Archiwum
Zakładki:
zBLOGowani.pl

Wpisy z tagiem: ja

niedziela, 24 lutego 2019
Dziennik pisany w lutym (odc. 2)

 

(Chaim Soutine, Ryby i pomidory, 1926-27, kol. pryw., źródło: wikiart.org)


Rzeczy idealne

Przestałem opisywać swoje wyobrażone państwo, widać starcza mi to własne, które przekracza wyobraźnię.

I tak ostało się najdłużej spośród poleis mojego dzieciństwa, pewnie będzie z tego więcej niż trzydzieści pięć lat. Wciąż panowanie tej samej królowej Joanny II: pamiętam nawet na czyją cześć imię. W tym państwie zresztą wszystko składa się z fragmentów widzianych widoków i osób, które mignęły.

Wieczorem nie szkicuję więc teraz map albo schematów instytucji państwowych: jak na małe królestwo, imponująca musiała być w nim biurokracja, czyżby jakieś przeczucie własnego losu? Bałem się pojechać do Meklemburgii, słusznie przypuszczając, że go tam nie ma, choć je zaplanowałem. Spis stacji telewizyjnych, wczesne dziewięćdziesiąte. Porozumienie graniczne z Niemcami, wczesny wiek dwudziesty pierwszy.

Przestałem: nie ma państw idealnych, idealnych ludzi, co gorsza, nie ma nawet idealnego mnie.

Pierwsze

O siódmej trzydzieści głos sikorki na balkonie. M. pisze, że ptasi koncert (na Mokotowie). Jestem jak świstak, potrafię wyczuć wiosnę, więc to jeszcze nie teraz, chociaż w miastach zapach jest w ogóle jakiś dziwny. Jeszcze nie pora porannych przywidoków, nie pora sztucznej trawy koło Hali Mirowskiej.

Wycieczka do zoo

Najbardziej podobają nam się flamingi. Różowieją na swych chudych nogach za szybą małego domku niedaleko wejścia. Dziecko zwierzęta dzieli na kolorowe i szare. Kolorowe (flamingi, ary, rybki akwariowe) są ładne, szare - brzydkie.

Druga linia podziału to groźne i niegroźne. Groźne się nam podobają (krokodyl, wilk, tygrys, choć się nie pojawił), niegroźne są nam obojętne, najbardziej niegroźne szare.

Kłopot z małpami. Małp Dziecko nie lubi. Ja też: ludzie to wyłysiałe małpy.

Inna droga

Stacja metra, na której dawno nie był. Tyle powietrza, że się zdziwił. Teraz po drodze niebo zasłaniają drzewa (chociaż miejscy drwale czynią starania). Pewnie dlatego upierał się tak, żeby Dziecko chodziło do przedszkola koło metra. Nie wyszło. Przyglądał się ludziom w autobusie, oczekując olśnienia. Nie zdarzyło się.

Towarzysz Wiesław czyta prasę zagraniczną

Towarzyszowi Gomułce nie spodobał się wywiad, którego jeden literat udzielił w zachodniej gazecie (w Lubece czy Bremie ośmielił się krytykować władzę ludową). Wściekł się towarzysz Wiesław, kazał napisać, że druk literata wstrzymany. Słysząc to Jarosław uniósł brew. Kłopot w tym, że to historyjka wcale nie z przeszłości. 

O tym, że się pozwala

Najpierw z goścmi, których bałbyś się spotkać w autobusie, ministrowie rządu negocjują wspólne maszerowanie po mieście (listopad). Potem ci goście rozwieszają po mieście bekanntmachungi, podszywając się pod swoich ideowych przodków, którzy to miasto obrócili w perzynę (luty). Wtedy ministrowie rządu oburzają się, że ktoś Polaków oskarżać się waży o antysemityzm.

Sprawa Anny G.

Anna Geislerova to były początki naszego chodzenia do kina i początki naszego w Warszawie mieszkania. Wyobrażałem sobie, że jest inna od tych naszych udawanych gwiazdek ze ścianek, idealna Anna Geislerova. W drodze do pracy napotykam plakat z jakiegoś nowego filmu. Anna Geislerova ma ponad czterdzieści lat.

