2016: 8 filmów, 75 książek - 2015: 39 filmów, 78 książek - 2014: 66 filmów, 89 książek - 2013: 46 filmów, 60 książek
Archiwum
Zakładki:
zBLOGowani.pl

Wpisy z tagiem: film

czwartek, 15 września 2016
Fuocoammare. Ogień na morzu

 

(Na zdjęciu doktor Bartolo)

 

Kiedy "Fuocoammare" otrzymało Złotego Niedźwiedzia na Berlinale, Jo., która na festiwalu obejrzała mnóstwo filmów grzmiała, że to wybór polityczny i żerowanie na tragedii. Po co kręcić filmy o uchodźcach, jeśli nas zalewają, grożą i zabierają miejsca pracy - mógłby dopowiedzieć minister, uczeń księdza Tischnera, którego nieopatrznie usłyszałem w radiu. Po obejrzeniu filmu, Jo. zmieniła zdanie, przynajmniej co do jego jakości.

Kłóciłem się wówczas, że Lampedusa to problem etyczny, a nie polityczny. Tak właśnie pisze o niej Mikołajewski w "Wielkim przypływie" (tutaj), tak opowiada Rosi. To bardzo cichy, na pierwszy rzut oka nudny, film, kryjący jednak taką masę emocji, że z kina wychodzi się całkowicie rozjechanym przez morze i niebo.

Nie ma żadnego powodu, dlaczego nie mielibyśmy to być my. Byliśmy uchodźcami, opowiada sen A. Przypadek, przeznaczenie, Bóg sprawia, że jesteśmy teraz po tej drugiej stronie morza. Możemy być albo bohaterami (jak włoscy marynarze, jak doktor Bartolo, dla mnie przyszły święty), albo obojętnymi, a obojętność, w tym kontekście, oznacza współwinę. Zbiorowo wybieramy obojętność. Siedzisz w kinie i co dalej? Udajesz, że to po prostu film, wychodzisz, kupujesz ciastka, idziesz na spacer z dzieckiem?

Tak właśnie robię. W Salerno nie mogliśmy się załadować do autobusu na lotnisko, podbiegł czarnoskóry chłopak, i zaczął wołać do kierowcy, że zamknięty bagażnik a potem pomagać mi wkładać wózek do środka autobusu. Dręczy mnie to do teraz, że on mi pomógł, a ja im zupełnie nie pomagam.

Słowa klucze: kalmary, ropa naftowa, bliźniaki

(4,5/4,5)

 

(źródło: dwabrzegi.pl)

sobota, 27 sierpnia 2016
Co przynosi przyszłość?

 

 

We francuskich szkołach piszą jeszcze rozprawki filozoficzne, gatunek, który zniknął z polskiej szkoły wraz z nadchodzącą epoką testów, którymi tak bardzo podniecili się ministerialni macherzy i ich eksperci. Od śmierci rozprawek wszystko się zaczyna: brak krytycznego myślenia, odzież patriotyczna, nacjonalizm. Oczywiście to temat poboczny, chociaż "Co przynosi przyszłość?" jest również rodzajem rozprawki filozoficznej. Temat?

Myślę, że jedna z myśli Pascala, którą główna bohaterka odczytuje na pogrzebie, brzmiąca mniej więcej tak: ani nie mamy pewności, ani nie możemy zaprzeczyć, nasza kondycja jest więc żałosna (Por. Pascal, "Myśli", 229).

W tym filmie nie widać specjalnego wysiłku scenografów, nie ma spektakularnych zdjęć, po prostu zwykła codzienność, taka jak u nas, zwykłe mieszkanie, przeciętna rodzina (no dobrze, intelektualiści). Tak wygląda scena drobnych dramatów, które sprawiają, że wali się wszystko, co do tej pory znamy. Innego końca świata nie będzie - wiemy to, pisarze rozprawek, z Miłosza.

(Wybór tematu rozprawki, którą oglądaliśmy, wcale nie jest rzeczą łatwą. Może nim być równie dobrze pytanie o prawdę, o relacje między matką a dziećmi, o znaczenie filozofii w życiu codziennym. o miłość, o to, po co dziadkom wnuki).

Słowa klucze: okładki książek, czarna kotka Pandora, spółdzielnia anarchistów

(3,5/4,0)

 

(źródło: kinozorza.pl)

czwartek, 25 sierpnia 2016
Kwiat wiśni i czerwona fasola

 

(Mój stan po filmie i to, że nie było na kim oka zawiesić przez prawie dwie godziny, prowadzi do tego, że z fotosów filmowych wybieram właśnie ten. Być może to jest koniec końców główna bohaterka filmu).

