Archiwum
Zakładki:
zBLOGowani.pl

Wpisy z tagiem: podróże

czwartek, 07 lutego 2019
Dziennik rzymski (cz. 2)

 

Anatomia skrzydeł (według Johna Gibsona)



Skrzydła, zdaniem prerafaelitów, wyrastają w połowie łopatek parami: jedno większe, jedno nieco mniejsze poniżej (razem dwie pary). Brzeg lekko falowany, sześć chrząstek w każdym utrzymuje błonę, zapewne obsypaną pyłkiem. Lot raczej na niskiej wysokości, biorąc pod uwagę ciężar ciała: należałoby zapytać lepidopterologa, czy w ogóle możliwy.

Mozaika

Podróże sentymentalne nie wychodzą z Dzieckiem, żali się A., która odkryła, że piękniejsze od mozaik u Marii na Zatybrzu okazały się te z Monreale.

Usta Prawdy

Dziecko się niepokoi. Przy co którymś turyście, palący fajkę dozorca Ust Prawdy krzyczy, że odgryza (w gruncie rzeczy to nie żadna legenda, tylko Gregory Peck popisujący się przed śliczną Audrey).

Nie ma zębów, stwierdza Dziecko i tańczy przed Ustami, szczęśliwe, że nie zadziałał starożytny wariograf.

Dziurka

Dziurki od klucza na Awentynie były dwie. Przez pierwszą Dziecko zajrzało na plac zabaw przedszkola zwabione radością za murem. Do drugiej była kolejka. Turyści nachylali się i nawet nie zaglądając, przystawiali telefon. Wyjątkowa sztuka fotografowania przez dziurkę.

Słodycz

Kelnerzy w białych rękawiczkach wykładają na talerzyk malutkie dzieła sztuki. Poziomki wieńczące sernik z galaretką, maleńkie piersi świętej Agaty i ciemnozielone jak owoce figi. This is beautiful - mówi jeden w białych rękawiczkach o Dziecku.

Pielgrzymi

Wyobrażam sobie ich, szlachetnych moich poprzedników, dla których widok konfesji był oznaką łaski, omdlewających, gdy w lektyce i z wachlarzem wnoszą potrójną koronę. Dym kadziła zabija zapach wielodniowego potu. W końcu przybyli z dalekiego kraju, spoza miasta, a nawet i zza limesu. 

Stopa Marii Magdaleny 

Patrzę na stopę, która weszła do pustego grobu. Wcale mnie nie obchodzi, czy tak było naprawdę. Wierzę, że był pusty. Nie obchodzi mnie również, czy ten srebrny, otoczony lampkami odlew w rzeczywistości zawiera stopę czy - dajmy na to - fragment skrzydła. W wierze nieistotne są takie szczegóły (kościół św. Jana od Florentyńczyków).

Perspektywa

W Pałacu Spada. Pani od słynnej perspektywy Berniniego przychodzi z parasolem. Mogłaby być nauczycielką plastyki w podstawówce, tymczasem powtarza co kilka minut tę samą kwestię dla turystów z aparatami. Prezentacja, pani z parasolką wchodzi między kolumny, czas na zdjęcia: pada, nikt nie pstryka. Zostaje smutek pani od plastyki.

Drobiazgi

W Pałacu Weneckim mieści się wielki sklep po umarłych, taki targ staroci, gdzie drobiazgi z brązu obok porcelany, gipsu, kawałków kamienia. Wszystko ma swoje miejsce i numer. Zwiedzającym pozostaje lekki zachwyt, gdy znajdą pośród nich portret zająca ze wschodniej porcelany albo baranka z krzyżykiem na znak, że jest boży.

Obrazki z wystawy


 

Maria podaje rosół rodzącej Elżbiecie.
Towarzyszka Batszeby w kąpieli wykręca swoją pierś.
Amory porwały tiarę świętemu biskupowi i bezczelnie nią igrają na jego oczach.
Maria Magdalena w rumieńcach przesadziła z przyjemnością pokuty, zanadto rozkoszując się zimną czaszką.

Kościół

Zdumiewające, że przez kilka wieków pół chrześcijaństwa zależało od kaprysów paru rzymskich rodzin (przyznam, co do sztuki i architektury gust miały wyborny). Co tam spory dogmatyczne, kiedy podają chianti i nasza ulubiona kochanka (kochanek) wkracza pod łóżko z baldachimem, na którym widnieje wieża albo trzy pszczoły. Święci i tak pochodzą spoza Rzymu.

