2016: 8 filmów, 75 książek - 2015: 39 filmów, 78 książek - 2014: 66 filmów, 89 książek - 2013: 46 filmów, 60 książek
Archiwum
Zakładki:
zBLOGowani.pl

Wpisy z tagiem: film

piątek, 12 czerwca 2015
Magical Girl

 

 

"Magical Girl" jest filmem do ostatnich minut trzymającym w napięciu i intrygującym. Dobry kawałek kina: ani nie naturalizm kłujący w oczy, ani nie amatorszczyzna. Kino w najbardziej klasycznym wydaniu. Dla widza nawet przyjemność, choć - muszę przestrzec - tak jak to bywa w hiszpańskim filmie, przemoc jest tu irracjonalna (ale nie spodziewajcie się też jakichś strug krwi!). Dramat, thriller, komedia - wszystko dobrane w odpowiednich proporcjach. Momentami nawet domyślamy się horroru albo co najmniej fragmentów z "Nimfomanki", ale te dzieją się za zamkniętymi drzwiami.

Jakoś ostatnie dni sprzyjają zwracaniu uwagi na kwestie polityczne. Dialogi w "Magical Girl" zawierają sporą dawkę krytyki sytuacji w Hiszpanii: rządów szemranych biznesmenów, arogancji władzy, upadku edukacji publicznej. A już doskonały jest następujący wyimek (z dedykacją dla naszego rządu w stanie agonalnym):

- Schowaj kopertę w bibliotece publicznej do Konstytucji Hiszpanii.
- A jak ktoś ją zabierze?
- Do Konstytucji na pewno nikt nie zajrzy. 

(Dopisane w Krakowie: rozdział II tego filmu nosi tytuł "Demon". W związku z tym pojawia się pytanie o to, kto jest kusicielem. Autor bloga pomyślał o Barbarze, ale słusznie zauważa A. - to od szantażu Luisa zaczyna się, prowadząca do tragicznego finału, eskalacja zła).

Słowa klucze: lizak-serduszko, czarna jaszczurka, likier kawowy, Yukiko, puzzle

(4,5/4,0)

 

(źródło: quinlan.it)

wtorek, 09 czerwca 2015
Party Girl

 

 

Myślałem, że to będzie zwyczajne, modne ostatnio kino menopauzalne, ale typowa bohaterka takiego kina zdaje sobie sprawę z tego, że się starzeje. Tytułowa Angelique tego tematu nie porusza, wygląda na to, że nadal czuje się nastolatką, chociaż siedzi teraz sama przy barze i żadnego klienta na ten i na kolejny wieczór nie ma. Wobec tego wystroi się i pojedzie do Michaela, który często bywał u niej, a potem przestał. Powiedzmy otwarcie: Angelique jest podstarzałą prostytutką (wybaczcie, ale tu naprawdę pasowałoby bardziej dosadne określenie), taką, co to mogłaby przestawać w bramie na Poznańskiej.

(Spojler) Pierwsze sceny filmu niebywale podbijają mu moją ocenę. Naturalizm zdjęć jest godny Nan Goldin. Rzecz dzieje się w kabarecie, który jest odpowiednikiem polskiej agencji towarzyskiej, takiej, której reklamy z mrugającymi serduszkami i napisami 24h, zwisają smętnie z poboczy trasy dziewięćdziesiąt dwa pod Poznaniem. I gdyby cały film dział się w burdelu, to autor bloga pewnie byłby kontent. Niestety potem zaczyna się wątek obyczajowy.

Angelique zajmuje się w nim marnowaniem życia swoich bliskich (czwórka dzieci oraz ów Michael, który się w niej zakochał) oraz swojego. Tego ostatniego akurat nie zauważa, bo ku..ą jest z krwi i kości. Zawód jak każdy inny. Innego życia, życia na poważnie, nie zna. W gruncie rzeczy nie potrzebuje zmiany i o żadną zmianę się nie prosi. My, widzowie, wiemy, że głupio i źle robi, ale ona - patrz powyżej - sądzi, że nadal jest całkiem atrakcyjna. (O atrakcyjności świadczy to, że początkowo myślałem, że Angelique jest transwestytą!)

Denerwował mnie zarówno naiwny chłop, co to chciał życie ułożyć sobie z panią lekkich obyczajów, jak i jego wybranka, ponadpięćdziesięcioletni podlotek. Całe szczęście, nerwy koiła Chinawoman i miło się słuchało francuskiego niemieckiego i niemieckiego francuskiego. (Witamy w Alzacji-Lotaryngii!)

Słowa klucze: bransoletka, łańcuszek z krzyżykiem, balony

(2,0/3,0)

 

(źródło: quinlan.it)

czwartek, 28 maja 2015
Taxi-Teheran

 

 

Spośród stron, na których zamieszczane są portrety zwykłych ludzi spotkanych na ulicy wraz z krótkimi opowiastkami o nich, najbardziej czekam na nowe zdjęcia z "Humans of Tehran" (w Polsce za to najciekawsza jest "Humans of Tricity"). Strona o ludziach z Teheranu pokazuje jak bardzo oni podobni są do nas, choć - od zawsze to twierdzę - od nas ładniejsi. (A. się nie zgadza: kobiety może tak, ale mężczyźni?) W każdym razie pewnego razu prawie kupiłem bilety lotnicze, tak się zapatrzyłem w tę stronę.