 

Wrócić do kina po takim czasie, to powinny być fajerwerki, a nie są. Wiśnie kwitną rzeczywiście ładnie, ale tak ładnie to też kwitną na pocztówkach z Bonn. Sam film za to dzieli się na dwie części.

Pierwsza z nich to opowieść o gotowaniu. Mam podejrzenie, że "Jiro śni o sushi" mógł wywołać w Japonii falę kina kulinarnego, które opiewa narodowe potrawy. Niestety, o ile sushi jest mi dosyć bliskie, o tyle dorayaki, małe słodkie naleśniczki z pastą z czerwonej fasoli, już nie. Zresztą główny bohater nie lubi słodyczy, więc nie wkłada w dorayaki zbyt dużo serca. Wprost przeciwnie do swojej pracowniczki, Tokue, która z fasolą rozmawia.

Potem, sprawdzam na zegarku, bo się niecierpliwię, po jakichś pięćdziesięciu minutach, robi się gorzej. Film zmienia się w sentymentalną i patetyczną opowiastką o wykluczeniu i dyskryminacji. Główny bohater co jakiś czas ociera łzy, całość jest okraszona frazesami o życiu w stylu Paulo Coelho, np. wierzę, że wszystko na świecie ma swoją historię do opowiedzenia.

(Spojler): W "Naszej młodszej siostrze" było tak samo. Właścicielka przepisu na smażoną makrelę/dorayaki (niepotrzebne skreślić) umiera, ale jej przepis przetrwa. Główny bohater przekonuje się do słodyczy i podczas święta kwitnącej wiśni otwiera coś w rodzaju foodtrucka. Napisy końcowe (długie).

Słowa klucze: choroba Hansena, kanarek, Księżyc

(3,0/2,0)

 

(źródło: filmpl.pl)

środa, 01 czerwca 2016
Nasza młodsza siostra

 

(Od lewej: Sachi, Suzu, Chika i Yoshino)

 

A. po obejrzeniu powiedziała, że to kino familijne. Chyba za bardzo przyzwyczailiśmy się do dramatów i tragedii, ciągle oczekujemy, że coś się nie uda, wypali strzelba albo Deus ex machina na bohaterów spadnie sufit. Jo. zdaje się potwierdzać to przypuszczenie: dawno nie widziałam czegoś tak pozytywnego. (Nie zdradzę fabuły, kiedy powiem, że w filmie oglądamy co najmniej jeden pogrzeb).

Scena, która kończy "Naszą młodszą siostrę" dzieje się nad morzem i bardzo przypomina scenę otwierającą akcję "Mustanga". Dziwna koincydencja, dwie historie o siostrzanej miłości prawie równocześnie w kinach. Zupełnie odmienne światy: tam, zniewolenie rodziną, tutaj - wyzwolenie od toksycznej rodziny. I znowu powracający motyw: od więzi krwi ważniejsze są więzi uczuć.

Bo - nie zgodzę się z A. - "Nasza młodsza siostra" to nie jest kino jedynie familijne. Za jego cukierkowatością, i momentami nudą, kryje się historia o umiejętności dokonywania życiowych wyborów, które zawsze oznaczają też jakąś stratę. Co więcej, dopiero w obliczu śmierci, można się dowiedzieć, czy się zmarnowało życie, czy jednak nie. (Jak widzicie, usiłuję recenzję pozytywnego filmu przerobić na swoją smęcącą modłę).

Swoją drogą, piękna jest nazwa filmu w oryginale: "Dziennik z nadmorskiego miasteczka".

Słowa klucze: smażona makrela, wino śliwkowe, śpieszek

(3,0/3,5)

 

(źródło: film.dziennik.pl)

niedziela, 17 kwietnia 2016
Mustang

 


(U góry: Sonay i Selma, leży Lale, poniżej Ece i prawie niewidoczna Nur)

 

"Mustang" należy do gatunku filmów o dorastaniu (choć angielskie coming of age jest chyba trafniejszym określeniem). W nich zawsze zaszyty jest dramat, bo jak zauważa Poetka: znad talerza,/ znad książki,/ sprzed lustra,/ porywane bywają do Troi. Różnicą między filmami jest tylko skala dramatu, tutaj, w "Mustangu", przeobrażającego się w tragedię. Film Deniz Gamze Ergüven jest przepięknie sfotografowany, chwilami przypominając ujęcia zakazanego Davida Hamiltona. Kiedy wróciłem, powiedziałem A., która "Mustanga" oglądała jeszcze w grudniu, że z powodu takich dobrych filmów, żal, że się teraz nie chodzi do kina tak często jak kiedyś.