(Dopisanie: artykuł w Wikipedii o czarnej szlachcie, wybranych rodach, które zdominowały papieski dwór).

(30.01-4.02.2019)

 

środa, 06 lutego 2019
Dziennik rzymski (cz. 1)

 

Sześć lat

Rzym jak dom. Minęło sześć lat. Przez sześć lat nic się nie zmieniło - mówi Danilo, nasz gospodarz. Jest młodszy od nas i przybija Dziecku piątkę. Codziennie rano na śniadanie przygotowują jajka. Tu można pobyć dwa, trzy dni - dodaje. Niechęć do własnych miast, skąd ja to znam?

Na mapie zakreśla okolice dworca i wpisuje duże NIE. To fascynujące - myślę sobie, szkoda, że ich nie zbierałem, tych map z napisami, to jak gospodarze widzą własne miasta. 

Stacja benzynowa

Papież (ksiądz dyrektor wszystkich księży na całym świecie, nawet w Rosji, jeśli jacyś są) mieszka w hotelu nad stacją Esso. Prawdziwa rewolucja Franciszka dokonuje się w geografii Watykanu (jeśli spojrzysz z tarasu na kopule, zobaczysz jak bardzo różni się strona lewa z pałacami i Sykstyną od prawej ze stacją Esso i hotelem).

Bazylika

Wieczór chrześcijaństwa jest najpiękniejszą porą. Ciemne światło skrywa pychę bazyliki. Wszystko wydaje się dużo bardziej pobożne: zmywa grzechy ulewny deszcz.

Kopuły

Najwięcej tutaj jest kopuł. Taki krajobraz, że wciąż wyrastają nowe. Opowiadam Dziecku, że Rzym składa się z kościołów i z nich. Systematycznie je odwiedzamy, zaglądamy do wnętrza. Patrzą wtedy na nas swymi mądrymi oczyma opatrzności.

Getto

Na ławeczce jemy cienkie kawałki ciasta z sosem pomidorowym, na środku Getta. Zupełnie inaczej brzmi ta nazwa tutaj niż na Muranowie albo za Bramą Grodzką. Jakby ktoś inny ją też wymyślił, ktoś z Południa, ten sam co na pomarańczowo pomalował mury.

Jest 16 października 1943 roku: biorą swoje walizki i wędrują na dworzec. Pociąg jedzie na północny wschód, gdzie getta maluje się na czarno.

 

Muzea Kapitolińskie



I. Hygea

Nie mogę się oderwać od niej z zachwytu. Żadna Wenus z marmurowym tyłkiem, tylko Alicja albo Teresa Balthusa zrobiona w cienkiej tunice na bóstwo.

II. Marsjasz

Z różnych kawałków kamienia ma ciało. Objaśnia mi A., że to nie sztukowanie rzeźby przez renesansowych rzemieślników, ale obdarta z ciała skóra i kamienne mięso, co się stanie żerem dla kamiennych much. Patrz na porzuconą fletnię, mówi A., jaki w niej straszny kamienny ból.

III. Epitafium

Dla Germinii Agaty Mater. Nazywałam się Mater, ale nie dane mi było stać się matką. Właściwie żyłam jedynie 5 lat, 7 miesięcy i 22 dni. Kiedy żyłam, bawiłam się i byłam kochana przez wszystkich. Wyobraźcie sobie, z buzi przypominałam małego chłopca, nie małą dziewczynkę. Bliscy znali mnie jako Agatę, o spokojnym temperamencie, miłym i szlachetnym wyglądzie, włosach rudych, upiętych krótko i rozpuszczonych na plecach. Teraz wszyscy obdarowujecie mnie napojami i swoją modlitwą, aby ziemia nie była ciężka dla mych szczątków. Nie rozpaczaj nad mym ciałkiem Fawencjuszu, któryś mnie wychowywał i kochał wyłączną miłością. Rodzice zresztą nie mogli opłakiwać mojego losu, bo poprzedzili mnie jakiś czas temu. Zasmucona jest także ma przyrodnia siostra Amoena. Proszę pocieszajcie moją rodzinę, przypominając jej o mym miłym życiu i modląc się, aby ból nie wzrastał a smutek miał swoje granice. Ty, który czytasz, wiedz, że nazywałam się Germinia Agata i śmierć mnie wyrwała przedwcześnie, prowadząc do Tartaru. To wszystko, nic więcej się nie zdarzy: wszystkim nam to pisane.

