2016: 8 filmów, 75 książek - 2015: 39 filmów, 78 książek - 2014: 66 filmów, 89 książek - 2013: 46 filmów, 60 książek
Archiwum
Zakładki:
zBLOGowani.pl

Wpisy z tagiem: wojna

sobota, 04 lutego 2017
Jedyny tekst polityczny jaki skończyłem od początku roku

 

1. 

Pewnego roku żyłem w kraju, w którym wszyscy dokoła chcieli być wielcy. Taka epoka, doświadczenie nie uczyło, że nadejdą ciężkie czasy. Wielka Serbia, Wielka Chorwacja, Wielka Macedonia, Wielka Albania. Wiecie już, że wtedy ulegałem manii wielkości i unosił mnie patos, łopoczące flagi, ręce na sercu. A potem była rzeź. Wielkość okazała się jedynie sumą małych zbrodni.

Od tamtej pory nieufnie podchodzę do rzeczy wielkich.

2.

To wcale nie wymaga szczególnej skłonności do zła lub psychopatycznego umysłu. Jeśli ktoś ci wmawia, że obcy to źli, mordercy, dzicy i na dodatek atakują ciebie a jednocześnie opowiada bzdury, że nad twoim narodem króluje bezpośrednio Chrystus, że cała wasza historia to tylko heroiczna opowieść a ty jesteś obrońcą narodu i wiary, to w końcu słowa nie wystarczą.

W końcu trzeba będzie tego sąsiada Bośniaka (nic, że jest twoim szwagrem) zastrzelić albo wsadzić do obozu, tam się nim zajmą.

3.

Adolf Hitler miał rację, co do tych lewaków - powiada młodzieniec, a potem dodaje, że Wałęsa to ubek, choć sam w osiemdziesiątym dziewiątym był w żłobku. Tym, co ich nie dotknął tragizm historii, najłatwiej wmówić propagandowe bzdury. Jako pierwsi zaczynają chorować na wielkość.

Choroba na wielkość jest zakaźna, ma słabe rokowania i praktycznie nie ma lekarstw.

4.

Dochodzę do punktu, w którym muszę zapisać: wielkość narodu i wiara w Chrystusa wykluczają się wzajemnie. Oprócz Jezusa historii, Chrystusa wiary, istnieje jeszcze Chrystus polityki, ten, którego przywódcy używają dla legitymizacji własnych poglądów. To ten Chrystus niewierzących polskich biskupów, ten, który błogosławi sieciom energetycznym i o którym opowiadają politycy, jakoby im objawił właściwą ścieżkę ku wielkości.

Chrystus, który nie wpuszcza dziesięciorga sierot z Aleppo, kamienuje cudzołożnicę, potępia celnika a Piotrowi radzi, żeby się powiesił. Nasz własny Chrystus z Wielkiej Polski.

 

wtorek, 13 grudnia 2016
Dziennik. Aleppo

 

Będziemy mogli opowiadać, że staliśmy wtedy na prawym brzegu Wisły, która była Morzem, patrząc na miasto, które się wykrwawia. 

Chodziliśmy wówczas z flagami i transparentami, rozprawiając o Bogu, honorze i ojczyźnie, o tym jacy byliśmy wielcy i jak wielcy jesteśmy. Cóż nas mogły obchodzić rzeź i gwałty za rzeką, skoro to nie były nasze kobiety i dzieci ani nasze różańce w naszych rękach?

Podziwialiśmy łunę i jak dogorywa miasto. Kiedy widok nas nudził, przeskakiwaliśmy na inny kanał, ten, który nam powtarzał o wielkich wartościach. Lubiliśmy słuchać o wielkich wartościach, odczuwając dumę, że one są nasze.

Cóż mogliśmy zrobić? Były inne sprawy. Tylko teraz, czasem, w bezsenne noce, mówią do nas widma, twarze z jutjuba, które widzą czyhającą śmierć. Bardzo chcemy wyłączyć ten obraz, ale, ach szkoda, do sumienia nie mamy pilota. 