*

Więc leżę wieczorem i rozmyślam o wieku Anny Geislerovej. Rachuję sobie, że ja też się postarzałem. Nie, wcale czas nie leci szybko, to raczej pamięć płata figle i nienaturalnie przybliża rzeczy dalekie: dwudziestolecie matury, jesień w Ljubljanie. Jestem o dziewięć lat starszy od Sylvii Plath w chwili, gdy ułożyła głowę do snu w piekarniku.

*

Zacznij żyć własnym życiem - napomina mnie ciągle A., choć chyba wie, że to nie starcza. Liczę sobie, nie śpiąc, ile czasu zostało jeszcze. Co rano Anna Geislerova dopytuje czy już wiem, co dalej.

Pachnidło

Czasami urząd zamienia się w biuro poezji. Opisuję do specjalnego formularza smaki i zapachy. Wymyślam całe popołudnie ile nut ma krem dyniowy z mlekiem kokosowym i co można poczuć w filiżance espresso (przydałyby się korepetycje u berlińskich baristów, por. tutaj).

Wrona

Siwa wrona przechadza się po poręczy balkonu w piękny zimowy poranek, bo nigdy nie wiesz jaka pora roku cię obudzi (wraz ze zmianą klimatu luty zamienił się w kwiecień, ten, co przeplata, a przy okazji ten najokrutniejszy). Siwa wrona zagląda do naszej sypialni. Pewnie się we trójkę teraz odbijamy w jej błyszczącym czarnym ślepiu.

Piekło

Jak zwykle przy Powązkowskiej A. postanawia objaśniać Dziecku rzeczy ostateczne. Nie opowiadaj mu o piekle - strofuję - myślisz, że czym irlandzcy księża straszyli w konfesjonałach swoje ofiary. "Nic nie mów, bo trafisz do piekła".

Im mniej strachu w religii, tym bardziej staje się religią.

(16-23.02.2019)

 

niedziela, 17 lutego 2019
Dziennik pisany w lutym (odc. 1)

 

(Edvard Munch, Dwie osoby (Samotni), 1896, Muzeum Narodowe w Oslo, źródło: https://www.edvardmunch.org)

 

4. Powrót

Śnieżyca, która zatrzymuje nasz samolot na lotnisku w Rzymie okazuje się na miejscu być - z okien taksówki - jedynie roztopem, śliskim śladem po śniegu, który o tej porze roku powinien być, a którego nie ma i nie będzie wieczorem sanek, bo szara breja pod szarym niebem, to jest właśnie nasze miejsce, nasza destination, nasza destiny.

5. Fotel

Niechęć do czytania książek jest tak wielka, że nic mnie już nie chroni od 55 wiadomości w skrzynce i 31 spraw po powrocie. Cztery dni poza biurkiem i właśnie trafiam w fotel. Oczekuję cudu, oczekuję znaku, choćby w postaci jedynek i zer. Przecież tak nie można w życiu, które jest ciągiem malejącym.

Poczucie zmarnowania wydaje się bardziej doskwierać po kolejnej podróży na Południe.

6. Polak

W porannym tramwaju spotykam czytelnika. Oparty o szybę młodzieniec pochłania "Myśli nowoczesnego Polaka". Uciekam, gdzie pieprz rośnie (to znaczy na stację Ratusz).

7. Asystent

W południowym autobusie ozwał się aparat. Cześć Andrzej, jestem Twoim asystentem i będę pomagał Ci w codziennych czynnościach. Andrzej, człowiek starszy, ale honorowy, rzucił gniewnie: Nie pomagaj, wpychając asystenta w głąb kieszeni.

8. Obłoki

Wylegujemy się na obłoczkach ubranych w poszewki. Z nich odlatują statki do odległych galaktyk. Jak mi tu dobrze - myślę - mógłbym na obłoczkach zawsze, ale przecież trzeba posprzątać poduszki, pożegnać się w przedpokoju, pozostawiać - w pół zdania - resztę wyobraźni, pisać:

w stu dziewięćdziesięciu wpisach pisałem o szczęściu.

