2016: 8 filmów, 75 książek - 2015: 39 filmów, 78 książek - 2014: 66 filmów, 89 książek - 2013: 46 filmów, 60 książek
Archiwum
Zakładki:
zBLOGowani.pl

Wpisy z tagiem: podróże

wtorek, 05 grudnia 2017
Dziennik. Wyspiański i inne boskie przyjemności

 

Przeciw tęsknocie, ennui i Weltschmerzowi,
przeciw sikorkom za szarymi oknami,
przeciw rutynie targów, kawiarni i kłótni o zmywanie,
przeciw smutnym oczom na autoportrecie Edvarda Muncha,
przeciw ibupromowi i prospanowi,
usiedliśmy o dziewiątej pięć w pociągu do Krakowa, tam gdzie J. i M., i Jo.

 


(źródło: a.b.)

 

Notatki o przyjemnościach

Białe pola stykały się z białym niebem. Bażant uciekał przez zaspy. - Jak pięknie - szeptali wyglądając przez okno. - Ima! - wołało Dziecko.

Sala wyglądała jak wielki grobowiec. - Tam leży Bóg Ojciec - powiedział autor bloga.

Przeprócha. Nachylali się nad polną wyką, nad rozmarynem i nad pokrzywami.

Krótkie ołówki Stanisława Wyspiańskiego.

Risotto z pesto dyniowym i kurczakiem, piklowaną dynią, podane z rukolą i parmezanem.

Na szezlongu przeciąga się nieco zmanierowany Tadeusz Kościuszko. Tyle zapamiętuję z wystawy #dziedzictwo.

Prószyło z lekka. Stali pod kawiarnią. Jedli pastel de nata. Obrazek z zimowego filmu.

Wysiadając z windy, jakiś Włoch przyuważył Dziecko. Zaczął wyciągać zza kaptura pomarańczowy balonik. Skąd z nim wracał - sprawdzali pociągi? Z wycieczki do Auschwitz.

(02.12.2017, życie po prostu) 

  

środa, 01 listopada 2017
Dziennik pisany w październiku (odc. 2)

 


(zaczyna się od mapy siedemnastotysięcznego miasta, Europejskie Centrum Solidarności, październik 2017)

  

Muzea gdańskie. Puste pole

Przyjechaliśmy nocnym pociągiem razem z A., dawno to było, jeszcze sporo budynków, drzewa przy bramie z Leninem, i pomiędzy tymi budynkami miał być koncert Żanamiszelażara, tamże balet żurawi. Wzdłuż ulicy do stoczni stali jej byli pracownicy, usiłując sprzedać spóźnialskim wręczane im za darmo bilety.

Opowieść zaczyna się od mapy siedemnastotysięcznego miasta z własnym szpitalem i liniami autobusowymi. Zaraz potem pojawią się bohaterzy naszej wolności z imionami i nazwiskami, za ich plecami zniknie tych szesnaście tysięcy dziewięćset pozostałych. (A jeśli jest jakieś pragnienie wśród obecnie rządzących to jedynie zastąpić owych bohaterów sobą, wymazać tamtych, tak jakby Pies Pluto mógł kiedykolwiek przysłonić Myszkę Miki).

Wystawa nigdy nie spogląda na puste pole, na łąki, które kiedyś były stocznią. Umyślnie kieruje nas ku Trzem Krzyżom i - gdzieś w oddali - wieżom Głównego Miasta. Nikt nie pyta, co się stało ze stocznią, gdzie się podziali tamci anonimowi strajkujący, czy aby nie przeszkadzają w szczęśliwym zakończeniu, które umieszczono w ostatniej z sal?

Brakuje w romantycznym Europejskim Centrum Solidarności opowieści o tej klęsce lat wolności, brakuje głosu przegranych i bezsilnych, którzy nie mieli wystarczająco siły. 

Motława. Incipit do poematu, który nie powstał nocą w hotelu naprzeciw dworca

Środkiem Motławy płynął łabędź, pozostawiając za sobą trójkąt wody.