(13.12.2016)

 

Tagi: wojna
23:13, kozmo1 , DZIENNIK
Link Komentarze (2) »
środa, 10 lutego 2016
O tym jak sprzedaliśmy Kurdów

 

1.

- Gdyby nie PKK, te klasztory już dawno przestałyby istnieć - mówi taksówkarz. - Każdy ksiądz ci to powie (D. Rosiak, "Ziarno i krew", s. 107).

Reporter prowadzi nas po tureckim Kurdystanie, przez miasto Cizre kierując się do Iraku. Miasta Cizre już chyba nie ma. Bombardowane, palone, oblegane, staje się powoli cmentarzem, jakim stało się już wiele miast w historii, choćby to, w którym mieszkam. Turecka armia - nasz sojusznik - masakruje ludność cywilną, strzela do dzieci, ale to nie są nasi cywile ani nasze dzieci: spokojnie możemy milczeć.

Po raz kolejny, Europa, tłusta i przemęczona swoim luksusem, przyzwala na cudzą śmierć w imię własnego świętego spokoju.

2.

Zrobiliśmy udany deal. Mają zatrzymać uchodźców, bo ci nam sprawiają za dużo problemów, budzą w nas demony, które skrzętnie skrywaliśmy za maską dobrobytu. W zamian sypniemy pieniędzmi i pozwolimy, aby pozbyć się Kurdów, tak jak kiedyś pozbyto się Ormian. Pisałem, że po wojnie sprzedamy Kurdów. Omyliłem się: sprzedaliśmy ich dużo wcześniej.

3.

Najbardziej zdumiewające jest wspieranie przez nas, Zachód, Unię Europejską sojuszu coraz krwawszej dyktatury w Turcji i barbarzyńskich Saudów w ich rzekomej walce z Państwem Islamskim.

4.

Franciszek mówi coś, co nad Wisłą raczej się nie spodoba: Zachodnia interwencja wojskowa w Afryce Północnej i tak zwana "Arabska wiosna" była ryzykownym zagraniem, za które ponosimy teraz wysoką cenę. Można było sobie wyobrazić wcześniej, jakie pociągną konsekwencje. Była tutaj częściowa zbieżność poglądów między Rosją a Stolicą Apostolską. (Autor bloga na ten temat pisał tutaj). W napięciach między Rosją a Turcją, my automatycznie opowiedzieliśmy się za Turkami.

5.

Do nietrafionych decyzji, ryzykownych zagrań, które podejmowaliśmy, Zachód musi dopisać jeszcze ten ostatni deal. Za chwilowy spokój zapłacimy bardzo drogo, bo chorujemy tutaj wszyscy na wirus zbiorowej krótkowzroczności.

Tymczasem Kurdowie umierają po cichu, ale z karabinem w dłoni.



środa, 30 września 2015
O dyktatorach i demokratach

 

(Autor bloga nie jest praktykującym ekspertem. Światem zajmuje się więc jedynie hobbystycznie. Zarzuty ignorancji i arogancji przyjmuje z godnością, ale uprasza w dyskusji, jeśli takowa się pojawi, o konkrety). 

1. 

Gdy wybuchł konflikt na Ukrainie pisałem na blogu, że jesteśmy tak zafiksowani na działaniach Rosji na Wschodzie, że nie bierzemy pod uwagę globalnej gry Rosji (sierpień 2014 r.: niedocenienie pozycji międzynarodowej i zaangażowania Rosji, której rola powinna być rozpatrywana globalnie (Chiny, Syria), a nie lokalnie, co prowadziło do deprecjonowania jej potencjału (hasło: Majdan na Placu Czerwonym). Nawet dzisiaj nam się wydaje, że dla Rosji większe znaczenie ma Donbas niż Damaszek. Czołowy ekspert mówi w wywiadzie, że w interesie Moskwy jest, by wojna domowa w Syrii trwała nadal. Założenie jest oczywiście fałszywe: interesem Moskwy jest uzyskanie pozycji dominującego gracza na Bliskim Wschodzie, co nie jest celem nowym (por. historię dziewiętnastowiecznych zmagań carskiej Rosji z Osmanami). Nie możemy być jednak pewni, że to, by wojna domowa trwała nadal, nie jest interesem naszego partnera z Waszyngtonu.