Delfiny

W przeciwieństwie do tych z widoczków, które znamy dzisiaj ("rejs z oglądaniem delfinów w Morzu Alborańskim"), tamte starożytne i papieskie nie budzą sympatii. Zbieram je dla M., a one pokazują zęby. Trochę w nich ironii, trochę - szyderstwa.

Spis aniołów (amorów) z natury


Ten wczorajszy opłakujący Adonisa, złamane serce, spuszczona głowa.
Amorek-dziewczynka opiekujący się sufitem w pałacu Corsinich (dotychczas napotykane amorki zawsze były płci męskiej, pominąwszy te bez ciała z samą główką i skrzydłami).
Pod portretem młodej dziewczyny ze skrzydłami ktoś zamieścił podpis: archanioł Gabriel.

 

wtorek, 22 stycznia 2019
Dziennik. Ważne, że jest uroczo

 


(Uroczo, a.b.)

 

16.

Uroczo. Ważne, że jest uroczo. Wrony czyhają na mojego falafela. Wszystkie drogi prowadzą do nieznanego żołnierza. Polska, dzień kolejny stycznia.

17.

Nie żyć w kłamstwie. Milczałem, kiedy szczuli: na sędziów, lekarzy-rezydentów, rodziców niepełnosprawnych, demonstrantów pod sejmem, kobiety z czarnego protestu, uchodźców, imigrantów, muzułmanów, na D. (napisałem coś na swojej ścianie), na polityków opozycji, na Wielką Orkiestrę, na papieża.

Przemoc i tak przyszła dość późno. (Myślę o tych listach i skargach, które do mnie trafiają, nawet w nich wciąż sprawna, dobrze się trzyma).

Mowa nienawiści to nie jest to, że ktoś o kimś brzydko powie. Mowa nienawiści to systematyczne i zorganizowane za pomocą środków masowego przekazu piętnowanie i wykluczanie ze społeczeństwa wybranej przez władze osoby lub grupy. Dokładnie tak jak w przypadku Radia Tysiąca Wzgórz (ICTR-99-52).

18. Miejsca

Mitreum w podziemiach kościółka w rybackiej wiosce na Sardynii.
Mauzoleum Emanuela Vigelanda w Oslo (do tego mgła).
Świątynia w Segeście pod różnymi kątami.
Marmur na Placu Katedralnym w Ortygii.

Tylko to nas ratuje: podróże daleko. Tylko to, jeszcze gęsta proza, książki z obrazkami. Inaczej nie da się tu wytrzymać.

Inaczej trzeba przywyknąć do kłamstwa. Jak teraz, pijesz kłamstwo, jesz kłamstwo, nie widzisz kłamstwa.

Nawet wynosząc zeschłą choinkę na śmietnik, pamiętaj o kłamstwie.

19. Twarz Pana G.

Zastanawiam się jak może się czuć pan Głódź. To najbardziej zagadkowa postać tego pogrzebu. Czy oto przechodzi przez noc ciemną, aby wyjść zwycięsko jako chrześcijanin? Czy też dobrze wie, że ten teatr trzeba odegrać, tak jak się odgrywa różne role, przywdziewając maski radości, smutku, lęku lub żałoby? Jeszcze pół roku nie minęło, kiedy przyznawał medal za prawdę człowiekowi, który z prawdą nie miał nic wspólnego. Siedzi pan Głódź, cały fioletowy, mówi ojciec Ludwik.

Nie żyć w kłamstwie. Głos, który wybrzmiał w książce ojca Ludwika i trafił mnie prosto w sumienie, dziś zwielokrotniony. Wyraz twarzy pana Głodzia nie mówi za to nic.

20. Bagatela

Bagatela tak pójść Bagatelą: autor bloga wyczekuje. Nerwowo sprawdza ekranik. Dotyk, bo dotykowy. Taki niepokój, gdy spokój proponuje niedzielny A. Messendżer milczy.

 


(Gdańsk nadal smutny, a.b.)

 

21. Dziennik z podróży do Gdańska

Pociąg nabiera opóźnienia na brzydkim Mazowszu. Turza Wielka, przystanek kolejowy dla umarłych (wkoło nic, jedynie cmentarz). Rybno Pomorskie, pagórkowatość obsypana śniegiem. Bawię się w swoją ulubioną grę: wyszukiwanie zwierzątek w krajobrazie. Siedem sarnich tyłków.