 


(Sawiczewowie nie żyją. Wszyscy nie żyją. Została tylko Tania, "Dzienniczek" Tani Sawiczewej, 1941-1942, Muzeum II Wojny Światowej, październik 2017)

 

Muzea gdańskie. Sto dwadzieścia pięć gramów

Zdarza mi się płakać na filmach, choć skrzętnie to ukrywam, bo obawiam się nadmiaru patosu. Jest na patos zresztą przepis wykorzystywany przez reżyserów: podniosła muzyka i spowolnione zdjęcia. W muzeum rzadziej, tutaj - w sali o głodzie w Leningradzie - jak bóbr.

Umieszczone jest tam, obok opowieści o zapiskach dziewczynki, Tani Sawiczewej, której rodzina umarła z głodu, sto dwadzieścia pięć gramów czarnego chleba - dzienna porcja pożywienia w oblężonym mieście. Okruchy, które mówią więcej o wojnie niż niejedno zdjęcie.

To nie jest muzeum o historii wojny, to muzeum egzystencjalne, mówiące o wojnie jako zjawisku, stanie międzyludzkim. Doskonałe w swej opowieści o tym, czym ona jest: udręką, śmiercią, głodem, nienawiścią, która wybucha niepohamowana i całkiem zwyczajna, opanowująca sąsiadów z jednej wsi i kuzynów z jednej rodziny. Bo wojna nie jest bohaterstwem, jak wciska się dzisiaj młodym ludziom, jest największym g..nem, w jakie można wdepnąć.

Muzeum II Wojny Światowej wstrząsa. Tylko teraz biegają tam harcerzyki z Polską walczącą w klapie, tacy, co nic nie zrozumieli z wystawy.

Baśnie wschodnie

Tego wieczora długo siedzieli z M., tak długo, aż do jutra. Opowiadali sobie o miastach, które zostawili na Wschodzie. Nawet jeśli nie zaczynali od dawno, dawno temu, wiedzieli, że to wszystko jest już tylko baśń.

 


(Na hali padało i dyń było niewiele, Hala Mirowska, Warszawa, październik 2017)

 

Dynia czyli encyklopedia zagrożeń duchowych

Tyle zagrożeń duchowych - kolega z pokoju zabrał się za encyklopedię o nich - a autor bloga jednak postanowił kupić dynię, taką wyciętą, żeby postawić na oknie w kuchni. Na hali padało i dyń było niewiele, ale jedną mu się udało za dziesięć złotych.

Wracali ulicą Cmentarną, padało jakby bardziej a kierowcy dostawali białej gorączki: byle szybciej dowieźć znicze. Działo się to w świecie, gdzie duszy zagrażała dynia, ale już nie granice zamknięte przed uciekinierami i wiadro pomyj wylewające się z telewizyjnych ekranów.

Z toporem w głowie

Niamen - modliło się Dziecko, które dobrze czuło się z zaprzeczeniami. Ksiądz zapowiadał bal wszystkich świętych, zamiast osławionej dyni. Wyobraziłem sobie jak każdy święty przychodzi przebrany ze swoimi atrybutami: Agata z tacką, Łucja, Sebastian, Wawrzyniec, Piotr Męczennik.

Szyja

Obserwowałem czyjąś długą szyję w autobusie. Ranek był nieprzyjemny a ona taka wyniosła, ta szyja, bez szalika. Gęsia skórka, łabędź na Motławie, ćwiczenie zawierania emocji w niewielu słowach.

Psikus

Pukanie do drzwi jak przybijanie tez. To dzieci przychodzą po cukierki, o ich dyniowate dusze drżą biskupi.

(25-31.10.2017)

 

sobota, 21 października 2017
Dziennik z podróży na północne Południe

 

O podróżowaniu. Rymowanka autora bloga w samolocie

Wszystkie podróże cię zawiodą,
bo ciągle tylko pars pro toto.

Powód

Zaczyna się od passusu w listach albo dziennikach, którego nie mógł ponownie odnaleźć (być może nie istniał ów wyimek, tylko go sobie wyobraził). Jarosław i Hania, i krótki pobyt w północnej Hiszpanii, południowej Francji, w każdym razie gdzieś u podnóża Pirenejów: w Baskonii. Zagubiona dokładna geografia nie ma znaczenia: postanowiłem - rok temu - że pojedziemy nad chłodne północne morze, kamienisty Atlantyk.

