2016: 8 filmów, 75 książek - 2015: 39 filmów, 78 książek - 2014: 66 filmów, 89 książek - 2013: 46 filmów, 60 książek
Archiwum
Zakładki:
zBLOGowani.pl

Wpisy z tagiem: film

poniedziałek, 13 kwietnia 2015
Gloria

 

 

Według A. "Gloria" udowadnia, że warto inwestować w relacje międzyludzkie, nawet jeśli czasem coś w nich nie wypala. Z kolei autor bloga twierdzi, że główna myśl filmu brzmi: lepsza jest dobra samotność niż pozostawanie w związku z kimś, kto się do związku zupełnie nie nadaje.

Od kilku miesięcy obserwujemy w kinie nowy trend, określilibyśmy go jako kino menopauzalne. Jego bohaterką jest kobieta w okresie burzy hormonalnej. Dzieci odeszły już z domu, związki się rozpadły albo trwają siłą inercji, a ona została sama ze swoimi emocjami i dylematami. Dla autora bloga nie jest to kino łatwe. O ile "Gloria" dała się oglądać, choć momentami była nudna a "Kwiaty" były całkiem ciekawe, o tyle tajwańskie "Drzwi" tak perfekcyjnie pokazywały wahania estrogenów, że autor bloga chciał uciekać z sali.

Ciekawe jest też inne odkrycie dokonane dzisiaj przez nas w kinie "Praha". O ile seks osób jednej płci nie jest żadnym kinowym tabu (przynajmniej w Wa., o czym pisałem przy okazji "W kręgu"), o tyle pozostają nim sceny erotyczne z udziałem osób po sześćdziesiątce. "Gloria" to tabu przełamuje, czym wprawia w lekkie osłupienie nieprzygotowanego widza (takiego jak autor bloga).

(Dopisane przez A.: dla mnie to film bardzo pozytywny. Wynika z niego, że warto cieszyć się życiem, próbować nowych rzeczy, poznawać ludzi, zachwycać się.... i choć czasem nie wychodzi, to trzeba próbować, bo życie jest bogatsze...).

Słowa klucze: kot sfinks, paintball, skręty

(3,5/3,0)

 

(źródło: pewnegorazuwchile.co)

niedziela, 12 kwietnia 2015
W kręgu

 

(Röbi Rapp i Ernst Ostertag, bohaterowie filmu "W kręgu", źródło: tagesanzeiger.ch)

 

"W kręgu" (w oryginale "Krąg", od nazwy czasopisma) łączy kino dokumentalne i fabularne. Można słuchać wspomnień sympatycznej (i monogamicznej, co dla autora bloga bywa ważne) pary staruszków: Röbiego i Ernsta, a jednocześnie oglądać ich odtworzoną historię z czasów, gdy byli tacy jak na zdjęciu.  

Ten film można byłoby spokojnie obejrzeć w telewizji - powiedziała A. Cóż, skoro nie mamy telewizora, pozostało nam tylko kino. Widać więcej osób czekało aż go wyemitują w telewizji, bo na dużej sali byliśmy sami.

Tak więc siedzimy we dwójkę, heteroseksualna para, na filmie o środowisku gejowskim w Szwajcarii w latach pięćdziesiątych. (Dygresja: filmy LGBT jeszcze parę lat temu były w kinach czymś rzadkim, a potem nastąpił ich wysyp. Mam wrażenie, że czasem nawet chodziło o samą etykietę, że jest to kino LGBT, żeby trafiało na ekrany, bez względu na jego wartość artystyczną. Po pewnym czasie nam się znudziło: marne kino homoseksualne nie różni się wiele od marnego kina heteroseksualnego. Niemniej czytałem ostatnio, że są miejsca w tym kraju, gdzie sceny miłosne z udziałem dwóch mężczyzn rozpalają niezdrowe emocje. Z przykrością dodaję, że znów chodzi o Lu., skąd festiwal filmów LGBT próbuje się przegnać modlitwą różańcową, patriotycznymi frazesami i demonstracjami łysych młodzieńców, którym nawet seks kojarzy się z BHO: Bogiem, honorem, ojczyzną).