To film o wolności. Zgadzamy się z A., że można odczytywać go na dwa sposoby. Podążając za historią sióstr i tym jak narzucana jest im niewola w drewnianym domu w małej wiosce lub traktując go jako metaforę tego, jak niezauważalnie, małymi kroczkami wolność bywa odbierana. Każda wolność, także ta polityczna (ale tym razem nie rozpiszę się o bieżącej polityce). A jeśli jesteś roztargniony lub zbyt ufny, to nawet nie zauważysz, że już nie ma ucieczki.

I ci, co odbierają wolność, bardzo często używają argumentów moralnych. O tym też mówi "Mustang": o kontroli moralności przez niemoralnych, o rzekomej ochronie czystości jako przyczynie zniewolenia, o upokarzaniu jako narzędziu kontroli. Można mówić, że to tradycja, religia, dobry zwyczaj, a tak naprawdę chodzi o pełną władzę jednych nad ciałami drugich.

Słowa klucze: niebieska bombonierka, morze, czerwona ciężarówka

4,5/4,5

 

(źródło: hollywoodreporter.com)

niedziela, 20 marca 2016
Nawet góry przeminą

 

 

 

1.

Sekwencja jak z "Wielkiego piękna". Z wyciemnienia wyprowadza pompatyczna melodia, która okazuje się być początkiem "Go West" Pet Shop Boysów. Najpierw z daleka, potem w zbliżeniu widzimy tańczących. Radość i entuzjazm. Sylwester 1999 roku. (Co robiłem wtedy? Bardzo możliwe, że w klubie osiedlowym na Bronowicach, tańczyłem "Go West", w każdym razie, zapisałem następnego dnia w swoim dzienniku naiwnego młodzieńca: wyszedłem, jak rzadko, bezgranicznie szczęśliwy).

2.

Ten film od pierwszej minuty porusza, lecz w sposób bardzo dyskretny, nie poprzez wyciskanie łez, atakowanie emocjami, nie, "Nawet góry przeminą" jest po chińsku ascetyczny: w obrazach, słowach, świetnie dopracowanej muzyce. Życie jest uniwersalne, myślę sobie, że to akurat marzec: ta sama radość i entuzjazm, konieczność wyborów, które okazują się być nieodwracalne. Bliski ten film, bo właściwie jestem równolatkiem bohaterów: wybieram w tym samym czasie, co oni.

3.

Pytam A., czy sądzi, że tytuł jest biblijny. Kluczem do odpowiedzi być może jest wycieczka po australijskim wybrzeżu: 12 skał nazwanych Apostołami. Jedna z bohaterek mówi, że było ich osiem, a teraz są tylko trzy. Nawet góry przeminą, ale miłość moja nie odstąpi od ciebie (Iz 54, 10). Miłość: to jest dobra odpowiedź na pytania, zarówno o to, o czym jest film, jak i o to, o czym jest owo uniwersalne życie.

4.

Z innej perspektywy można powiedzieć, że fabuła filmu opowiada o przemianie, w której sami braliśmy udział (i znów Shanxi okazuje się całkiem bliskie naszym okolicom, chociaż zupełnie odmienne). Pierwszy niemiecki samochód, na który można wyrywać dziewczyny; obrazek opery w Sydney jako tło ślubnego zdjęcia (ach, ten urok folderów szwajcarskich biur turystycznych!); melancholijna prowincja, nawet bardziej Górny Śląsk niż Lu. A potem: szaleństwo konsumpcji, drogie samochody, Australia na żywo. Tylko, że zaczyna brakować - i tam, i tu - czegoś najważniejszego: więzi z ludźmi. (Kiedyś już autor bloga stawiał tezę, że konsumpcja zabiła wiarę, podobnie zresztą - ten film to udowadnia - jak nadzieję i miłość).

5.

(Spojler) Znów "Go West". Dwadzieścia pięć lat później (film wybiega w przyszłość, ale nie zamienia się, dzięki Bogu, w opowiastkę o latających samochodach) nie ma już wokół tamtych ludzi. Melodia też jest tylko wspomnieniem. Zostaje naśladowanie tamtego szczęścia, tamtej nadziei - rozpamiętywanie. A. twierdzi, że mimo wszystko "Nawet góry przeminą" jest filmem pozytywnym. Z sali kinowej nie wychodzi się przybitym, raczej zadumanym: poszukuje się w pamięci siebie wtedy i porównuje z sobą dzisiaj.

Słowa klucze: sweter w paski, labrador, walizeczka dziecięca na kółkach (A. widziała potem w czasie podróży jedną taką i od razu skojarzyła z filmem)

(3,5/4,5)

 

(źródło: filmweb.pl)

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 62