Jest tak jak lubię. Włóczę się po mieście, zapuszczam w zaułki, sam. Osiek, nigdy tu nie byłem. Poszukuję dla nich historii. Ciekawość domów, psów i kotów. Dreptanie. Dziewczynki w grubych zimowych rajstopach, takie jak z żydowskiej dzielnicy Antwerpii. Może wszystkie portowe miasta przypominają siebie nawzajem?

Kilka dni później, Gdańsk nadal smutny.

22. Pamiątki z podróży do Gdańska

Muzeum, które pokazywać miało okrucieństwo i bezsens wojny produkuje teraz pamiątki: kalendarz z bydlęcym wagonem w kwietniu (służył do wywózki - informuje podpis) i kubeczek ze świętym Maksymilianem (ciekawe czy można pić z innych męczenników?) Nigdzie w okolicy nie mogłem za to znaleźć chlebka tureckiego.

 

poniedziałek, 07 stycznia 2019
Dziennik. Opady śniegu

 

Nałóg. Coraz mniejsze kawy pan pije - zauważają za ladą. Kolejny więc sposób opisywania życia: od dużej kawy z mlekiem do espresso. Po raz drugi obszedłem cały cykl. (J. mi imponuje, bo przestała na kawę chodzić).

Pamięć. Na zawsze zostaniesz w pamięci - to zdanie powtarzane na pogrzebach przeczy temu, co wiemy o mechanizmach zapamiętywania, mówiąc szczerze: jest niczym nieusprawiedliwionym kłamstwem. Wszelkie próby - fotografia czy literatura - tak naprawdę pamięć przenoszą na zewnątrz: na papier, na rzędy zer i jedynek. Tylko tak może trwać dłużej.

 


(Pierwszy śnieg zastaje nas w Łodzi, a.b.)

 

Notatka (1). Pierwszy śnieg zastaje nas w Łodzi, przechodzimy przez gwiazdę, która prowadzi na Piotrkowską. Pierwszy śnieg, miękki, kiedy jeszcze jest bezpański, zanim go weźmiemy w ręce, zanim go posolą i posypią piaskiem, zanim żółte koła narysują na nim psy. Pierwszy śnieg: o byciu szczęśliwym.

(4.1.19)

Notatka (2). Kilka osób nas spytało, po co do Łodzi. Pan portier w hotelu, schowany za szybą i laptopem, nie mógł ukryć zdziwienia tak bardzo, że aż nam opowiedział o niedoszłej warszawskiej żonie.

Państwo Croque. Śniadanie zaczyna się wykładem, o tym czym jest. Chleby w koszyczkach układają się do snu, to znaczy do pieca. Pan właściciel, ojciec wszystkich śniadań, opisuje kanapki jakby były jego przyjaciółmi. Beszamel spływa mi po ustach. Ciastka noszą tu podstępną nazwę: samo zło.

Notatka (3). Na "Awangardę i Państwo" oraz "Wielką Wojnę" w Muzeum Sztuki należy patrzeć - przekonuję się o tym za drugim razem - jako na dwie części tej samej opowieści o mierzeniu się sztuki z historią. W pierwszym przypadku wyrazicielem historii jest państwo - do niego odnoszą się artyści: albo buntując się (co wydaje się być istotą Awangardy), albo akceptując stawiane warunki (przykładem są niezbyt udane próby działań artystycznych z epoki Gierka). W przypadku wojny, to jej żywioł, chaotyczny, pozbawiony ograniczeń konfrontowany jest ze sztuką. Jak wyrazić coś niewyobrażalnego? Rozpad dotychczasowego świata, ba, nawet języka mówienia o świecie i opisywania świata. Rozpad człowieczeństwa, kanonów piękna, rozkład gramatyki. (Próbuję to wszystko objaśniać uczestnikom sobotniej wycieczki).

Okopy, do których włazimy. Zdanie Junckera Wystarczy iść na cmentarz wojenny, by zdać sobie sprawę z tego, jaka jest alternatywa dla jedności europejskiej było w ostatnim tygodniu opisywane jako banał albo pacyfistyczne dyrdymały. Tymczasem, zwiedzając "Wielką Wojnę", nietrudno nie domyśleć się, że Juncker ma rację. Oto z zupełnie nieracjonalnych przyczyn społeczeństwa europejskie, sto lat temu, znalazły się naprzeciw siebie w błotnistych okopach. Dzisiaj ta lekcja Verdun jest na nowo zapominana: kolejne państwa snują wizje własnej wielkości. Coraz silniejsi stają się politycy, którzy podważają sens wspólnoty. (W ich awangardzie są nasi rządzący pragnący sojuszy z miłośnikami okopów z innych państw).