9. Inny fotel

Spojrzała groźnie, jakby nieumiejętność zadbania o górną czwórkę i piątkę po lewej u Dziecka świadczyła o rodzicielsku niepowodzeniu. Tak przynajmniej uznała później A., która zasępiła się natychmiast a następnie zdecydowała, że to koniec.
Koniec słodyczy w naszym domu.

10. Sklepy muzealne

Mam koszulkę z Schielem, ulubioną. Nie podoba mi się - stwierdza Dziecko, więc tłumaczę mu, że to jeden z malarzy, których lubi tata. Aha, ja chciałbym z Pikastem - Dziecko popisuje się znajomością sztuki.

Przeglądam więc teraz hiszpańskie sklepiki muzealne. W Rzymie, może oprócz Barberinich i GNAM, muzealne sklepy - a lepiej powiedzieć - stoiska nie oferowały właściwie nic: komplety pocztówek, kilka magnesików z miejscowymi arcydziełami, parę książek. W jednym z nich półkę zajmowały specjalistyczne czasopisma o historii sztuki. Rzym, w kwestii sklepów muzealnych, leży za Warszawą.

11. Poniedziałek

Dlaczego na gniazdko mówicie oponka, a nie gniazdko? - irytuję się po cichu w cukierni na metrze Ratusz. Od sobotniej wizyty u dentystki irytacja narasta.

Chociaż popołudniu wszyscy czują wiosnę, i dzień urósł, i A. czekoladę chowa ukrytą na kuchennej półce.

12. Obietnice

A potem jest poranna zima i nieprawdą okazuje się obietnica ciepłych dni. Podobnie jak obietnica napisania czegoś ważnego.

Nigdy nie udało się to autorowi bloga. Początkowo nie chodziło przecież o coś ważnego, ale o potrzebę opowiedzenia siebie, bo przyznacie, że łatwiej się opowiada pisząc niż mówiąc. Ten cały urząd, jeden, drugi, to miało być chwilowe, podobnie jak chwilowa miała być Warszawa (to jeszcze wcześniejsze kłamstwo). I tak znalazłem się w tym lutym z uporządkowaną mapą, z fotelem, goryczą kolaboranta, i nadal nic ważnego nie napisałem. Więcej, minęła mi umiejętność zachwytu, a razem z nią umiejętność składania zdań. 

Siadam, obiecuję sobie, że napiszę coś ważnego. Oglądam obrazy i zdjęcia. Kładę się na obłokach.

13. Przemyślenia przy oglądaniu mknących limuzyn z chorągiewkami

Kiedy jeden z czołowych dyplomatów nowej władzy palnął jakiś czas temu o San Escobar, nie spodziewałem się, że mówi o nas, zwłaszcza, że bananów w żaden sposób nad Wisłą nie da się uprawiać. A jednak po tych kilku latach, obce państwo, któremu chcemy się przypodobać, z innymi obcymi państwami, w tym jednym, które po całym świecie rozplenia najbardziej sekciarską wersję jednej z religii, urządza u nas konferencję przeciwko jeszcze innemu państwu. Husarze założyli piękne fartuszki i roznoszą na tacach tartinki i profiterolki. 

Tyle opowiadania o dumie i wielkości, a po kilku latach rządów chełpiących się tą nowomową jesteśmy jedynie upiornie śmieszni.

14. Szczyt

Dobrze, że nie jemy czekoladek, bo Secret Service zamknęło w Walentynki dostęp do wedla. Co zrobią te wszystkie zakochane pary, co chciały się obdarowywać pralinkami? Pewnie pan ence-Pence kupuje słodycze, a może pan Pompeo chce żonę obdarować trofeami z dalekiego lenna.

Tramwaje za to utknęły. Jakaś dziewczynka w różowej czapce przepycha się do szyby. Dobrze wiem, że jest z Lublina jak ja, bo wypatruje trolejbusów (i zapewne zajada gniazdka, nie oponki).

15. Figurki

Spoglądam z góry na tych dwoje, dwoje ludziczków, dwie figurki przy przejściu na przystanek Stare Miasto, jak na siebie krzyczą. Nic o nich nie wiem, jakieś urywki słów docierają do punktu obserwacyjnego na Placu Zamkowym.