2.

To zafiksowanie nie pozwala racjonalnie spojrzeć nam na Syrię. Wciąż widzimy ją cudzymi oczyma, nie przyjmując do wiadomości, że nam zagraża najbardziej Państwo Islamskie a nie Asad, którego rękami bojowników islamskich Zachód usiłował obalić (co stało się casus belli wojny domowej). Znowu się będę powtarzał: realistycznie Europie nie zagrażają dyktatorzy, którzy umieją grać w pokera, tyle, że czasem używają znaczonych kart, zagrażają nam zbrodniarze, którzy w pokera nie chcą grać (zabrania im religia), a stolik chcą wywrócić i połamać. To, co stało się z Libią jest tego dobitnym przykładem. Upór Europejczyków i Amerykanów w chęci pozbycia się Asada prowadzi do tego samego (po latach Putin będzie mógł powiedzieć: ostrzegałem!).

3.

To, że nie lubimy Putina, a ostatnio nie lubimy też Rosji w ogóle, nie może przesłaniać nam tego, co dzieje się na Bliskim Wschodzie. Tam niekoniecznie rację posiadają nasi sojusznicy (pytanie też którzy? Turcja, która w praktyce współdziała z Państwem Islamskim?), zresztą czy to nie oni celowo doprowadzili do rozdygotania Bliskiego Wschodu? Czy Asad jest głównym winnym wojny w Syrii, jak usiłuje się to przedstawić? Czy pomysł na wojnę z Iranem, który dość długo firmowały USA, nie był pomysłem na totalną katastrofę? Czy polityka zachodnia nie wzmacnia najbardziej radykalnego islamu rodem z Arabii Saudyjskiej (tak, mieli obniżać ceny ropy, żeby dopiec Putinowi) kosztem szyityzmu?

Czy władza, która krzyżuje i ścina szesnastolatka za obrazę majestatu, nie jest równie zbrodnicza jak dyktator Asad? (Pytanie pomocnicze: Czy w Polsce musimy mieć takie samo zdanie jak "The Washington Post"?)

4.

Wniosek z tego, co dzieje się na Bliskim Wschodzie jest przykry: demokracja nie jest systemem uniwersalnym. Może potrzebna była ta gorzka nauczka (choć nie wiem na ile uczymy się na błędach) z tzw. Arabskiej Wiosny. Z pięciu krajów, w których dokonać się miały zmiany demokratyczne (Syria, Libia, Egipt, Tunezja, Jemen), w trzech mamy wojnę domową, w jednym chwiejną demokrację, w ostatnim - w sytuacji staczania się ku państwu islamskiemu - twarde rządy wojskowe.

Nie możemy tak do końca umywać rąk. W Syrii, Egipcie i Libii rządy autorytarne, które chcieliśmy obalać były rządami świeckimi ze skłonnością do socjalizmu. To, co pozostało na zgliszczach, to niespokojne upadłe państwa, z których na tratwach ucieka się do Europy.

5.

Rosja toczy całkowicie realistyczną rozgrywkę o wpływy i prestiż. Czy tego chcemy, czy nie, jej interesy bywają sprzeczne z naszymi, ale bywają również zbieżne, jak w przypadku Bliskiego Wschodu. Nie lubmy jej nadal, ale przynajmniej nie zakładajmy, że jej polityka w Syrii jest bardziej błędna i obłędna od naszej (to jest Zachodu).

(Dopisane: W polskich mediach pojawiły się komentarze, że Rosja destabilizuje sytuację w Syrii. Wiele mogę pojąć, ale naprawdę trzeba mieć klapki na oczach, żeby uznać, że w Syrii da się coś jeszcze zdestabilizować).

