2017: 69 książek - 2016: 75 książek - 2015: 78 książek - 2014: 89 książek - 2013: 60 książek
Archiwum
Zakładki:
zBLOGowani.pl

Wpisy z tagiem: podróże

sobota, 14 lipca 2018
Dziennik z Londynu. Lipiec

 

 
(Pablo Picasso, Akt przed lustrem, 1932, kol. pryw.)

 

Picasso 1932 - Love, Fame, Tragedy

Zamysł kuratorów jest fenomenalny. Z całego życiorysu wybrać i opisać dokładnie jeden rok. Wbrew miłośnikom sztuki pozbawionej tła, nadać obrazom kontekst biograficzny. Tak jak w przypadku życiopisania, tutaj mamy do czynienia z życiomalowaniem.

- To jest jak pisanie bloga - stwierdza A. mijając w kolejnych salach obrazy podpisane datami dziennymi. W sobotę czuł się tak, w poniedziałek - zupełnie inaczej, oddawał to poprzez kolejne pociągnięcia pędzlem. Galerię uzupełnia opis: listy, zdjęcia, foldery reklamowe. (W piątek albo w czwartek przed wyjazdem czytałem swojego bloga, dziwiąc się banalności życia). Po raz kolejny uczę się tego w Londynie: należy porzucić przekonanie o wyjątkowości własnych uczuć. 

Jedno jest pewne - tak jak teraz - lipiec różni się od lutego.

W 1932 roku Picasso zapisuje na obrazach rozpad miłości.

Picasso 1932 - Love, Fame, Tragedy. Cytaty z kolejnych sal

Wszystko, co kochamy umrze, i dlatego wszystko, co kochamy, musi być zebrane - ze wszystkimi wielkimi emocjami pożegnania - w coś tak wielkiego, że nigdy tego nie zapomnimy (Michel Leiris).

Właściwie jest tylko miłość. Czymkolwiek może być (Pablo Picasso).

Parada 

Na początku pisania tego bloga byłem konserwatystą. Paradę równości opisywałbym więc jako wręcz przerażający obraz upadku kultury europejskiej, karnawał hedonistów zapominających o wartościach. Jak ów nowy Jezus w otoczeniu czarnoskórych uczniów wyznających apokalipsę na Oxford Street.

Przychodzę z kraju, nad który nadciąga szarość. Podoba mi się wszystko w siedmiu barwach. Dobrze się czuję w kolorowym tłumie, odnajduję nawet antykwariat, w którym mógłbym zamieszkać. Za jego oknem spacerują satyrowie. Apokalipsą są za to zmienione trasy czerwonych autobusów.

(07.07.2018)

 


(Fresk z Nebamun (fragm.), Teby, 18. Dynastia, ok. 1350 p.n.e., The British Museum) 

 

Wystawa egipska w Muzeum Brytyjskim

Tyle zachodu. Najpierw umyć i osuszyć. Naciąć pod żebrem i wyciągnąć. Przez nos wygrzebać mózg (świder służący do tego celu jest najbardziej wstrząsającym eksponatem w sali). Napełnić solą. Owijać. Układać amulety (to samo oko Ozyrysa, co zdobi łodzie maltańskich rybaków). Na koniec pełni ufności leżą w szklanych gablotach. Tomografia i rentgen świadczą o zmartwychwstaniu, które się nie udało. Żal mi bardzo nadziei Egipcjan.

Oni także nie sądzili, że są starożytni i że są śmiertelni.

Gwiazda 

Przed państwem, proszę państwa, gwiazda. Siedzimy na huśtawkach pod galerią Tate. Wieczorem zapala się oko Saurona na Shard. Gwiazda - nie wiem skąd się wzięła, z komunalnych domów, gdzie sąsiedzi wspólnie oglądają mecz, czy z hoteli (więcej gwiazdek) - obraca się po nieboskłonie i uśmiecha do widzów.

Wieczór jako kurtyna. 

(08.07.2018)

Frida Kahlo: Making Her Self Up

O ile wystawa Picassa jest rodzajem dziennika, o tyle Frida w Muzeum Wiktorii i Alberta przypomina pamiętnik otwierany lata po śmierci właścicielki. Jest dokładnie tak jak w wierszu Szymborskiej: suknie wygrały wyścig.