Ja zapisuję swoją historię, oni usiłują ją wykrzyczeć. Nikt się nie zatrzymuje oprócz urzędnika z książką na schodach.

  

czwartek, 07 lutego 2019
Dziennik rzymski (cz. 2)

 

Anatomia skrzydeł (według Johna Gibsona)



Skrzydła, zdaniem prerafaelitów, wyrastają w połowie łopatek parami: jedno większe, jedno nieco mniejsze poniżej (razem dwie pary). Brzeg lekko falowany, sześć chrząstek w każdym utrzymuje błonę, zapewne obsypaną pyłkiem. Lot raczej na niskiej wysokości, biorąc pod uwagę ciężar ciała: należałoby zapytać lepidopterologa, czy w ogóle możliwy.

Mozaika

Podróże sentymentalne nie wychodzą z Dzieckiem, żali się A., która odkryła, że piękniejsze od mozaik u Marii na Zatybrzu okazały się te z Monreale.

Usta Prawdy

Dziecko się niepokoi. Przy co którymś turyście, palący fajkę dozorca Ust Prawdy krzyczy, że odgryza (w gruncie rzeczy to nie żadna legenda, tylko Gregory Peck popisujący się przed śliczną Audrey).

Nie ma zębów, stwierdza Dziecko i tańczy przed Ustami, szczęśliwe, że nie zadziałał starożytny wariograf.

Dziurka

Dziurki od klucza na Awentynie były dwie. Przez pierwszą Dziecko zajrzało na plac zabaw przedszkola zwabione radością za murem. Do drugiej była kolejka. Turyści nachylali się i nawet nie zaglądając, przystawiali telefon. Wyjątkowa sztuka fotografowania przez dziurkę.

Słodycz

Kelnerzy w białych rękawiczkach wykładają na talerzyk malutkie dzieła sztuki. Poziomki wieńczące sernik z galaretką, maleńkie piersi świętej Agaty i ciemnozielone jak owoce figi. This is beautiful - mówi jeden w białych rękawiczkach o Dziecku.

Pielgrzymi

Wyobrażam sobie ich, szlachetnych moich poprzedników, dla których widok konfesji był oznaką łaski, omdlewających, gdy w lektyce i z wachlarzem wnoszą potrójną koronę. Dym kadziła zabija zapach wielodniowego potu. W końcu przybyli z dalekiego kraju, spoza miasta, a nawet i zza limesu. 

Stopa Marii Magdaleny 

Patrzę na stopę, która weszła do pustego grobu. Wcale mnie nie obchodzi, czy tak było naprawdę. Wierzę, że był pusty. Nie obchodzi mnie również, czy ten srebrny, otoczony lampkami odlew w rzeczywistości zawiera stopę czy - dajmy na to - fragment skrzydła. W wierze nieistotne są takie szczegóły (kościół św. Jana od Florentyńczyków).

Perspektywa

W Pałacu Spada. Pani od słynnej perspektywy Berniniego przychodzi z parasolem. Mogłaby być nauczycielką plastyki w podstawówce, tymczasem powtarza co kilka minut tę samą kwestię dla turystów z aparatami. Prezentacja, pani z parasolką wchodzi między kolumny, czas na zdjęcia: pada, nikt nie pstryka. Zostaje smutek pani od plastyki.

Drobiazgi

W Pałacu Weneckim mieści się wielki sklep po umarłych, taki targ staroci, gdzie drobiazgi z brązu obok porcelany, gipsu, kawałków kamienia. Wszystko ma swoje miejsce i numer. Zwiedzającym pozostaje lekki zachwyt, gdy znajdą pośród nich portret zająca ze wschodniej porcelany albo baranka z krzyżykiem na znak, że jest boży.

Obrazki z wystawy


 

Maria podaje rosół rodzącej Elżbiecie.
Towarzyszka Batszeby w kąpieli wykręca swoją pierś.
Amory porwały tiarę świętemu biskupowi i bezczelnie nią igrają na jego oczach.
Maria Magdalena w rumieńcach przesadziła z przyjemnością pokuty, zanadto rozkoszując się zimną czaszką.

