Archiwum
Zakładki:
zBLOGowani.pl

Wpisy z tagiem: kraków

czwartek, 22 listopada 2018
Dziennik pisany w listopadzie (odc. 2)

 


(Karmelicka, Warszawa, 11 listopada)

11.

Święto. Fińska architektura zupełnie zmienia spojrzenie na Polskę. Może to dzięki wielkiemu oknu i ciepłemu beżowi ten kraj wygląda lepiej. Tutaj nie ma urzędowych patriotów - myślę sobie.  Dzieci w koronach (wystawa "W Polsce króla Maciusia") w hallu muzeum żydowskiego śpiewają polski hymn, który brzmi radośnie. Nikt zresztą nie pilnuje odpowiedniej postawy. A potem jest jeszcze izraelskie wino i naleśniki o barwie twarożkowo-truskawkowej.

Święto. Najbardziej przeżyłem siedemdziesięciolecie. Telewizja na okrągło nadawała pieśni legionowe, poczta wydała serię łebków, w której jedynym ukłonem w kierunku systemu był Marchlewski (system kończył się i nikt go nie brał na poważnie).

Przyszły autor bloga wzruszał się ogromnie i zapisywał siedmioletnim charakterem pisma w cienkim niebieskim zeszycie patriotyczną poezję. Dlatego w pochmurne dni chodzimy do przedszkola, podśpiewując: w dzień deszczowy i ponury.

(Dopiero teraz, myśląc o tym tekście, zauważam, że nie mówi on w ogóle o Polsce, ale o zapomnianej Wielkiej Wojnie).

12.

Dreszczowiec. Takie rzeczy dzieją się w prawym mieście Ś. Zakrada się berliński kot morderca, Niemiec z Dolnego Śląska i czystej krwi polską kotkę, wychowaną w wyżynnej wiosce rach-ciach pazurami chce na dwie albo więcej części poćwiartować. I czyni to dla wątróbek albo kurczaka albo opakowania suchej karmy. 

13.

Pisanie. Wyjątkowość przestała mnie dotyczyć dosyć dawno. Jeszcze mnie tylko uwiera lęk przed anonimowością (uświadamiam sobie na marginesie "Służących").

14.

On. Tępy partyjny funkcjonariusz pojawia się w każdym systemie. Za każdym razem, gdy słyszę o nim, przypominam sobie obserwacje Gilberta z norymberskiego więzienia. Na jego biurku stoi zdjęcie wodza. Kłania mu się co rano. Wodzowi zawdzięcza, że nie jest nikim. 

(Dopisane: najniższe IQ - zgodnie z badaniami Gilberta - posiadał Julius Streicher, odpowiedzialny za propagandę).

 


(Autor nieustalony, Poszukuje się żydowskich trupów, Der Moment, 1924, źródło: ŻIH)

 

15.

Wolny ptak. Der Frajer Fogl, Żydowski Instytut Historyczny. Pośród płaszczy ukrywa się pani ambasador, wiem o tym, bo szatni broni goryl. Oho, myślę znowu będzie afera: pani kurator ten marsz ostatni za bardzo przypomina tamte marsze z okolic Wielkiej Polski i numerus clausus. Mi też przypomina (ale ja za dużo czytam). 

16.

Krajobraz. Ciemno zapada szybko. Jutro niespodziewanie nadejdzie szron.

17.

Kto ty jesteś? Jestem indykiem - powtarza Dziecko. Ciiiii - mówię mu - nie mów tego głośno tutaj, gdzie kupujemy w obfitości drób.

18.

Koniec świata. Ksiądz apokaliptyk dopytuje dzieci, co sądzą o końcu świata. Kto chce iść do nieba? Podnoszą się ręce. Do piekła? tylko jakaś mała dziewczynka nieśmiało.

19.

Inny zabór. W Krakowie śnieg prószy lekko: samochód gra marsza Radetzky'ego. Podobnie orkiestra w pióropuszach na dole. Jak przyjechał do nas cesarz - opowiada pani dyrektor - to było w tysiąc osiemset pięćdziesiątym pierwszym.

W głąb. Dziewiętnastowiecznych turystów do wnętrza kopalni wprowadzali mali chłopcy z lampkami. 

Przyjęcie. Wujek Portugalczyka naprzeciw był patriarchą Indii wschodnich. Portugalka obok rozpacza nad niewolnikami z targu w Lagos (dlatego nie jedzie do Auschwitz: ma wyrzuty sumienia). Łączy nas bardzo sentyment do Aljezur i wspomnienie o Intermarché tamże.