Notatka (4). Krajobraz miasta, kiedy jest się razem, jest zupełnie inny niż wtedy, gdy jest się samemu. Dialogi przyrastają do miejsc. Miejsca nabierają czułości. Oczywiście samemu zrobiłbym tysiąc sto jeden zdjęć detalom smutnych domów, ale zadowolę się selfie.

Notatka (5). Dopiero kiedy pan Eksponat uruchamia dwie maszyny tkackie, a one zaczynają hałasować z całą mocą, na zdjęciu w tle jest ich setka, dopiero wtedy dociera do mnie "Aleja Włókniarek" (tutaj).

Notatka (6). Stwierdzam co następuje: ponieważ nie przestawaliśmy pracować nad sobą nie mogę jeszcze nic stwierdzić ponieważ niewiadomo co z tego wyniknie narazie jest dobrze aby tak dalej (Galeria "Tak" Archiwum, nr 11/5)

(5.1.19)

Notatka (7). Wydawało się, że z Betlejem, bo trzej królowie - orszak jeszcze nie ruszył - w przeciwną stronę. Z Betlejem śnieg prosto w oczy, aż trzeba mrużyć. Tylko oni bez koron.

Wyimaginowane sporty autora bloga. Lodowisko jest na Times Square, oświetlone światełkami, bo nowojorski wieczór i grają romantyczne melodie, do których pary jeżdżą dookoła. Tak sobie marzy autor bloga, kiedy chwiejnym krokiem wkracza na taflę i nerwowo poszukuje poręczy. Należy oderwać się - mówi sobie - należy się oderwać. Oburącz, ale jednak kurczowo o poręcz, żeby nie bęc. Bo ślisko, takie śliskie mam marzenia.

Notatka (8). Nie pozostanie w pamięci, co już zostało udowodnione. Nie narysujemy też tego: Dziecko połamało kredki. Pozostaje jedynie chwytanie chwil, uczuć, zapis - fałszywy przyjaciel tego, co się nie da zapisać.

(6.1.19) 

   

czwartek, 27 grudnia 2018
Podsumowanie 2018. Sztuka

 


(Katarzyna Karpowicz, Kwitnący sad, 2018, źródło: katarzynakarpowicz.pl)

  

Muzea zastąpiły nam kina, stając się tematami rozmów, pretekstami do spotkań z przyjaciółmi. Każda podróż przynosi coraz to nowe odkrycia: Hodler w Bazylei, El Greco w Toledo, twarze Kalabryjczyków ze starych fotografii w San Giovanni in Fiore. Kolekcjonujemy wrażenia tak jak się kolekcjonuje motyle (Muzeum Historii Naturalnej w Londynie). Przy tym przyjemność bywa najzupełniej cielesna, gdy dostajesz przed płótnem gęsiej skórki. 

(Klasyfikacja poniższa porównuje nieporównywalne, bazując wyłącznie na subiektywnych odczuciach autora bloga)

"Modigliani" (Tate Modern, Londyn, tutaj): ten sam zachwyt, który kiedyś kazał mi publikować jego obrazy na blogu, pojawił się na tej retrospektywie. Nie można było fotografować, i słusznie zauważa J., przez to bardzo dobrze zapamiętaliśmy szczegóły. Puste oczy, które wróciły jesienią jako symbol bez-światła. 

"Derain, Balthus, Giacometti. Una amistad entre artistas" (Fundacja MAPFRE, Madryt, tutaj): Pod koniec roku Balthusa ocenzurował internet, wcześniej usiłowało któreś amerykańskie muzeum. Posiadł on sekret zaklinania czasu: nigdy się nie zestarzeją bohaterki jego obrazów, nigdy nie spadną na nie nieszczęścia, nigdy się - może o to bał się najbardziej - nie zakochają.

Zarówno wystawa Modiglianiego, jak i Balthusa zderzyły się z nową falą purytanizmu, który każe potępiać twórców, dopatrywać się w nich złych intencji, a koniec końców - chować za zasłoną - jak "Stworzenie świata" Courbeta - obrazy. Karanie obrazów jest oczywiście zjawiskiem cyklicznym w historii ludzkości, tym razem - wydaje mi się - nie wiąże się wcale z walką z patriarchatem i przemocą seksualną, jak głoszą szczytne hasła, ale z utratą wiary w możliwość nieśmiertelności. Dlatego tak razi śniąca Teresa, wieczna dziewczynka bawiąca się z kotem.

