2016: 8 filmów, 75 książek - 2015: 39 filmów, 78 książek - 2014: 66 filmów, 89 książek - 2013: 46 filmów, 60 książek
Archiwum
Zakładki:
zBLOGowani.pl

Wpisy z tagiem: Marcel Proust

niedziela, 19 lutego 2017
Dziennik. Dowód na istnienie Marcela Prousta

 

(Marcel Proust (po środku na dole), 1904, Centre National du Cinéma, źródło: https://www.youtube.com/watch?v=ttgv7VjBs2I; więcej: http://www.newyorker.com/books/page-turner/marcel-proust-caught-on-film)

 

Zanim autor bloga stał się autorem bloga stworzył teorię, w myśl której przeszłość nie istnieje. Cała historia czy archeologia niczego nie dowodzi, nie było ani Juliusza Cezara ani Władysława Jagiełły: to jedynie złudzenie, któremu ulegamy. Pisanie nie jest dowodem istnienia. Skoro nie żyli, to i nie umierali (proszę nie sprawiać kłopotu, dopytując, po cóż piramidy?), jesteśmy pierwsi, my i ci co zaraz przed nami. Nie czytałem wówczas biografii.

Wyłom w tej uporządkowanej teorii czyni fotografia. Fotografia udowadnia a film jeszcze bardziej. Oto Marcel Proust schodzi po schodach. Bardziej tym swoim krokiem przekonuje, że był, niż jego siedem tomów (19.02.2017).

 

poniedziałek, 17 października 2016
Marcel Proust, Czas odnaleziony, MG 2016

 

(Maurice Denis, Na plaży (Dwie dziewczynki naprzeciw światła), 1892, wł. pryw., źródło: pinterest.com. Nagle zacząłem jeszcze raz pragnąć tego, o czym niegdyś marzyłem w Balbec, kiedy, nie znając ich, widziałem idące nad morzem Albertynę, Annę oraz ich przyjaciółki. Niestety, dzisiaj nie mogłem już spotkać tych, których właśnie tak bardzo pragnąłem. Działanie lat, które tak zmieniło istoty dziś obecne, razem z Gilbertą, na pewno by przekształciło wszystkie tamte dziewczęta, o ile żyją; s. 291)

 

Pisałem kiedyś o tym z M., że nigdy nie wydajemy się sobie samym dorośli, że ciągle okazuje się, że nasz własny czas nie odpowiada temu obiektywnemu, który nieustannie odmierza sekundy, minuty, godziny, doby, tygodnie, miesiące, lata. Istnieje wręcz pokusa, by stwierdzić, że być może czasu obiektywnego nie ma.

Jednak w pewnym momencie zaczynasz dostrzegać, że jednak coś się zmienia. Dzieci, które pamiętasz ze swojego podwórka, publikują na facebooku zdjęcia własnych dzieci. Nie ma już słynnych imienin twojego dzieciństwa (tutaj). Ze zdziwieniem zauważasz, że kolega ze szkolnej ławki, którego traktowałeś pobłażliwie, dziś jest head of cośtam (tutaj).

Wtedy odkrywasz, że tylko zapis, czysty tekst może powstrzymać ich wszystkich od dorastania, starzenia się i w końcu umierania. Tylko w tekście są nadal tacy, jacy być powinni (bo w owej epoce, gdy działo się to wszystko, fotografia była rzeczą uroczystą a nie powszednią metodą uzyskiwania nieśmiertelności).

O tym jest "Czas odnaleziony": Nic nie rani tak boleśnie, jak sprzeczność między zmiennością człowieka i stałością wspomnienia (tamże). Rzeczywiście bez ostatniego tomu, sześć poprzednich może wydawać się jedynie bezładną paplaniną, tak jak sądziłem przy pierwszych zdaniach "W stronę Swanna".

Kiedy narrator wchodzi na przyjęcie u księcia Gilberta i nie może rozpoznać jego uczestników, dociera do ciebie, że to jest również twoje doświadczenie i dlatego scena wydaje ci się najbardziej wstrząsająca. Zaglądasz ukradkiem do lustra: tak, jesteś dorosły i nie możesz przed sobą już dłużej ukrywać, że czas ciebie nie dotyczy. Jedyne co możesz, to próbować go zapisać, co czynisz niniejszym.

 

sobota, 23 stycznia 2016
Marcel Proust, Nie ma Albertyny, MG 2016

 

Panna Albertyna miała zwyczaj wstawać bardzo wcześnie, bo też chodziła się kąpać, i spotykała się z nią nad morzem, w miejscu, gdzie rosną drzewa tak gęsto, że nic nie można zobaczyć, a zresztą o tej porze nikogo tam nie ma. Później praczka przyprowadzała też swoje koleżanki i wszystkie się kąpały (s. 129; Ernst Ludwig Kirchner, Pięć kąpiących się nad jeziorem, 1911, Bruecke-Museum Berlin, źródło: wikimedia.org)

 

Po tych wszystkich mądrych książkach, których bohaterami były płaty mojego mózgu (tutaj, tutaj i tutaj), inaczej czytam Prousta, nieco wbrew niemu. Zastanawiam się, czego nie chce powiedzieć, kiedy pisze. Mozolna lektura i jeszcze trzeba zakrywać w sto osiemdziesiąt nagość na okładce.