Widok z autostrady A8

Góry są tu zębate jak na rysunku dziecka. Takimi je widzieli nasi pra, ci co nie mają imion, jedynie łacińskie nazwy, ci malujący kolorowe zwierzęta po ścianach.

 


(Kot skalny, Cudillero, październik 2017, źródło: a.b.)

 

Wyższość asturyjskich psów

Plaża dla psów w mieście Gijón. Miasta - klasyfikacja miast jest podstawową rzeczą, kiedy się w nich zjawisz - są tu stanowczo psie. Żyje w nich odrębny gatunek kotów: koty skalne hasające po niebezpiecznych półeczkach i występach na skraju oceanów, ciche i skupione, nieufne.

Hotel w mieście C.

Właściciel hotelu i jego matka tworzyli osobliwą parę, dosyć mrukliwą i zamkniętą w sobie. (Mam słabość do rybackich miast, których mieszkańcy są zamknięci w sobie). Hotel po sezonie pachniał jesienią, choć na zewnątrz nic nie wyglądało na jesień. Rankami pojawiał się jeszcze ojciec, smażył jajecznicę i podawał Dziecku, zaskarbiając sobie jako jedyny jego uśmiech.

W pół drogi

Na szczycie był cmentarz (inaczej niż w Portugalii, a podobnie jak we Włoszech cmentarze umieszczano tu na górach, małe milczące miasteczka z widokiem na życie przeszłe). Staruszka niosła niebieskie wiaderko. Zatrzymała się przy Dziecku: que guapo rubio - powiedziała i ruszyła w górę.

 


(Wcinająca się ostro w ocean, Cabo Vidio, październik 2017, źródło: a.b.)

 

Turyści i pielgrzym

Jechaliśmy z plaży do latarni, podobnej bliźniaczo do tej latarni z końca Europy, tej wcinającej się ostro w ocean. Turyści w wypożyczonym fiacie pięćset zajęci swoimi sprzeczkami, planami na jutro i Dzieckiem, które usiłowało otworzyć drzwi. Skrajem drogi szedł Pielgrzym podpierając się z kijem, miał plecak i opalone ręce. Miałem się zatrzymać, ale jechaliśmy akurat z plaży do latarni, kiedy napotkała nas ta metafora.

Ninoczka powraca

Wydawało się, że Dziecko pozostawiło już dawno Ninkę, ale Ninka wracała. Siedzieli razem z Fifikiem za kanapą w hotelowym pokoju albo nie chcieli wychodzić z morza. Tego popołudnia ujrzeliśmy ją naprawdę: sobowtór w czerwonym sweterku i z czerwoną kokardą we włosach na hulajnodze.

Mowa mew 

A. nie ma słabości do rybackich miast. Chciałbym jej wyjaśnić, że szukam w nich autentyczności, tego fetyszu wszystkich turystów (a nie pielgrzymów). Ale milczę, wsłuchany, bo w rybackich miastach rankami obradują na dachach mewy.

Zapiski o wojnie domowej (pierwsze)

W październiku trzydziestego czwartego robotnicy wyruszają z zagłębia. Pomarańczowy pociąg w muzeum górnictwa zagłębia się w tunel najwyższego pokładu Emilii. Ruszają na Oviedo, które pozostanie spustoszone. Wysadzają świętą kaplicę z chustą Weroniki. W szatniach, które można zwiedzać, pozostawiają wymalowane sierpy i młoty. Z odsieczą nadciąga generał Franco.

 


(Cała słodycz tego miasta, Oviedo, październik 2017, źródło: a.b.)

 

Oviedo, czyli słodycz

Wieczorem idziemy do kawiarni, w niej suflet turoński: tak jakby skrywała się w nim cała słodycz tego miasta - te nic sobie nierobiące z widzów łapczywe pary w parku, to niespodziewane popołudniowe słońce, ta niekończąca się litania słodkości.