Powrót

Mycie zębów na nocnych lotniskach. Amerykanin podrywa Hiszpankę przy ładowaniu komórki. Pomarańczowy samolot czeka o poranku. Żółte autobusy jeżdżą zamiast czerwonych. Tak bardzo chciałem zatrzymywać ten czas, że aż się spóźniłem.

(09-10.07.2018)

 

piątek, 06 lipca 2018
Dziennik pisany w czerwcu (odc. 3)

 

 

Kielce. Poziomki

Pociąg śmierdzi. Wczesnym popołudniem przez sen dostrzegam stację Kielce. Sienkiewicza wygląda na wymarłą. Spodziewałem się baletnic, spodziewałem się akrobatów, a tylko smutna kobieta sprzedaje poziomki.

Kielce. Niewidoczne

Teraz wszyscy zadzierają głowy i wpatrują się lornetkami w niewidoczny sufit. Pani specjalistka od stropu opowiada czego nie widać, a co widać być powinno. Cztery kontynenty, dwanaście miesięcy, mała Apokalipsa.

Kielce. Planty

Kamienica nad strugą jest jasna. Wygląda jak na tym strasznym zdjęciu, tyle że nie wynoszą trumien. Wczoraj zmienili ustawę, więc spokojnie mogę napisać teraz: Polacy zabijali Żydów na Plantach w Kielcach (nie tylko w Kielcach, nie tylko na Plantach.)

Anatomia

Pięćset kilogramów czereśni (opowiada E.). Każdego lata odkrywam, że łapczywość nie dotyczy wyłącznie ud albo gęsiej skórki na plecach. Ciało posiadają również owoce.

Szarlotka

Byłem dzieckiem. Tyle razy jeździliśmy do R. Bardzo długa droga: sklep w Niemcach, fabryka domów, lody w Lubartowie, most na rzece w Woli Skromowskiej, Kock. Za każdym razem nowe ciasto: francuskie z grubym cukrem, metrowiec. Odległości są teraz znacznie krótsze, dorosłe i trasa wiedzie od północy. Szarlotka, nadchodzi wieczór.

 (27-30.06.2018)



Dziennik. Druga podróż do Portugalii, druga podróż do granic Starego Świata

 

Czasami myślę, że życie nie może podarować mi czystszego i bardziej niezmąconego poranka, niż kiedy idę na spacer przez wrześniowy park całkowicie obcego miasta, w którym nie znam nikogo, nie mam żadnych zobowiązań, gidze nic mnie szczególnie nie cieszy, ale tez nic szczególnie nie boli (S. Márai, W podróży, s. 138 za: Herbert I, s. 631).

Zmęczony całodzienną wędrówką w słońcu (...) nie mogę zasnąć (...). Kawałek życia, którego nigdy nie dotknę. Turysta jest zawsze wygnańcem. Co mu pozostało? Akropole, grobowce
(Z. Herbert, Mistrz z Delft, s. 21 za: Herbert II, s. 57)

 

 

Pokład

Strajk kontrolerów lotu w Marsylii pozwala pasażerom - wciąż na płycie - wyrazić swoją polskość. Polskość wyraża najlepiej wolnocłowa wódka. Wtóruje chór niemowląt zapinanych pasami.

 

 

Hotel na peryferiach Sewilli

Gości witają palmy ustawione w dwuszereg. Pod hotelem na rowerze zziębnięty człowiek wskazuje drogę do restauracji nieopodal. Pod pomnikiem wolności ktoś poprawia czerwony dywan. Jutro złożą wieńce, dziś tylko nieustanny ruch ciężarówek, autostrada obok.

Imiona: Luna

Powroty do miejsc znajomych kłócą się z istotą podróży. Jak nie uczynić wyjątku, skoro Dziecko od roku chce wrócić do Luny (tu powinien być portret psa, labradora)? Więc teraz porównujemy: kolor gleb, krętość dróg, cennik pralni, zapach wieczornych krzewów, smak sosu z ryb i fasoli.

Nie wiem, czy lepiej, żeby było tak samo, czy być powinno inaczej. (Podróż do Andaluzji w 2016 roku: tutaj; podróż do Portugalii w 2017 roku: tutaj, tutaj i tutaj).

Imiona: Hieronim

- Hieronim, Hieronim - woła pan Antoni przez okno. Odpowiada ryk osła.