"Nie ma Albertyny" opowiada o redagowaniu wspomnień i używaniu pamięci jako ochrony przed samym sobą, o niemożności przyznania się, że się komuś zmarnowało życie, osaczyło i uwięziło, że to nie ja jestem ofiarą. Marcel dokonuje w książce przedziwnej zamiany: sam, w swoim rozumieniu, staje się ofiarą Albertyny. Oskarża tę, która nie może się bronić, o kłamstwo i niewierność, aby uwolnić siebie od wyrzutów sumienia. Nie ma Albertyny rzeczywistej, jest tylko ta stworzona przez Marcela, nie ma również i jego, jest niemogący sobie nic zarzucić bohater literacki.

Wykorzystujemy pamięć podobnie jak Marcel, zarówno jako jednostki, jak i zbiorowości. Nasze winy noszą inni, obcy. Wciąż samych siebie okłamujemy i wierzymy w te piękne kłamstwa. Mydlimy sobie oczy, pisze Proust: wszędzie wkładamy część samych siebie, wszystko jest płodne, wszystko niebezpieczne i odkryć równie cennych jak w Myślach Pascala możemy dokonać w reklamie mydła (s. 149).

Zakrywanie nagości - nie ma trafniejszego podsumowania tego tomu.

 

piątek, 22 stycznia 2016
Dziennik. Elegancja

 

(Kupuję herbatę zimową zamiast tego, co zwykle, ale dopiero za drugim razem.)

Omawiają coś szeptem, nachylając się jedna ku drugiej. Kto dziś taką elegancką dyskrecję zachowuje w naszych ekshibicjonistycznych czasach? Podziwiam ten sposób rozmowy znad książki, w której umarła Albertyna: przedwojennie naga kobieta na okładce, może stąd ten chichot?

(20.01.2016, lekkie opady śniegu po południu)

 

piątek, 23 października 2015
Dziennik. O namiętnościach

 

Namiętności polityczne są jak inne, nie trwają. Przychodzą nowe pokolenia, które ich już nie rozumieją. Nawet to pokolenie, które im podlegało, zmienia się, odczuwa pasje polityczne, które nie będą ściśle skopiowane z poprzednich (M. Proust, Uwięziona, s. 245).

Pewnego roku, dwa albo trzy lata temu, dotarło do mnie, że mało jest wydarzeń, które coś znaczą. Może nawet niektóre narodziny są ważniejsze od śmierci, ale o tym przecież jeszcze nie możemy wiedzieć.

To było tego roku, kiedy przestałem czytywać tygodniki z wiadomościami politycznymi. Dzisiaj twierdzę: stanowczo narodziny są ważniejsze. Czym wobec nich jest zwycięstwo tych albo owych? Ile osób potrafi wymienić wszystkich premierów Trzeciej Polski, a ile, jakie to były emocje, Drugiej?

Historia pozostanie dziełem tych, którzy ją opiszą, bez względu na to, kto wygra wybory. Wobec historii nie ma sensu histeria. Jedynie to, co robisz z własnym życiem, naprawdę powinno cię interesować (22.10.2015). 

 

Marcel Proust, Uwięziona, MG 2015

 

Odnaleziony wstęp do "Księgi umarłych": Z tego punktu widzenia, jeżeli się nie jest "kimś", brak znaczącego tytułu przyspiesza jeszcze rozkład śmierci. Bez wątpienia, nieboszczyk jakiś jest na przykład księciem d'Uzés anonimowo, bez znamion indywidualności. Ale mitra książęca utrzymuje jakiś czas w skupieniu składniki, jak w owych starannie wymodelowanych lodach (M. Proust, Uwięziona, s. 205).

Kiedy zamykam ostatnią stronę, jest ranek w innej strefie czasowej, w zadymionym hotelu, gdzie w szufladzie spoczywa "Księga Mormona".

Pierwszy raz do głównego bohatera czuję tak wielką niechęć: do jego egocentryzmu, jego użalania się nad sobą, do jego zazdrości, jego pragnienia posiadania drugiej osoby. Kiedy tak potępiam w myślach głównego bohatera, nazwijmy go Marcel, zastanawiam się nad czystością własnych intencji. Który tłumaczę swój stosunek do świata dobrym smakiem i etyką, przecież, w gruncie rzeczy, chcę być podziwiany: aby dbano o mnie, tęskniono, kochano. Boże, odkrywam w końcu, siedzi we mnie Marcel, który więzi Albertynę. A może, staram się uspokoić, pragnienie wyłączności jest zapisane w każdym, każdej miłości i każdej przyjaźni.

 

 
1 , 2 , 3 , 4