Oviedo, czyli gorycz

Niedzielnego wieczoru w kościele Serca Jezusowego przypominałem sobie wieczory w kościołach miasta na literkę B.: tamten październik i listopad (jak się okazało, po powrocie, w lidlu - jak wówczas - sprzedawali już marcepanowe ciasto). Pomyślałem o goryczy na starość, o żalu nad życiem bez łapczywości - schola zaintonowała "Most nad wzburzoną wodą".

 


(Morska piana odeszła, Playa de la Griega, październik 2017, źródło: a.b.)

 

Afrodyta Pandemia

Na plaży Greków (sześćset metrów od skamieniałych śladów dinozaurów) wypatrywałem jej, Rodzącej się z morskiej piany, Kroczącej - ciemne uda - po ciepłym piasku, Górującej z ręcznikiem nad plażą. Ale morska piana odeszła, morze odpłynęło, pozostawiając wyschnięte skorupki krabów w mokrym piasku. 

Sarabanda

O jedenastej przedziwny balet: ciągną swoje wózki dozorcy. Jednostajny stukot roznosi się po pustawych ulicach Oviedo. Jak lampy błyszczą żółte miotły.

Żółte niebo

Jesteśmy przygotowani na koniec świata. Nad naszym hotelem i kościołem Serca Jezusowego zamyka się żółte niebo. Ponoć - tak pisze mi J. zza siedmiu gór i siedmiu rzek - to Sahara spada na Oviedo.

Śpiąca

Zobacz, śpi dziewczynka - A. pokazuje Dziecku w muzeum katedralnym świętą Eulalię, męczennicę.

 


(Krużganki z Monreale u świętej Juliany, Santillana del Mar, października 2017, źródło: a.b.)

 

Zapiski z tych samych miejsc

Dziwiłem się Jarosławowi, że na Sycylii wspominał Sandomierz. Jednakże wszystko co widzimy jest powtórzeniem. Most nad Sellą jest wariacją na temat mostu nad Neretwą. Bruk Santillany prowadzi na kazimierski rynek. Krużganki z Monreale u świętej Juliany. Krynickie stoją wille w Comillas. Na ulicach Oviedo ciągle wspominam Kielce. Tak, podróż dalej już jest niemożliwa. 

Zapiski o wojnie domowej (drugie)

Próba wspólnego życia, mimo że się rozpadło na pół. Odbudowywanie miast wcale nie jest najgorsze, choć ostrzega brzydota Oviedo. W moim kraju, który sam dzieli się na kawałki, tego dnia fetują dyktatora.

Powrót

Zachwyceni Hiszpanie spoglądają na Warszawę. To teraz, gdy dotkniemy ziemi, odwrócą się role. Oni będą oglądać i zapisywać w swoich notesikach, telefonach komórkowych, a my wmieszamy się w tłum (i kupimy susi jak obiecaliśmy Dziecku).

O podróżowaniu. Z Celine'a

Podróż jest poszukiwaniem tego czegoś, co jest tak niewielkie, tego krótkiego zawrotu głowy, o którym marzą głupcy... (s. 239).

(11-18.10.2017)

  

czwartek, 28 września 2017
Dziennik pisany we wrześniu (odc. 4)

 


(Muzeum Zabawek i Zabawy, Kielce, źródło: a.b.) 

 

Pięć

Słuchaj, bo jest tylko pięć miejsc - referuję przejęty. - Pięć miejsc dla najbliższych osób, z czego zajmujemy sobie po jednym, więc zostają cztery - streszczam właśnie dla A. fragmenty o przyjaźni z Dunbara. Bardzo chcę jechać, nawet jutro pójdziemy do Biedronki w kinie "Femina", choć się zarzekałem, ale przecież są rzeczy ważniejsze. Pięć miejsc.

Z podróży. Miasto

Kielc sobie nigdy nie wyobrażałem. Przy ulicy Pogromowej dla zatarcia wyrzutów sumienia jest Park Ireny Sendlerowej. A ten placyk, gdzie miejscowa piosenkarka udaje Whitney Houston, to jest Rynek. Znam takie kamieniczki z Łukowa i Lubartowa, wszystkich im podobnych dziur w zachodnich guberniach Carstwa.