Podłoga. Ostatnie słowa Goethego są pod prysznicem (czyżby częste awarie prądu?) Martin Luther King sięga sedesu. Śmietnik informuje, że w życiu piękne są tylko chwile. Projektant tego hotelu też podnosił rękę do piekła.

 


(Kraków, 20 listopada)

 

20.

...

Budzi we mnie Kraków czułość, nawet Galeria Krakowska. Aż się nie mogę powstrzymać i staję w kącie, żeby napisać do M.

Na tej samej kanapie siedziałem rok temu, kiedy zapisywałem: ta intensywność powoduje, że pamięć działa zupełnie inaczej.

Co innego Warszawa. Wynurzam się ze stacji centralnej. Popatrz jakie szarawe szerokie szosy, jak tu niegościnnie, jak brzydko.

   

wtorek, 05 grudnia 2017
Dziennik. Wyspiański i inne boskie przyjemności

 

Przeciw tęsknocie, ennui i Weltschmerzowi,
przeciw sikorkom za szarymi oknami,
przeciw rutynie targów, kawiarni i kłótni o zmywanie,
przeciw smutnym oczom na autoportrecie Edvarda Muncha,
przeciw ibupromowi i prospanowi,
usiedliśmy o dziewiątej pięć w pociągu do Krakowa, tam gdzie J. i M., i Jo.

 


(źródło: a.b.)

 

Notatki o przyjemnościach

Białe pola stykały się z białym niebem. Bażant uciekał przez zaspy. - Jak pięknie - szeptali wyglądając przez okno. - Ima! - wołało Dziecko.

Sala wyglądała jak wielki grobowiec. - Tam leży Bóg Ojciec - powiedział autor bloga.

Przeprócha. Nachylali się nad polną wyką, nad rozmarynem i nad pokrzywami.

Krótkie ołówki Stanisława Wyspiańskiego.

Risotto z pesto dyniowym i kurczakiem, piklowaną dynią, podane z rukolą i parmezanem.

Na szezlongu przeciąga się nieco zmanierowany Tadeusz Kościuszko. Tyle zapamiętuję z wystawy #dziedzictwo.

Prószyło z lekka. Stali pod kawiarnią. Jedli pastel de nata. Obrazek z zimowego filmu.

Wysiadając z windy, jakiś Włoch przyuważył Dziecko. Zaczął wyciągać zza kaptura pomarańczowy balonik. Skąd z nim wracał - sprawdzali pociągi? Z wycieczki do Auschwitz.

(02.12.2017, życie po prostu) 

  

niedziela, 16 października 2016
Dziennik w podróży służbowej (2)

 

(Jesień na Zachodniej, źródło: a.b.)

 

1. 

Poranek na stacji zachodniej. Gawron ma chleb. Kawka nie ma chleba. Ja nie mam kawki. Wszyscy mamy nadzieję.

2.

O ile głoszenie szlachetnych myśli służy do maskowania uczuć niegodnych, o tyle kompromitowanie samych siebie może być sposobem, by pokazywać, że takich uczuć przynajmniej nie ukrywamy (M. Proust, Czas odnaleziony, s. 52).

3.

Góry wyłaniały się zza ogromnych blaszanych tablic krzyczących "noclegi!" albo "grzane piwo!" i gdyby nie te góry w tle, mógłby pomyśleć, że nadal jest na Zachodniej. Ostatni raz był tutaj bez mała dwadzieścia lat temu, zdziwił się, wydawało mu się, że to całkiem niedawno. Pączki na głównej ulicy nie były smaczne, podobnie jak kawa na dworcu. Usiłował odszukać ten zachwyt, który przebijał z listów Jarosława i Stanisława Ignacego pisanych stąd, ale zamiast zachwytu znalazł haem. Jeśli w jakimś miejscu jest haem, to nie ma w nim już nic wyjątkowego (Zakopane).

4.

Porzucam Prousta w autobusie powrotnym. Zanurzam się w opowieści z tylnego siedzenia, na dwa głosy z podhalańskim zaśpiewem. Ćwiczenia z odnajdywania czasu. Bite dwie godziny rozmowy Kaśki i Marzeny (Ale on był tak starszawy, miał ze trzydzieści lat - opowiada amerykański romans jedna z narratorek). W pewnym momencie przestaję odróżniać podróż od opowieści. 