"Taxi-Teheran" trochę przypomina "Humans of Tehran". Razem z kamerą siedzimy w taksówce i obserwujemy pasażerów, całą galerię postaci: tragicznych i komicznych. I znowu myślę, że bardzo są podobni do nas.. Weźmy na przykład jednego z pierwszych bohaterów, który ma radykalne zdanie na każdy temat (Wieszać!). Myślę, że po godzinach mógłby siedzieć w sieci i wypisywać w komentarzach "Polska dla Polaków" (ewentualnie "Persja dla Persów"). Tak bardzo sposób filmowania uwiarygodnia rzeczywistość, że właściwie do końca filmu jestem przekonany, że to dokument. (Spojler) A to fabuła!

Jafar Panahi (tym razem wspomnę o reżyserze, bo w napisach końcowych występuje tylko on) nakręcił film o filmie, w kraju, w którym filmować się nie da. Sam za reżyserię niezgodną z zasadami cenzury odsiedział swoje w więzieniu, a nagrodę na Berlinale odbierała jego elokwentna siostrzenica, która w jednej ze scen "Taxi-Teheran" odczytuje z zeszytu cechy filmu, który może trafić do dystrybucji. Wcale się nie dziwimy więc, że "Taxi-Teheran" do dystrybucji w Iranie nie trafi. Można będzie go za to nabyć od sprzedawcy nielegalnych filmów: nielegalne - jak się okazuje - są prawie wszystkie filmy łącznie z niewinnym, wydawałoby się, "Panem Lazharem".

Nie da się historii znaleźć w innych filmach, nie da się przeczytać w książkach, trzeba ich szukać gdzie indziej - mówi Jafar a taksówka wydaje się ("Noc na Ziemi") idealnym miejscem do takich poszukiwań.

Dobrze, że nie kupiliśmy tych biletów do Teheranu. Z okien taksówki wydaje się być betonową, smutną pustynią, przedmieściami ciągnącymi się w nieskończoność.  

(Dopisane w sobotę: A. dziwi się, że w ogóle nie poruszyłem w recenzji tematu uczciwości. Bo uczciwość, obok cenzury, to drugi z głównych motywów filmu, ba stanowi nawet klamrę całej opowieści - od rozmowy o wieszaniu przestępców po kradzież kamery w ostatniej minucie. O uczciwości mówi się na wiele sposobów: złodziejaszek kradnie pieniądze, które wypadły z kieszeni, przyjaciel nie chce donieść na tych, którzy go napadli, wreszcie reżyser-taksówkarz odwozi portfel. Może chodzi o to - zastanawia się autor bloga - że można żyć w niewoli, ale zawsze warto być przyzwoitym?)

Słowa klucze: frappuccino, złote rybki

(2,5/3,0)

 

(źródło: filmweb.pl)

czwartek, 14 maja 2015
W piwnicy

 

(Pozostając przy wątkach mitologicznych, ten drugi kadr - i ten wzrok tej na pierwszym planie - w sposób przeszywający kojarzy mi się z Mojrami).

 

W 1984 r. w austriackim miasteczku Amstetten Josef Fritzl uwięził w piwnicy swoją osiemnastoletnią córkę. Przez dwadzieścia cztery lata dla Elisabeth Fritzl i jej dzieci narodzonych ze związku z ojcem, piwnica stanowiła cały świat. W 2013 r. Ulrich Seidl schodzi z kamerą do innych austriackich piwnic. Opowiada o tym, co Austriacy trzymają w ukryciu. Mamy okazję obejrzeć gabinet ludzkich osobliwości.

W pierwszych minutach cała sala skacze. Oto piwniczny hobbysta z uwagą obserwuje jak pyton jednym susem chwyta białą świnkę morską. Kolejne sceny, kolejni hobbyści, coraz bardziej w głąb austriackiej duszy. Miłośnicy Adolfa Hitlera grający na waltorni, nieszczęśliwa matka opiekująca się fantomami niemowląt, masochiści, strzelcy planujący obronę Najjaśniejszej przez zalewem islamu. Sala się śmieje co jakiś czas, ale to bardzo nerwowy śmiech.

Przy każdym filmie Seidla zadaję sobie to samo pytanie: w jaki sposób wchodzi on z kamerą w cudze życie? Jak namawia ludzi do zwierzeń i do tego by patrzyli wprost na nas? To, co pokazuje to już nawet nie jest naturalizm - to jakiś hipernaturalizm, gdy kamera w bezruchu obserwuje jak w pewnej piwnicy torturuje się niewolnika (to fragmenty, gdy mężczyźni na sali, ogarnięci empatią, zwijają się z bólu).