Z podróży. Lalki

Ich upiorność. Nagie ciała zastygnięte w wyproście, wielkie oczy, skóra niezdrowo blada w ciemnej salce. Tutaj nie możesz zasnąć: z dziewiętnastowiecznych serwisów nalewają kawę. Pustym wzrokiem patrzą w pustą przyszłość.

Z podróży. Dzieciństwo

Tak bardzo okazuje się być daleko, że połowa twoich zabawek jest już w muzeum. Nie doceniałeś ich siły woli, tego plastikowego kota-harmonijki, różowych puzzli ze stolicami Oceanii. Chęci przetrwania mimo ciebie. Na pocieszenie poproszę jeszcze drugą porcję malinowej chmurki.

Z podróży. Bańki mydlane

Podziwiam doskonałość tej alegorii, po śniadaniu w drewnianym domu z widokiem na króliki.

Dzień następny

Następnego dnia po przyjeździe, kiedy nastawia się pranie, zawsze jest podobnie. Rozpamiętuje się, czemu krótko trwało, czy wszystko się zdążyło powiedzieć, obiecać i wszystkiego spróbować. Dlaczego zrobiło się tak a nie inaczej. Ogląda się po raz enty zdjęcia: akurat na tło to. Brakuje jedynie zapewnień, że się będzie pisać długie listy potem, bo będzie się pisać, ale na messendżerze.

 


(Kawiarnia w Gdyni, źródło: a. b.)

 

Z podróży służbowej. W słońcu

Jest słoneczny dzień. Do klubiku w Wejherowie wpada złota jesień. Dziewczęta na peronie czekają na pociąg do Słupska. Z tym samym człowiekiem, co teraz, szedłem dwanaście lat temu po Długim Targu. Choć prawdę powiedziawszy wolałbym iść sam, jak zawsze w nowych miejscach.

Z podróży służbowej. Repryza

Tamtej jesieni, przed owym cudownym latem (czereśnie i upał znad Sahary), pojechaliśmy do Gdyni. Działo się to dokładnie tutaj: Wtedy wyszło słońce i oświetliło Świętojańską wzdłuż. Poszli na kawę, tacy byli szczęśliwi. Postanowiłem powtórzyć tę ulicę i tę kawę. Znowu wyszło słońce, ale inaczej. Do kawy malinowa chmurka, chociaż lepsza w Kielcach.

Z podróży służbowej. Powody

Nie potrafię właściwie wymienić powodów, dla których Gdynia jest od pierwszego wejrzenia. Ale zapewne wśród nich jest Sibelius jako patron pętli trolejbusów.

Początek jesieni

Z mimozami wcale nie chodzi o te mimozy - chwalę się A. fragmentem zapamiętanym z którejś książki - ale o nawłoć.

Koniec jesieni

Nadspodziewanie szybko skończyły się kasztany.

(22-28.09.2017)

  

wtorek, 25 lipca 2017
Dziennik pisany w lipcu (odc. 3)

 

Z podróży służbowej. Trawniki

Pewnego lata siedziałem z L. w jednym pokoju w łatwo nagrzewającym się biurowcu typu Lipsk. (L. czytała wówczas mojego bloga i ciekawy jestem czy czyta go nadal?) I owa L. opowiadała mi o Opolszczyźnie, mniej więcej tak jak ja opowiadałem o Lu.

No więc jestem i pierwsze, co się rzuca w oczy to rabatki przed domami: całe mnóstwo nagietków, onętków i aksamitek, do tego białe krawężniki. Nie nawykłem do tego ordynku - przyznam.

 
(Opole, lipiec 2017, źródło: a.b.)

 

Z podróży służbowej. Edward

Wtedy też L. wyjaśniła mi o co chodzi z Potiszilem w piosence Stachury. Że to nie jest ani rodzaj koszenili, ani wyborny południowoamerykański trunek, ale mieszkaniec Opola. I o to w tymże Opolu stoję przed ścianą z wypisanym Stachurą. Pod ścianą stoi za to dziewczyna w kawiarnianym fartuszku i pisze smsa - a może notuje swojego bloga? - paląc papierosa. 