Chciałem obejrzeć "W kręgu" z uwagi na Jarosława Iwaszkiewicza, to znaczy, żeby lepiej zrozumieć co oznaczało bycie homoseksualistą w latach pięćdziesiątych. Wiem, że Zürich to nie Wa., ale właśnie w tamtych czasach Jarosław przeżywał swoją wielką miłość. Mojej wyobraźni potrzebna była odpowiednia sceneria. To teraz ją już mam.

Słowa klucze: strój marynarza, picie kawy, Camus

(3,0/3,5)

 

sobota, 11 kwietnia 2015
Druga strona muru

 

 

Zabawa w zdrajcę

(Spojler) Wybieramy zdrajcę spośród podejrzanych. Pozostali uczestnicy są prawi. Zdrajca donosił albo nie donosił, pracował dla Stasi albo siedział w więzieniu w Bautzen, ale z uwagi na brak dowodów jednego, jak i drugiego, to nie jest ważne w zabawie. Słowa zdrajcy, skoro uznaliśmy go za zdrajcę, nie można brać pod uwagę. Zdrajcę zabieramy do odosobnionego miejsca (np. pralnia, piwnica). Tam możemy go kopać, spluwać i oddawać na niego mocz, przy tym wyzywać. Taka zabawa. Z uwagi na to, że jesteśmy prawi, a on jest zdrajcą (co ustaliliśmy na początku zabawy), nie ma w tym nic złego. Więcej: im dłuższa zabawa, tym bardziej jesteśmy prawi, a on jest większym zdrajcą. Bawimy się do nieprzytomności lub do wystarczającego utwierdzenia się w naszej słuszności.

***

Niemieckie filmy o rozliczaniu przeszłości mają ze sobą dużo wspólnego. Precyzyjnie i bez patosu opisują ludzkie dramaty, niejednoznaczność ludzkich wyborów. Przy czym niejednoznaczność to chyba słowo-klucz. Może wynika to ze specyfiki niemieckiej historii: w sytuacji tak głębokiej infiltracji społeczeństwa NRD przez służbę bezpieczeństwa, nie jest łatwo rozstrzygnąć, kto jest kim i po której stoi stronie.

Dlatego "Druga strona muru" (w oryginale "Westen", czyli po prostu "Zachód") to bardzo gorzka pigułka dla zwolenników czarno-białego obrazu przeszłości. Wolność i niewola wyglądają na bardzo do siebie podobne. Niesprawiedliwość i podłość okazują się nie być przyporządkowane do systemu, lecz do osób. Czasem trudno to zrozumieć współczesnym wykładowcom polskiej historii.

Słowa klucze: biały sweter, rewizja osobista, "Cicha noc"

(4,0/4,0)

 

(źródło: cinenova.de) 

Gołąb przysiadł na gałęzi i rozmyśla o istnieniu

 





 

Maszyna, czyli ludzkość 

(Dygresja nr 1: Robert Darnton opisuje średniowieczną kocią muzykę: Paryżanie palili całe worki kotów (...) głosy torturowanych przez tłum kotów były elementem ogólnej kakofonii (s. 102).

Dygresja nr 2: Tyran Falaris z Agrygentu do tortur wykorzystywał brązowego byka, do którego przez górny zamykany otwór wkładano skazańców, a następnie pieczono ich żywcem, rozniecając ogień pod bykiem. Krzyk ofiar był zniekształcany podczas przechodzenia przez przemyślnie skonstruowany modulator umieszczony w głowie byka i słyszany na zewnątrz jako ryk zwierzęcia.)