Kościół

Zdumiewające, że przez kilka wieków pół chrześcijaństwa zależało od kaprysów paru rzymskich rodzin (przyznam, co do sztuki i architektury gust miały wyborny). Co tam spory dogmatyczne, kiedy podają chianti i nasza ulubiona kochanka (kochanek) wkracza pod łóżko z baldachimem, na którym widnieje wieża albo trzy pszczoły. Święci i tak pochodzą spoza Rzymu.

(Dopisanie: artykuł w Wikipedii o czarnej szlachcie, wybranych rodach, które zdominowały papieski dwór).

(30.01-4.02.2019)

 

środa, 06 lutego 2019
Dziennik rzymski (cz. 1)

 

Sześć lat

Rzym jak dom. Minęło sześć lat. Przez sześć lat nic się nie zmieniło - mówi Danilo, nasz gospodarz. Jest młodszy od nas i przybija Dziecku piątkę. Codziennie rano na śniadanie przygotowują jajka. Tu można pobyć dwa, trzy dni - dodaje. Niechęć do własnych miast, skąd ja to znam?

Na mapie zakreśla okolice dworca i wpisuje duże NIE. To fascynujące - myślę sobie, szkoda, że ich nie zbierałem, tych map z napisami, to jak gospodarze widzą własne miasta. 

Stacja benzynowa

Papież (ksiądz dyrektor wszystkich księży na całym świecie, nawet w Rosji, jeśli jacyś są) mieszka w hotelu nad stacją Esso. Prawdziwa rewolucja Franciszka dokonuje się w geografii Watykanu (jeśli spojrzysz z tarasu na kopule, zobaczysz jak bardzo różni się strona lewa z pałacami i Sykstyną od prawej ze stacją Esso i hotelem).

Bazylika

Wieczór chrześcijaństwa jest najpiękniejszą porą. Ciemne światło skrywa pychę bazyliki. Wszystko wydaje się dużo bardziej pobożne: zmywa grzechy ulewny deszcz.

Kopuły

Najwięcej tutaj jest kopuł. Taki krajobraz, że wciąż wyrastają nowe. Opowiadam Dziecku, że Rzym składa się z kościołów i z nich. Systematycznie je odwiedzamy, zaglądamy do wnętrza. Patrzą wtedy na nas swymi mądrymi oczyma opatrzności.

Getto

Na ławeczce jemy cienkie kawałki ciasta z sosem pomidorowym, na środku Getta. Zupełnie inaczej brzmi ta nazwa tutaj niż na Muranowie albo za Bramą Grodzką. Jakby ktoś inny ją też wymyślił, ktoś z Południa, ten sam co na pomarańczowo pomalował mury.

Jest 16 października 1943 roku: biorą swoje walizki i wędrują na dworzec. Pociąg jedzie na północny wschód, gdzie getta maluje się na czarno.

 

Muzea Kapitolińskie



I. Hygea

Nie mogę się oderwać od niej z zachwytu. Żadna Wenus z marmurowym tyłkiem, tylko Alicja albo Teresa Balthusa zrobiona w cienkiej tunice na bóstwo.

II. Marsjasz

Z różnych kawałków kamienia ma ciało. Objaśnia mi A., że to nie sztukowanie rzeźby przez renesansowych rzemieślników, ale obdarta z ciała skóra i kamienne mięso, co się stanie żerem dla kamiennych much. Patrz na porzuconą fletnię, mówi A., jaki w niej straszny kamienny ból.