Z podróży służbowej. Zło

W porównaniu to nic – słyszę z siedzenia obok. Zło jest zawsze złem – odpowiadam. Drzewa dobrze rosną na masowych grobach, pachnie lasem. W muzeum winę ponosi wyłącznie jeden człowiek (- Ma błędne oczy – mówi któraś ze zwiedzających), ale dziwnym trafem nikt z miejscowych nie chce o tym rozmawiać. Jedynie nieopodal na placu zabaw słychać donośny śmiech.

Z podróży służbowej. Słowo

KLEKLIMANKA. Znacz. 1. ‘owad z rodziny chrząszczy; świetlik (Lampyridae)’ (…) 2. ‘demon, który porywa dzieci, pojawiający się w okresie, gdy zboże staje się wysokie’ (ze "Słownika gwar śląskich").

Z podróży służbowej. Muzeum

Dla wygasłych linii nie ma taryfy ulgowej. Usiłuję się dowiedzieć, gdzie są truchła z tamtych cynowych trumien na wystawie (każda może się pochwalić księciem bądź księżniczką). Nie wiedzą.
Działo się to w najsmutniejszym mieście, jakie znam, gdzie jedyną radością była wędrowna trupa błaznów.

Z podróży służbowej. Mgła

Nad środkiem Polski rozlewała się mgła, wystawały z niej jedynie koniuszki drzew i słupy z literką M. Parking, który mijaliśmy nazywał się Nowe Skoszewy, a ja już dobrze znałem topografię i wiedziałem, że tu zaraz Wilko.

Rozmowy w piątek

Posiwiałeś – mówi W., i włosy, i broda (ogolę się jutro). Dziecko, żona i ojczyzna – nietrudno poszarzeć.

Z podróży prywatnej. Miasto

Wyobrażałem sobie miasto, które było nie moje. Należeć miało od teraz do wspomnień Dziecka. Nie było nad placem drzewa ani przystanków, gdzie czekaliśmy na trzynastkę na dworzec, za to pośrodku znajdowała się fontanna. Wszedłem do niej razem z Dzieckiem. Kubeł zimnej wody na nostalgię, która zjawiała się wciąż na nowo, letnia, pod różnymi postaciami, wchodziła mi na zdjęcia, czytała Czechowicza i Hartwig, a potem zamawiała lody.

Końcowe frazy

Zauważyliście pewnie, że to ostatnie podrygi, że autor bloga przegrał z literaturą, tak jak – w ten lipcowy bunt – idealista przegrał z urzędnikiem rządu, który pcha kraj do nieszczęścia. Zaczyna się od nieumiejętności zestawiania słów tak, żeby pasowały i miały jakiś sens. Potem jest już tylko niechęć. Wszystko przestaje być niezwykłe, staje się przeciętne i powszednie. Takie małe życie, niewarte opisywania.

(19-23.07.2017)

 

niedziela, 09 lipca 2017
Dziennik portugalski trzeci

 


(Piec krematoryjny w Fatimie, czerwiec 2017, źródło: a.b.)

 

Scenki. Tomar

Piękniejsza od waszych rozkoszy geometrów, od zachwycających sklepień i od gęstych od światła krużganków jest stacja benzynowa - mówi Dziecko, które nie zna tylu słów, więc powtarza jedynie bija, bija (od pija - pić, gdzie zmiana głoski p na oznacza benzynę).

Dziennik z Fatimy. Magia sympatyczna (wg Frazera)

Podobnie jak na polach Majdanka, w Fatimie jest ciągle zimno: do pieca krematoryjnego wjeżdżają małe dzieci, nogi oraz wątroby. - Nie mam macicy – mówi pątniczka z Polski, więc cóż mogę od siebie wrzucić w ogień?

Dziennik z Fatimy. Drzewo

Pisałem wiersze o Fatimie, szczery ortodoks, ale teraz stoję na niekończących się schodach. Straszne zimno bije od ognia. Jedynie drzewo mogłoby zdradzić trzy tajemnice, ale ogrodzili je szczelnie, oddzielili od tłumów.

