pomnik uwodzi wiedeńską aktorkę, Angelikę Hauff. (Jarosław jedynie leciał z Sofią Loren do Palermo w burzy, biografia Z.H. okazuje się gotowym scenariuszem na porządny europejski dramat).

Składnia pozbawiona urody koniunktiwu

Urzędnikom, takim jak ja, pozostają za to wyznania pisane językiem pozbawionym krztyny poezji. Do Najwyższej Izby Kontroli: Autor (…) jest - jak większość poetów - indywidualnością podlegającą fluktuacjom nastrojów twórczych: choruje, popada w depresje. Potem nagle przynosi świetną książkę. Z tym trzeba się liczyć (s. 71).

  

poniedziałek, 04 czerwca 2018
Andrzej Franaszek, Herbert. Biografia I. Niepokój, Znak 2018

 


(Luca Signorelli, Potępieni w piekle (fragm.), 1499-1502, kaplica San Brizio, Orvieto, źródło: wikimedia.org)

 

Recenzja, w której autor bloga pisze głównie o sobie 

Rzadko kiedy czytanie cudzej biografii przynosi tak dogłębne rozczarowanie własnym życiem, połączone z refleksją o jego miałkości. Być może po części wynika to z tego, że życiorys Herberta jawił mi się jako dosyć nudny i przewidywalny, bardzo pomnikowy, a Franaszek zaskakuje mnie na każdej stronie. 

Poprzednio czytałem Franaszka i jego biografię Miłosza, kiedy zmieniałem pracę na Skwer Hoovera i okolice. Mozolnie go czytałem a Miłosz stawał się patronem jakiejś mojej życiowej przemiany. Miałem trzydzieści jeden lat i jeszcze nie byłem tak rozczarowany. Owszem wymyślałem urojone państwa, żeby o nich decydować, ale święcie wierzyłem w swój sposób życia. Teraz, po pierwszym tomie dręczy mnie za to poczucie, że nie żyłem i nie żyję naprawdę.

Kornik napisze twój uładzony życiorys

Zresztą Herbert też jest na swój sposób rozczarowany. Chciał być wielkim bohaterem, takim ze swoich wierszy. Z jakiego powodu Herbert (...) w latach pięćdziesiątych, chciał ukazać siebie w roli nie dość że konspiratora, to jeszcze chłopca, którego nie złamało parodniowe przesłuchanie przez NKWD? Na co mu była potrzebna ta sama legenda w latach osiemdziesiątych? (s. 143) - dopytuje, nie odpowiadając, autor. 

Czy kłamie? Pytanie pojawia się jeszcze kilkakrotnie. Herbert-pomnik stara się upiększać swoją biografię i to nie na poziomie literatury, ale już w listach, wywiadach, opowieściach. Wyidealizowany staje się własnym bohaterem literackim. (Co nie oznacza, że Herbert tchórzy, przeciwnie staje zawsze po stronie sekowanych, niewinnych i pogardzanych. Obsesyjnie wprost stoi po stronie przegranych, odsuwając się od nich, gdy tylko odwróci się karta).

Bądź wierny idź

Bardziej niż bohaterem, autor bloga chciał być Don Juanem. Cała jego, to jest autora bloga, wczesna poezja poświęcona jest temu tematowi. Właśnie dzięki spotkaniu z Herbertem et consortes, wykształcił sobie autor bloga idealistyczne podejście, co do ludzkich uczuć, do kierujących nimi zasad moralnych. "Przesłanie Pana Cogito" miało stać się credo życiowym.

Tyle, że Herbert wprawdzie nie okazuje się być bohaterem, ale właśnie - jak opisuje to Franaszek - Don Juanem. I jest to zaskakujące, niespodziewane i niezwykłe. Imiona i listy miłosne (listy uwielbia pisać) zmieniają się. Pisze z jedną, w podróż jedzie z inną, a tęskni za trzecią. Kryteriów, które stawia czytelnikowi Pan Cogito, w żaden sposób nie da się zastosować do związku Herberta z H.M., jego szamotania się, zdrad, kłamstw i kazań o grzechu. Czuję się wyżęta z wszystkich uczuć prócz rozpaczy i głuchej wściekłości - pisze mu H.M., a autor książki nie dopowiada, o czym jeszcze jest ten list, choć łatwo się domyśli ten, kto czyta między słowami (s. 344).

Poczułem się oszukany, ja, który ciągle wierzyłem w kryształowe pojęcia

Kiedyś się spierałem z Sz. (w czasach, w którym ufałem bezgranicznie Panu Cogito: miałem dwadzieścia lat) o piękno i dobro, ich wzajemny związek. Jednej z kochanek (gdzie dobro?) dedykuje Herbert erotyk, który mnie oniemia (piękno!): Kasztelanko mych palców pani moich włosów/ władczyni punktów bólu mej ogromnej skóry (...)