Notatki o przeszłości

Dawnej stolicy emirów strzegą bociany. Nie poznasz wielkości w gęstych zaułkach, w których rozkwitają jakarandy, takie jak pod teatrem w Palermo (dawna stolica także). Dziecko napycha kwiatami kieszenie. Na upalnych ulicach piszemy o rozstaniach. Kwiaty w kieszeniach brązowieją i plamią (Silves).

Zasady

Jedna fala, jeden surfer - z kodeksu surfera, tamże całoroczna rozpiska przypływów i odpływów.

Ujęcia 

Może przygotowuje projekt o brzydkich ludziach na plaży? Przechadzam się więc dumnie przed panią fotograf. Autor bloga zbierający muszle - taki byłby tytuł - ale nie, fotografuje tych, co na fali (Arrifana).

Imiona: Miłość

Myśleliśmy, że to Maryja. A to Miłość o arbuzowych piersiach krami otyłe dzieciątko. Przy niej Wiara i Nadzieja kruszynki. Trzy cnoty na złoconym suficie. Nawet Miłością można się przesycić (Lagos, kościół św. Antoniego).

Mitologie owadzie 

Kilometry drobnych śladów na piasku. Spośród mitów czarny żuk najbardziej ceni mit o Syzyfie (Arboreira).

Piosenka o supermarkecie

Jogini w kolorowych szatach w pozycji psa znad oceanu.
Hippisi, którzy wolną miłość, już uprawiają od pół wieku.
Surferzy w busach obwieszonych piankami prosto z fali.

Wszyscy się spotkamy w supermarkecie Intermarché (Aljezur).

Notatki hagiograficzne

Święty Krzysztof przenosi Dziecko przez rzekę. Na przekór pannom wodnym, których ciemne plecy lśnią kroplami. Takie są widmowe. Tacyśmy wydmowi (Bordeira).

Notatki sekretne

Prowadzi podwójne życie, tak się domyślamy, to miasto, które w ubiegłym roku pokazała nam M. Te sekretne kawiarnie, których się nie spodziewasz w zaułkach, czyjś w nich szept, ten zapach ryb na rusztach zza okna, śmiech, szelest figowca. Nic naprawdę nie wiemy o tym mieście, tylko słyszymy je i czujemy (Olhao).

Piosenka o naszym kraju

Nic się nie stało - uczymy Dziecko.

 

 

Notatki z wyspy

Patrzyłem na nich jak wysiadają z łodzi. Dzień był pochmurny, pomost pod latarnią morską. Nazwałem tę wyspę szczęśliwą, choć może mi się wydawało. Ojciec z córką? Mężczyzna z kochanką? Na ich twarzach smutna jasność. Nie da się dziś opalać.

Siatki na motyle - drogi Vladimirze - służą tutaj do połowu muszli (Farol).

Piosenka Dziecka

Jak się masz?
Wszyscy się kochają.

Łodzie

Atrakcją turystyczną jest cmentarzysko kotwic w wiosce, z której nikt już nie wypływa. Pijemy sok pomarańczowy: - Jak w Łodzi - mówi Dziecko, któremu Łódź kojarzy się z największym upadkiem (Barril).

Kadyks. Mapa

Czym jest - trudno określić. Nazywamy go wyspą albo półwyspem albo cyplem. Wcina się w ocean, choć jeszcze dwa lata temu nie nazywaliśmy go nawet oceanem. Tak nieprzewidywalny, że trzeba zakręcić na rondzie, by odnaleźć dopiero drogę.

Kadyks. Refektarz

Matka Boska na różańcu odmierza łyżki musli. Święty Jan pilnuje marmolady. Przy chorale gregoriańskim sadzone jajka. Wymienił się w hotel - stwierdza Dziecko w czarno-białym klasztorze. W nim spokój.

Kadyks. Piasek

- Ten statek - wpatrujemy się w jego odbicie w camera obscura - przywozi piasek: miasto ciągle rozsypuje się i trzeba je zagarniać na powrót z morza. Kruche są nasze domy i plany. Opowiada kobieta z wieży, ocierając pot z czoła.

Kadyks. Wieże

Od wody nadciąga mgła i zakrywa widok. Zaniepokojeni kupcy wspinają się na swoich czterdzieści wież, by wypatrywać karawel, które wiozą pieprz i gałkę muszkatołową. Horyzont jest jak z mleka. Nie wiadomo, kiedy nadpłyną. Nie wiadomo, czy w ogóle.