5.

Nawet topografia galerii handlowych ulega zmianom w czasie. Zauważam, bo staje się mniej znajoma. Nie, żebym lubił sklepy z ubraniami, ale pewna od lat wyuczona stałość daje poczucie bezpieczeństwa. Podłączam telefon pod schody ruchome i skarżę się, że uciekł mi pociąg z Krakowa do Warszawy (14.10.2016).

 

wtorek, 16 czerwca 2015
Dziennik. Kraków, czerwiec (2)

 

(Kompozycja nr 2, źródło: autor bloga)

 

1.

Na przystanku Sielanka rozmawiamy o możliwych skutkach wojny atomowej. Beztrosko w parku bawią się dzieci. Nic im głowice wycelowane (13.06.2015).

2.

Akurat na wybiegu naprzeciw, pobierają wymiary przyszłych modelek. Niepokój tatusiów i mamuś. Siedzimy za szybą. Czemu galeria handlowa nazywa się galerią, a nie menażerią? (14.06.2015).

3.

Pociąg zatrzymuje się w lesie. Postój jest uwzględniony w rozkładzie - powiada narrator konduktor. Francuzki wyglądają niedźwiedzi przez okno, po czym sprawdzają w swoim przewodniku, że nie, tu ich nie ma. Niedźwiedzie występują masowo na północnym wschodzie (14.06.2015).

 

Dziennik. Kraków, czerwiec (1)

 

(Kompozycja nr 1, źródło: autor bloga)

 

1.

Tupot norweskich nóg. Pukanie do pokoju. W tym hotelu, ilekroć jestem, zjawiają się Norwegowie o zbożowych włosach (czasem też poetki). Wysiadają z orlodziobych autokarów, palą grody i jointy (12.06.2015).

2.

Czy rozumiecie tę radość z kupienia książki? Teraz, dziś. Wiem, mogę ją jutro zamówić i będzie taniej, ale może wówczas ta książka będzie tylko książką bez znaczenia. A dzisiaj jest radością książki (13.06.2015).

3.

Stopnie urzędnicze w czasach dynastii Qing:
1. żuraw cesarski (xianhe)
2. bażant złocisty (jin ji)
3. paw (kongque)
4. dzika gęś (yunyan)
5. bażant srebrzysty (baixian)
6. czapla (lisi)
7. kaczka mandarynka (xichi)
8. kuropatwa (anchun)
9. rajski ptak (lianque)

(13.06.2015, "W przestrzeni smoka", Muzeum Narodowe w Krakowie)

 

środa, 29 października 2014
Dziennik. Kraków

 

 

1.

W tych dniach akurat był pierwszy powiew długich nocy, pierwszy mróz, który cię obłapia, kiedy wysiadasz z pociągu. Wzory na trawie.

2.

Zaraz za wejściem do Galerii rozdają papierowe korony. Przejeżdża na wózku człowiek uzbrojony w dwie siekiery i gniewnie woła: Przepraszam! (Jak się przyjeżdżało bez Galerii? Przypominam sobie tylko długie rzędy książek.)

3.

Opowiadali sobie o mieście, które opuścili i w którym chodzili do szkoły. Niespodziewanie późno w noc było. Szczęśliwe historie.

4.

Norweska młodzież biega po korytarzach hotelu. Na śniadaniu pachnie sterylnie i parówkowo. Niezauważenie przy stoliku po przekątnej siada Julia Hartwig.

5.

Od czasów Lu. miałem słabość do chłodni kominowych (tamta tajemnicza na końcu miasta, na horyzoncie, na Tatarach). Bardzo mnie ucieszył z nimi krajobraz. Miasto-masa-maszyna: autobus ma napis "Kombinat".

6.

T. w Krakowie w jakimś sklepie filatelistycznym kupował znaczki z kolorowymi głowami Adolfa Hitlera.

7.

Trzeba będzie zaczynać od nowa. Trzeba będzie zaczynać od nowa. (Refren, ale nie wiem do jakich zwrotek).

8.

Bar z kawą we mgle przypomina bar "Sapienza" w Katanii. Ciastko śliwkowo-waniliowe. Biegające dzieci wyglądają po włosku.

9.

"Mit Galicji" (wystawa w MCK): obejrzeć ostatnie biurko Stanisława Augusta. Czasem w martwych przedmiotach jest coś wzruszającego.

 

 
1 , 2