III. Epitafium

Dla Germinii Agaty Mater. Nazywałam się Mater, ale nie dane mi było stać się matką. Właściwie żyłam jedynie 5 lat, 7 miesięcy i 22 dni. Kiedy żyłam, bawiłam się i byłam kochana przez wszystkich. Wyobraźcie sobie, z buzi przypominałam małego chłopca, nie małą dziewczynkę. Bliscy znali mnie jako Agatę, o spokojnym temperamencie, miłym i szlachetnym wyglądzie, włosach rudych, upiętych krótko i rozpuszczonych na plecach. Teraz wszyscy obdarowujecie mnie napojami i swoją modlitwą, aby ziemia nie była ciężka dla mych szczątków. Nie rozpaczaj nad mym ciałkiem Fawencjuszu, któryś mnie wychowywał i kochał wyłączną miłością. Rodzice zresztą nie mogli opłakiwać mojego losu, bo poprzedzili mnie jakiś czas temu. Zasmucona jest także ma przyrodnia siostra Amoena. Proszę pocieszajcie moją rodzinę, przypominając jej o mym miłym życiu i modląc się, aby ból nie wzrastał a smutek miał swoje granice. Ty, który czytasz, wiedz, że nazywałam się Germinia Agata i śmierć mnie wyrwała przedwcześnie, prowadząc do Tartaru. To wszystko, nic więcej się nie zdarzy: wszystkim nam to pisane.

Delfiny

W przeciwieństwie do tych z widoczków, które znamy dzisiaj ("rejs z oglądaniem delfinów w Morzu Alborańskim"), tamte starożytne i papieskie nie budzą sympatii. Zbieram je dla M., a one pokazują zęby. Trochę w nich ironii, trochę - szyderstwa.

Spis aniołów (amorów) z natury


Ten wczorajszy opłakujący Adonisa, złamane serce, spuszczona głowa.
Amorek-dziewczynka opiekujący się sufitem w pałacu Corsinich (dotychczas napotykane amorki zawsze były płci męskiej, pominąwszy te bez ciała z samą główką i skrzydłami).
Pod portretem młodej dziewczyny ze skrzydłami ktoś zamieścił podpis: archanioł Gabriel.

 

wtorek, 29 stycznia 2019
Dziennik. Zima w styczniu

 

IMG_20190126_162003_171

 

23. Gilberta

A tymczasem oddalałem się, unosząc na zawsze (…) obraz rudowłosej dziewczynki o twarzy usianej różowymi plamkami piegów, trzymającej w ręku łopatkę, która śmieje się, mierząc mnie przeciągłym spojrzeniem (M. Proust, W stronę Swanna, s. 176).

W czasach elektronicznych nie ma już takich długich wspomnień.

24. Tęsknota

Tej zimy czułość jest w aptekarskich dawkach. Podobnie jak śnieg, nie krzycz na mnie. Ja nie krzyczę, tylko dużymi literami zapisuję, bo zera i jedynki porywają nam komputery. 

25. Kopytka

Ostrzega mnie N. (nowa postać w pokoju), abym koledze-mormonowi nie wspomniał przypadkiem, że Dziecko dostało w przedszkolu  - na Dzień Babci i Dziadka - rolę diabełka. Na wszystkich zdjęciach ogląda z ciekawością swój błyszczący ogon, kopytek brak, do wieczora piekielna czerń na czubku nosa.

26. Klerycy

Dwaj klerycy nad goframi rozprawiają w kawiarni. Znowu zaczyna padać śnieg, sanki parkują, ciepło rozchodzi się z pachnącej drewnem kozy. Poznaję ich po topografii, o tym jak o niej mówią: że mijasz konkatedrę i dochodzisz tam, gdzie są relikwie błogosławionego Edwarda. Kto oprócz kleryków wie, gdzie jest konkatedra (nie jestem klerykiem). 

Mogliby nie zamawiać gofrów, lepiej pasowałby obrazek jak grają w szachy albo karty. O dusze.

27. Pamięć

Dzieci Holokaustu idą pierwsze - trwa dyskusja wśród stowarzyszeń, kto po kim składa kwiaty. Pani ambasador w górze z futra - nigdy nie widziałem tyle zwierząt na jednej osobie - jednak po wieńcach od rządu (Repnin by nie pozwolił). Może nie jest zbyt zimno, ale mróz łapie za małe palce u nóg.

Stoimy pod pomnikiem, załatwiając własne interesy przy pomocy imion, których nikt nie wymieni, i wzywając Boga, który wtedy zasnął.

28. Bomba

Tykanie, cały dzień tykanie. Plotki, domysły, fantazje. Wigilia święta republiki, szafoty już ustawione, na placu Zgody pierwsi gapie. Taka wielka potrzeba - w mojej elektronicznej bańce-bajce - żeby odzyskać teraźniejszość. Samo czekanie warte było więcej.