Kadyks. Zew

Punktualnie o drugiej po południu rodowici mieszkańcy Kadyksu zdają się słyszeć zew oceanu. Nie zmusza ich on jak kiedyś do poszukiwania najkrótszej drogi do Indii. W zamian za to wyciągają swoje leżaki i składane krzesła, tłumnie ruszając na wybrzeże. Nie da się ich zatrzymać - wiemy o tym, głusi, bo idziemy pod prąd.

Imiona: kardynał Ximenez

Na parkingu wita nas martwy ptak. Żółty. Oprócz niego wszystko będzie białe, tak że bolą oczy. Jakby ktoś na wzgórzach przyrządził ogromny flan figowy imienia kardynała Ximeneza (Vejer de la Frontera).

Notatki z ruin

O ile decumanus prowadzi od wybrzeżnych zarośli do starego drzewa, o tyle cardo urywa się na płocie, za którym stoją auta plażowiczów w kolorowych ręcznikach. Wyobrażona schodzi przez piasek na brzeg oceanu, a potem wynurza się już u podnóża gór Atlas.

Baelo Claudia w zachodniej prowincji jest pozbawione przepychu Agrygentu. Chociaż przez okno cieśniny widać z niego obce lądy, cesarz rządzi na obu brzegach.

 

 

Chłopiec, który się zagubił

Parada była. Rzucali cukierkami. Państwo Marokańczycy obok żuli pestki słonecznika. Mały chłopiec płakał.
- Gdzie jest twoja mama? - spytała starsza Hiszpanka.
- Nie wiem - przestraszony zalewał się łzami.
Starsza Hiszpanka podeszła do najbliższej kobiety w chuście:
- Czy pani jest mamą tego chłopca? - spytała.
- Nie jestem - i od razu nachyliła się nad dzieckiem.

Chłopiec stał teraz pomiędzy trzema Hiszpankami w sukienkach i trzema Hiszpankami w chustach. Jedna podniosła go wyżej, żeby mógł dostrzec mamę. Jakiś pan pobiegł na poszukiwania. Wreszcie mama odnalazła się i mocno przytuliła chłopca. Muzułmanki i chrześcijanki pobiegły oglądać paradę i łapać cukierki.

Wierzcie w to, że można żyć razem. Miłość o arbuzowych piersiach wszystkich wykarmi (Algeciras).

Notatki obronne

Dwanaście oblężeń (dzisiaj Polacy grają z Kolumbią), trudno się dziwić armatom na ulicach. Wróg nadpływa od wschodu, zachodu, południa. Chce zdobyć Skałę. Miasto należy do mężczyzn. Kobiety i dzieci oczekują w jego najpiękniejszym skrawku, na ocienionym, cichutkim cmentarzu Trafalgar (Gibraltar).

Rozmowy na Skale

Wracając od małp Jej Królewskiej Mości (w tej całej wycieczce w gruncie rzeczy chodziło o małpy), spotykamy Stanisława (matka Polka, ja Russkij), rudego marynarz z tankowca na redzie. Słońce jest niemiłosierne, nawet małpy JKM śpią. Stanisław opowiada o nieznanych miastach i Polce z pizzerii u podnóża Skały.

O brzydocie 

Siedzimy na tarasie z widokiem na pęczniejący Księżyc. Sąsiad Japończyk ćmi pety obok butli z gazem.

- Jak to się dzieje - dziwi się A. - że jedne miasta wyrastają na piękne, a inne coraz bardziej popadają w brzydotę?

Jesteśmy w tym najbrzydszym, gdzie pani Mysz chowa się za ladą, a pierwszy napotkany sklep jest sklepem erotycznym. Nawet pani Róża z naszego hotelu wygląda jakby prowadziła zupełnie inny przybytek (Algeciras).

Chwila w mieście

Zbierały się chmury. Zajechaliśmy do miasteczka, które okazało się miastem. Była i katedra, i zara. Na parkingu podziemnym Albinioni, nad nim drzewka pomarańczowe. Wrócimy następnym razem, gubi nas ta pewność (Jerez de la Frontera).

Notatki o zmianie

Nie ma już smażalni kalmarów na Trianie. Przyglądamy się pustym niebieskim ścianom w upalny wieczór. Do wynajęcia - głosi napis i porcelanowe rybki.