(Spojler) W jednej z ostatnich scen "Gołębia" pojawia się przerażająca, współczesna wizja kociej, ludzkiej muzyki lub brązowego byka z Agrygentu (na zdjęciu powyżej). W tym ogromnym walcu umieszczano niewolników, zamykano, a następnie rozniecano pod spodem ogień. Maszyna powoli kręciła się, a wówczas z trąb wydobywały się modulowane dźwięki. W tej wizji, prócz owych zamkniętych wewnątrz niewolników, są jeszcze strażnicy w kolonialnych mundurkach i są widzowie: starsi państwo w eleganckiej garderobie popijający z lubością wino na tarasie, przypatrujący się przedstawieniu bez szczególnych emocji. (Skojarzenie z Kongo u nas obojga).

Ofiary, kaci i widzowie: najprostszy podział ludzkości, niezmienny schemat bez względu na czas i miejsce. 

***  

Najkrótsza recenzja A.: Film o nieszczęśliwych ludziach, u których "wszystko dobrze".

Za to ja mam problem z recenzją, bo waham się już przy samym słowie "film". Oglądam bowiem coś, co odpowiada mojej wizji sztuki teatralnej, teatru absurdu. W tym zresztą przypadku sam reżyser nie odcina się od teatralności. Wybielone twarze bohaterów odsyłają do japońskiego kabuki, ruchy i scenografia również są sceniczne, a nie filmowe. Odczuwa się całkowitą sztuczność scen, ich odgrywanie.

"Gołąb" jest zbiorem takich scen, czasem łączą je wątki, motywy, postaci, czasem są po prostu obrazkami, ozdobnikami. Kiedy A. zapytała mnie, ile jeszcze, nie miałem pojęcia, co odpowiedzieć. Równie dobrze mógł skończyć się po pół godzinie, jak i trwać całą noc. Taka widać jest ptasia perspektywa. Gołębi widok na ludzkie życie, które poświęcone jest - to przewija się w filmie - zdobywaniu pieniędzy.

(Spojler) Ni stąd, ni zowąd pojawia się w barze na przedmieściach Karol XII, najpierw butnie maszerujący na Rosję, a potem żałośnie powracający z niedobitkami armii. Podbijemy Rosję, woła w pierwszej ze scen (odtwarzam z pamięci, więc niedokładnie), by w kolejnej, już po bitwie, być przekonywanym przez szambelana, że przecież gdyby nie padało, to Rosjan dałoby się pobić. - A padało? - pyta król. - Nie, ale z Rosjanami nigdy nic nie wiadomo - dopowiada dworzanin. Tak sobie pomyślałem, wybaczcie, że Karol XII w tym filmie jest Polakiem.

Słowa klucze: ekstra długie zęby wampirów, flamenco, korkociąg, melodia taka jak w "Glory, glory, hallelujah!"

(3,0/3,5)

 

(źródło: vimeo.com; 5kilokultury.pl)

piątek, 20 marca 2015
Kwiaty

 

 

Dlaczego nie żąda pani dowodu przy kupowaniu kwiatów? Przecież nie wiadomo co można później z nimi zrobić? Może coś złego? - pyta jeden z bohaterów w kwiaciarni. Właściwie to obawiałem się, a pierwsze sceny mnie w tej obawie utwierdzały, że to będą kolejne "Drzwi". A ja kina rozhuśtanego hormonalnie chyba jednak nie lubię.

Tymczasem prosta fabuła okazała się nieco bardziej zawiła, także, na szczęście, nieco bardziej niedopowiedziana. Wracaliśmy z kina i okazało się, że ten film może być filmem o bardzo wielu rzeczach. Na przykład:

O uciekaniu od nieszczęścia. Bo każdy z bohaterów jest na swój sposób nieszczęśliwy (każda nieszczęśliwa rodzina jest nieszczęśliwa na swój sposób) i każdy ucieka ze swojego nieszczęśliwego życia w coś, co przynosi ulgę, ale jest tylko złudą: kupowanie kwiatów nieznajomej, obsesyjne uczucie do zmarłego, tegoż zmarłego zupełne wyparcie, obsesyjne grzebanie w przeszłości. I powtórzę tutaj cytat z porankaczłowiek zajmuje się gorączkowo rzeczami bez znaczenia, podczas gdy to, co nie do naprawienia, toczy się nieodwracalnym trybem. 