Dziennik z Fatimy. Wieś

Autokary jeden za drugim wjeżdżają do kamiennej wsi. W dwóch domach, na dwóch łóżkach umarł mały święty Franciszek. Znowu wyszukuję drzew, bo pamiętają i owieczek, bo Dziecko chce pogłaskać.

Dziennik z Fatimy. Cuda

Na początku Bóg opiekował się całymi narodami. Matka Boska otaczała wielkim gwiaździstym płaszczem armie, żeby wyrzynały się nawzajem. Potem było trzęsienie ziemi w Lizbonie i parę innych nieszczęść spadło na świat. Obrazili się filozofowie na Boga, co wrzucał w czyśćcowe płomienie i nie odzywał się, gdy płonęło bogobojne miasto. Od tej pory cuda stały się zindywidualizowane, a Opatrzność jeszcze bardziej wybiórcza. Z Matką Boską rozmawiają tylko małe dzieci.

 


(Śmierć Matki Boskiej, fragment reprodukcji witrażu z wystawy czasowej w klasztorze w Batalha, czerwiec 2017, źródło: a.b.)

 

Scenki. Batalha

Makatka ze sceną wiekopomnej bitwy - która miejscowości użyczyła nazwy a o której nic nie wiem - wita nas na schodach restauracji, takiej ceratowo-plastikowej - aż dziw bierze, że nie ma w niej wycieczek szkolnych. Podają tam do dań na raz frytki, ryż oraz purée z gałką.

Proszę się pospieszyć, o drugiej będzie zmiana warty - mówi kustosz. O tak, ja bardzo zmiany warty, krok marszu, tyle chwały. Na ekspozycji czasowej można sobie obejrzeć uśmiechniętego martwego króla, naturalnej wielkości z piaskowca.

Scenki. Porto

1.
Pierwszego dnia w Porto oglądałem pogrzeb Helmuta Kohla. A. wychodziła spod prysznica. Dziecko jeździło trabantami po poduszkach. Kiedy w deszczu w Spirze zagrały puzony, odwróciło się i uśmiechnęło.

2.
Mewy o krwi na dziobach okazały się niczym nadzwyczajnym, jednym z gatunków mew. Ale przez parę chwil – nieświadomi ornitologii - żyliśmy ich drapieżnym wyobrażeniem.

3.
Przyszliśmy na plażę starych ludzi. Ich kończyny były tak nieelastyczne jakby zrobione z fatimskiego wosku. Słońce robiło za piec.

4.
Nie warto więcej pisać, nie warto robić zdjęć – podszeptuje mi w kościele na wzgórzu święty Ildefons, bądź co bądź patron poetów. A może to tylko realistka A. leczy mnie z ułudy (tutaj).

 


(On, jasny chłopiec Jarosława, lipiec 2017, Porto, źródło: a.b.)

 

5.
W tym białym słońcu pod filarem mostu, on jasny chłopiec Jarosława. Widziałaś? – spytałem A., ale nie zwróciła uwagi. A przecież ja też, podglądacz straconego czasu, nigdy bym nie spojrzał, gdyby nie to nagłe światło.

6.
W łodzi monotonny głos każe spoglądać w lewo albo w prawo, i tak nie rozróżniam. Na przekór rozglądam się wkoło (nie będzie mi jakiś głos mówił, co mam robić). Turyści zmęczeni upałem przysypiają przy ławach. Biała Rosjanka omdlewa.

7.
Opisywanie zachodów słońca na cudzoziemskich plażach bądź co bądź nie jest zajęciem, które przystoi. Ciała oblewa ciepłe światło, światło stało się refrenem. Módl się za nami, Panno Wodna, kiedy nadchodzą Flamandowie i powtarzają, chichocząc, ku..a mać!

Powrót

Polska. Dziś międzynarodowy dzień hot-doga, kawa będzie w niższej cenie. Pytamy Dziecka, kosmopolityczni manipulanci, podoba ci się tutaj?
Nie.

(30.06-04.07.2017)

 

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 33