Piliśmy sok pomarańczowy, ale za każdym razem inny. Jedliśmy smażone kalmary, nigdy nie są takie same.

Pod koniec podróży nieobecny sprzedawca kalmarów z Triany uczy nas, że wszystko - koniec końców - minie.

Koniec na peryferiach Sewilli

Dobrze wiemy - jechaliśmy północną obwodnicą - dokąd prowadzi ta fantastyczna plątanina biało-żółtych domów, letnich sukienek, bolesnych Matek Boskich i cierpiących Chrystusów. Piękny w paski jest gmach z napisem tanatorium (nie mylić z sanatorium. Odpoczynek wieczny).

(12-26.06.2018)

 

czwartek, 31 maja 2018
Dziennik pisany w maju (odc. 3)

 

23. Pachnie miękką pościelą, Dziecko nie chce wstawać. W poniedziałek, który jest środą, przepycham się na metrze Ratusz przez zgrabny tłum. Pachnie miękką pościelą.

24. Nieboskłon nóg.

25. Sobowtór generała Pinocheta rano karmi wróble. Nic dziwnego, że na krześle obok dosiada się wrona.

 


(Miejsce uświęcone wizytą Papieża Polaka Jana Pawła II w 1987 r.)

 

26. 27. 

Dziecka refleksje nad Planem Balcerowicza

Czemu tu nie jeżdżą pociągi?
Już nie ma pociągów. Już nie ma fabryki. Jak tu.

Wcale nie o dizajnie 

Po festiwalu dizajnu nie spodziewasz się niczego wstrząsającego. Tymczasem tegoroczna edycja Łódź Design Festival stawia pytania sięgające daleko poza kwestie użyteczności czy estetyki, które niejako automatycznie łączy się z projektowaniem. Powiem więcej, ekspozycja ta zasługiwałaby na to, żeby ją pokazywać i o niej dyskutować nie na niszowym festiwalu w Łodzi, ale w muzeum narodowym. Zamiast spierać się o przeszłość, zająć się tym, co dalej.

W pawilonie poświęconym szkłu i ceramice pojawia się nieśmiało pytanie o artystę w epoce sztucznej inteligencji. Człowiek wydaje się niepotrzebny: cyfrowa maszyna pamiętająca miliony połączeń dźwięków zastępuje kompozytora. Ze ściany spogląda portret Rembrandta, taki jaki powinien był namalować, gdyby żył dłużej.

Wystawy "Nothing but flowers" długo nie da się zapomnieć. Zaraz po wejściu na szkolnych krzesełkach napotykamy dość prymitywnego fabrycznego robota, który przepisuje pismem pilnego ucznia pierwsze prawo Asimowa.

Pytanie o religię: z głośnika wydobywa się słowo Bóg wypowiadane w języku, w którym akurat pojawiło się na twitterze. Panuje nieustanny szept, komputerowa glosolalia: jakby dowód na istnienie w erze technologii. Odłączenie kabla zasilającego system głośników zakrawałoby na bluźnierstwo (Noriuki Suzuki, Oh My).

Pytanie o stosunek do śmierci: Z każdym twitterowym oświadczeniem o odebraniu sobie życia, miniaturowy robot zdrapuje z bryły węgla 0,0054 grama. Stajemy więc wobec żywego miejsca pamięci, będąc świadkami czyjegoś umierania i nie mogąc nic zrobić. Ta bezradność i to - zapośredniczone maszynowo - współuczestnictwo dosłownie poraża (Fujita Keisuke, Voltaic Realism).

Pytanie o pamięć: elektroniczny cmentarzyk - 21 gramów ludzkich prochów, próbka kojarzącego się zapachu, iPhone z muzyką związaną z daną osobą. Można wziąć w podróż, można trzymać pod poduszką (Mark Sturkenboom, 21 grams)

Pamiątka pierwszej komunii

Niedziela po Dublinie. Upalna. Pod kościołem dzieci uroczyście zwisają z barierek, po pończochach spływają im oczka. Rodzice proszą księdza proboszcza o sakramentalną łaskę. Po kątach inni palą papierosy, w białym garniturze przepycha się wujek z twarzą rozbitą przez wczorajszą bójkę. Kościelny ogród zarastają pokrzywy, zarastają coraz bliżej. Kiedy ktoś będzie pytał, czy widziałem w Polsce laicyzację, odpowiem, że tak, tej niedzieli u świętego Józefa koło Manufaktury.