Oczywiście zaczynasz się zastanawiasz: co się dzieje w naszych piwnicach? Bo trudno sobie wyobrazić, że Austriacy stanowią jakiś niechlubny wyjątek (choć bezustanne wiwisekcje, których dokonują na nich Seidl czy Haneke, świadczą właśnie o tym). Zresztą piwnica to przecież metafora. Spacerujemy elegancko po Krakowskim, doktorostwo Jekyllowie, a dopiero wieczorem wracamy do siebie by stać się państwem Hyde'ami.

Słowa klucze: Caritas, pawian (pawiana nie jadłem), guziec (żona przyrządziła guźca jak sznycel wiedeński)

(4,0/4,5)

 

(źródło: filminstitut.at)

środa, 06 maja 2015
Prawie jak matka

 

 

 

Zastanawiam się czy "poetyka telenoweli" to będzie oksymoron, czy nie? Bowiem "film utrzymany w poetyce telenoweli" to najlepsze określenie brazylijskiej produkcji, którą obejrzeliśmy dzisiejszego wilgotnego popołudnia.

(Spojler): Jest służąca, jej państwo i dawno niewidziana córka, która, przyjeżdżając, burzy pozory dobrych stosunków. Dużo było podobnych filmów, niektóre lepsze, np. ten. Można całą fabułę opisać również inaczej: jest matka, która zostawia gdzieś daleko córkę i zarabia na jej utrzymanie wychowując cudze dziecko, na nie niezdrowo przelewając macierzyńskie uczucia. W taki sposób obydwoje dzieci wychowuje się bez własnej matki.

Gdyby odejść od "poetyki telenoweli", "Prawie jak matka" okazuje się być filmem o zniewoleniu, poddaniu się sytuacji, w której, choć wszyscy są równi, niektórzy okazują się jednak równiejsi. Niewola wchodzi w krew, człowiek szybko akceptuje ograniczenia i narzucone zasady (na krześle się nie siada, do basenu się nie wchodzi), uznając, że tak być właśnie powinno. Feudalizm trwa w najlepsze półtora wieku po śmierci niewolnicy Isaury.

Jest jeszcze w tym filmie, muszę o nim wspomnieć, postać bardzo dwuznaczna: doktor Carlos. Zwykle lubię takich przegranych bohaterów, co to kiedyś malowali piękne obrazy, a potem rozpłaszczyła ich nudna codzienność, ale ten tutaj ma w sobie coś zbyt niepokojącego, żeby go polubić.

Słowa klucze: basen, lody z migdałami, sok ze słodkiej limetki, FAU

(2,5/2,5)

 

(źródło: cinema.uol.com.br)

niedziela, 19 kwietnia 2015
Plemię

 

Plemię  

 

Wiesz co? Mogliśmy iść na "Serce, serduszko" (dwóch podsłuchanych ironistów po trwającym sto dwadzieścia siedem minut piątkowym seansie).

Pierwsze wrażenie, że mamy do czynienia ze swego rodzaju baletem, w którym główną rolę odgrywają ręce, mija, gdy odkryjesz, że brak słów i jednocześnie brak tłumaczenia z języka migowego jest fenomenalnym zabiegiem: zmusza cię do maksymalnej koncentracji na bohaterach. "Plemię" ogląda się więc dużo intensywniej niż inne filmy (np. bardzo podobny, jeśli chodzi o zarys fabuły, kazachski film "Lekcje harmonii"). To samo dotyczy niezagłuszanych słowami dźwięków: dociera do nas każde skrzypnięcie, każdy szelest i każdy jęk.

(Spojler) Naturalizm w "Plemieniu" to ostry naturalizm, ostrzejszy nawet niż u Seidla - sam się zastanawiam, czy nie powinno być ostrzeżeń, że dozwolony jest od co najmniej 21 lat - zarówno, jeśli chodzi o sceny erotyczne (tu i tu), jak i ginekologiczne (kojarzący się z Balthusem kadr powyżej), porównywalne w drastyczności z "4 miesiące, 3 tygodnie, 2 dni", wreszcie końcową sekwencję zemsty (jak z dalekowschodnich filmów o samotnych mścicielach).

Tytuł - jak można dowiedzieć się z opisu - odnosi się do nazwy, którą przyjął szkolny gang. Jednak moje skojarzenie idzie - zwłaszcza po scenie walki przed szkolnymi magazynami, wygladającymi jak jaskinia - w innym kierunku: ku australopitekom.

Australopitek to forma pośrednia. Już nie zwierzę, lecz jeszcze nie człowiek. Dwunożny, ale kierujący się instynktem, żyjący w stadzie, pozbawiony artykułowanego języka. (Może to brak słów w filmie nasuwa to skojarzenie, wyostrzając zwierzęcość, bo dla nas język stanowi podstawowy atrybut człowieczeństwa?) "Plemię" jest filmem o pierwotności, kryjącej się za strukturami społecznymi. (Akurat gdy je oglądamy, wiadomością dnia pozostaje historia z Gdańska o ojcu, który na sposób zupełnie zwierzęcy, zamordował własne dziecko).

Słowa klucze: reklamówka z lotniska w Rzymie, trolejbus, szafka nocna, paszport, młotek

(4,0/4,5)

 

(źródło: filmweb.pl)

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 62