  

piątek, 20 lutego 2015
Sönke Neitzel, Harald Welzer, Żołnierze. Protokoły walk, zabijania i umierania, Krytyka Polityczna 2014

 

W czasach względnego pokoju, wojna jawi się jako coś niemożliwego. Przykładamy nasze moralne miary do okrucieństwa i wychodzi nam coś niesłychanego. Przecież to niemożliwe, bestie, nie ludzie. Ostatnio na przykład popularne roztrząsanie jest ile złego uczyniła Armia Czerwona w roku tysiąc dziewięćset czterdziestym piątym, jakby była niechlubnym wyjątkiem wśród wysoce etycznych innych armii. Najgorsze jest to, że to nieprawda.

Znowu, jak przy "Udręce życia", ta niemiła konstatacja, że w odpowiednich warunkach, w gruncie rzeczy, zachowujemy się tak samo. Z psychologicznego punktu widzenia mieszkańcy narodowosocjalistycznych Niemiec byli tak samo normalni jak przedstawiciele innych społeczeństw w tamtym czasie (s. 48). Prowadzili wojnę w systemie odniesienia swojego, narodowosocjalistycznego społeczeństwa, co skłaniało ich, jeżeli zaszły takie okoliczności, także do działań radykalnie nieludzkich. Aby takie działania podjąć, nie trzeba być jednak - i to budzi zasadniczy niepokój - ani rasistą, ani antysemitą (s. 337).

Dlatego te wojny są tak podobne, praca żołnierza jest jak praca w fabryce albo urzędzie. W  pierwszym wypadku liczy się liczba zabitych (a przy masowych egzekucjach pracowali także na akord!), w drugim - liczba złożonych krzeseł albo liczba pism. Kluczową rolę w tej ich pracy odgrywają wartości, które w czasach pokoju tak czcimy: honor i ojczyzna. (To też ostrzeżenie dla tych, co jakieś wartości zbyt fetyszyzują).

Kiedy czytam: strzelaliśmy do tramwaju, we wszystko, była zabawa na całego (s. 110), to zaraz sobie przypominam, co J. opowiadała o Sarajewie i o polowaniach na ludzi, idących po wodę albo chleb.

Znowu wraca refren: Tyle wiemy o sobie, ile nas sprawdzono. Z takim małym westchnieniem, żeby jednak nie sprawdzać.

 

poniedziałek, 11 sierpnia 2014
Baśń bliskowschodnia

 

Eksportowaliśmy demokrację w małych przeciwpiechotnych pudełeczkach.
Urywała kończyny. Taki koszt - mówiliśmy ze zrozumieniem.
Obalaliśmy tyranów: proszę pudełeczko, chętnie wymienimy je na galony i baryłki.
Ale to byli nasi tyrani: lubiliśmy palić z nimi cygara, handlować czołgami, lubieżnie oblizywać usta.
Wysyłaliśmy żołnierzy, przysyłali metalowe skrzynie na adresy do Rammstein i Czagos.
Radźcie sobie sami - poradziliśmy wreszcie. Poradzili sobie.
Przyszli wieczorem, śniadzi i brodaci. Trzymali noże z naszych paczek i wołali, że nie ma zmiłuj.
Coś się musiało popsuć w tych naszych pudełeczkach. Nie były na gwarancji.
Rośnie liczba ofiar.
Nie cytujemy danych, bojąc się przyznania, że ten cały eksport to był psu na budę.

 

(Do dramatu, który dzieje się w Iraku i Syrii doprowadziła krótkowzroczna polityka prowadzona przez Amerykanów i ich sojuszników, ochoczo robiących im łaskę (trawestując najelegantszego i najinteligentniejszego z nich1). Na naszych oczach powstało tam barbarzyńskie państwo, państwo dzikie i ludobójcze. To tam, a nie na Ukrainie jak sądzą nasi politycy, rozgrywa się dziś batalia o dalsze losy ludzkości. To tam giną dziś w okrutnych torturach ludzie, którzy nie wyrzekli się swojej wiary (co na Zachodzie traktowane jest jako śmieszny powód śmierci). To dziś my, katolickie przedmurze, a nie Francja i Niemcy, powinniśmy apelować o nasilenie bombardowań pozycji barbarzyńców, powinniśmy deklarować przyjęcie pod swój dach prześladowanych.)

 

_____

1 O tym dlaczego z takim szacunkiem określam jednego ministra pisałem tutaj.

 
1 , 2 , 3