Widok słoneczny

Obrazek przychodzi do nas dopiero jak wrócimy. Że te ulice były całkiem śródziemnomorskie. Miasteczko raczej niż sześćsettysięczne miasto, upał żółci kwadraty kamienic. Wszyscy idą Piotrkowską do pierwszej komunii.

 

28. Czereśnie, które przyniosła E. Koniunkcja Księżyca z Jowiszem. Uczę się na nowo (i z wielkim trudem) doceniania codzienności (zasługa w tym wizyty w nadreńskim mieście).

29. Po tygodniu nieosiągalnych połączeń, zadzwoniła do mnie fryzjerka. - Czy pan się obciął? - zapytała wprost (wiedziała przecież, że z lenistwa dzwoniłem tylko do niej). Tym sposobem musiałem dzisiaj spojrzeć w lustro (powiem Wam: wolę przyglądać się innym).

30.

Puławska w gorącu. Tak samo jak wtedy, gdy biegłem ze szpitala tamtego ranka, kiedy pojawiło się Dziecko.

Wracam radośnie, obładowany głaskami z ankiet ewaluacyjnych od moich studentów.
- Czy masz pewność, że pisali szczerze? - nokautuje mnie na progu A.

31.

Coś się porobiło z Bożym Ciałem. Te gorące procesje, cztery ołtarze ze strzyżonym dywanem, kwiaty piwonii pod butami (Boże Ciało spośród wielu świąt wyróżnia zapach zemdlonych płatków), zabawa trawą na nudnym kazaniu przy Leszetyckiego i wszystko - zaczynając od spodni -uroczyście białe. Coś się porobiło z Bożym Ciałem - myślę, idąc o poranku na plac zabaw. Codzienność pożarła sacrum.

 

Pamięć mrówek

Kiedy będziemy sobie obcy (a czytanie biografii cudzych i własnych potwierdza, że to się zdarza, więc warto przygotować się zawczasu ze spokojem), starać się będziemy przypomnieć z kim też w to ostatnie majowe upalne popołudnie prowadziliśmy eksperymenty na mrówkach.

Za pomocą pięciu szklanek po lemoniadzie, tyluż czarnych słomek, badaliśmy pamięć mrówek. Nieliczne wyruszały ciemnym lepkim tunelem w podróż na drugi brzeg. Kilka spadło - upadek mrówki ze szklanki to prawie wieża bazylejskiej katedry (miara długości używana przez Dziecko). Nieliczne dotarły na miejsce.

Teraz trwa druga część eksperymentu: sprawdzamy czy nasza - bez fotografii - pamięć chwil trwa dłużej niźli pamięć mrówek.

  

piątek, 25 maja 2018
Dziennik nadreński

 

 

Widok ogólny

W podręczniku do architektury parę rycin przedstawia nadreńskie miasto rozłożone na wzgórzach, jedno z przedmieść leży na drugim brzegu. Nad miastem górują dwie wieże katedry, tutaj Jerzy i Marcin (na rycinie czwartej, czego nie widać, źli kalwiniści wybebeszyli katedrę ze wszystkich świętych). Handel rozwija się w najlepsze aż do ryciny szóstej, kiedy wchodzą Francuzi. Z nieszczęść: dżuma pominięta na rycinie drugiej. Na rycinie ósmej albo dziewiątej (nie ma w podręczniku) do miasta przybywamy my.

Znak wodny (1)

Dziecko wdało się w autora bloga. Też kolekcjonuje. Kolekcjonuje fontanny, do każdej musi podejść, umyć ręce albo napić się. Może niewiele zapamięta z Bazylei (myli mu się z Berlinem), ale fontanny na pewno.

Wyjście poza kategorię cudu

Jedni nazywają to zbiegiem okoliczności, inni - łaską: ksiądz doktor szuka w betonie Ducha Świętego, nie wie nawet, że całkiem nowy wątek dodaje do wieloletnich rozmyślań autora bloga.

 

 

Znak wodny (2)

Opowiada M., że kiedy nadchodzi upał (a nadchodzi - sprawdzam w Wikipedii - przez Bramę Burgundzką), misy fontann zapełniają się kąpiącymi się dziećmi. Ta także. Fontanna, przy której po drodze z domu na uniwersytet zatrzymywał się Nietzsche. Nabożnie przyglądam się więc autentycznej wodzie.