*

Czy zestawianie Herberta i Kawafisa ma sens? Zastanawiam się nad tym od czasu komentarza Drakainy, która stwierdziła: Odkąd przeczytałam Kawafisa, zwątpiłam w oryginalną wielkość poety Zbigniewa. Kawafis pisał tak, jak oddychał - Śródziemnomorzem. Herbert do Morza Śródziemnego dorasta, dobrze wie, że spadkobiercą jest w niewielkim stopniu, toteż podpisuje się jako barbarzyńca. To, myślę, zupełnie dwa różne głosy - kiedy jesteś aleksandryjczykiem i kiedy wyobrażasz sobie Aleksandrię. Zwodzą tylko podobieństwa w tematach.

*

Popisuję się zagadką, kto w listach niemiłosnych podpisywał się Twoja Kicia. Wszyscy indagowani z niedowierzaniem przyjmują (podobnie jak ja), że to Herbert.

*

Był duży, a tak bał się śmierci - przepisuję incipit z najbardziej wzruszającego wiersza o Jarosławie (autorstwa Z.H.)

*

Trudno nie docenić dzieła Franaszka i ogromu pracy, jaki włożył w pisanie o Herbercie. Niemniej od czasu biografii Gombrowicza, mapy miast, w których żył bohater, z zaznaczonymi ważnymi miejscami powinny być elementem obowiązkowym każdego opracowania. Nie chodzi o to, że żyjemy w epoce infografik, ale o odtworzenie topografii czyjegoś życia.

  

środa, 13 maja 2015
Jacek Bocheński, Antyk po antyku, Świat Książki 2014

 

Bywa tak, że tytuł porywa cię od razu, a potem oczekujesz nie wiadomo czego od treści. Po czym znużony odkładasz tom, stwierdzając, że można było nie czytać. Bo zamiast o antyku, to książka o autorze (tak nawet recenzje piszesz o sobie - w wypadku Jacka Bocheńskiego też to działa).

W antyku pasjonuje mnie zupełnie coś innego niż autora. Interesuje mnie trwałość mitu, jego geografia, przenikanie bogów i świętych, mityczny krajobraz. Wbrew temu, czego można było się dowiedzieć na konferencji w Gdańsku, sądzę, że mitów nie da się tworzyć: one są trwałe, a nowi bohaterowie po prostu zajmują miejsca w starych mitycznych strukturach. Ostatecznie wszystko to sprowadza się do rzeczy prostych, do antyku właśnie, a może jeszcze dalej: do bogiń matek z Krety i Sardynii.

Bocheński porusza się po literaturze. Zarówno to, co pisze o Herbercie, jak i o perypetiach związanych z wydaniami jego książek jest, trzeba przyznać, ciekawe (ale wciąż o sobie, nie o antyku).

Zachciało mi się więc znowu czytać Herberta o greckich bogach (mi: recenzje piszesz o sobie). Tak bardzo, że na koniec będzie druga część "Dlaczego klasycy".

 

generałowie ostatnich wojen
jeśli zdarzy się podobna afera
skomlą na kolanach przed potomnością
zachwalają swoje bohaterstwo
i niewinność

oskarżają podwładnych
zawistnych kolegów
nieprzyjazne wiatry

Tucydydes mówi tylko
że miał siedem okrętów
była zima
i płynął szybko



poniedziałek, 07 lutego 2011
Korepetycje z Herberta (4)

W trzeciej odsłonie, "Martwej naturze z wędzidłem", Herbert już nie jest poczciwym, zachwyconym bedekerem. Holandię studiuje ze szczegółami, fachowo, okiem antropologa historii.

Podziwia to, czego ja nie potrafię docenić. Niderlandzkie malarstwo: nizinne widoczki, martwe natury, rodzinne portrety w czepcach i kapeluszach. Zwykle przyśpieszam w galerii.

Była to zatem sztuka mało patriotyczna - charakteryzuje Holendrów Herbert - jeśli przez słowo "patriotyzm" chcemy rozumieć zaciekłą nienawiść dawnych, obecnych i nawet potencjalnych wrogów. Przecież to nasza polska definicja patriotyzmu! Jak nie bronimy krzyża, to chociaż grzejnika.


(Przepraszam, że ja taki monotematyczny dzisiaj.)
środa, 02 lutego 2011
Korepetycje z Herberta (3)

O ile "Barbarzyńca w ogrodzie" był niezwykle udaną próbą transformacji zachwytu w tekst, o tyle w zapisach "Labiryntu nad morzem" wyczuwa się, że Grecja jest nie tylko wspomnieniem podróży, ale i przedmiotem studiów autora.

Herbert stawia fundamentalne pytanie o istotę podróży, o to, co czujesz stojąc przed Akropolem.

(W kwietniowy, ciepły wieczór wyłoniła się nagle zza platanów nad Tybrem: oświetlona kopuła u świętego Piotra. Widok wdrukowany. Ten moment, gdy rzeczywistość i nierzeczywistość splatają się. Ona z podręczników i telewizji, więc, czy ja rzeczywiście tutaj?)

 
1 , 2