O pamięci. Tere powtarza, że człowiek żyje w pamięci innych, ale zdarza się, że ta pamięć płata figle. Kogoś innego chcielibyśmy zapamiętać lub wymyślamy swoje wspomnienia, dopasowując przeszłość do teraźniejszości. "Kwiaty" udowadniają, że teza Tere jest na dłuższą metę nie do obrony: życie nie pozwala żyć przeszłością (chyba, że to życie przeszłością przybiera postać obsesyjną). Na końcu zresztą pojawia się biologia i ostatecznie przekreśla wspomnienia. (Po filmie zastanawiam się jak to jest z tym życiem w pamięci i muszę sobie przypominać). 

(Spojler!) O ciele. Pytanie, które pada w filmie Szumowskiej o to, co jest po śmierci, w "Kwiatach", chociaż pozostaje niewypowiedziane, wisi nad fabułą. I czy jest jeszcze nam wówczas do czegoś potrzebne ciało? Obserwujemy na ekranie medyczne obrzędy nad czymś, co kiedyś było Beñatem, który - jak pamiętamy - tak bardzo lubił kwiaty (na zdjęciu na balkonie).

(Mam nadzieję, że nie czyta mnie żaden Bask, ale powiem Wam w sekrecie: koszmarny do słuchania mają Baskowie język!)

Słowa klucze: baran, łańcuszek, otwarcie tunelu, urna

(3,5/3,0)

 

(źródło: loreakfilm.com)

sobota, 14 marca 2015
Body/Ciało

 

 

Byliśmy sceptyczni: A. z powodu nieprzekonującego trailera, ja z powodu pretensjonalnego, dwujęzycznego tytułu, więc dla obojga z nas "Body/Ciało" było dużym. pozytywnym zaskoczeniem.

To chyba najlepszy z dotychczasowych filmów Szumowskiej i jeśli Srebrny Niedźwiedź ma doceniać reżyserię, to jest całkowicie zasłużony. Kino, którego nie można się powstydzić. Dopracowany pod względem technicznym, ta dbałość o szczegóły fabuły (prokurator oglądający zmasakrowane zwłoki i scenę później mieszający łyżką w talerzu flaków) i o jej niebanalność. Doceniam nawiązania: Służew jak z "Dekalogu" Kieślowskiego, śmierć Beksińskiego. Pomiędzy scenami krótkie (najwyżej minutowe) epizody pokazujące - w krzywym zwierciadle - polskie społeczeństwo (wiem, że zaraz pojawi się zarzut, że nie da się dziś sprzedać filmu o Polsce bez podnoszenia zarzutu antysemityzmu, ale mi te drobne szpileczki wbite w balon narodowej dumy nie przeszkadzają).

Przeszkadzają mi za to dywagacje czy to dramat, czy czarna komedia. Przecież w kinie europejskim, zwłaszcza z północy kontynentu, nie ma już czystych gatunków. Tragizm miesza się z komizmem, byle z dala od niepotrzebnego patosu. Zresztą niesamowity cynik Gajos niszczy wszelki patos. To pierwszy polski film, który w taki sposób opowiada o pustce społeczeństwa postreligijnego. Jak sobie radzić ze śmiercią w świecie, gdzie nie ma prostych wyjaśnień i nawet Wielkanocy już się nie obchodzi? Czy za tym światem istnieją zaświaty? (Por. jak sobie radzić z nieszczęściem w takim świecie? tutaj).

Gdyby oceniać przyjemność oglądania to napisałbym: bardzo duża, chętnie jeszcze raz bym obejrzał. K...a, jak ten czas leci!

Słowa klucze: dog niemiecki, pieprz, krzyk, fenomenalna Ewa Dałkowska tańcząca do "Śmierci w bikini"

(4,0/4,5)

 

(źródło: filmweb.pl)