Powiększenie

Tramwaje podobne są tutaj do szparagów: zielone. Stolik obok siedzi kobieta z brodą. Obce miasta zawsze - na pierwszy rzut oka - wydają się dziwne. Dziecko, żeby je zobaczyć, wchodzi na najwyższy stopień, obok kościoła karmelitów, z którego pozostała jedynie nazwa.

Dom

Dom jest jasny z kojącym widokiem na ogród i jeża. Ptaki o poranku śpiewają w językach obcych (kto zna się na ptakach?). Nieważne gdzie, ważne z kim spędza się czas - mówi A. z od dawna nieznanym spokojem.

Znak wodny (3)

Dziecko! Ulice rzeczywiście podobne do ulicy Fontany (jedynie więcej przy nich maserati i porsche), ale rozmawiamy o fontannach przez dwa, nie jedno n.

 

 

Obrazki z wystawy

Pary obściskują się po ciemnych ulicach a w urynale grasuje pedofil. Pan burmistrz składa pamiątkową wiązankę ku czci cesarza i dawnej wielkości. Będzie przemówienie o żołnierzach wyklętych spod Verdun i o tym jak nas zdradzono. Pożądać należy jedynie wielkości - doda, ale na spełnienie fantazji przyjdzie mu czekać lat szesnaście z okładem (Georg Scholz, Małe niemieckie miasteczko nocą, 1923, tutaj).

Spoglądamy na wieczność, kiedy tylko wychodzimy z windy. Wieczność spogląda na nas. Jakby podtrzymywały niebo, owe panny ogromne. Jak ogromny jest nasz zaniemówiony zachwyt (Ferdinand Hodler, Spojrzenie w wieczność, 1913/14-1916).

Nic w tym triumfie nie ma z majestatu. Nadciągają szubienice, wrony czekające na padlinę, zaraza. Równo maszerują kościotrupie zastępy: ktoś z wiejskich scen rodzajowych pozdejmował skórę, wieki wcześniej przewidując wiek dwudziesty (Piotr Brueghel młodszy, Triumf śmierci (kopia z Piotra Brueghela starszego), XVII w.)

(Kunstmuseum Basel)

W górę

Naprzód na wieżę. Po schodach by, po schodach. Po linach by, po linach. Muszą państwo zejść przed siedemnastą - protestancki kasjer jest niereformowany. Nic, że chciałbym widzieć jak uderza dzwon.

Sielanka

Kiedy wszyscy będą nieziemsko bogaci i nie będzie już powodów do nienawiści ani wojen, świat będzie wyglądał jak plac zabaw w Bazylei. (Skąd znam te obrazki, czyżby ze "Strażnicy"?)

Rzeczy po nas

Trzeba się powoli przyzwyczajać do swojej egzotyki. Obok masek z Nigerii, kielich i patena, artefakt kultury katolickiej obecnej wśród europejskich tubylców mniej więcej do połowy XX wieku. Karteczki do spowiedzi (niech wybaczą pierwszokomunijne dzieci) są umieszczone pomiędzy Janem Nepomucenem a reklamami londyńskich zamtuzów. (Muzeum Kultur w Bazylei odchodzi od opowieści o innym widzianym oczyma Europejczyków, jak w klasycznym modelu etnologii (Volkskunde), porządkując wszystkie kultury jako równorzędne i wycofując się z europejskości. I powiem Wam, człowiek podający się za etnografa, że nie jestem przekonany, że to jest w porządku).

Ta średniowieczna taśma pokryta zapiskami - głosi podpis w katalogu - to talizman: miara długości Chrystusa. Czy jeszcze chroni?

Koda

Uzależniony od zapachu książek, ściskając pożółkły album Degasa (wydanie paryskie, rok trzydziesty siódmy) wychodzę z antykwariatu w obawie, że mógłbym w nim zostać i przegapić samolot powrotny. Przekonuje mnie A.: poszukaj jeszcze! Może znajdziesz podręcznik do architektury z rycinami przedstawiającymi nadreńskie miasto?

(19-22.05.2018)

 

poniedziałek, 07 maja 2018
Dziennik pisany w Berlinie

 


(Atrakcja drugiej kategorii, przy której sprzedają parówki, źródło: a.b.)