29. Rajzefibra 

Deszcz będzie - zapowiada A. Pakuję więc szarość na Południe. Dziecko w ryk, bo zabrano mu "Maszkę". A sam wiem przecież, że szczęście bywa elektroniczne. 

  

Tagi: ja
21:46, kozmo1 , DZIENNIK
Link Dodaj komentarz »
środa, 16 stycznia 2019
Dziennik. Opisy pogody przestają wystarczać

 


(Agrykola, a.b.)

 

11.

Opisy pogody przestają wystarczać - to jak chwyta mróz, a potem nadpływa odwilż, przemoczone buty: to zupełnie przyziemne. Najchętniej pisałbym o czymś innym, najchętniej ręcznie. Kolekcjonuję dotyki, słowa, przywidoki, które nie powracają. Poprzednia sobota trwa cały tydzień. Nigdy nie wiesz kiedy zaskoczy cię przeszłość tym, że już nadeszła (myśli sobie autor bloga przy świeczniku na ulicy Brackiej, kiedy chyba nadeszła).

12.

Tkliwość. Dziecko po szczepionce - przeczytaliśmy w ulotce - zapadło na ciężką tkliwość. Jako hipochondryk natychmiast przypisuję sobie cudze przypadłości.

13.

Nieklasycy. Ciąganie Dziecka po awangardach, ekspresjonistach, pikasach i modiljanich opłacało się. Te obrazy, nie lubię - recenzuje Dziecko klasyczne różowe policzki z Pałacu na Wyspie.

"Blask orderów". W starej encyklopedii powszechnej (lata sześćdziesiąte dwudziestego wieku) kolorowa wkładka przedstawiała ordery i odznaczenia. Wystawa "Blask orderów" w trzech łazienkowskich budynkach (wystawa jest zimą, a więc trzy razy szatnia i dwa razy szpitalne pokrowce) jest właśnie taką - naturalnej wielkości - kolorową wkładką. Poza diamentami i rubinami najmniej udanych polsko-saskich królów, nic w niej ciekawego. Zawsze wolałem kolorową wkładkę z flagami.

 

(Nagle wieczorem spada na nas Polska)

 

14.

Wspomnienie. Poznałem go na tej wystawie jesienią. Jaki wysoki - mówię następnego ranka K. w ciastkarni. To już było po tej całej ohydzie, którą urządzała publiczna telewizja. Dlatego byłem ja, bo główny nie chciał mu podać ręki. Już nie będzie musiał, pewno w pierwszym rzędzie stanie na pogrzebie. Tak myślę, że skończyła się wczoraj ta Polska po osiemdziesiątym dziewiątym. 

(Dużo dzisiaj klnę.)

Legenda. Kiedyś jacyś Prapolacy musieli wyrżnąć w pień inne praplemię (z grubsza o tym mówi legenda o Popielu, zwierzęta winne, my nie, bo dobrzy, on, oni - źli). Ale wówczas jakiś praplemienny szaman zdołał jeszcze na naszych przodków rzucić klątwę. Tak sobie to tłumaczę: klątwa, karma. Przecież niemożliwe, żeby w sumie normalny naród co kilkadziesiąt lat sam siebie, własnymi siłami, jak tylko zrobi się lepiej, wpędzał w nieszczęście. 

15.

Wstręt. To, co robię. Ciągłe próby udowadniania, że tu się dobrze żyje, że my Polacy raczej razem niż osobno, tyle nas łączy, jak cholerna agencja piarowa. Nie przyjmuję dowodów, że jest inaczej, dla pewności nie oglądam telewizji. Ciężko byłoby z dowodami iść do pracy, a jednak dzisiaj przejrzałem, co mówiła. (przerwa na wymioty) Dzisiaj przychodzę z obrzydzeniem, bo nie potrafię uciec. Nie żyć w kłamstwie. Jarosław, książę oportunistów, uciekał do Włoch. Też mam już bilety.

Pustka. Blog przestaje wystarczać. Przestał być rozmową. Oderwany od życia zapis, marne naśladowanie literatury. Bez talentu, jedynie pozostała tkliwość.

  

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 238