"Awangarda i państwo" oraz "Wielka Wojna" (Muzeum Sztuki, Łódź, tutaj oraz tutaj): spośród wystaw przygotowanych na stulecie, te łódzkie wyróżniają się dojrzalszą perspektywą, unikając narracji o wyjątkowości, jak również nie prezentując wątpliwej jakości dzieł sztuki, tylko dlatego, że są patetyczne i patriotyczne. (Do Łodzi wracam obejrzeć je raz jeszcze).

"Tracce di uomini in guerra" (Cappella Vantini, Trydent, tutaj): czasem jedna sala potrafi zastąpić swoją wymową wielkie muzeum. Tak jak tutaj, gdzie kilka żołnierskich mundurów wykopanych ze śniegu potrafi opowiedzieć wszystko o tragedii wojny. Przedmioty, które przeżyły właścicieli, są naprawdę okrutne. Bardzo podobna, choć szersza i mniej poruszająca, jest wystawa w Europejskim Centrum Solidarności "Nić. Sploty wolności" (tutaj).

"Niebieskie szkiełko" (Galeria ART, Warszawa): odkrycie Katarzyny Karpowicz w grudniu wiązało się z wielkim podwójnym zachwytem. Oto znowu ktoś usiłuje obdarować nieśmiertelnością jak Balthus, jak Modigliani, jak Picasso. Trochę ta wystawa stała się podsumowaniem tego, co widzieliśmy w tym roku, tego, o czym myślimy, rozmawiając o sztuce.



środa, 12 grudnia 2018
Dziennik pisany w grudniu (odc. 1)

 


(Poznań, Św. Marcin, 4.12.2018)

 

1.

Rakiety. Skoro nie mogli pojechać na halę (bo brak samochodu), pojechali i kupili samochód (nie na hali). Równie dobrze, może nawet łatwiej, kupowaliby rakietę kosmiczną. Czy dużo pali przy odczepianiu pierwszego członu? Czy kapsuła w pełni bezpieczna? 

2.

Oczekiwanie. Dziecko śpiewa w przedpokoju, że teraz będzie Adwent. Czy na kogoś naprawdę czekamy?

3.

Ajerkoniak. Poznań jest schludny, choć za plecami hotelu na wąskim parkingu otwiera się widok na podwórza ulicy ku czci najlepszego ze świętych. Jarmark całkiem berliński z wielkim młyńskim kołem. Szukam, błądzę, czy mają ajerkoniak na uśmierzenie nerwów? (tutaj)

4.

Sceny mitologiczne. Wszystkie wyglądają podobnie, wychodząc mówią Paka! i zabierają tajemniczy kuferek z zestawem płynów do czyszczenia wydzielin. Afrodyta na piętrze drugim, Atena - na trzecim, Artemida - na piątym.

Parys w garniturze zjada ze śniadania wzięte jabłko.

5.

Dylemat Jarosława (po raz kolejny). Kiedy przypną mu medal a on się ucieszy, to znaczy, że już będzie po tamtej stronie muru, który chciał kiedyś wyburzyć, najlepiej słowami, słowa mało znaczą. 

Poszarzał, nie nadaje się na bohatera (nawet na bohatera bloga).

6.

Medycyna tradycyjna. Kolega z pokoju - mormon (tutaj) - oskarżył mnie o ból gardła, zapalenie stawu oraz upadek cywilizacji Zachodu. Wszystko przez otwieranie okna. Przez okno do pokoju - powiem Wam po cichu - wpada czasem czort.

7. 

Zwykłe czasy. Bębni deszcz o Bemowo. Zapisuję ten grudzień, który pożera noc; i czas. Bardzo brakuje odrobiny zachwytu. Kiedy tak notuję, w swetrze ze świątecznym misiem siadam naprzeciw urzędowej pani w swetrze ze świątecznym reniferem.

8.

Słońce Peru. Peruwiańskie borówki nachalnie na hali spoglądają na mnie. Jakby lato trwało i działo się w najlepsze w tej szarej chmurze mgły, zimy, co nie jest zimą, jesieni, która nie mija, nocy, która zjada dzień. (I jeszcze weź Dziecku wytłumacz czy Peru koło Łodzi).

9.

Iluminacja. Krajobraz piękny był, choć nie zimowy. Ulice oświetlone światłem odbitym w kałużach. Dziecko w każdą musiało wstąpić. Brakowało tylko Bożego w Narodzeniu.

 

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 36