 

Ucieczka autostradą wolności

Uciekajmy! - Dziecko powtórzyło frazę Kici Koci. Uciekaliśmy w święto narodowe, ach jak się w takie święto, czysta szosa, dobrze ucieka. Od białych orłów, flag biało-czerwonych, patosu przemówień i poczucia wyjątkowości. 

Z placów zabaw (1)

Każda podróż obecnie kończyć się może na placu zabaw. Na przykład w MOP Chociszewo, w cieniu żółtej literki M, gdzie podają frytki a ubikacja jest na piętrze. Zaraz potem zaczyna się sięgająca po Berlin monotonia lasów. Tutaj drabinki, stąd można zawracać.

Porcelanowe miniaturki

I.

Tym razem nocowaliśmy w muzeum. Jednym z głównym eksponatów - jak zachęcał przewodnik - był kot. Można go było oglądać, ale broń Boże nie dotykać, codziennie od 9.15 do 9.30. Punktualnie o 9.30 wydawał przenikliwy miauk, który powodował, że znad zielonej herbaty podnosiła się pani kustoszka i na dobę wyłączała kota.

II.

Szczególne miejsce w muzeum zajmował dział "porcelana". Stworzono w nim coś na kształt porcelanowej komnaty: kruchej, wyjątkowej i bezcennej. Łatwo przyzwyczaić się do porcelanowych talerzy, trudniej do porcelanowych krzeseł i kołder. Nierozważny ruch może kosztować fortunę. Oczywiście najcenniejsza była porcelanowa kuweta dla kota.

III.

Ogród zimowy jest osobliwością: tak naprawdę możesz go oglądać jedynie na sprzedawanych w sklepiku pocztówkach z każdej pory roku. Ogólnie wstęp jest tylko dla wybranych, wybór jest uprawnieniem zastrzeżonym dla dyrekcji. Dzieciom wchodzić nie wolno. Wszyscy mówią, że jest tam pięknie, ale nawet ci widzieli go tylko na zdjęciach. 

Z placów zabaw (2)

Temat fascynujących części ciała wraca co jakiś czas, przynajmniej u Dziecka. Pępek jest jak słoneczny poranek w Berlinie. Ciepły piasek na placu zabaw w innej dzielnicy. Nigdy się nie da wyjaśnić gwałtowności uczuć, także do cudzych miast.

Denkmal 

Najpierw są długi nogi skaczące po kamieniach. Potem nadjeżdża hałaśliwa karczma piwna. Wszyscy chorujemy na przykrótką pamięć.

Kraj, który jest obok

Polska nas jednak dogania. Krąży za nami przy Bramie Brandenburskiej, poznać ją po melodii głosu. Skrada się do sklepu z czekoladą i wsiada do żółtego autobusu. Od Polski nie uciekniesz: za blisko.

Wieczór na Alexanderplatz

Bardzo brudno przy wieży. Atrakcja drugiej kategorii, przy której sprzedają parówki. Dokoła fontanny krąży krzycząc Dziecko. Ziemia kręci się dokoła Słońca na zegarze astronomicznym upchniętym w kącie placu.

Stanisław Barańczak recytowany na parkingu we Franowie

Zawsze wraca jakaś fraza. I teraz po muzeum, w którym nocowaliśmy, kiedy kierujemy się do ikei na klopsiki, też nadciąga. Ta o porcelanie (czemu tu się dziwić?) i o tym, że drwi z nas historia (w sam raz na autostradę wolności).

Jeżeli porcelana to wyłącznie taka
Której nie żal pod butem tragarza lub gąsienicą czołgu,
Jeżeli fotel, to niezbyt wygodny, tak aby
Nie było przykro podnieść się i odejść;
Jeżeli odzież, to tyle, ile można unieść w walizce,
Jeżeli książki, to te, które można unieść w pamięci,
Jeżeli plany, to takie, by można o nich zapomnieć
gdy nadejdzie czas następnej przeprowadzki
na inna ulicę, kontynent, etap dziejowy
lub świat

Kto ci powiedział, że wolno się przyzwyczajać?
Kto ci powiedział, że cokolwiek jest na zawsze?
Czu nikt ci nie powiedział, że nie będziesz nigdy
w świecie
czuł się jak u siebie w domu?

(3-5.05.2018)

 

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 34